sobota, 14 maja 2011

Obudź się i Olbrzyma

Anthony Robbins – „Obudź w Sobie Olbrzyma”. Czytam tę książkę drugi lub trzeci raz. Wiem, że to mało. „Potęgę podświadomości” przeczytałem co najmniej razy pięć. Wiem, że to także niedużo. Zresztą: czy to dużo, czy mało – jest tu pojęciem względnym. I tak naprawdę nie jest to ważne i do niczego potrzebne. A już na pewno nie jest ważne w tej chwili.

Ważniejsze, według mnie, jest to, że książka ta warta jest przeczytania. Niektórzy twierdzą, że Tonny to mistrz motywacji. Mało tego: jest wielu takich, którzy uznają Tonny’ego za największego „motywatora” żyjącego w tej chwili na ziemi. Nie mówię, że tak nie jest, bo nie znam się na tym aż tak bardzo, ale jedno jest pewne: „Obudź w Sobie Olbrzyma” to książka, która potrafi zmotywować, a mnie zmotywowała bardzo silnie. Właśnie dlatego czytam ją po raz kolejny. Czytam i polecam! I jeszcze służę. Jeśli ktoś chce przeczytać tę publikację – niech da mi znać – prześlę e-book’a. 

Dwusetny post

Do domu wróciwszy, trochę „odpoczywszy”, biorę się za pracę. Albo: może lepiej dalej odpoczywać. Tak, to chyba lepszy pomysł. Nie biorę się więc za pracę, a biorę książkę i rozpoczynam czytanie. Czytanie-odpoczywanie.

PS Prezentacja udała się w miarę w miarę. Śmiali się ze mnie, więc było OK. A tak w ogóle to ja lubię, jak się ze mnie śmieją. Czuję, że to nie jest złośliwe – i to jest fajne. A może tylko czuję, tylko mi się wydaje… a jest zgoła inaczej. I jestem nie tylko śmieszy, ale też mało poważny.

PSPS Już chciałem wkleić tekst, gdy spostrzegłem, że to mój dwusetny post. 

Dzień rozpoczęty

Dzisiejszą pracę nad prezentacją uważam za zaczętą. Co prawda, przyspało mi się trochę. Ale zaraz wezmę się ostro za działanie i skończę na czas. Jeszcze szybkie śniadanko i startujemy. Ruszamy pełną parą. A Wam życzę udanego dnia! 

piątek, 13 maja 2011

Tak mówi DSM (LIBERTYN?)

Dzień Szczęścia M. jeszcze trwa, ale zaraz kładę się spać. Jeszcze chwilę, jeszcze moment. No, może jeszcze parę minut. Ale pracy nad prezentacją dziś nie kończę. Nie kończę, bo sporo tej pracy, a więc dziś już nie zdążę. Wolę się położyć, zasnąć, potem wyspać, wstać rano pełny sił i energii – tej pozytywnej – i wziąć się zaraz do pracy.

A pracy mam sporo. Niby prezentacja już zrobiona, już skończona, ale – jednak nie do końca. Dlatego nie skończona, bo niekompletna. A niekompletna dlatego, że zrobiłem biografię A. S. Neill’a, a mało co napisałem o pedagogice anty-autorytarnej (a może w tym zdaniu przecinek powinien być przed słowem „dlatego”?...). Jutro rano muszę wcześniej wstać i to nadrobić. Nie mam wyjścia. To znaczy wyjście w sumie mam. Mogę przecież nic nie robić. „Nic nie muszę” – jak głosił napis na koszulce pana z wielkim brzuchem i długą czarną brodą, który stał wczoraj na przystanku tramwajowym. Gdy tylko zobaczyłem tego pana, od razu pomyślałem o moim koledze, który też chciałby mieć taką koszulkę. Ba, nie tylko pomyślałem o tym koledze, ale nawet wyobraziłem sobie, że to on stoi. I zaraz zachciało mi się śmiać.

Nikt z nas nic nie musi – każdy wszystko może? Sam nie wiem, choć wczoraj, gdy wykonałem test polityczny, wyszło mi, że mój pogląd polityczny to libertarianizm. Przecież każdy z nas rodzi się wolny. Wolność to prawo naturalne – czyż nie? Pewnie, że tak – to mówię ja (libertyn?).

Dzień Szczęścia (M.)

