poniedziałek, 1 października 2012

"Michnikowszczyzna - zapis choroby"


Rozpocząłem dziś lekturę „Michnikowszczyzna – zapis choroby” autorstwa Rafała Ziemkiewicza. Czytam tę książkę drugi raz. Chciałbym gorąco polecić ją  wszystkim. Otwiera ona oczy na wiele spraw związanych z „Gazetą Wyborczą”, jej Redaktorem Naczelnym oraz Czytelnikami. 

PS Właśnie w programie informacyjnym TVP Łódź powiedzieli – usłyszałem to przez ścianę – że prawdopodobnie co 10-ta osoba na świecie jest dyslektykiem.


sobota, 29 września 2012

Mężczyźni łatwiej wchłaniają myśli kobiece...



"Mężczyźni łatwiej wchłaniają myśli kobiece, niż męskie – kobiety łatwiej męskie! Mężczyźni dają się łatwiej opanować kobietom – kobiety mężczyznom. Jeżeli mężczyzna, który swą wolę skierował na pewien cel, spędza swe wolne chwile z kobietą, która się wcale lub bardzo mało interesuje jego planami i celem, i jeżeli przyzwyczaił się do niej i będzie często wysyłał jej swe myśli, utraci dużo energii, która wyszłaby na dobre jego celowi. Chwilami niespodziewanie zabraknie mu odwagi, nie będzie w stanie posuwać naprzód swego dzieła lub też zobojętnieje mu sam cel. Zabraknie tego cichego, nieprzerwanego prądu entuzjazmu, który zawsze nieomylnie przynosi wypełnienie. Cóż się więc stało? Otóż wchłonął on w siebie coś z ducha tej kobiety, przyjął od niej obojętność względem swego zadania. Stał się jej częścią, poddał się jej wpływowi, wpadł w jej mesmeryzujący prąd, nawet bez swej wiedzy, bez woli! Jeżeli kobieta ta jest powabną i czarującą, wówczas wprost upada w jej towarzystwie, mężczyzna opanowany jest zupełnie przez jej urok i niewiele się troszczy, czy ona podziela jego najgłębszą wolę, czy nie. Chwilowe przykre rozczarowanie, gdy wyłonią się przeciwieństwa, zostaje prędko stłumione. Silniejszy, bardziej podniosły duch kobiecy, jeżeli uwikła się w los niższego od siebie mężczyzny, będzie cierpiał w podobny sposób. Często, zanim się urok jeszcze nie rozwieje, bywa zawarte prawne małżeństwo i wtedy następuje stosunek, który z prawdziwym małżeństwem nie ma nic wspólnego. Lecz mężczyzna lub kobieta, jeżeli prawdziwie i żywo tkwią wszystkimi korzeniami w nieskończonej świadomości, nie zbłądzą nigdy w tym wypadku! Niewidzialna moc ich strzeże!"

Prentice Mulford

"KONSTANS" na Targach Ekonomii Społecznej

Wizytówki "KONSTANS"
Z Krzyśkiem z La Granda


Ela - "KONSTANS"

Materiały promocyjne "KONSTANS"

Wizytówki 2


poniedziałek, 17 września 2012

Po co się studiuje



Dziś pani redaktor mówiła w radio (nieważne jakim), że zadzwonił do niej słuchacz, który stwierdził, że w Polsce nie warto studiować, bo i tak po skończonych studiach pracuje się za minimalne wynagrodzenie. Kiedy słuchałem tych słów, powrócił mi w głowie temat, który już nieraz wałkowałem. Mianowicie, i tu zadam pytanie: czy studiujemy tylko po to, by znaleźć po studiach dobrze płatną pracę? Wiem, że czasy nie są łatwe. Kilka lat temu wykształcenie to było coś. Miałeś magistra – byłeś kimś. Doktorat zdobywali tylko ludzie wybitni. Myślę, że ta bardzo stara matura – jeszcze za czasów, kiedy zdawał ją mój tata – znaczyła o wiele więcej niż dzisiejszy, najnowszy magister – przynajmniej na niektórych kierunkach

