poniedziałek, 10 stycznia 2011

Kopie moich postów z onet.blog.pl (3)

30 lipca 2009

"Lecz o niemożliwą proszę rzecz: błagam więc mą dumę, aby zawsze szła w parze z mą roztropnością!
A gdy mnie ma roztropność opuści - och, lubi ona odlatywać! - wówczas niech się ma duma z szaleństwem mym poniesie!"

Fryderyk Nietzsche - "Tako rzecze Zaratustra" - Kęty 2004, Wydawnictwo ANTYK


"Wy spoglądacie w górę, gdy chcecie podniesienia. Ja patrzę w dół, bo jestem wyniesiony.
Któż jest między wami, co razem i śmiać się potrafi, i wzniesionym się czuć?
Kto szczytów najwyższych dosięgnie, ten śmieje się z wszelkich tragikomedii i tragicznych powag".

Fryderyk Nietzsche - "Tako rzecze Zaratustra" - Kęty 2004, Wydawnictwo ANTYK


"Och, gdzież na świecie działy się większe szaleństwa niż wśród litościwych? I cóż stworzyło więcej cierpień na świecie nad szaleństwa współczujących?
Biada wszystkim kochającym, którzy nie mają wyżyny, sięgającej ponad litość!
Tak oto przemówił raz do mnie diabeł: "I Bóg ma swe piekło - jest nim miłość ludzi".
Zaś niedawno te słowa usłyszałem: "Bóg nie żyje; litość nad człowiekiem przyprawiła Boga o śmierć".

Fryderyk Nietzsche - "Tako rzecze Zaratustra"  - Kęty 2004, Wydawnictwo ANTYK


31 lipca 2009

"Jednakże wiedziałem (i był to jeden z kanonów mojej literackiej wiedzy o ludziach), że istnieją czyny ludzkie, na pozór zgoła bezsensowne, które jednak są człowiekowi potrzebna dlatego, że go w pewien sposób określają - tak, aby dać najprostszy przykład, ktoś gotów popełnić zupełnie niepotrzebnie szaleństwo po to tylko, aby nie odczuwać siebie jako tchórza".

Witold Gombrowicz - "Pornografia" - Wydawnictwo Literackie, 1986 r.


31 lipca 2009

W tomiku poezji Adama Asnyka zatytułowanym "Miłość i kwiaty" jest mnóstwo wspaniałych wierszy, jak nie trudno się domyślić, właśnie o miłości i kwiatach. Jednak kwiaty tu schodzą na plan dalszy, a przoduje uczucie, najpiękniejsze uczucie - miłość. Ja, osobiście, kwiaty z tytułu traktuję jako jeden z symboli miłości.
Jako zakochany nie mam wyjścia - muszę opublikować jakiś wiersz napisany przez Adama Asnyka, no bo, póki co, piękniejszych poezji o miłości nie czytałem. Na razie jeden, niebawem kolejne. Zapraszam do lektury. "Radę" dedykuję, z przymrużeniem oka, sobie.


Adam Asnyk - "Rada"

"Utraciłeś, mówisz, spokój
I moralną równowagę
Dla dziewczęcia pięknych oczu.
Biedny chłopcze, miej odwagę!
Sam najlepiej zawyrokuj,
Czy to warto żyć spokojnie?
W mglistych, czystych snów przezroczu
Kąpać duszę bogobojnie?

Nigdy czoła nie zachmurzyć,
I nie doznać serca bicia,
Żyć bez szaleństw, pragnień, wzruszeń,
Pozorami mdłego życia?...
Lepiej, że się zacznie burzyć
Niepokojem pierś twa młoda.
Tęcza tęsknot, żądz, pokuszeń
Nowych blasków tobie doda!

Na twe troski znajdziem radę,
Tylko śmiało patrz jej w oczy,
Niech ten płomień, co z nich bucha,
Falą ognia cię otoczy.
A gdy w wzroku dojrzysz zdradę,
Gdy tęsknota wzrośnie w łonie,
Chcąc odzyskać spokój ducha,
Weź i ściśnij drobne dłonie!

Jeśli za to się obruszy,
I gdy twarz jej dotąd biała
Opromieni się różowo,
I gdy pierś jej będzie drżała -
Wtedy ratuj spokój duszy!
Uratujesz, jak Bóg w niebie,
Gdy wymówisz słodkie słowo:
- O, najdroższa! Kocham ciebie!...

Jednak, jednak być to może,
Że ucieknie zapłoniona...
Na ucieczkę ty nie zważaj,
Bo powróci jeszcze ona.
Że powróci - głowę łożę.
Więc ty tylko bądź wytrwały,
Pierwszą próbą się nie zrażaj,
Bądź namiętny, tkliwy, śmiały.

I choć będziesz cierpiał, marzył,
Choć się ogniem pierś zapali,
Spokojności, ach! nie żałuj,
Lecz się jeszcze posuń dalej.
Gdy się będziesz przed nią skarżył
A ta śmiać się będzie pusta,
Weź za rączkę i pocałuj,
Lecz pocałuj w same usta!..."


31 lipca 2009

Żyjmy tak, jakby jutra miało nie być
Bo przecież nie wiemy, czy jutro będzie
Każdą chwilę w pełni trza przeżyć
I mocno wierzyć, że życie jest piękne

Co było wczoraj, dziś nie jest ważne
Co będzie jutro, dziś się nie liczy
Zawsze przez życie idźmy odważnie
Bo kochać życie - największy to wyczyn!


01 sierpnia 2009

Wczorajszy dzień puściłem z dymem
Przeszłości nie ma
Dziś zapomniałem, kim wczoraj byłem
To zbędny temat
Po co rozmyślać, po co roztrząsać?
To niepotrzebne
W chwili obecnej lepiej pozostać
Chwilo, trwaj we mnie!

