Wczoraj wieczorem zacząłem odpowiadać na Wasze komentarze. Dziś wieczorem dokonam publikacji tych odpowiedzi. Teraz życzę Wam miłego dnia!
sobota, 26 marca 2011
piątek, 25 marca 2011
Podróżniczy dzień
Odpoczywam. Dosyć aktywny dzień. Podróżniczy – tak go nazwę. Najpierw w Poddębicach na spotkaniu „Liderów”. Potem w Konstantynowie na walnym zebraniu stowarzyszenia „Czuję sercem”. Później w Łodzi na ulicy Limanowskiego. Jest tam apteka, w której niedrogo można kupić leki. No i zobaczyć uśmiech miłych pań aptekarek.
Jutro jadę na uczelnie po ostatni wpis. Moja sesja przedłużyła się nieco. To a propos tego, że jeszcze niedawno wszystko odkładałem na ostatni czas. Ale skończyłem z tym. Przynajmniej taką mam nadzieję.
Zauważyłem jedną ciekawą rzecz. Im usilniej pragnę coś w sobie zmienić, tym gorsze są tego efekty. Najlepiej się temu poddać. Zaakceptować to – wtedy samo odejdzie. Ale o tym pisał już ktoś mądrzejszy. Pamiętacie A. de Mello?
Śpiew ptaka
Słyszałem dziś, jak za moim oknem śpiewał jakiś ptaszek. Nie jestem jednak pewny, czy był to skowronek, czy może wróbelek. O, znów słyszę trel…
Miłego dnia! I do wieczora!
czwartek, 24 marca 2011
Brawo dla Piotra Wolwowicza za odwagę i niezależność poglądów
Przed chwilą na kanale You Tube obejrzałem fragment programu „Must be the music. Tylko muzyka” (wyżej), w którym to Piotr Wolwowicz wykonał patriotyczną piosenkę Andrzeja Rosiewicza – „Pytasz mnie”.
Żaden ze mnie krytyk muzyczny ani specjalista od emisji głosu – w przeciwieństwie do p. Elżbiety Zapendowskiej – ale muszę powiedzieć, że wykonanie Piotrka podobało mi się bardzo. Jestem przede wszystkim słuchowcem, dlatego też połączenie pięknej melodii, ładnego wokalu i wzniosłego tekstu stanowi dla mnie symbiozę niemalże wybuchową.
Po wykonaniu przez Piotrka patriotycznego – według mnie wzruszającego – utworu jury było wręcz zniesmaczone. Pani Zapendowska biła aż pokłony, mówiąc do wykonawcy, by nie szedł tą drogą.
Potem, jako krytyk muzyczny i specjalista od emisji głosu, oceniła treść, a nie formę i jakość wykonania piosenki przez Piotra. Jeszcze byłbym w stanie to zrozumieć, gdyby chłopak zaśpiewał „Smerfy” albo „Gumisie”. Ale całemu jury, na czele z p. E. Zapendowską nie spodobało się właśnie to, że utwór jest patriotyczny. Gdybam, że „Smerfy” spotkałby się pewnie z większym uznaniem w oczach – a raczej w uszach – „Bandy Czworga” z p. Zapendowską na czele. W dzisiejszych czasach to nie modne i nie trendy być wiernym ojczyźnie – tym bardziej będąc tak młodą osobą jak Piotr.
Nie uważam siebie za wyjątkowo wielkiego patriotę. Polska jest dla mnie ważna, nawet bardzo, ale podkreślam: nie najważniejsza. Jednak cenię niezależność myślenia. Cenię odwagę i stanie przy swoich wartościach, choćby cały świat mówił, że jest inaczej. Dlatego też chciałbym wyrazić wielki szacunek dla Piotra Wolwowicza. Za taką postawę należą się wielkie brawa.
środa, 23 marca 2011
Masz to
Masz w sobie siłę, i cokolwiek by się działo, cokolwiek stało – dasz radę, wytrwasz.
Masz w oczach ogień, który spala wszystko wokół, zamieniając fałsz w popiół.
