niedziela, 29 maja 2011

Prawiczek - to ja

Na ćwiczeniach z przedmiotu Subkultury Młodzieżowe rozpoczęliśmy omawianie subkultury Skinhead. Kiedy się odezwałem, powiedziałem tylko jedno zdanie – pierwsze na tych zajęciach – Pani prowadząca przedmiot powiedziała do mnie: - Przemek, czuję każdą częścią mego ciała, że jesteś PiS-owcem. Trochę z tą każdą częścią ciała przesadziłem. Pani tak naprawdę mówiła chyba coś o porach. Chodzi oczywiście o te pory na ciele. Prawda, że każda część ciała ładniej brzmi? Ładniej – dlatego też jej użyłem.

Gdy Pani to powiedziała – nie zaprzeczyłem ani nie potwierdziłem. Jestem przede wszystkim sobą – Przemkiem. Mam swoje poglądy. Czasem są one bliższe jednej partii i oddalone są od innej. Tak już jest. PiS-owcem bym siebie nie nazywał. Prawicowcem – owszem. Choć na stwierdzenie prawiczek też bym się nie obraził.  

sobota, 28 maja 2011

Zniesienie wiz - jak delegalizacja PiS

Po całym dniu w szkole wróciłem do domu. Dosłownie przed godzinką przekroczyłem progi mojego mieszkanka. Chwilę odpocząłem, zjadłem, a potem odpaliłem komputer. Jej, nie pamiętam już dnia bez niego. Myślicie, że to już uzależnienie? Przecież sam powinienem to wiedzieć! To na pewno już przyzwyczajenie.

Dzisiejszy dzień zaliczam do udanych. W sumie: tak jak nie pamiętam dnia bez komputera, tak też nie pamiętam dnia, który udanym miałby nie być. Trzeba się cieszyć życiem – tak myślę. Kochać też je trzeba – może ono wtedy pokocha nas? (Jak nie, jak tak- już kocha!!)

A Prezydent USA w Polsce. Słyszę, jak mówią o tym właśnie w TV. Słucham ze swojego pokoju i uwierzyć nie mogę uszom. Przysłuchuję się jeszcze raz. Na szczęście przesłyszało mi się. Zamiast „zniesienie wiz” usłyszałem „zniesienie PiS”, a moja podświadomość odczytała to jako „zdelegalizowanie PiS”… Myślę: co jest – i Prezydent USA o to walczy?! Barack Hussein Obama II chcę pomóc zdelegalizować partię Jarosława Kaczyńskiego? Dobrze, że tylko mi się przesłyszało… To by dopiero było!

Gdyby naprawdę tak było – to by dopiero było. Demokrata Barack wsparłby naszą lewicę – czyli swoich, tych samych: czerwonych nie czarnych – by pozbyć się tej strasznej faszystowskiej partii, jaką jest PiS. Jeśli ktoś twierdzi, że to nie faszyści, to mam tu dowód nie do obalenia na to, że to faszyści. Tylko faszyści chodzą z pochodniami!

Oczywiście, mam nadzieję, że wiecie, iż to ironia. A jeśli nie wiecie – to… trudno… Szykuję się do spania. Jutro pobudka o 5:00. Śpijcie dobrze!! 

piątek, 27 maja 2011

Znów o śmierci, chwilo, trwaj!!

Uroczystość pogrzebowa to dobry czas, by zastanowić się nad swoim życiem. Spytać siebie – po co żyję? Czy życie polega na tym, by zarobić jak najwięcej pieniędzy? Kiedy przychodzi śmierć – tracą one swoją wartość. Co z tego, że miałem wielki dom, super szybki i komfortowy samochód oraz milion złotych na koncie? To teraz, w tym momencie – nic nie jest warte. Życia się nie kupi, jeśli się już je straciło.  

Może kiedyś przyjdzie nam zmartwychwstać. Wiara w to daje człowiekowi nadzieje. Wiara, że kiedyś przyjdzie dzień, w którym znów spotkamy się razem. Być może będzie to radosne spotkanie przy wspólnym stole, przy którym zasiądą żywi oraz ich bliscy, którzy byli martwi, a zmartwychwstali. Ale to dopiero kiedyś – a co teraz?