Nie przypominam sobie tych czasów
Kiedy to było?
Już nie pamiętam poprzednich wczasów
Powtarzam: trwaj chwilo!
Te stare związki, starzy znajomi
I przyjaciele
Nie rozmawiajmy dzisiaj już o nich
Bliznach na ciele

Więc powtarzam dziś po raz wtóry
Chwilo trwaj, jesteś piękna!
I nie miej żalu do mnie o bzdury
Że cię przestanę zaraz pamiętać
I się nie gniewaj, taki twój żywot
Twe przeznaczenie
Za kilka chwil będziesz nieżywą
Bo umrzesz we mnie


01 sierpnia 2009

Dumnie płynął po niebie,
Jak okręt po błękitnych wodach.
Skrzydła niczym żagle
Niosły go żywo na wietrze.
Tak wysoko, hen,
Prawie pod oknami Boga,
Płynął dumnie jak paw,
Aż w piersi rosło me serce.

Z góry patrzył na wszystko,
Chmury były mu siostrą.
Siostrą była mu wolność,
Którą ukochał mocno.
W dzień rozmawiał ze słońcem,
Nocą przy blasku księżyca
Patrzył w gwiazdy wysoko,
Pod ich okiem zasypiał.

Raz przysiadłem na skałach,
Niedaleko strumyka.
Chciałem pobyć sam chwilę,
Porozmawiać ze sobą.
I już przyszła ta chwila,
Począłem oczy zamykać,
Kiedy nagle poczułem,
Że ktoś przysiadł się obok.

Nic nie rzekłem,
On także.
Patrzyliśmy gdzieś niemo.
Jednak w duchu przyrzekłem,
Że zdobędę z nim niebo.


01 sierpnia 2009

"Orzeł" kończy się tak nagle; wiem, że powinien trwać dalej, ale cóż... Skończyłem go, bo skończyły mi się pomysły, w mojej głowie powstała pustka, jak to się mówi - opuściła mnie wena, a ja wolę powiedzieć, że odeszło ode mnie natchnienie.
Natchnienie zostawiło mnie... Niestety. Ale, tak sobie myślę, że kiedyś ten wiersz zmodyfikuję, poprawię go, by był lepszy. Na razie, póki co, publikuję go w takiej formie, jak się komuś nie podoba, a tu nie ma się komu nie podobać, bo prawie nikt nie robi mi komentarzy; a więc, jak się komuś nie podoba, trudno.
A propos tych nieszczęsnych komentarzy. Niech ktoś jakiś napisze, proszę, niech się ktoś zlituje... Oj wiem, że i tak to do nikogo nie trafi, bo nikt tego nie przeczyta. A więc i tak pozostaniecie na moje prośby głusi.
Tak więc na tym zakończę. Czekajcie na moje nowe publikacje, które pojawią się niebawem - najpóźniej jutro.


01 sierpnia 2009

Był już Nietzsche (co nie znaczy, że już nie będzie), teraz czas na kogoś z innej beczki. Dla równowagi - ktoś z przeciwległego bieguna. Anthony de Mello i piękna przypowieść z jego niezwykłej książki "Przebudzenie".
Mówię niezwykłej, ponieważ, cała książka, jak i przypowieść, wiele wniosły do mojego życia; powiem więcej: dzięki nim, między innymi, spojrzałem na świat trochę innymi oczami, dostrzegając to, czego wcześniej nie udało mi się zauważyć - a co dopiero to widzieć.

Co do równowagi, o której pisałem, to będzie, przynajmniej taka pozorna. Dwa przeciwległe bieguny: Anthony de Mello, jezuita, co za tym idzie - wierzący, oraz Fryderyk W. Nietzsche - filozof, który twierdził, że Bóg umarł. (Taka dygresja: ponoć gdy umarł Nietzsche, pojawiły się teksty w stylu: "Nietzsche umarł. Bóg.").

Gdybyśmy chcieli się w to wszystko wgłębić, dostrzeglibyśmy wiele podobieństw i wspólnych cech między tymi, pozornie diametralnie innymi osobowościami. Chociażby, pierwsze co się nasuwa: Zaratustra był także przebudzony.

Przeczytajcie tekst poniżej. Piękną przypowieść zamieszczoną na początku książki de Mello. Ponoć Anthony opowiedział tę historyjkę, gdy poproszono go, aby powiedział parę słów o swojej pracy. Później powtórzył ją w trakcie rekolekcji; można ją także odnaleźć w jego "Śpiewie ptaka".

Zapraszam.


"Pewien człowiek znalazł jajko orła.
Zabrał je i włożył do gniazda kurzego w zagrodzie.
Orzełek wylągł się ze stadem kurcząt
i wyrósł wraz z nimi.

Orzeł przez całe życie
zachowywał się jak kury z podwórka,
myśląc, że jest podwórkowym kogutem.
Drapał w ziemi, szukając glist i robaków.
Piał i gdakał.
Potrafił nawet trzepotać skrzydłami
i fruwać kilka metrów w powietrzu.
No bo przecież czyż nie tak właśnie fruwają koguty?

Minęły lata i orzeł zestarzał się.
Pewnego dnia zauważył wysoko nad sobą,
na czystym niebie wspaniałego ptaka.
Płynął wspaniale i majestatycznie
wśród prądów powietrza,
ledwo poruszając potężnymi, złocistymi skrzydłami.

Stary orzeł patrzył w górę oszołomiony.
- Co to jest? - zapytał kurę stojącą obok.
- To jest orzeł, król ptaków - odrzekła kura.
- Ale nie myśl o tym. Ty i ja jesteśmy inni niż on.

Tak więc orzeł więcej o tym nie myślał.
I umarł, wierząc, że jest kogutem w zagrodzie."


Anthony de Mello - "Przebudzenie" - ZYSK I S-KA WYDAWNICTWO, 2004 r.


03 sierpnia 2009

Adam Mickiewicz - "Pieśń filaretów"

"Hej, użyjmy żywota!
Wszak żyjemy tylko raz;
Niechaj ta czara złota
Nie próżno wabi nas.