Dzień Szczęścia M. (M., żeby było DSM) powoli dobiega końca. Spytałbym się, jak bardzo udany był on dla Was, ale wątpię, żeby ktoś odpowiedział. Wątpię dlatego, że ostatnio mało tu nowych komentarzy. Mało – to za delikatne słowa. Ostatnio na moim blogu komentarzy nie ma wcale. Czemu? – tego właśnie nie wiem. I jest to największa rzecz, która smuci mnie w dzisiejszym Dniu Szczęścia.

Wracając do Dnia Szczęścia (M.) powiem, że ten dzień, choć jeszcze się nie skończył (nie mów hop, zanim…), był, a raczej – żeby było wszystko prawidłowo – jest bardzo szczęśliwy. Ale nie jest on szczęśliwy dlatego że moja dzisiejsza prezentacja dziś się nie odbyła, a została przełożona na jutro. Nie, nie dlatego, bo bardzo chciałem dziś wystąpić. Więc powinienem uznać dzisiejszy dzień za pechowy – tak myślę. Ale nie uznam, bo nie byłoby to w moim stylu.

Dziś koleżanka spytała mnie, co jeśli ktoś ma za dużo optymizmu. Nie będę udawał, że nie wiem, czemu zadała mi to pytanie. Wtedy odpowiedziałem, że nie wiem. Nie chciałem wdawać się w dyskusję, bo było to na wykładzie, który teoretycznie traktował o czymś innym. Gdyby zdarzyło się to w zwykłej rozmowie – spytałbym – odpowiedzią na odpowiedź – co to znaczy: za dużo optymizmu?

No, ale na dziś skończę tak niedokończenie moje pisanie i wezmę się za poprawki w mojej prezentacji, żeby jutro wypaść dobrze. Wam życzę dobrej nocy! 

czwartek, 12 maja 2011

PARIAS - Dobosz

Jestem troszeczkę zmęczony po tym aktywnym dniu. Wróciłem niedawno do domu, włączyłem muzykę i słucham. Nie wiem, czy słyszeliście już płytę trzech warszawskich raperów – Eldo, Włodi i Pelson. Jeśli nie, wrzucam tu kawałek z tej płyty. Projekt Parias – „Dobosz”.



środa, 11 maja 2011

Kiedy jestem na cmentarzu

Byłem dziś na pogrzebie cioci. Nie mówiłem chyba tego jeszcze, ale lubię bywać na cmentarzach. Nie, broń Boże, nie dlatego, że mnie tam ciągnie. Nie ciągnie mnie także na tamten świat. Chcę żyć – i będę żył bardzo długo. Planuję przeżyć ze 125 lat. Ale cały ten czas w dobrej formie i kondycji.

A czemu lubię bywać na cmentarzu? Kiedy tam jestem – zawsze uświadamiam sobie, po co żyję. A po co żyję? Po to, żeby przeżyć swoje życie jak najlepiej, a kiedy za sto lat będą mnie chowali – ludzie, którzy przybędą na cmentarz, będą wspominać mnie jako dobrą osobę. No, i zostawię coś po sobie – choćby te teksty – a to też jest dla mnie bardzo ważne. 

wtorek, 10 maja 2011

Życie to przygoda













Życie wielką jest przygodą
Biorę plecak, ruszam w świat
Kiedyś wrócę – daję słowo
Jednak wolny niczym ptak
Spojrzę życiu prosto w oczy
Powiem: kocham cię, tak fest
Mimo nieprzespanych nocy
I przelanych tylu łez

Moje bierzmowanie – już niebawem

Wczoraj zdałem u księdza egzamin, tak więc już 3-ego czerwca przystąpię do sakramentu bierzmowania. Wiem, że trochę późno, biorąc pod uwagę, że mam już 26 lat. Czuję się nieco śmiesznie wśród 15-sto i 16-sto letniej młodzieży. Myślę, że do bierzmowania przystępują także w tym roku w naszej parafii jeszcze młodsze osoby, ale nie jestem pewny na sto procent, a tylko tak wnioskuję, obserwując uczestników. No cóż: zaspałem w swoim terminie – to teraz mam!