Dziś – kiedy żyję, kiedy jestem zdrowy – chcę łapać każdą chwilę, trwać w teraźniejszości. Chcę postępować tak, by móc spojrzeć sobie w twarz w lustrze – i powiedzieć do swojego odbicia: jestem z ciebie dumny. Kiedy przyjdzie po mnie Kostucha – chcę odejść z tego świata z czystym sumieniem – tak, by niczego nie żałować.

Znów piszę o śmierci, a ja taki młody – ach, chwilo, trwaj!! 

czwartek, 26 maja 2011

Semper Fidelis

Wierność nie jest nudna. Wierność jest piękna. Godna jest podziwu. Wierność jest szlachetna. Czasem jest ona trudna. Tyle rzeczy kusi, człowiekowi tak łatwo ulec tym pokusom. Ale jeśli człowiek ulega pokusie i zdradza – oznacza to, że jest słaby.

Jeśli, jak niektórzy twierdzą, wierność jest nudna – oznacza to, że niewierność pewnie jest ciekawa. Niewierność to zdrada. A więc zdrada jest rzeczą ciekawą – tak twierdzą niektórzy. Ale czy zdrada nie jest rzeczą haniebną?

To, że człowiek ulega słabościom, to rzecz normalna. Lecz my, ludzie, w fazach rozwoju powinniśmy dojść do takiego momentu, w którym nie będziemy już ulegać słabościom. Zdrada to słabość specyficzna, ponieważ bardzo rani osobę, która została zdradzona.

Tak więc to wierność jest ciekawa, a zdrada jest haniebna. Semper Fidelis! 

Dla każdej Mamy

Z okazji Dnia Mamy życzę wszystkim Mamom wszystkiego co najlepsze, najpiękniejsze i najszlachetniejsze!!

środa, 25 maja 2011

Po Ich Prawej Stronie Jest Już Tylko Mur

Trudno jest w dzisiejszych czasach myśleć inaczej niż większość. No, może myśleć inaczej, po swojemu jest łatwo, ale kiedy człowiek postanawia ogłosić światu swoją inność myślenia, zaraz pojawiają się głosy, które próbują wmówić, że ich myślenie (myślenie tych głosów) jest jedynym słusznym myśleniem. A ktoś, kto myśli inaczej niż oni, myśli źle.

Nie zgadzasz się z tym, co się dzieje, wychodzisz na ulicę, by to oznajmić, a ci od prawidłowego myślenia nazywają ciebie faszystą. Jesteś faszystą, który próbuje zburzyć porządek - tylko dlatego, że nie zgadzasz się z większością.

Nie, ja na ulicę nie wyszedłem, by powiedzieć, co dokładnie myślę o tym, co się dzieje. Są ludzie, którzy mają więcej odwagi i determinacji, by to robić. Moja rola sprowadza się do tego, by pracować nad sobą, dostosowywać się do świata. Pewnie na wiele ze  spraw nie mam wpływu. Ale mam wpływ na siebie, więc się zmieniam.

To, że często mam inne zdanie niż większość – także ogłaszam. Może nie robię tego z taką mocą i siłą, jak ci, którzy wychodzą na ulicę. Nie jestem też w tym zapewne tak konsekwentny, jak wielu redaktorów prowadzących portale niepoprawne polityczne i antysystemowe. Dla nich głoszenie swych poglądów to ich całe życie. Myślę, że byliby skłonni oddać życie za swoje poglądy. Ja do innych czynów zostałem stworzony.

Zawsze będę miał szacunek dla niezależnych poglądów. Ważne aby te poglądy były zgodne z najwyższymi wartościami człowieka. Zawsze będę wspierał tych, którzy myślą niepoprawnie. Podziwiam ICH wszystkich za odwagę, konsekwencję i wytrwałość. Oby tak dalej – jestem z Wami duchem i sercem. Wiem, że po Waszej prawej stronie jest już tylko mur.  