Hejże do niej wesoło,
Niechaj obiega w koło.
Chwytaj i do dna chyl
Zwiastunkę słodkich chwil.

Po co tu obce mowy?
Polski pijemy miód;
Lepszy śpiew narodowy
I lepszy bratni ród.

W ksiąg greckich, rzymskich steki
Wlazłeś, nie żebyś gnił;
Byś bawił się jak Greki,
A jak rzymianin bił.

Ot tam siedzą prawnicy,
I dla nich puchar staw,
Dzisiaj trzeba prawicy,
A jutro trzeba praw. [...]

Cyrkla, wagi i miary
Do martwych użyj brył;
Mierz siłę na zamiary,
Nie zamiar podług sił.

Bo gdzie się serca palą,
Cyrklem uniesień duch,
Dobro powszechną skalą,
Jedność większa od dwóch. [...]

Krew stygnie, włos się bieli,
W wieczności padniem toń,
To oko zamknie Feli,
To filarecka dłoń."

[1820]
















Kopie moich postów z onet.blog.pl (2)


26 lipca 2009
http://1.1.1.1/bmi/pr-wieczorek-dsm.blog.onet.pl/0

Czas na kolejne wpisy. Kolejny dzień, kolejny wpis, ale za nim powstanie wpis, musi powstać jakaś myśl. Zapisane słowa - te, które teraz czytacie - powstają spontanicznie. Myśli, które tworzą się w mojej głowie, za moment są notowane, bez większego przemyślenia. Momentami zapewne wydają się one nieco dziwne, niedojrzałe, śmieszne, czy jeszcze tam jakieś i, nie zaprzeczam (choć nie potwierdzam), być może właśnie takie są.

Dziś jest 26 lipca. Rok Pański 2009. Dziś jest niedziela, więc, jakby to rzec, nie tylko rok jest Pański, ale dzień także. Z okazji niedzieli odprawiane są, właśnie w niedziele, msze święte. Dziś na msze nie pójdę, choć nie zaprzeczę, zdarza się, że kościół czasem odwiedzę. Jednak, tak myślę, jeśli już zdecyduję się, by iść na mszę, to głównie po to, by zrobić sobie spacer (długości około 3 kilometrów). Bóg mieszka wszędzie, a ponoć najwięcej Go jest w ludzkich sercach, więc na mszy Boga jest dużo, bo dużo - pojęcie względne - na mszy jest osób, jednak, nie ukrywajmy, podczas meczu piłkarskiego, jeszcze niech to będą derby (ŁKS kontra Widzew), ludzi jest o wiele więcej niż w kościele w niedziele, nawet niech to będzie odpust.

Co do odpustów kościelnych, a propos odpustów, zdanie swoje mam, jednak dziś długo pisać o tym nie będę. Pamiętacie, jak Jezus zburzył doszczętnie świątynie, wkurzony piekielnie, że z Domu Bożego zrobili sobie rynek? Czasem mam ochotę wpaść na odpust pod kościół i rozwalić te kolorowe stragany.

Będę kończył pisanie. Być może, jeśli będę o siłach, a będę na pewno, tylko nie wiem, czy będzie mi się chciało, opublikuję jeszcze dziś wiersz, który napisałem kilka minut temu. Muszę go tylko skończyć....

Pozdrawiam


26 lipca 2009
http://1.1.1.1/bmi/pr-wieczorek-dsm.blog.onet.pl/0

Masz najcudowniejsze dłonie
I te dłonie tylko mnie będą dotykać
Masz najsłodsze usta
I te usta tylko mnie będą całować
Masz najpiękniejsze oczy
I te oczy tylko na mnie będą patrzeć
I na zawsze - Ja i Ty
A czas w miejscu stanął
Już na zawsze - tylko My
A świat przestał istnieć
W Twych objęciach jest najcieplej
Żaden mróz się tu nie wkradnie
W Twych objęciach jest najpiękniej
W Twych objęciach jest najładniej
A Ty jesteś najgorętsza
Znów wybucham dziś jak wulkan
To są słowa mego Serca
Które wyśpiewuje dusza


27 lipca 2009
http://1.1.1.1/bmi/pr-wieczorek-dsm.blog.onet.pl/0

Myślałem, że polski rap umiera. Że ginie, a jeżeli nie ginie, to zanika – by nie było za brutalnie. Moi dawni faworyci, żeby nie powiedzieć „starzy”, choć młodzieżą przestali być już jakiś czas temu, poczęli robić „chałę” - że się tak wyrażę nie obcesowo.

Pamiętam ich, jak „nawijali” o tym, że komercja to bagno i nic dobrego, teraz jakby o tym zapomnieli, stanęli po drugiej stronie, na przeciwległym biegunie. Ale, gdy pomyślę trzeźwo, stwierdzam, że to ich życie, ich rap, ich sprawa, a więc niech robią to, na co mają ochotę.

Chciałem powiedzieć jeszcze coś innego. Nie mam pretensji do nich za to, że zmienili swoje stare przekonania, że są inni niż przedtem, że zasady, które im kiedyś przyświecały, dziś nie są dla nich ważne.
Lubię patrzeć, gdy człowiek się zmienia, lubię to widzieć. To, że kiedyś mówili coś innego, a dziś mówią i robią coś innego, jest okej. Znaczy, że się zmienili, a zmiana jest dobra, zmiana jest siostrą progresu. Wiem to, znam to na własnym przykładzie.

A to, czy robią dziś oni „komerę”, także jest sprawą otwartą, i ja nie mam zamiaru tego oceniać. Cieszę się, że coś robią, że działają, że mają motywację, że im się chce, i niech robią to nawet dla pieniędzy.
Teraz o hip hopie którego kocham. Rok 2008 to rok, który przejdzie do historii. Wiecie dlaczego? Właśnie w tym roku, roku 2008, raper z Białegostoku nagrał płytę, która jest najlepszą płytą w historii polskiego hh. (Oczywiście, to wszystko, co piszę, to moje subiektywne poglądy).