Ale mówiąc szczerze: cieszę się, że będę w tym roku bierzmowany. I ani trochę nie przeszkadza mi, że będę „dziadkiem” tej grupy. Trudno. Ale z drugiej strony też fajnie, bo trochę się odmłodzę. Tak mi się teraz przypomniało to, że, gdy miałem lat szesnaście, chciałem mieć dwadzieścia, a teraz mam dwadzieścia sześć i także chcę dwadzieścia!


poniedziałek, 9 maja 2011

Spadająca gwiazda

Dosłownie dziesięć minut temu – kiedy wracałem do domu – zobaczyłem na niebie spadającą gwiazdę. Oczywiście pomyślałem życzenie. Mam cichą nadzieję, że się spełni. To życzenie – to nie tylko życzenie. To także cel, do którego realizacji dążę. 

Jak rozmawiać?

Trudno się dyskutuje z kimś, kto twierdzi, że to za sprawką śp. Lecha Kaczyńskiego rząd Donalda Tuska podwyższył podatki. Ciężko prowadzić dyskusje z kimś, kto twierdzi, że nieżyjący prezydent naciskał na pilotów, chociaż nie ma żadnych dowodów jakoby tak było. Jak rozmawiać z kimś, kto mówi „jeba* Kaczkę, tę żywą i tę martwą”? A gdy bronisz honoru ludzi, którzy zginęli w tragedii Smoleńskiej oraz ich żyjących rodzin, zostajesz nazwany PiS-owczykiem, faszystą, oszołomem. Pytam – sam siebie i Was także, Czytelnicy – jak rozmawiać z tymi osobami? Ktoś powie, żeby zaprzestać dyskusji, bo nie warto. I właśnie czasem tak myślę. Skończyć rozmowę i już. Tym bardziej skończyć, że nie umiem – w przeciwieństwie do niektórych – jasno przedstawiać swoich argumentów. To nie jest łatwe, gdy do góry skacze ciśnienie. Ale jak też zaprzestać dyskusji, kiedy jest się świadkiem przejawów ogromniej ignorancji? Tu nie chodzi o to, czy to PiS, PO, SLD czy też PSL. Ta gra toczy się o nasz kraj i jego dobro.

Krótko po krótkiej przerwie

Wracam po przerwie. Trochę dłuższej niż przerwa w meczu piłki nożnej. A tak w ogóle to byłem tu cały czas, tyle tylko, że mało co pisałem. Znów wyjaśnienie: pisać, pisałem, a efekty tego powinniście zobaczyć już niedługo – a raczej mało tutaj publikowałem. No, ale każdemu potrzebne są przerwy.

W poprzednich postach, które są zapewne poniżej tego tekstu, jeśli macie otworzony mój blog jako całość – zamieściłem kilka zdjęć. Najpierw – i te zdjęcia są niżej – moje rysunki w szkicku, następnie – te zdjęcia są pod tym tekstem – fotki z projektu warsztatów „Uprzedź Uprzedzenia”. Warsztaty te, o czym już wspomniałem nie jeden raz, odbyły się w Warszawie w dniach 8-ego i 9-ego kwietnia. Więcej na temat warsztatów dowiecie się niebawem. To by było na tyle. Tak krótko – po przerwie. 

Zdjęcia z warsztatów projektu "Uprzedź Uprzedzenia"



























Oto zdjęcia z warsztatów projektu "Uprzedź Uprzedzenia". Spotkanie odbyło się 8. i 9. kwietnia 2011 roku w Warszawie. 

piątek, 6 maja 2011

Fragment książki... "Rozmowy z Bogiem"

Słuchaj Mnie na każdym kroku. Ilekroć zechcesz Mnie zapytać, wiedz, że Ja już odpowiedziałem. Otwórz szeroko oczy i spójrz na świat. Mą odpowiedź znajdziesz w artykule już wydrukowanym. Kazaniu już ułożonym, które niebawem zostanie wygłoszone. W filmie właśnie powstającym. W piosence skomponowanej wczoraj. W słowach, które wypowie Twoja ukochana. W sercu nowego przyjaciela, jakiego pozyskasz.

Moją Prawdę obwieszcza szept wiatru, paplanina potoku, grzmot pioruna, stukot deszczu. To ziemia, którą czujesz pod stopami, przyciąganie księżyca, zapach lilii, ciepło słoneczne. Moja Prawda – niezawodna dla ciebie pomoc w potrzebie – jest tak przejmująca jak nocne niebo i tak naiwnie ufna jak gaworzenie dziecięcia. Jest tak głośna jak dudniące bicie serca – i tak cicha jak oddech więzty w jedności ze Mną.