Bycie ministrantem

W kościele, do którego chodzę się modlić w każdą niedzielę oraz – ostatnio bardzo często z powodu tego, że 3-ego czerwca przyjmuję sakrament bierzmowania – w dni powszednie tygodnia, msze prowadzi nowy ksiądz. Tak naprawdę to nowy proboszcz naszej parafii. Ten poprzedni był super, dobry z Niego człowiek, ale z powodu wieku przeszedł na emeryturę. Ten także jest super – przynajmniej, jak do tej pory, takie robi wrażenie. Wydaję mi się, że dobry z Niego człowiek. Ma w sobie dużo energii i jest konkretny. Jak prawdziwy facet – wie, czego chce.

Oprócz księdza w naszej parafii nowi są także ministranci. A to dlatego, że w maju drugoklasiści z naszej parafii przyjęli po raz pierwszy św. komunię. Kilku chłopców, zaraz po tym, jak przyjęło komunię, zapisało się do grona ministrantów. Widzę Ich, jak podczas mszy pomagają księdzu. Jacy są dumni, kiedy to robią. Uczy Ich to dyscypliny i pewnych zasad. Myślę, że w przyszłości zbiorą tego owoce. Już teraz widać, jaką sprawia Im to radość. To chyba lepsze niż usilne uświadamianie, że dziecko może mieć dwóch tatusiów i jest to rzecz normalna. 

poniedziałek, 23 maja 2011

Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej

Dzisiejsze szkolenia tchnęły we mnie sporo optymizmu w sprawie naszego wspólnego przedsięwzięcia. Mam dużo wiary w to, że projekt wypali i wszystko potoczy się według moich dobrych myśli. Nie chcę zapeszać, więc nie zapeszam. Kończę, pozdrawiam! 

niedziela, 22 maja 2011

Byłem czerwony

Kiedy prawiczkiem być przestanę
Kiedy w szeregach z nimi stanę
Ciągle pytają mnie lewacy
Ten cały sojusz ludzi pracy
Ja już tam byłem – mówię na to
Tym socjalistom i ochlokratom
Też tak jak wy – byłem czerwony
Dziś jestem biały – bo jestem wolny

Wczoraj koniec świata

Miał być, ale nie było. To by było na tyle w tym temacie. Szykuję się do kościoła. Dziś mój chóralny debiut. Wam życzę miłego dnia! 

sobota, 21 maja 2011

Dziś koniec świata

Uczestniczyłem dziś rano – od godziny 10 do 12:15 – w próbie chóru kościelnego. Spodziewałem się, że będzie łatwo i przyjemnie. Przyjemnie było bardzo, ale łatwo już nie tak bardzo, jak się spodziewałem. Jutro o 9:00 rano będę śpiewał na mszy! Mam nadzieję, że przełoży Bóg wszechmogący dzisiejszy koniec świata. Bym mógł jutro na mszy zaśpiewać. Oczywiście, to na razie nie solo, a z chórem. A tak swoją drogą, muszę kiedyś napisać test o tym jak z ateisty stałem się kościelnym śpiewakiem. 

piątek, 20 maja 2011

Jutro koniec świata

Jak podaje dziennik.pl, amerykański badacz Biblii, Harold Camping, twierdzi, że jutro o godzinie 18-stej nastąpi koniec świata. Jeśli ma być to prawdą, trochę mnie to martwi. Przecież nie zdążyłem jeszcze zrobić wszystkiego co zrobić miałem. Mam dopiero 26 lat, a tu już koniec świata! Liczę na to, że badacz się pomylił i źle coś obliczył. Chcę jeszcze pożyć – ze sto lat przynajmniej!


czwartek, 19 maja 2011

Lew-Starowicz i Gretkowska

Przeczytałem dziś ciekawy wywiad z prof. Zbigniewem Lew-Starowiczem (mam nadzieję, że dobrze odmieniłem). Jak się okazało, co pokazuje wywiad, a Lew-Starowicz sam o tym mówi, daleko Mu do rozwiązłości seksualnej. Ciekawe, jak jest w tej dziedzinie z Manuelą Gretkowską?… - tak sobie myślę… a może przeczytać "Trans"? 