Mowa o raperze Pih i płycie „Kwiaty Zła”. Tytuł zaczerpnięty – tak myślę – z poezji Charlesa Baudelaire'a, jednak cała płyta także mocno poetycka.

Cała płyta „prze kozacka”. Teksty przemyślane po najdrobniejsze szczegóły, dobre bity, super klimat, to wszystko tworzy mieszankę naprawdę wybuchową. „Wybuchowa mieszanka”, nie wiem, czy to dobre określenie dla „Kwiatów Zła”. Mówiąc „wybuchowa mieszanka” mam na myśli coś niesamowitego, coś, co mocno mnie urzekło. Jednak „Kwiaty Zła” to przede wszystkim płyta bardzo osobista. Pih mówi otwarcie o tym, co czuje, o tym, co myśli, o tym, co kocha, czego się boi, a przy tym pokazuje swoje mocne strony, „nawijając” o tym, co w nim słabe.

Płyta, jak dotąd, dla mnie numer jeden. Nie będę więcej o niej pisał, by nie pójść za daleko i nie przesadzić, by nie wyjść na krytyka czy ignoranta. Polecam ten tytuł – ot, tyle.

O Pei nie będę się długo rozwodził. „Solufka” to także porcja dobrego, polskiego rapu. Polecam również.

Hemp Gru „Droga” to także „kozak”. Zawsze wierzyłem w Bilona i się nie zawiodłem. Na nowej płycie pokazał klasę. „Nawinął” tak, jak potrafił najlepiej, pokazał to, co umie naprawdę – brawo! Wilku to już „wyjadacz”, a naszych stróżów prawa, tradycyjnie, nie oszczędził, rymując dosadnie, co o nich myśli. W Hemp Armii jest też Hudy HZD, młody raper, który także „wypuścił” swoją solową płytkę. Niestety, nie słyszałem, poza kilkoma „numerami”, które są bardzo dobre. Mój faworyt: „To nie o to chodzi”.

To, na co czekało wielu, a ci, którzy byli najbardziej niecierpliwi, odetchnęli już z ulgą. Nareszcie Chada puścił w miasto solo. Brawo! Bez cienia cynizmu, wielkie brawo! Wczoraj po raz pierwszy usłyszałem w całości „Proceder”, a dziś powiem, że to mistrzostwo świata. Kolejna mega dobra płyta, mega dawka prawdziwego polskiego hh. Chada ma bardzo prosty i jasny przekaz i tym właśnie tak do mnie i we mnie trafił. Przednia płytka. „Ej, kolo, Chada puszcza w miasto solo”.

Na koniec Fabuła i ich „Dzieło Sztuki”. Białystok wymiata. Jak sami rymują, jak o nich piszą, jak ja o nich myślę: debiut stulecia! Najbardziej urzekają mnie bity, jednak rymami chłopaki nie ustępują. Goście także mega fajni, Pih, Pysk czy HST. Kolejna dawka, kolejna porcja dobrego polskiego rapu.

To nie po kolei, ale z czasem mi się przypomina. Jest jeszcze Eldo i jego super produkcja, płyta o tytule „Nie pytaj o nią”. Jest jeszcze DonGuralEsko i wielu innych wybitnych polskich raperów. Naprawdę, tego jest bardzo dużo, a połowy nawet nie wymieniłem, za co przepraszam.

Polecam Wam polski rap, bo jest dobry i... nadal prawdziwy.

„Dziewczyno, Chłopaku, słuchaj Polskiego Rapu”



27 lipca 2009



Dla M., której pragnę

Masz to coś
Co przyciąga mnie jak magnes
Masz to coś
Czego tak mocno dziś pragnę
Masz to coś
Co tak bardzo mnie dziś kręci
Masz to coś
Co podnosi poziom rtęci

Daj mi to
Nie chcę czekać dłużej więcej
Daj mi to
W zamian dam Ci moje serce
Daj mi to
Już tak dłużej nie wytrzymam
Daj mi to
Co ma smak słodkiego wina

Pragnę Cię
Całym swym jestestwem
Pragnę Cię
Słuchaj, jak bije me serce
Pragnę Cię
Jak nikogo nigdy
Pragnę Cię
W każdej mego życia chwili

Podejdź do mnie
Chciałbym poczuć, jak dziś pachniesz
Podejdź do mnie
Dzisiaj w mych ramionach zaśniesz
Podejdź do mnie
Lubię, kiedy jesteś blisko
Podejdź do mnie
Zrób to wszystko, dam Ci wszystko




Zrywałem Kwiaty Ustami

 Jak Goethe, też zbierałem kwiaty na łące
Wczesnym letnim rankiem, gdy wschodziło słońce
Lecz nie tysiące, a miliony, miliardy
Aż słońce zaszło i wzeszły gwiazdy

Zbierałem kwiaty do koszyka
Rwałem je ustami
Tymi, którymi będę Cię dotykał
Gdy będziemy sami



Dedykowane dla M.