Ale wracając do mojego pytania. Uważam, że studiujemy po coś więcej. Idąc na studia, nie myślałem tylko o tym gdzie i za jaką pensję po zdaniu magistra będę pracował. Chciałem przede wszystkim – i chcę nadal – zdobyć wykształcenie. Nauczyć się czegoś nowego, poszerzyć swoją wiedzę. Dziś także studiuję mając te priorytety. Mam licencjat z resocjalizacji, lecz nie szukam pracy w zawodzie. Czuję, że to nie do końca mój kierunek. Poza tym wydaje mi się, że w Polsce mamy już wystarczającą ilość pseudo-pedagogów, którzy ewidentnie minęli się z powołaniem. Oni są właśnie brzydkim skutkiem czysto materialnego podejścia do studiów. Żywię głęboką nadzieję, że doczekam się czasów, kiedy studia i nauka znów będą czymś wyjątkowym, a człowiek mówiąc, że jest magistrem, będzie czuł dumę. 

piątek, 14 września 2012

Mądre, piękne i wspaniałe życie nie zdarza się przypadkiem


„Mądre, piękne i wspaniałe życie nie zdarza się przypadkiem. Wynika z wiedzy i zrozumienia. Ludziom nie rozumiejącym zasad mądrego życia wydaje się, że sukces można osiągnąć bez pracy nad sobą, że wystarczy znać odpowiednie sztuczki albo mieć magiczne recepty na powodzenie, sławę i pieniądze, żeby być szczęśliwym. Powtarzają cyniczne stwierdzenia, że pierwszy milion trzeba ukraść, na przykład. Wierzą w magię liczb, gwiazd i ustawienia mebli w pokoju. Mają najrozmaitsze przesądy.”

- Tadeusz Niwiński

wtorek, 11 września 2012

Ślub Weroniki (3 zdjęcia)

ja i tata Weroniki, Pan Jacek Bławut - znany polski aktor, operator i reżyser

Od lewej: Łukasz, Przemek, Ewelina, Kamil

Weronika (już nie Bławut) i Piotr Pliszka. Życzenia składa kol. Adam

poniedziałek, 3 września 2012

Jesteśmy z Nimi


"Udostępnij to zdjęcie! Niech nasi Paraolimpijczycy wiedzą, że jesteśmy z nimi!
To ludzie, którym wszystko przychodzi w życiu 100 razy trudniej, dlatego zasługują na szczególny szacunek i doping!

To ludzie, którzy sami muszą sobie załatwiać dresy, sprzęt, bilety lotnicze, wejście do mediów, bo są "małomedialni" i nie chcą ich tak sponsorzy, jak i główne media.

Cała ekipa Pomaderii kibicuje naszym wspaniałym sportowcom na Paraolimpiadzie w Londynie. Nasi zdobywają medale, ale w mediach w kraju o tym cisza...

Relacja z Paraolimpiady na FB na profilu Paralympic Games. Zapraszamy!"

(źródło: pomaderia.pl)





niedziela, 2 września 2012

Mój Kodeks Etyki - Napoleon Hill


I. Wierzę w Złotą Zasadę jako podstawę wszelkich zachowań ludzkich, dlatego nigdy nie uczynię innej osobie tego, czego nie chciałbym, aby ta osoba uczyniła mnie, gdybyśmy się zamienili miejscami.

II. Będę uczciwy, nawet w najdrobniejszych szczegółach, we wszystkich moich transakcjach z innymi. Nie tylko dlatego, że pragnę być dla nich fair, ale też z powodu mojego pragnienia, aby wyryć ideę uczciwości w mojej własnej podświadomości, tym sposobem wplatając tę podstawową cechę w mój własny charakter.

III. Będę wybaczał tym, którzy są niesprawiedliwi wobec mnie, nie zastanawiając się, czy zasługują na to czy nie, ponieważ rozumiem prawo, poprzez które wybaczanie innym wzmacnia mój własny charakter i zaciera w podświadomości ślady moich własnych przewinień.