Masz w sobie radość, która promienieje z Ciebie, jakbyś był słońcem.
Masz tę charyzmę, która porusza tłumy, wzrusza ich serca.
Masz w sobie wiarę, która góry przenosi.
Masz w sobie wiarę, tak wielką, tak silną, że potrafisz czynić cuda.
Masz to przebicie, co przebija mury, zamieniając je w gruz.
Masz w sobie tę moc, która się nie kłania.
Masz to spojrzenie, które jest jak laser.
Masz w sobie możliwości, które nie znają granic, jak ta moc, która także nie zna granic. Moc dla której nie ma rzeczy niemożliwych.
wtorek, 22 marca 2011
Małe sprostowanie…
…do mojego wpisu „Chcesz mnie spotkać – to wpadnij do kościoła”. Mianowicie: ksiądz, który gości u nas w parafii, nie pochodzi z Ukrainy – jest Polakiem, a w Ukrainie pracuje jako kapłan od dziesięciu lat.
Dwa słowa w Aleksandrowskiej TV
W tamtym tygodniu byłem w bibliotece w Aleksandrowie. I spotkałem tam dwie sympatyczne panie z Kuriera Aleksandrowskiego – lokalnej TV. (Oprócz tego spotkałem kilka miłych pań, które pracują w bibliotece – ale Ona są tam prawie zawsze, więc wspominam o tym tylko w nawiasie.) No i powiedziałem kilka słów do kamerki. Chcecie zobaczyć? Oto link:
poniedziałek, 21 marca 2011
Chcesz mnie spotkać – to wpadnij do kościoła
W mojej parafii – miejscowość Bełdów – są teraz rekolekcję. Zaczęły się w sobotę. Wczoraj, jak co niedzielę, była msza. Msza odprawiała się także dzisiaj i będzie odprawiać się jutro.
Pojechałem dziś od rana pozałatwiać parę spraw. Potem udałem się do Konstantynowa w jednej sprawie. Zdążyłem wrócić w swoje rejony kilka minut po godzinie 17-tej. O godzinie 18-tej odprawiała się rekolekcyjna msza święta.
Dziś nie będę zanudzał o tym, czy jestem Katolikiem, Chrześcijaninem, Buddystą, czy może Ateistą. Dziś słowo o tym, że ksiądz, który gości w naszej parafii na czas rekolekcji, wygłosił na dzisiejszej mszy naprawdę piękne kazanie.
Dodam, że ksiądz ten jest z Ukrainy. Tak a propos, przypomniało mi się, że spotykam ostatnio samych mądrych ludzi z Ukrainy. Jakiś czas temu poznałem także ukraińskiego księża oraz profesora pedagogiki pochodzącego również z Ukrainy.
O czym kazanie traktowało teraz tego nie streszczę. Powiem tylko, że jutro ostatni dzień rekolekcji. I także o godzinie o 18-tej będę na mszy. (Chcesz mnie spotkać, to wpadnij do kościoła.)
Jeśli znów damy Im szansę – to Oni nam pokażą
W miniony weekend podczas zajęć na uczelni – już chyba tradycyjnie – poruszony został temat polityki. W piątek pan Doktor – filozof, człowiek o niebywałej wiedzy – zacytował słowa prof. Kołakowskiego, które traktowały o demokracji i opisywały jej mankamenty. Wiadomo: dzisiejsza demokracja nie jest tą samą demokracją, która obowiązywała w czasach starożytnych. Nie pamiętam dokładnie, co pan Doktor powiedział na ten temat, bo już myślałem o czymś innym, już świtały mi w głowie słowa JKM-a, który o demokracji powiedział stwierdzenie w stylu: Jeśli będziemy we troje na bezludnej wyspie – dwóch mężczyzn i jedna kobieta – i zaczniemy głosować nad tym, by – za przeproszeniem – gwałcić tę biedną panią – i dwóch mężczyzn zagłosuje na „tak”, a kobieta będzie przeciw – to ta kobieta demokratycznie zostanie przegłosowana – czyli będzie demokratycznie gwałcona, raz przez jednego barbarzyńcę, raz przez drugiego, na zmianę. Mało tego: będzie to 2/3 głosów, czyli ustawę tę można będzie wpisać do konstytucji.