Twoje oczy tak bardzo są podobne do moich
Może ujrzysz to kiedyś, gdy głębiej w nie spojrzysz
Może kiedyś wyczytasz w nich moją historię
Krótszą niż słowo, dłuższą niż powieść

Potem jak spowiedź na ucho powiem Ci szeptem
Tak szczerym, głębokim, że przejdą Cię dreszcze
Co czuję naprawdę, gdy przy Tobie jestem
Że wiem co to szczęście i jak patrzy się sercem

I że nic więcej nie chcę, bo choć oczy są ślepe
Powiedzą nam więcej, niż teksty zapisane w księdze

Kiedyś zobaczysz to w moich, tu słowa są zbędne
Czytaj między wierszami, kolejny wers za wersem
Czytaj między słowami, literka po literce

Bo najważniejsze nie zawsze jest tym, co się krzyczy
Czasem ci najgłośniejsi mówią o niczym
Za to mnóstwo przekaże, ten który milczy
Mnóstwo nam powie, ten który cichy

Ja też tak zrobię, zamknę usta, a klucz utopię
Po czym spojrzę w Twe oczy, uśmiechnę się potem
Nic nie powiem, milczenie jest złotem
I mymi oczami wykrzyczę swą historię



Tęskniąc za nim

Tęskniąc za nim
Wciąż nie może spać po nocach
W tej tęsknocie pogrążona
Nic nie robi, tylko szlocha
Łzy wyciera swe w poduszkę
W głębi duszy niespokojna
W głębi duszy, w głębi serca
Gdzie zażarta wielka wojna

Gdzieś ty, luby?
Krzyczą usta zakochanej
Proszę, ratuj mnie od zguby
Mnie tak smutno tutaj samej
Mnie tak smutno
Nikt nie umie mnie pocieszyć
Miłość rzeczą jest okrutną
Kiedy nie ma jej z kim przeżyć

W jej pamięci coś ożyło
Przypomniała sobie chwilę
Peron, mundur, jej kochany
Który trzymał w dłoni bilet
Wojna rzeczą jest tak straszną
I przybrała tak na sile
W oczach młodej zakochanej
Aż chwyciła ta za sztylet



Nietzscheanizm

Mówi węgiel do Diamentu
Czemuż ty taki twardy?
Czyż nie jesteśmy braćmi?
Na to ja was się pytam
Bracia moi zacni
Czemuż wy tacy mięccy?
Czyż nie jesteśmy braćmi?

Nietzscheanizm 2

Przysiadłem na progu chwili
Puściłem całą przeszłość w niepamięć
Jak dym...
Trwałem w miejscu jak bogini zwycięstwa
Nie doznając zawrotu głowy przy tym
Ani lęku
Dzięki temu dowiedziałem się
Czym naprawdę jest szczęście



28 lipca 2009

Wiem, że marne to wszystko, co tworzę na tych stronicach
I nie mam odwagi nazwać tego sztuką
Piszę, co chcę i co lubię, piszę
Piszę, jak chcę i tak jak umiem piszę
I czasem bywam uzurpatorem
Nazywam siebie wtedy poetą, a moje teksty mianuję poezją
Wiem, że to czasem brzmi pompatycznie
Nie liczę się z tym, może to brzmieć, jak tylko chce
I może to być przerostem formy nad treścią
Nie przejmuję się tym, co inni mówią, i to co myślą, mnie nie frapuję
Zwą mnie tak, jak chcą, lecz często ci, o których nikt nigdy nie słyszał
Zdarza się, że nikt o nich nie wie, bo oni wolą pozostać w ukryciu
Chcą być anonimowi, nadają sobie fikcyjne imiona
Jeden jest „Ktoś”, być może temu, że „Kimś” chciałby być
Drugi jest „Ja”, ten drugi „Sobą” chce być
Trzeci to „Krytyk”, ciekawe, czy jego krytykują inni?
Inny jest „Młody”, następny „Stary”
Jest ich tak dużo, że trudno z liczyć
Lecz chyba, jak widzisz, nie warto nigdy brać ich do siebie
Tak naprawdę niewielu, a może żaden nigdy nie liczył się z ich słowami
Gdybym był wulgarny, nazwałbym ich po imieniu
Wtedy musieliby spocząć razem z innymi, w tym kontenerze, tam gdzie odpadki
Trza robić swoje i iść wciąż naprzód, czasem nie warto się w tył oglądać
Trza wierzyć w siebie i w tych, których się kocha
Nie wątpić nigdy, w to że się uda





29 lipca 2009

Zawsze wierzyłem w siebie
Pamiętam, nawet wtedy gdy było ciężko
Zawsze wierzyłem w życie
I wierzyłem w to, że jest ono dobre
Wierzyłem w ludzi, choć później
Przyszła ta chwila, i właśnie wtedy
Tych ludzi – zawiodłem

Nigdy nie byłem zły, choć czasem
Robiłem rzeczy, które nie były dobre
Kochałem marzyć i śnić
Kochałem iść…
Do przodu i czynić progres

Czasem patrzyłem na świat oczami
Małego Dziecka
Lecz właśnie wtedy
Ludzie
Patrzyli na mnie jak na idiotę
Musiałem przestać
By nie być wyśmianym
To jakby Ja
Jakby Ja kontra Świat Cały

Często się bałem
A chyba najbardziej właśnie śmiechu
Och, ludzie czasem są okropni
Często w miejscu stałem
Lub się cofałem
I nie słyszałem, jak szczęście mówi
Weź mnie dotknij

Płakałem nocami
Wylewałem litry łez
Waliłem pięścią w poduszkę
Czułem się jak nikt

Dziś…
Jest…
Inaczej…
I…
Chociaż…
Płaczę…
To tylko wtedy
Gdy…
Jestem…
Szczęśliwy


9 lipca 2009

M: Nie mów mi o tym co było wczoraj, dobrze?

C: Ale czemu mam ci nie mówić? Przecież przeszłość to coś co było, czyli jest częścią naszego życia.

M: Raczej było jego częścią.

C: Wszystkiego nie da się wymazać. Przeszłość jest faktem, a więc zawsze powinniśmy mieć ją na uwadze.

M: Ale po co? Powiedz.

C: Chociażby po to, by nie popełniać w przyszłości tych samych błędów.

M: Wcale nie musimy ich pamiętać, by kiedyś ich unikać.

C: Ale, jeżeli zapomnimy o błędach, kiedyś znów przyjdą do nas, a my ich nie poznamy, nie będziemy wiedzieli, że są złe i znów wpuścimy je do naszych domów.

M: Myślę, że jest inaczej.

C: To powiedz, powiedz: jak jest?