IV. Będę zawsze sprawiedliwy, hojny i fair wobec innych, nawet jeśli wiem, że te czyny przejdą niezauważone i nie zapamiętane, jeśli chodzi o zwykłe rodzaje wynagradzania, ponieważ rozumiem i zamierzam zastosować prawo, z którego pomocą charakter człowieka jest wyłącznie sumą jego czynów i dokonań.

V. Czas, który poświęciłbym na odkrycie i obnażenie słabości i błędów innych, poświęcę z lepszym skutkiem na odkrycie i naprawienie moich własnych.

VI. Nie będę nikogo oczerniać, obojętnie jak bardzo będę przekonany, że tej osobie należy się takie potraktowanie, ponieważ nie pragnę zakorzeniać żadnych destrukcyjnych sugestii we własnej podświadomości.

VII. Rozumiem potęgę Myśli jako otworu wlotowego, który prowadzi z wszechświatowego oceanu życia do mojego umysłu. Dlatego nie będę wypuszczać na ten ocean żadnych destrukcyjnych myśli, ażeby nie zatruły umysłów innych.

VIII. Zwyciężę powszechną ludzką tendencję ku nienawiści, zazdrości, złośliwości, czarnowidztwu, zwątpieniu i strachowi, ponieważ wierzę, że są to nasiona, z których świat zbiera plon w postaci większości swoich kłopotów.

IX. Kiedy umysł mój nie będzie zajęty myślami zmierzającymi ku osiągnięciu mojego określonego celu głównego w życiu, chętnie napełnię go myślami o odwadze, pewności siebie, dobrej woli wobec innych, wierze, uprzejmości, lojalności, umiłowaniu prawdy i sprawiedliwości, ponieważ wierzę, że to są nasiona, z których świat zbiera plony postępowego rozwoju.

X. Rozumiem, że sama pasywna wiara w słuszność filozofii Złotej Zasady nie ma absolutnie żadnej wartości, ani dla mnie, ani dla nikogo innego, dlatego będę czynnie wcielał w życie tę uniwersalną zasadę we wszystkich moich transakcjach z innymi.
XI. Rozumiem prawo, działaniem którego mój charakter rozwija się z moich czynów i myśli. Dlatego będę troskliwie uważał na wszystko, co składa się na jego rozwój.

XII. Rozumiejąc, że trwałe szczęście przychodzi tylko poprzez pomaganie innym w odnalezieniu go, że żaden akt życzliwości nie pozostaje bez nagrody, nawet jeśli nie zostanie ona wypłacona bezpośrednio, zrobię wszystko, co w mojej mocy, ażeby pomagać innym zawsze i wszędzie, kiedy pojawi się taka możliwość.


sobota, 1 września 2012

Jestem Polakiem




Cieszę się, że mówię po Polsku. Jestem dumny z tego, że jestem Polakiem. Dziękuję wszystkim tym, którzy walczyli ze szczerym sercem i oddaniem o wolność naszej Ojczyzny. Mam nadzieję, że doczekam się czasów, kiedy Polska będzie silnym krajem, w którym żyć będą sami szczęśliwi ludzie. 

czwartek, 30 sierpnia 2012

8-ego września super koncert w Aleksandrowie


Wygrałem wczoraj wejściówkę na świetny koncert, który odbędzie się w Aleksandrowie Łódzkim już 8-ego września, czyli stosunkowo niedługo. Bardzo się cieszę. Dziś rano byłem odebrać swoją nagrodę, którą wręczyły mi miłe Panie z Wydziału Informacji i Promocji Aleksandrowa Łódzkiego. Pozdrawiam z tego miejsca wszystkich, którzy tam pracują. Dziękuję za wejściówkę! A Was, Moi Drodzy, zapraszam na koncert!

środa, 29 sierpnia 2012

Dwa cytaty na dobranoc


Dwa cytaty przed snem. Takie na dobranoc.