Zacytowałem słowa JKM-a – niedosłownie oczywiście – podczas wykładu. Na to pan Doktor powiedział coś w stylu, że na JKM-a głosują ludzie, którzy na polityce się nie znają. Ja na JKM-a nie głosowałem (nie twierdzę też, że znam się na polityce; jestem zwykłym obserwatorem i wiele rzeczy mi umyka) – i nie wiem, czy będę głosował, bo nie zgadzam się z jego wieloma poglądami. Ale logiki i zdrowego rozsądku JKM-owi w sprawach polityki odmówić nie można. Czy ktoś się z tym nie zgadza? Pewnie ten pan Doktor.
Potem pan Doktor powiedział, że zapoznał się kiedyś z programem Unii Polityki Realnej i było tam coś o tym, by sprywatyzować wszystkie szkoły i uczelnie wyższe. Zaznaczam, nie wiem, jak to wyglądałoby w praktyce. Ale odpowiedziałem panu Doktorowi, że dziś 1/3 zarobków legalnie pracującego człowieka to podatki. UPR natomiast podatki by obniżył znacznie. Każdego, kto by pracował, stać byłoby pewnie na prywatne leczenie, szkoły itp. Popatrzmy co dzieje się dziś. Kiedy chcemy się wyleczyć fachowo – idziemy leczyć się prywatnie. Szybki przykład: jako osoba niepełnosprawna, w styczniu zapisałem się do lekarza rehabilitanta – dostałem termin na 1-ego czerwca. A co do państwowych szkół – to w większości z nich, jeśli nie we wszystkich, będą uczyć – a raczej uczą! – tego co poprawne politycznie.
UPR, a dokładniej Stanisław Michalkiewicz, napisało projekt konstytucji RP. Jeśli się nie mylę, jest tam zapis o tym, że Rząd nie może zadłużać RP. Zakaz robienie deficytu przez państwo. Powiedziałem też o tym na piątkowym wykładzie. Na co pan Doktor odpowiedział – kompletnie nie rozumiem czemu – że – jeśli tak – to może zrobimy zakaz zadłużania się także przez zwykłych obywateli. Pan Doktor powiedział to z ironią. Taki mądry facet, a nie rozumie, że jeśli Rząd zadłuża Państwo, to zadłuża wszystkich obywateli – i ktoś kiedyś będzie musiał te długi spłacić? Rząd zadłuży Państwo, potem przyjdzie nowy Rząd, a kto te długi, zaciągnięte przez pierwszą Władzę, będzie spłacał? Jeśli zwykły obywatel się zadłuża – to on te długi spłaca, ewentualnie jego rodzina. Jeśli zadłuża się Rząd – płacą za to obywatele. Przecież to logiczne jak to, że dwa razy dwa to cztery. Czy może nie jest to takie logiczne?
Za to w sobotę na ćwiczeniach z Warsztatów Terapeutyczno-Kompetencyjnych znajoma z grupy powiedziała, że rządy PO są super, tyle tylko, że partia za krótko rządzi, by było to widać. Ale jeśli damy Im szansę w wyborach, które coraz bliżej – to Oni nam pokażą. Że są super pokażą – oczywiście.
niedziela, 20 marca 2011
Mój sprzęt
Mój sprzęt, znaczy komputer, w miarę ogarnięty. Wszystkie potrzebne sterowniki zostały wgrane. Czyli jest dobrze. Od razu inaczej się korzysta ze sprzętu i lepiej na nim pracuje.
Jutro pierwszy dzień Wiosny. Mojej ulubionej pory roku. Bardzo się cieszę. Mam nadzieję, że pogoda dopisze i wszyscy wagarowicze będą radośni. Tylko – pamiętajcie – nie pijcie piwa i nie palcie papierosów, jak to robicie niektórzy pod szkołą. No, wina też nie pijcie. Chyba że to lepsze, za 12 złotych przynajmniej.
sobota, 19 marca 2011
Chaotycznie – o wszystkim i o niczym
Weekend szkolny zakończony. Jutro znów podróż do Kamilka. Będziemy dalej „ogarniać” mój komputer. „Ogarniać” – podoba mi się to określenie. Chociaż może nie jest fajne?