M: Jest tak, jak wierzymy, jak jest, i jest tak, jak myślimy, jak jest.

C: Ale co to ma wspólnego z przeszłością?

M: Możemy uwierzyć w to, że cała nasza przeszłość była kolorowa, a jeśli uwierzymy w to mocno, ona taka się stanie.

C: Stanie się, ale tylko dla nas.

M: To, co dla nas jest prawdą, stanie się prawdą dla całego świata.

C: Chyba mylisz się, człowiecze.

M: Wierzę, że nie.

C: Widzisz: ty wierzysz, że to prawda, a ja, jako przedstawiciel reszty świata, widzę, że jest inaczej. Nie uwierzyłem tak jak ty.

M: Uwierzysz. Poczekaj.

C: Dobra, dobra... Pomówmy o przeszłości.

M: Przeszłości nie ma. Jak można mówić o czymś, co nie istnieje? Byt jest, niebytu nie ma. Co możemy powiedzieć o niebycie?

C: Może to, że jest ciemny!

M: Ale ciemność istnieje.

C: Człowiek to niezwykła istota, potrafi nadawać imiona rzeczą, których nie ma, ot, taki niebyt. Ale dajmy temu spokój!

M: Dajmy.

C: Czyli, myślisz, wczoraj nie istnieje?

M: Zastanów się; ono istnieje tylko w naszych głowach, to taki niebyt. Coś, czego nie ma.

C: Ale wiesz, jak wyglądało wczoraj, pamiętasz wiele zdarzeń z wczoraj, a o niebycie możesz tylko powiedzieć, że go nie ma, a więc nie można go opisać.

M: Masz racje, ale, powiedz, do czego potrzebna ci jest pamięć o wczoraj?

C: Do...

M: To jest podobnie jak z przyszłością. Żyjesz w teraźniejszości, a wciąż zastanawiasz się, myślisz o tym, co zrobisz za chwilę. Myślisz, co zrobisz jutro. Wyjeżdżasz gdzieś za miesiąc, a twoje myśli już tam są, miesiąc przed tobą. A bywa, że kiedy już wyjedziesz, żyjesz świadomością powrotu. Żyj chwilą, która trwa. Życie ci minie, a ty wtedy stwierdzisz, że nigdy nie żyłeś.

C: Mądre to, co mówisz, bracie.

M: Tak więc przeszłości dla mnie nie ma.

C: Zakończy na tym dzisiejszą rozmowę. Jutro znów się spotkamy.

M: Odejdź w pokoju, bracie.

C: Do zobaczenia.











Kopie moich postów z onet.blog.pl (1)

25 lipca 2009

To pierwszy wpis na moim blogu. Jak się domyślacie, nic konkretnego w pierwszym wpisie nie będzie.

Może zacznę od tego: Jest to drugi blog w moim niedługim życiu - to, czy moje życie jest długie, to sprawa relatywna; mam 24 lata, dla mnie moje życie jest króciutkie.

Poprzedni blog palnął licho; może to i dobrze, bo mało był on warty. Tzn., w sumie, gdyby był on warty więcej, licho by go nie palnęło, bo prowadziłbym go dalej, i pisałbym tam nadal, ale że był lichy, licho go trzasnęło, choć podobno żyje.

Idźmy dalej: Na imię mam Przemek, mam 24 lata. Urodziłem się w styczniu... I chyba starczy! O sobie, oczywiście, starczy - póki co, przynajmniej.

A więc od dziś zaczynam ponownie. Po raz kolejny - drugi, co już wspomniałem - zmierzę się z blogiem. "Zmierzę się z blogiem"? Trochę dziwnie to brzmij. Ale nieważne. Niech brzmij, jak se chce!

Zapraszam wszystkich na swój blog.

czwartek, 16 grudnia 2010

Jeden mój blog do "odstrzału"

Tak sobie myślałem, myślałem, myślałem – i coś wymyśliłem. Zastanawiałem się nad tym, iż posiadanie dwóch takich samych blogów jest bez sensu. Ostatnio nawet poruszyłem ten temat, kiedy byłem u Kamila (tak a propos: to adres do blogu Kamila: http://diary-blackandwhite.blogspot.com/). Kolega śmiał się ze mnie, że prowadzę dwa takie same blogi. Bo, jakby nie było, to jest trochę śmieszne i… bezsensu, o czym wspomniałem na początku.

Tak więc: myślałem, myślałem i wymyśliłem, że jednego bloga trzeba po prostu zlikwidować. Oczywiście na „odstrzał” pójdzie mój blog na Onecie. Nie mam zbyt dużego wyboru, nie mam nad czym się zastanawiać: blogger jest lepszy – ma więcej opcji, jest ciekawszy.

Teraz muszę zrobić jedną rzecz. I lepiej to zrobić wcześniej, niż później. A rzecz muszę zrobić taką: usunąć bloga onetowskiego, a wcześniej wszystkie publikacje, które tam uczyniłem, skopiować do bloggera. Teraz pytanie: jak to zrobić? Tych publikacji tam jest naprawdę sporo. Czy zrobić to za jednym razem? Myślę – ale tak chyba mi się nie uda, nie da rady zrobić tego za jednym razem, tzn. w jednym poście, bo za duża byłaby to objętość.

Pomyślę jeszcze jak to zrobić, ale pewnie zrobię to w taki sposób, iż będę kopiował po parę wpisów onetowskich w jednym poście bloggerowym – i chyba jest to najlepszy pomysł. Tak więc decyzja podjęta – czas działać.

To ostatni mój wspólny wpis w dwóch blogach. Teraz będę dostępny tylko i wyłącznie pod adresem, który podaję na samym dole postu. Blog onetowski za jakiś czas zniknie DEFINITYWNIE!