środa, 18 maja 2011

Próba przed uroczystością Sakramentu Bierzmowania

Miałem dziś próbę „do bierzmowania”. Ha, i fajnie było. Ksiądz spytał mnie, czy przeczytam fragment Pisma Świętego podczas uroczystości 3 czerwca. Oczywiście, zgodziłem się. Dostałem także propozycję śpiewania w chórze kościelnym. Brakuje w nim męskich głosów. Zostałem zaproszony na próbę, która odbędzie się w sobotę rano. Ja przecież nie umiem śpiewać! Jednak „szef” chóru, mimo tego, że słyszał moje śpiewy, twierdzi, że nie jest tak źle, a nawet jest nieźle. Chyba mają naprawdę mocne zapotrzebowanie na męski głos. 

wtorek, 17 maja 2011

Kościół ma swoje zasady

Wczoraj Kamil – mój dobry znajomy – powiedział, że nadawałbym się na księdza. No tak – odpowiedziałem – ale księży bez rąk nie ma i raczej nie będzie. Kamil doszedł do wniosku, że jednak powinni być. Może i powinni, a może nie powinni – ale to Kościół ustala tu zasady.

Pamiętam mądrą wypowiedź p. Joanny Najfeld. Na pytanie redaktora, czemu para homoseksualna, która nie ukrywa swojego związku, nie może należeć do wspólnoty Kościoła – odpowiedziała, że takie są zasady Kościoła. Kościół nie będzie naginał swoich praw, bo komuś się tak podoba. Podobnie rzecz się ma ze ślubami homoseksualnymi. I tu nie chodzi o tolerancję… Nikt nam nie zabrania wierzyć w Boga. Ale jeśli chcemy należeć do KRK – musimy spełniać jego normy i zasady. To proste jak drut!  

poniedziałek, 16 maja 2011

Przeszłości i przyszłości nie ma (Jak moje krasnoludki!)

To, co było, to przeszłość. Przeszłości więc nie ma, a była. Jeśli czegoś nie ma – to-to nie istnieje. Przeszłości nie ma, ona nie istnieje.

Przyszłość będzie. To, co będzie, to będzie. To, co będzie – będzie – tego nie ma. Jeśli czegoś nie ma – to-to nie istnieje. Przyszłości nie ma, ona nie istnieje.

Nie może coś być, jeśli tego nie ma. Przeszłości i przyszłości nie ma. Jedna była, druga będzie – ale ich nie ma.

Ktoś powie, że nie ma ich teraz, w tej chwili, ale jedna istniała, a druga istnieć będzie. Ale gdy przeszłość istniała – to nie była ona przeszłością. Kiedy przeszłość istniała – była teraźniejszością. Czyli przeszłości nie ma i nigdy nie było.

Podobnie rzecz ma się z przyszłością. Nie ma i nie będzie jej nigdy, bo gdy będzie – to nie będzie ona przyszłością, a teraźniejszością. Istnieje tylko teraźniejszość, TU i TERAZ.

Kiedy będę marzył – nie mów mi, że jestem szalony. Kiedy będę myślał o Bogu – także mi tak nie mów. Nawet kiedy będę wyobrażał sobie krasnoludki – nie mów mi, żem głupi. Ty, myśląc o przeszłości, myślisz o czymś, czego nie ma, co nie istnieje. Jak moje krasnoludki!

Mam opinię szaleńca i przywilej bycia szczerym 

Strach przed cierpieniem

Słyszę Nergala, który mówi w TV mądre rzeczy o tym, że człowiek znajdujący się w ekstremalnej sytuacji potrafi wykrzesać z siebie mnóstwo sił, o których istnieniu wcześniej nawet nie wiedział. Coelho pisał, że strach przed cierpieniem jest straszniejszy od samego cierpienia. To prawda – wiedzą o tym ludzie, którzy znaleźli się kiedykolwiek w kryzysowej sytuacji. Ludzie, których doświadczył los (jeśli można to tak nazwać), a ich światy przewróciły się do góry nogami. Nie przesadzam, choć niektórzy pewnie tak myślą. Wiem co to znaczy świat do góry nogami. Wiem, bo – powiem to śmiało – byłem w piekle. Ale tam, na szczęście, nie jest się na wieczność. Po jakimś czasie znów wróciłem do świata żywych. A strach przed cierpieniem faktycznie jest straszniejszy od cierpienia…  

Uratowała go ulica...