Nieważne. Jakie jest, takie jest. Zresztą: dla jednych może być fajne, dla innych nie. Jest to względne, relatywne. Fajnie – znów jestem infantylny i piszę o niczym. To pewnie od lekkiego zmęczenia szkółką.
Życzę Wam udanej niedzieli. W sumie może zajrzę jutro do kościołka. W sumie, ale nie na sumę, a jeśli już – to na godzinę 9-tą. Ale wątpię, bym wstał tak wcześnie.
Jeśli chodzi o odpowiedzi na Wasze komentarze – to będą, na pewno, to nie obiecanki cacanki, jak zasugerował Czytelnik (Czytelniczka?) o pseudonimie M:). Tak swoją drogą, zastanawiam się, kim jest ten M:). Może kiedyś się wyjawi.
Ale o tym więcej w odpowiedziach na Wasze komentarze. A one już niedługo. Tak, wiem, wiem, jestem tu nie słowny. I wiecie co? Jestem także chaotyczny, zbyt bezpośredni i często nie słucham tego, co mówią do mnie inni. Nie słucham, choć słyszę. Mam także problemu z koncentracją – czasem tak bywa.
Pani Basia powiedziała także, że często nie zastanawiam się nad tym, co mówię. Najpierw coś powiem, a potem myślę. Byłaby to prawda, gdybym myślał po tym, gdy już powiem. Ale ja często coś mówię, a później nie zastanawiam się nad tym, co powiedziałem. Nie zastanawiałem się także nad tym, co powiedziałem, zanim to rzekłem. To taki „spontan”. Bezpośredniość – czasem jak u dziecka. Ale czy to złe?
Nic o tym nie mówiłem, nic nie pisałem. Ale wczoraj już formalnie zaliczyłem praktyki. A Opiekunka Praktyk wystawiła mi ocenę „bardzo dobrą”. Poza tym napisała OP o mnie same pozytywne rzeczy. Że wniosłem do Monaru dużo pozytywnej energii i tym podobne. To miłe, doceniam to – naprawdę.
A tak w ogóle – trochę a propos mojej chaotyczności – to widzieliście dziś wieczorne niebo? Jaki Księży jest wielki? Jak blisko nas? To piękny widok, aż raduje się serce – powiedziałby nie jeden poeta. Więc ja tak mówię. I nic więcej tu nie dodam. Bo mnie wyśmiejecie. Śpijcie smacznie!
piątek, 18 marca 2011
Czytanie jest seksi
Miałem napisać o tym już jakiś czas temu. Ale odkładałem to ciągle lub po prostu zapominałem. Lecz dziś przyszła chwila, bym temat poruszył. Choć w paru słowach. A wart jest tego na pewno.
Prawie co dzień jeżdżę autobusem linii 78. I prawie za każdym razem spotykam w nim co najmniej dwie osoby, które czytają książkę. Zdarza się, że są to trzy lub cztery osoby. Prawie zawsze są to panie. Wyjątek miałem dziś. Ale było to w busie. Jakąś godzinę temu spotkałem w nim pana czytającego książkę.
Czasem się temu dziwię. Oczywiście: miłe i pozytywne jest moje zaskoczenie. To piękny widok – kobieta z książką. Czytanie jest seksi – aż ciśnie się na usta. Panowie, Wy też czytajcie! Nie wstydźcie się robić tego publicznie.