„Człowiek uchodzi za takiego, ile jest wart. To, kim jest, wyryte jest na jego twarzy, w jego sylwetce, w jego losach, literami światła, które potrafią odczytać wszyscy oprócz niego samego... Jeśli nie chcesz, aby myślano, że jesteś zdolny zrobić to czy tamto, po prostu nigdy tego nie rób. Człowiek może udawać głupka gdzieś głęboko na pustyni, ale każda drobina piasku będzie patrzeć i obserwować”

Emerson

"Każdy człowiek dba o to, aby jego sąsiad nie oszukiwał go. Ale nadchodzi taki dzień, kiedy zaczyna on dbać o to, aby samemu nie oszukiwać sąsiada. Odtąd wszystko idzie dobrze. Zmienił swój wózek targowy w rydwan słońca"
Hill

Cytat N. Hilla (3)


Oto następny cytat Napoleona Hilla:

„Zapalamy się jak świece, na chwilę. Świecimy przez moment, po czym gaśniemy! Dlaczego nie możemy żyć tak, podczas tego krótkiego pobytu na ziemi, żeby kiedy Wielki Powóz zwany Śmiercią podjedzie i ogłosi, że nasza wizyta na tym padole właśnie się kończy, być gotowymi zwinąć nasze namioty i jak Arabowie na pustyni bez słowa podążyć za tym Powozem w Ciemność i Nieznane, nie czując strachu ani drżenia?”

Choć mamy jeszcze sierpień, nie męczę Was tak bardzo moim postanowieniem, które cały czas jest przeze mnie dotrzymywane. Ale, tak jak mówię, w tej kwestii, od 13 sierpnia, bez zmian. Czyli non stop, bez przerwy – do przodu. 

niedziela, 26 sierpnia 2012

Cytat N. Hilla (2)


Kolejny świetny cytata Napoleona Hilla:

„Modlitwa zawsze działa, kiedy jest poparta bezwarunkową WIARĄ. Jest to prawda, której nikt nie zaprzeczy, chociaż także jest to prawda, której nikt nie potrafi wyjaśnić. Wiemy tylko, że modlitwa działa, kiedy WIERZYMY, że będzie działać. Modlitwa bez wiary nie jest niczym więcej, jak tylko pustym zbiorem słów”

sobota, 25 sierpnia 2012

Cytat N. Hilla


Dzisiejszy dzień zaczynam takim oto cytatem Napoleona Hilla:

‎"Zbyt często popełnia się błąd w wyborze życiowej drogi, podejmując pracę, która wydaje się być najbardziej dochodowa z finansowego punktu widzenia, nie biorąc pod uwagę wrodzonych zdolności. Jeśli same pieniądze dawałyby sukces, to takie działanie byłoby w porządku, ale sukces w swojej najwyższej i najszlachetniejszej formie wymaga spokoju ducha, radości i szczęścia, jakie są udziałem tylko takiego człowieka, który odnajdzie pracę, jaką lubi najbardziej"

Aż prosi się, by zadedykować te słowa wszystkim tym, którym wydaje się, co jest dla mnie najlepsze… 

piątek, 24 sierpnia 2012

Polska to piękny kraj


Polska to piękny kraj. Mieszka w nim mnóstwo pozytywnych osób dobrego serca. Spotykam ich na co dzień - w drodze do pracy, z pracy lub gdy załatwiam inne sprawy. Jeżdżę autobusami, busami i tramwajami, które przepełnione są ekstra ludźmi. Nie ma dnia, by ktoś nie uśmiechnął się do mnie przyjaźnie. Jeśli ktoś mówi, że Polska to dziwny kraj ("polskość to nienormalność"), a Polacy to dziwni ludzie - niech ucieka stąd szybko za granicę i nie psuje już tego pięknego Narodu od środka, bo nie służy to niczemu dobremu, a psuje wiele fajnych rzeczy. Pozdrawiam wszystkich Pozytywnych Polaków i wszystkie Uśmiechnięte Polki :-)

- mój status z F.B. z dn. 22.08.2012

wtorek, 21 sierpnia 2012

Mamo, Przemek nie jest...