Nie zostawię ciebie, nie mogę, gdyż jesteś Moim tworem, Moim dziełem, Moją córką i Moim synem, Moim celem i Moim… Ja. Przywołaj Mnie więc, ilekroć i gdziekolwiek utracisz spokój, który jest Mną. Będę jak zawsze. Z Prawdą. Miłością. Światłością.

Ostatnie słowa Boga w I księdze:  „Rozmowy z Bogiem” – Neale Donald Walsch 

niedziela, 1 maja 2011

Moje Wyznanie Wiary

Wierzę w Siebie, choć tyle razy zdarzało mi się w Siebie wątpić.
Wierzę w Świat i Ludzi, i w to, że nikt nie rodzi się zły z natury.
Wierzę w Boga, choć dzisiejsza nauka zaprzecza Jego istnieniu.
Wierzę w lepsze Jutro, choć żyję tu i teraz – i cieszę się dniem dzisiejszym.
Wierzę w Rozwój i Postęp, ale idące w parze z Tradycyjnymi Wartościami.
Wierzę w Dobro, Szacunek i Miłość, jako DSM.
Wierzę w Radość i Szczerość, wierzę w Pokój.
Wierzę w Prawdę, choć wielu myślicieli twierdzi, że Jej nie ma.
Wierzę w Człowieka, że jest On czymś dużo więcej, niż tylko ewolucją małpy.
Wierzę Mądrość i Inteligencję, nie wierzę w ignorancję.
Wierzę w Prawość, i w to, że nawet jeśli czasem skręci się w złą drogę, można to wyprostować i powrócić na dobre tory.
Wierzę w to, że dla chcącego nic trudnego, i że nie ma rzeczy niemożliwych.
Wierzę, że jeśli czegoś bardzo się chce, to nie ma takiej siły, która mogłaby nas powstrzymać.
Wierzę w to, że wiara czyni Cuda, a Cudem jest wszystko co nas otacza i to co jest w nas.
Wierzę, że każdy problem to wyzwanie, a każdą przeszkodę można pokonać.
Wierzę w Wolność, jako naturalne prawo każdego człowieka.
Wierzę w Siebie – jeszcze raz – i postanawiam, że nie będę już w Siebie wątpił.
  

piątek, 29 kwietnia 2011

Chcę zostawić po sobie ślad



Chciałbym zostawić po sobie na Ziemi ślad, dzięki któremu stanę się nieśmiertelny. Mówi się, że prawdziwy mężczyzna powinien zbudować dom, spłodzić syna i posadzić drzewo. Domu nie zbudowałem, choć mam swój – nieduży, ale czuję się w nim bezpiecznie i przyjemnie. Syna nie spłodziłem, choć jednego przez pewien okres prawie miałem. Drzewa również nie posadziłem, ale przy dróżce prowadzącej do mojego domku rośnie takie jedno, do którego się przywiązałem. Pamiętam je – kiedy byłem mały, a ono jeszcze mniejsze było ode mnie. Dziś jestem trochę większy, niż byłem wtedy, a ono ode mnie jest wyższe… ze trzy razy takie jak ja.

Domu, syna i drzewa – póki co – nie zostawię po sobie. Póki co – i tu kładę emfazę, bo nie wiem, co będzie za kilka lat. Chociaż ponoć każdy prawdziwy mężczyzna również powinien znać swoje przeznaczenie. Z tym przeznaczeniem jest u mnie trochę lepiej, niż z domem, synem i drzewem. Dokładnie co będzie za parę lat, nie wiem, bo wróżką nie jestem, choć czasem zdarza mi się czarować. Wiem za to, czuję to, że będzie dobrze, bo już teraz widzę, że wszystko podąża w dobrym kierunku, idzie w dobrą stronę, a ja, jako szef swojego życia, kieruję tym tak, by spełnić swoje marzenia. Wierzę także, że każdą swoją myślą, każdym słowem i czynem buduję swoją przyszłość, swoje przeznaczenie, a więc będę myślał, mówił i działał z rozmysłem, uważnie, by moja przyszłość była piękna i bogata. Ale wróćmy do meritum, choć to, co napisałem przed chwilą ma swoje mocne powiązania z tym, że chcę na Ziemi pozostawić po sobie ślad.