Nie wiem, czy ilość osób czytających, która jest coraz większa – a przynajmniej takie są moje spostrzeżenia – spowodowana jest jakąś kampanią, czy czymś jeszcze innym. Nie wiem, nie mam zielonego pojęcia. Ale kocham te piękne prawie że wiosenne widoki.
czwartek, 17 marca 2011
SPIS PRAW DLA TYCH, KTÓRZY KOCHAJĄ SIEBIE
1. Mam prawo być sobą – tym, kim jestem i kim chcę być.
2. Mam prawo myśleć i czuć tak, jak chcę, i ja jestem ostatecznym sędzią swego postępowania, za które całkowicie odpowiadam.
3. Mam prawo kochać, kogo chcę, i pozwalać sobie być kochanym.
4. Mam prawo kochać i szanować siebie, planować, wygrywać oraz stawać się najlepszym, jaki mogę, bez manipulacji, w obszarze mojej integralności.
5. Mam prawo się zmieniać, rozwijać, uczyć o sobie i moim świecie, robić błędy i być za nie odpowiedzialnym.
6. Mam prawo mówić "nie" i być niezależnym od akceptacji innych.
7. Mam prawo do prywatności, czasu dla siebie, utrzymywania części swego życia w sekrecie, bez względu na to, czy jest to część ważna, czy mniej ważna.
8. Mam prawo kwestionować każdy pogląd dotyczący mojego życia; mam prawo być wysłuchany i potraktowany poważnie.
9. Mam prawo do tego, by wierzono mojemu słowu. W razie popełnienia błędu, mam prawo do jego naprawienia lub wyjaśnienia.
10. Mam prawo zmienić decyzję i nie podawać przyczyn ani nie usprawiedliwiać moich działań, jeżeli nie są one niekorzystne dla innych.
11. Mam prawo mówić, że nie wiem, i nie odpowiadać na pytania tych, którzy nie mają prawa pytać.
12. Mam prawo rozwiązywać własne problemy, podejmować własne decyzje i znaleźć własne szczęście w świecie.
źródło: "Wewnętrzne przebudzenie" - Colin P. Sisson
źródło: "Wewnętrzne przebudzenie" - Colin P. Sisson
Redaktorzy, bierzcie połowę albo zmieńcie dilera!
Wczoraj z Kamilkiem zrobiliśmy trochę porządku z moim sprzętem. A raczej Kamil zrobił, a ja Mu towarzyszyłem. Powiedzmy – żeby się Chłopak nie nudził. Co prawda, nie wgraliśmy jeszcze wszystkiego, co trzeba, by komputer był w pełni sprawny. Ale system mam nowy – i to jest ważne. Udało mi się także zainstalować pakiet Microsoft Office. Mam oryginalny, więc korzystam. Tak więc do szczęścia nie brakuje mi dużo. Wcześniej trochę się obawiałem, że instalacja może się nie powieść. Ktoś powiedział mi kiedyś, że oryginalny pakiet Office można wgrać tylko na jeden system czy coś tam takiego. Na szczęście – to nieprawda, jak sam się przed paroma minutami przekonałem.
Potrzebuję wgrać jeszcze w sprzęt kilka sterowników. Przede wszystkim – bardzo ważne – brakuje mi tego od głosu. Mój komputer jest aktualnie bardzo cichy, nie wydaje prawie żadnych dźwięków. No, są uderzenia klawiszy, kiedy przyciskam je gumką zaczepioną na ołówku. Słychać też prace systemu, kiedy uruchamiam komputer. Poza tym, praktycznie nic. Głucha cisza. A muzyki by się posłuchało.
Dobrze, że mogę korzystać z Internetu. To ważne, bo mogę połączyć się z moim blogiem – i opublikować niniejszy tekst.
Ok., starczy o moim sprzęcie komputerowym, który potrzebuje też sterowników do karty graficznej, by ładniej wyglądać. O tym starczy. Teraz słowo z innej beczki.
Mam wśród znajomych facebook’owych pewną Panią Doktor, która zajmuje się PR-em (proszę wybaczyć, jeśli źle odmieniam). Dziś postanowiłem, że dowiem się na temat PR-u trochę więcej. Wiem na ten temat bardzo mało. Nigdy się PR-em nie interesowałem. A ponoć media nadużywają zwrotu „PR”, używając go często błędnie lub, po prostu, jak określiła to Pani Doktor – „durnie”.