Dziś kiedy jechałem autobusem linii 78. – wsiadło do niego dwóch młodych panów. Byli oni w stanie nietrzeźwym. Gdy przemieszczałem się między siedzeniami, nadepnąłem na torbę, której właścicielem był jeden z tych dwóch. „Przepraszam” – powiedziałem. „Nic się nie stało” – odpowiedział pan, a raczej chłopak z podbitym okiem i kolczykiem w uchu. Potem rzekł: „Ja też miałem mieć amputowaną nogę, ale uratowała mnie ulica”. 

DSM-Libertarianin nie jest Libertynem

Blogowanie jest fajne. Nawet wtedy, kiedy teksty pisane na bloga, fajne nie są. No cóż: nie zawsze ma się polot, który zawsze chciałoby się mieć. Tak to jest. Z blogowaniem, pisaniem i z polotem. Tak też jest z lekkością pióra. Miałbym lekkie pióro, gdyby nie ten atrament w środku, który ciąży niesłychanie. Lekkie pióro fajnie mieć, każdy by chciał, ale z tym chyba trzeba się urodzić. Chociaż niektórzy twierdzą, że lekkości pióra można się nauczyć, można je wyćwiczyć. I chyba właśnie w to będę wierzył, tego będę się trzymał, a może kiedyś po wielu treningach lekkość pióra także do mnie przyjdzie. Pożyjemy – mnóstwo kartek zapiszemy – zobaczymy.

Blogowanie jest fajne – będę trzymał się tematu i tego zdania. Będę blogował, pisał teksty, tworzył posty – nawet wtedy, kiedy fajne one nie będą. Trudno – jeśli takie nie są. I tak będę pisał. Powiecie, że to wypociny. A niech będę i wypociny. Nawet mogą być to, według Was – wymiociny. Niech będzie i tak.

Nie mając nic konkretnego do powiedzenia, także będę mówił. Nie mając nic wartościowego do napisania – pisał będę. A co tam! To jak pisanie dla pisania czy mówienie dla mówienia. Niech i tak będzie. Choć nie mając nic sensownego do przekazania, powinienem być cicho. Ale pójdę w tendencję dzisiejszego show-biznesu. Wszyscy mówią, wszyscy tańczą, wszyscy śpiewają – wszyscy znają się na wszystkim, choć na niczym się nie znają. Zupełnie jak ja!

Każdy chciałby być Alfą i Omegą (może nie każdy, nie mówię za wszystkich). Wiedzieć na każdy temat niemalże wszystko. Mieć polot. Piękny i otwarty umysł. Ale raczej nikt Alfą i Omegą nie będzie. Z tego co wiem, nie ma takiej możliwości. Jak to się zwykło mówić, może nieco kolokwialnie: nawet nie ma takiej opcji.

Tak jak nie ma ideałów. Nigdy też nie zdobędzie się (znaczy zaliczy…) wszystkich kobiet. Ale czemu by  nie próbować?! – jak mówił, trochę innymi słowy, JKM.

A propos JKM-a i wolności. Ostatnio coś pisałem o libertynizmie i libertarianizmie. Zaznaczam, że są to dwa różne pojęcia. Podkreślam, że bliżej mi do libertarianizmu. Teraz nie będę wyjaśnił, co jest czym. Ale libertynem nie jestem już długo. Kiedyś może trochę, ale tak troszeczkę byłem. Dziś bliżej mi do konserwatyzmu niż do lewicy, więc libertynizm, którym kiedyś zdarzało mi się szczycić (ale taki delikatny libertynizm…) – zakopałem. Dziś się nim brzydzę. I brzydziłem się zawsze.