Zapraszam wszystkich Moich Czytelników pod ten oto adres:

niedziela, 12 grudnia 2010

Niezwykła data - 12.12.2010

Dziś 12. grudnia rok 2010, czyli: 12.12.2010. Data ciekawa, zauważyliście? Powtarzają się w niej te same trzy cyfry. Trzy razy jeden, trzy razy dwa oraz dwa razy cyfra zero.

Dodałem wszystkie cyfry dzisiejszej daty i wyszła mi suma równa cyfrze 9. A, jak nie wszyscy wiemy, cyfra dziewięć to ciekawa cyfra. Dziewięć uważana jest za liczbę świętą, m.in. dlatego, że jest wynikiem mnożenia trzech przez trzy. Dziewięć jest także ostatnią cyfrą, co symbolizuje przełom. Po dziewiątce już nie ma cyfr, po dziewiątce jest liczba 10.

Wykonując mnożenia, a potem dodawania na cyfrze dziewięć wychodzą nam bardzo ciekawe wyniki. Oto one:

9 * 2 = 18 i 1 + 8 = 9
5 * 9 = 45 i 4 + 5 = 9
9 * 3 = 27 i 2 + 7 = 9
4 * 9 = 36 i 3 + 6 = 9
6 * 9 = 54 i 5 + 4 = 9
7 * 9 = 63 i 6 + 3 = 9

A oto co napisali o dziewiątce na stronie symbolika.net [źródło] (Pozwoliłem sobie skopiować cały akapit.)

W starożytnej Grecji 9 ma znaczenie rytualne. Demeter przez 9 dni wędruje po świecie w poszukiwaniu swojej córki Persefony. Dziewięć muz przychodzi na świat za sprawą Zeusa podczas dziewięciu miłosnych nocy. 9 symbolizuje owocne poszukiwania, ukoronowanie wysiłków, zakończenie procesu tworzenia. 9 to również wszechświat jako całość złożona z trzech części. Każdy ze światów : niebo, ziemia i piekło, jest przedstawiany za pomocą trójkąta lub cyfry 3. Według tradycji judeochrześcijańskiej istnieje 9 hierarchii anielskich, 9 sfer niebieskich, 9 kręgów piekielnych. Egipcjanie nazywali 9 Górą Słoneczną. Wyrażała ona dla nich przemiany, którym podlegała w trzech światach ( boskim, ziemskim i intelektualnym) trójca bóstw Ozyrys, Izyda i Horus, przedstawiająca Esencję, Substancję i Życie. 9 oznacza również zbawienie, dlatego w tradycji chrześcijańskiej Jezus, ukrzyżowany o trzeciej, zaczyna agonię o szóstej i umiera o dziewiątej. 9 jest ostatnią w szeregu cyfr. Jest więc końcem i zarazem ponownym początkiem, przeniesieniem zjawiska na nowy, szerszy plan. Związana jest z ideą ponownych narodzin, kiełkowania, jak i jednocześnie śmierci, zaniku. Przez dziewięć miesięcy trwa też okres ciąży.

Tak więc, jak widzimy, dziewiątka jest niezwykła. Dzisiejsza data także. Mój krótki wpis nie wyczerpuje tej niezwykłości, ale nie miałem takiego zamiaru. 12.12.2010. 

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Fałszywe Mikołajki

Dziś poniedziałek i Mikołajki. Szkoda, że zawsze gdy przypada podobne święto – ludzie tak mocno to przeżywają, wręcz z egzaltacją, media nawołują do pokoju i miłości, politycy są dla siebie dobrzy, a na co dzień większość kłamie, oszukuje i ma drugiego człowieka głęboko w tyle.

Dlaczego na co dzień nie jesteśmy dla siebie dobrzy? Czemu nie uśmiechamy się do siebie na ulicy? Tylko wtedy gdy święto – to wielki bum! A gdy święta nie ma – nikt i nic nie jest ważne, tylko my się liczymy. No, nie tylko my – jeszcze liczą się pieniądze. One ważniejsze są nie tylko od innych ludzi. Tak często z powodu pieniędzy człowiek psuje, a nawet niszczy samego siebie. To smutne, przykre, a bywa że tragiczne. 

czwartek, 2 grudnia 2010

Zajęcia z profesorem Mariuszem Jędrzejką w WSP

Pierwszy budzik zadzwonił o godzinie 5:00. Polifoniczny dźwięk, który wydawał, usłyszałem na tyle głośno, by się obudzić, choć jego źródło, telefon komórkowy marki Nokia, znajdował się w pokoju obok. Po około pół minucie wyciszyła go babcia. Postanowiłem, że skorzystam z okazji i jeszcze trochę poleżę w wygodnym łóżku pod ciepłą kołdrą. Tak też zrobiłem. Drugi budzik, znajdujący się już w moim pokoju, nastawiony miałem na czas budzenia na godzinę szóstą. Nie czekałem jednak aż zadzwoni, bo już o godzinie 5:30 byłem na nogach. Tak więc drugi budzik wyłączyłem, zanim zdążył nawet pomyśleć o tym, żeby zadzwonić. Pewnie nawet nie zdążył się obudzić.

Poranne, krótkie ćwiczenia, potem przygotowania, śniadanie i tak dalej. Nie będę wgłębiał się tutaj w szczegóły tych czynności, pominę to, przenosząc się do momentu mojego wyjścia z domu, który nastąpił około godziny 7-mej. Na przystanku znalazłem się jakieś 15-ście minut później, około 10-ciu minut czekałam na przyjazd busa, do którego, gdy już zajechał, wsiadłem, a potem, jakieś 15 kilometrów dalej, już na terenie miasta Łódź – opuściłem, by przesiąść się do tramwaj linii 8.

Normalnie, znaczy w warunkach pogodowych nieutrudniających tak mocno podróżowania, pojechałbym busem dalej, do jego przystanku krańcowego znajdującego się na ulicy Bazarowej w Łodzi, jednak nie zrobiłem tego, z obawy, że nie zdążę na czas dojechać do miejsca celu mej podróży – Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi znajdującej się na ulicy Żeromskiego 115.