Ja także nie jeden raz użyłem tego zwrotu durnie. A więc, aby się to już więcej nie powtórzyło, przeczytam jakąś książkę, która jest w tej dziedzinie w miarę rzetelna. Zresztą, poradzę się Pani Doktor, na pewno mi coś podpowie i poleci.
Mogę się tylko domyślać, jak czuje się ta Pani Doktor, kiedy czyta głupoty, jakie wypisują dziennikarze na temat PR. Kiedyś bardzo interesowałem się kulturą hip hop. Śmiałem się czasem z tego, co wypisywały przeróżne gazety niezaznajomione z hip hopem na temat hip hopu. Czasem się śmiałem, ale często denerwowałem. Jakiś kompletnie nieznający się na hip hopie dziennikarzyna, udający znawcę, pisał o muzyce rap, lub graffiti straszne idiotyzmy.
Jak jesteśmy przy gazetach, to warto wspomnieć o tym, że kupiłem dziś „Super Express”. Nie dla siebie – oczywiście – a dla Babci. Choć przyznaję się, że przejrzałem SE cały. Najciekawsza ze wszystkiego jest okładka. Jest na niej m.in. zdjęcie jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego, a obok tytuł wielkimi literami „PiS i SLD przejmą władzę!”
Czyli, jak przewiduje Pan Jacek, rządy PO skończą się w tym roku. Poza tym, także w tym roku, ale czcionką pisaną już mniejszą – czeka nas Wojna Światowa, rozpad Unii Europejskiej i kolejne wielkie trzęsienie ziemi. Ale to nie jest takie ważne w porównaniu z tym, że PiS znów u władzy będzie.
A propos okładek i super gazet. Na okładce „Faktu” wielki napis „Atomowa chmura nad Polską” – a na „Wykopie” komentarz do tego: „redaktorzy, zmieńcie dilera!”, oraz, komentarz użytkownika KHOT: "ATOM ZBIERA ŻNIWO! PIERWSZE POLSKIE OFIARY SZKODLIWEGO PROMIENIOWANIA! Redaktorzy Fakt-u na własnej skórze odczuli wpływ promieniowania."
Poprawiłem tytuł... :'] (cytat)
Poprawiłem tytuł... :'] (cytat)
środa, 16 marca 2011
Życie to przygoda
Nie ma żadnych dowodów na to, że życie jest poważne.
Nie ma, a więc nie ma też co podchodzić to życia tak mocno na serio. W niektórych sprawach ważny jest dystans. Lęk, który nas nawiedza, niczemu nie służy. Niektórzy twierdzą, że jest on iluzją. A więc uśmiech na twarz, pierś do przodu – i ruszajmy na spotkanie ze światem. Bo życie do przygoda!
wtorek, 15 marca 2011
Mało-ambitnie, mało-konkretnie
Jutro oddaję mój komputer do kolegi, który zrobi z nim mały porządek. Nie wiem, kiedy z powrotem odbiorę mój sprzęt. Mam nadzieję, że jak najszybciej. Najważniejsze, aby ogarnąć ten mały bałagan, który powstał w moim kompie. Trzeba zaprowadzić tu czystki, bo wiele rzeczy jest niepotrzebne.
Praktyki studenckie mam już zaliczone. W najbliższy piątek odbieram dzienniczek, który już mam wypełniony. Teraz czekam na opinię Opiekunki Praktyk oraz parę stempli i podpisów. Na szczęście wszystko jest OK., co bardzo mnie cieszy.
Sesja też już zaliczona. Prawie wszystkie wpisy porobione. Indeks zwracam do BOS-u 26 marca. W ten dzień wykonany zostanie w moim dzienniczku także ostatni wpis.
W kwietniu – bodajże 7 i 8 dnia tego miesiąca – jadę do Warszawy na pierwsze spotkanie w sprawie projektu „Uprzedź uprzedzenia”. Nie mam jeszcze żadnego pomysłu dotyczącego wyjazdu. Nie wiem jeszcze, jak pojadę, nie wiem z kim. Może ktoś ma ochotę?