Jakiś czas temu syn mojej znajomej – chłopiec niespełna 10 letni, którego bardzo polubiłem, kiedy go tylko poznałem – powiedział swojej mamie piękną rzecz, którą to potem ta mama, moja znajoma, mi przekazała. A szło to mniej więcej tak: „Mamo, Przemek nie jest niepełnosprawny. Przemek tylko nie ma rąk.” Powiem szczerze, że urzekły mnie te słowa. Będę pamiętał je już zawsze.

niedziela, 19 sierpnia 2012

Kosmiczny fallus


Śniło mi się dziś zdjęcie, na którym znajdował się NOL (Niezidentyfikowany Obiekt Latający), czyli UFO (Unidentifidet Flying Object). Zdjęcie owe było czarno-białe. Przedstawiało NOL ciemnego koloru unoszące się bokiem na tle szarego nieba. Nie wiem czemu, ale obrazek wydawał mi się podejrzany. Pomyślałem, że to mistyfikacja.

Nie pomyliłem się. Nie wiem, w jaki sposób to zrobiłem i co to było za zdjęcie, ale udało mi się zajrzeć pod spód UFO. I okazało się, że to nie jest żadne UFO, a telefon komórkowy posiadający wbudowany aparat fotograficzny. Wiem, że specjaliści fachu by się obrazili, zarzucając mi, że to nie jest żaden aparat, a tylko coś, co próbuje robić zdjęcia – ale mniejsza z tym.

Tak że zajrzałem pod spód NOL, który okazało się, że nie jest żadnym NOL, a telefonem komórkowym koloru srebrnego, wpadającego w szary odcień. Zobaczyłem tam także obiektyw od wbudowanego aparatu fotograficznego. I co właściwie z tego wszystkiego wynika?

Ano – nic. Poza tym, że sen był naprawdę ciekawy. Uczyniłem też niechybnie w głowie jego szybką i niezbyt wnikliwą analizę. Jeśli wierzyć niektórym źródłom, to UFO śniło mi się pewnie dlatego, ponieważ kilka dni temu przeczytałem parę artykułów na jego temat. Kiedy oglądałem zdjęcia NOL, większość z nich wydawała się być naciąganymi obrazkami, mało realistycznymi, przypominało raczej mistyfikacje. Też pewnie dlatego sprawdziłem to zdjęcie ze snu i okazało się, że UFO to nie jest żadne UFO. Ani nawet NOL.

Telefon komórkowy, który zobaczyłem, okazał się być bardzo podobnym do tego, który kilka dni temu oglądałem na pewnym zdjęciu znajdującym się właśnie na opakowaniu od tego telefonu. Było to u moich znajomych. Wtedy też, kiedy zobaczyłem z daleka to zdjęcie, dałem się zwieść pozorom. Wydawało mi się, że jest to zupełnie inny telefon, niż był w rzeczywistości. Podobnie jak z tym zdjęciem ze snu, odkryłem swój błąd, dopiero wtedy, kiedy zobaczyłem opakowanie z bliska.

Wiem, że można pod ten sen naciągnąć i podciągnąć wiele rzeczy. Chyba pisał o tym U. Eco. Jeśli weźmiemy jakąś datę np. 08.01.1985 (data moich urodzin) i zaczniemy wyczyniać z jej cyframi przeróżne kombinacje, mnożąc je, dzieląc, dodawać i odejmować – zawsze otrzymamy coś zastanawiającego i trochę tajemniczego.

Nie będę teraz tego czynił, ale próbowałem już takiej ekwilibrystyki cyfrowej w przeszłości. Ostatnim razem było to z datą, a dokładniej z rokiem powstania kaplicy znajdującej się na cmentarzu w Bełdowie. Dodawałem jakieś cyfry z tego roku, potem je odejmowałem i wyszło mi coś ciekawego. Co? – nie pamiętam, ale na pewno nie była to godzina ani dzień mojej śmierci. Chociaż – kto to wie… Powiało trochę grozą? Nie?