Z doświadczenia, które zdobyłem trzy dni wcześniej, wiedziałem, że w obecne srogie, zimowe warunki pogodowe po mieście najwygodniej i najbezpieczniej poruszać się tramwajem, a ja wolałem nie ryzykować, nie chciałem się spóźnić, więc postawiłem przesiąść się z busa – i dodam, że była to decyzja dobra. Na miejscu – na terenie WSP – byłem już o godzinie 9-tej, czyli pół godziny przed czasem.

W środku uczelni spotkałem kilkoro znajomych, z którymi wymieniłem kilka serdecznych słów. Potem przeniosłem się pod aulę nr 3. To właśnie w niej o godzinie 9:30 miało dojść do spotkania, które poprowadzić miał prof. dr hab. Mariusz Jędrzejko. Spotkanie odbyło się planowo: najpierw wykład, potem warsztaty. Wszystko to pod tytułem „Dopalacze – nowy problem medyczny, prawny, społeczny, moralny – interpretacja pedagogiczna”.

Myślę, że frekwencja dopisała. Zająłem miejsce w jednym z pierwszych rzędów. Rozejrzałem się dookoła i zobaczyłem, że przybyłych jest wielu. Ich liczba wynosi około stu. Oprócz studentów na zajęciach pojawili się także pracownicy uczelni, w tym wykładowcy.

Profesor Mariusz Jędrzejko już na samym wejściu zrobił na mnie wrażenie osoby surowej i nieco arbitralnej. Na początku zajęć zaczął wydawać studentom nieznoszące sprzeciwu dyrektywy, by przesiadali się w krzesła stojące bardziej z przodu, a niektórych z nich nazywał nawet „gamoniami”. Osób spóźnionych na zajęcia nie wpuszczał. Wyprosił z sali nawet jednego z wykładowców Wyższej Szkoły Pedagogicznej, właśnie za to, że przybył na zajęcia 10 minut po ich rozpoczęciu. Już w czasie trwania wykładu dynamicznie chwycił i przestawił na bok kamerę, która Go nagrywała, a którą obsługiwał także pracownik WSP.

Lecz w dalszej części wykładu okazało się, że Profesor Jędrzejko to przede wszystkim dobry człowiek oraz pedagog posiadający twarde zasady. Pracując z osobami uzależnionymi, z narkomanami czy alkoholikami, pedagog terapeuta, powinien wytyczyć mocne granice, których przekraczać nie wolno. Jeśli chcemy pomóc tym osobą, a chcemy (!), czasem musimy być surowi. Osoba mocno uzależniona nie wie, co jest dobre a co złe. My musimy mu to pokazać, zaczynając od spraw podstawowych i fundamentalnych. Żeby budować osobowość i wartości potrzebna jest konsekwencja i dyscyplina. Osoby mocno uzależnione muszą jasno wiedzieć, jacy mają być i co robić. Muszą mieć ustalone sztywne granice, których nie mogą przekraczać – inaczej terapia nie przyniesie skutku.

Nim młodzież sięgnie po narkotyk, zanim wykona ten krok – należy ją uświadamić, czym to właściwie grozi. Przekonywać na różne sposoby, że nie warto nawet próbować. Bo, jak wiemy, to nie zabawa, a konsekwencje tego czynu mogą być ogromne – uzależnienie od narkotyków czy alkoholu to problem, który rzutuje na całe życie. Nigdy nie mamy pewności, że próbując raz narkotyku – nie wrócimy do niego. Nic nie daje gwarancji, że tego nie powtórzymy. Nie wiemy, co mamy zapisane w DNA, nie znamy naszego kodu genetycznego. A jak pokazują badania – od tych czynników także zależy podatność na uzależnienia.

Profesor podczas warsztatów uczył, jak najlepiej trafić do młodzieży, by ta nie sięgała po narkotyki i dopalacze. Co mamy mówić, w jaki sposób mówić, co pokazywać, by zniechęcić młodzież do tych substancji, a przede wszystkim, by ją uświadomić, czym grozi zażywanie. Prowadzący puszczał slajdy, na których były zdjęcia twarzy osób – najpierw przed stycznością z narkotykami i dopalaczami, kiedy były jeszcze zdrowe i ładne, potem np. po pół roku brania. Zmiany w rysach i wyglądzie były bardzo wielkie.

Profesor pokazał, jaka jest różnica między dopalaczami a zwykłymi narkotykami. Przede wszystkim skład. Weźmy zwykłe narkotyki: mamy amfetaminę, która pobudza organizm i podwyższa ciśnienie, i marihuanę, która wycisza i uspokaja, oraz powoduje spadek ciśnienia. Natomiast jeden dopalacz może mieć właściwości i amfetaminy – pobudzające organizm i podwyższające ciśnienie – i marihuany – wyciszające organizm i obniżające ciśnienie. Co się dzieje w organizmie osoby po zażyciu takiego dopalacza – łatwo sobie wyobrazić.

Profesor pięknie odwoływał się do Stwórcy. Mówił, że to Bóg stworzył nasze umysły, nasze mózgi i nikt nie powinien ich modyfikować sztucznymi substancjami. Pobudzenie po amfetaminie jest tylko chwilowe i, tak naprawdę, pozorne, a przede wszystkim sztuczne, bo już po kilku godzinach przychodzi stan, kiedy trzeba zapłacić za zażycie narkotyku. Jednak największą konsekwencją są nieodwracalne zmiany w naszych mózgach i organizmach. Nie mówiąc już o czymś, co zwane jest współuzależnieniem, kiedy cierpi nie tylko osoba uzależniona, ale także, a może głównie jej bliscy. Życie mamy jedno. Żyjemy tu i teraz. A więc przeżywajmy nasze życie jak najlepiej!

PS. Oto link do relacji (zdjęcia): http://www.wsp.lodz.pl/news-324.html