Tu kończę mój wpis. Tak jak ostatnio: mało-ambitnie, ale zajęty – to dlatego. Jak będę wolniejszy, wpiszę coś konkretniejszego.
poniedziałek, 14 marca 2011
Odpowiedzialność za kraj i obywateli
Dziś zastanawiałem się nad tym, co kiedyś powiedziała pewna pani profesor. Było to podczas wykładu, który prowadziła. Ta pani profesor jest pedagogiem i prowadziła zajęcia z pedagogiki – specjalnej bodajże – lecz nawiązała do polityki.
Powiedziała coś w stylu: Nie rozumiem niektórych polityków. Przecież rządzić to wielka odpowiedzialność. Za cały kraj i za wszystkich obywateli. Nie rozumiem tego, że tak wiele osób chce rządzić.
Ja też tego nie rozumiem. I nie rozumiałem tego wtedy. Przecież dziś prawie każda partia – albo wszystkie partie – będące w rządzie są tam głównie po to, by rządzić. Bo po co niby jeszcze? No, ewentualnie po to, żeby brać pieniądze.
Naprawdę, ten system musi wreszcie paść. Gdyby wybory miały coś zmienić – dawno zostałyby zakazane – powiedział JKM. Większość polityków jest w polityce po jedno – niestety.
niedziela, 13 marca 2011
Znów odłożyłem to na ostatnią chwilę
Miałem dziś odpowiedzieć na Wasze komentarze. Wybaczcie mi, ale nie zrobię tego. Na jutro „muszę” przygotować kilka rzeczy. Tradycyjnie: odłożyłem te sprawy na ostatnią chwilę. Postanawiam sobie, że to moje odkładanie zmienię – cały czas ten proces trwa.
Mam nadzieję, że Wasz weekend był udany. Życzę Wam miłego tygodnia. Pozdrawiam!!
sobota, 12 marca 2011
Moi Wolni Słuchacze
Dziś na zajęciach z „socjotechniki pracy grupowej”, kiedy mówiliśmy trochę o sobie, znajoma powiedziała coś o mnie. Mianowicie: że dobrze „leję wodę” oraz że wciąż szukam sobie wolnych słuchaczy, którzy tego lania wody zechcą słuchać.
Kiedy usłyszałem te słowa, uśmiechnąłem się. Nie ukrywam, że zrobiło mi się miło. I nieco wesoło. Szczególnie na określenie, że szukam sobie wolnych słuchaczy.
Oczywiście ci wolni słuchacze to koledzy i koleżanki studenci. Faktycznie, czasem zapominam się, wtedy znajduję sobie tych wolnych słuchaczy – często są to studenci palący papierosy na dziedzińcu uczelni podczas przerw między zajęciami - i „leję im wodę”. Oni wtedy stoją, uśmiechają się i przytakują, mówiąc „tak, tak”, zaciągają się dymem i myślą sobie „skończ już, chłopie”.
Wszystkiego najlepszego wszystkim Grzegorzom
Okazało się, że zajęć na uczelni nie mam dziś od samego rana, ale od południa. Tak więc zdążyłem sobie trochę pospać. Obudził mnie tata, który przyjechał ze znajomym po parę deseczek – których u jest mnie sporo. Nie pytałem, po co to im, bo byłem zaspany. Ale pewnie będą coś zbijali.
Dobrze, że tata przyjechał, bo dziś imieniny Grzegorza, a mój tata Grzegorz ma na imię. Wczoraj zaopatrzyłem się w prezent, który dziś miałem tacie wręczyć. Pomyślałem, że jak będę jechał do szkoły, wstąpię po drodze do taty, złożę mu życzenia i dam prezent, a raczej upominek. Ale, skoro to on przyjechał, złożyłem mu życzenia na miejscu – u mnie w domu.
Mam kilku znajomych Grzegorzów, a więc składam im wszystkiego najlepszego z okazji imienin. Tradycyjnie: uśmiechu na twarzy, radości w duszy i miłości w sercu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)