To teraz powiem Wam, jak było naprawdę z tym snem. To UFO to freudowski fallus, który po wnikliwym zbadaniu okazało się, że nie jest tam żadnym fallusem UFO (czyli fallusem kosmicznym, niezwykłym), a zwykłym, pospolitym pseudo-aparacikiem, który myśli, że jest super. Hm, tak swoją drogą – ciekawe do kogo należy ten telefonik z mojego snu…? 

Komentarze


Wczorajszy tekst „Moja hipokryzja” jest mało estetyczny. Nie równo justowany. Od miejsca, w którym cytuję autora artykułu „Woodstock nie dla wszystkich”, dzieje się coś dziwnego: pod napisanymi przeze mnie słowami znajduje się jakieś jasne tło, które sprawia, że tekst wygląda nieładnie. Chciałbym to naprawić, lecz idzie mi opornie – nie wiem, czemu tak się dzieje. Postanawiam, póki co, zostawić to takie, jakie jest.

Muszę powiedzieć, że bardzo mi miło, ponieważ pod ww. tekstem pojawił się pierwszy komentarz, którego autorem jest mój wirtualny znajomy Piotr Olszówka (dla zainteresowanych: po prawej stronie, w aplikacji „Blogi, które czytam”, znajduję się także odnośnik do bloga Piotra – „Królewskie psy. Fantasy z Morrigan w tle”).

Piotr, a także inni czytelnicy mojego bloga, muszą mi wybaczyć, ale nie będę polemizował z tym komentarzem. Jak to się mówi – jestem jeszcze za cienki w uszach. Kiedy tylko przytyję w tym miejscu i moja wiedza wzrośnie, chętnie będę podejmował się dyskusji. A stanie się to już niedługo – taką mam nadzieję. Zresztą jest to proces nieustanny, który cały czas trwa. Tak że, Piotrze, komentuj dalej – będzie mi i jest cały czas bardzo miło. Czekaj na rekontrę (w tym momencie puszczam tak zwane oczko).

Nie sposób nie wspomnieć w tym miejscu o innych komentarzach, które pojawiają się na F.B. Wśród najbardziej aktywnych ostatnimi czasy są dwie kobiety. Renata i Mariola. Renatkę, a właściwie to Renię, znam osobiście, Mariolkę, podobnie jak Piotra, tylko wirtualnie. Osobom, które wymieniłem w tym wpisie, a także wielu innym ludziom, którzy obserwują mojego bloga – dziękują za aktywność.

To by było na tyle. Na tę chwilę kończę i życzę wszystkim udanej niedzieli. 

sobota, 18 sierpnia 2012

Moja hipokryzja


Jeśli chodzi o moje postanowienie z dnia 13. sierpnia, to oznajmiam
z przysłowiową – wiadomo dlaczego przysłowiową – ręką na sercu, że postanowienia dotrzymuję, jak to się mówi, twardo, choć nie ukrywam, że miałem już chwile, w których byłem blisko tego, by polec. Mimo wszystko – udało się,
i bardzo mnie to cieszy, bo jeśli chcę być poważnym człowiekiem – a chcę tego całym sercem – moje słowa także powinny, a nawet muszą, być poważne. Być może nie jest to super interesujący temat, ale, jak powiedziałem, a raczej napisałem 13. sierpnia na blogu: będę Was, drodzy Czytelnicy, co najmniej do końca miesiąca męczył wpisowo owym postanowieniem. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. OK., to by było tyle a propos.

Teraz trochę z innej beczki.
Przeczytałem kilka godzin temu na portalu Prokapitalizm.pl (http://prokapitalizm.pl/) ciekawy artykuł zatytułowany „Woodstock nie dla wszystkich” (http://prokapitalizm.pl/woodstock-nie-dla-wszystkich.html#more-17584). Nie będę streszczał ani recenzował (i tak tego nie umiem) owego tekstu,
a dla wszystkich zainteresowanych w poprzednim zdaniu podaję link do całego artykułu.
Autor tekstu był uczestnikiem Przystanku Woodstock. Widział on występ
i przemowy zarówno prezydentów Polski i Niemiec, jak i Biskupa Tadeusza Pieronka, który odpowiadając na pytanie, dlaczego Kościół nie chce zrezygnować
z celibatu skoro tyle księży jest podejrzewanych o kontakty seksualne z kobietami, powiedział bardzo ciekawą rzecz, mianowicie (cytuję autora):
 Tak samo można by zrezygnować z instytucji małżeństwa, skoro jest tak wiele zdrad i rozwodów. Wcześniej Bp Pieronek dał do zrozumienia, że tego typu seksualne sytuacje
w Kościele nie są powodem do tego, by rezygnować z celibatu.
Nie jest to do końca moja sprawa, ponieważ nie utożsamiam się całkiem
z Kościołem Rzymsko Katolickim, choć na mszy jestem obecny prawie w każdą niedzielę. Spowiadam się także dosyć często – przynajmniej raz w miesiącu. Jednak, mimo tego, robię wiele rzeczy, które sprzeczne są z doktrynami KRK. Pierwszy mój grzech przeciw Kościołowi jest taki, że na spowiedzi nie mówię księdzu wszystkiego, co według zasad spowiedzi powiedzieć powinienem. Uważam, że nie muszę. Tak, wiem, to głupie. Jestem hipokrytą – zdaję sobie z tego sprawę. Są jednak takie grzechy, z którymi rozliczam się tylko przed Bogiem. Drugi mój grzech przeciwko Kościołowi jest poważniejszy, ponieważ uważam, że KRK nie jest jedyną drogą do Boga i Zbawienia. Według mnie KRK to tylko symbol. Symbol, który może nam pomóc w drodze do doskonałości. Powiedziałem o tym już nieraz. Kościół jest miejscem i sposobem, przez który kształtuję siebie i swój charakter.
Ale wracając do Woodstocku…

Kościół Rzymsko Katolicki funkcjonuje od ok. 2000 lat. Dlatego też dziwią mnie rady niektórych ludzi, bo często są to ludzie, którzy wcale nie utożsamiają się
z Kościołem, a wprost przeciwnie – to Jego adwersarze. Pewnie gdyby nie zasady obowiązujące w Kościele – takie jak właśnie celibat – Kościoła by dziś nie było. Nie przetrwałby tak długo. Więc rady i wskazania niektórych osób, chcących znieść celibat lub pozwolić kobietom na to, by były księżmi – są dla mnie mało zrozumiałe. Choć jest tu we mnie trochę empatii, bo jakiś czas temu miałem podobne postulaty, jak ci ludzie, ale co w tym wszystkim jest najśmieszniejsze – uważałem się wtedy za ateistę. I tym optymistycznym akcentem – że ateistą już nie jestem! – kończę ten wpis.

PS Tak mi się przypomniało…
Wiecie, kim jest ateista?
Kimś, kto walczy z czymś, czego według niego nie ma.
Tak, wiem, trochę to uproszczone, ale coś w tym jest, prawda? Dobrej Nocy!
                                                                                                               


Trochę zazdroszczę


Wspomniałem coś tam wczoraj o zawojowaniu świata. Nie udało mi się nawet lekko liznąć tego tematu. Jest on jak rzeka. Długi, niewyczerpany. Każdy może mieć
w kwestii wojowania świata swoje własne zdanie. Mam je i ja. Każdy może się z tym zdaniem nie zgadzać. Gdy wczoraj odłożyłem pióro (czyt. wyjąłem z ust ołówek, którym klikam w klawiaturę), włączyłem sobie tę oto piosenkę (link): http://www.youtube.com/watch?v=1wYNFfgrXTI&feature=BFa&list=AL94UKMTqg-9A5K8SuV1Xsv4eSZJptYgpc, i pomyślałem, że ten koleś, znaczy Eminem, jest kimś, kto zawojował świat. Na F.B. napisałem, że jest on geniuszem. Możemy twierdzić, że nie robi on rapu (a pseudo-rap), że jest komercyjny, że jest zbyt kontrowersyjny, że tworzy pod publikę, ale nie możemy mu odmówić braku charyzmy. Jego muzyka porusza serca. Ma moc, której możemy pozazdrościć. Przyznaję się, że ja trochę zazdroszczę…