Buduję swoje życie, swoje przeznaczenie. Jestem Twórcą swojej rzeczywistości. Chcę tworzyć ją w ten sposób, żeby zostawić po sobie ślad. Ślad na Ziemi, zanim odejdę stąd w Zaświaty. Jestem jeszcze taki młody, a już o tym myślę – zdziwią się pewnie niektórzy. Tak, a niby kiedy mam to zrobić!

Nie zrozumcie mnie źle. To nie jest tak, że ja żyję myślą o mojej śmierci. Broń Boże, chcę żyć – i mam nadzieję, że będę żył szczęśliwie jak najdłużej – wśród żywych. Nie jestem defetystą, pesymistą ani żadnym tam satanistą! Jestem szalonym optymistą, który kocha życie! A czemu już teraz, mając 26 lat, myślę o tym, by zostawić po sobie ślad?

Jeden z sensów mojego życia to tworzenie własnej historii. Chciałbym, aby ta historia była piękna. Zacząłem tworzyć swoją historię z momentem, kiedy przyszedłem na świat. Tworzyłem ją do dziś. Od dziś tworzyć będę ją do momentu mojej śmierci (tej fizycznej, bo moja dusza nadal będzie żyła, a zatem tworzyła – i robiła to, zanim się urodziłem – swoją historię). Jak napisałem wyżej: chciałbym, aby ta historia była piękna – wyjątkowa, niepowtarzalna. Chciałbym, aby była historią, która zostawi swój ślad, bo nie chcę po prostu iść do ziemi, chcę iść do ziemi jako ktoś.

Zwykłe życie nie ma dla mnie większego sensu. Jak już kiedyś powiedziałem: jeśli nie wiesz, po co żyjesz – to po co żyjesz! Żyć tylko po to, żeby żyć? Żyć bez celu? – to nie dla mnie. Jeśli komuś takie życie odpowiada, okej, jego sprawa – niech każdy żyje tak, jak chce. Człowiek z natury jest istotą wolną, więc powinien robić to, na co ma ochotę, byleby nie krzywdził przy tym innych.

Ja postanowiłem, że będę tworzył swą legendę. Jako Twórca i Kreator, jako Budowniczy. Jako ten, który stworzony został na podobieństwo Boga, czyli ten, który także posiada moc twórczą. Dlatego też od jakiegoś czasu żyję w sposób twórczy, kreatywny i budowniczy.

Postanowiłem przyjąć w tej budowie jakieś zasady. Takie, aby moja droga była przyjemniejsza i nabrała jeszcze większego sensu, zrobiłem to także po to, by nadać blasku mojej drodze. Jest taka medytacja, która polega na tym, by wyobrazić sobie swój pogrzeb. Trzeba poruszyć wyobraźnię, by zobaczyć podczas tego pogrzebu ludzi na nim obecnych. Potem przedstawić ich sobie w myślach, jak rozmawiają o zmarłym, czyli w tym wypadku o mnie lub o tobie. Spróbuj, to dobra medytacja. Pomyśl, co byś chciał, żeby mówili o tobie ludzie, jak chciałbyś być zapamiętany i od tej chwili żyj tak i postępuj w ten sposób, by ludzie już teraz tak o tobie myśleli.

Kolejną sprawą jest to, że lubię dzieci. Uwielbiam je. Jestem bardzo szczęśliwy, gdy raczą mnie uśmiechem i radością. Moja kolejna zasada to postępować tak, by dzieci czuły do mnie sympatię. Myślę, że ich nie da się oszukać. To nie dorośli, których patrzenie jest już zdeformowane. Sympatia dzieci to jest to! A tak poza tym: to właśnie w nich jest przyszłość świata.

Tak więc, po raz kolejny wracając do meritum, powiem, że, nim moje ciało zaśnie, a dusza je opuści, chciałbym zostawić po sobie na Ziemi ślad. Ślad, że tu byłem, że istniałem. Ślad w ludzkich sercach i umysłach. Ale także ślad materialny. Jednym z rodzajów materialnego śladu, który po mnie zostanie, będą moje zapiski, które czynię już od ponad dwóch lat (albo jeszcze dłużej). Moje zapiski to nie tylko ten blog, chociaż od pewnego czasu publikuję tu prawie wszystkie teksty, które piszę. Oprócz bloga mam także wiele dokumentów tekstowych, zapisanych na twardym dysku mojego komputera oraz na pen driver, dokumentów, których nigdzie nie publikowałem.

Tak więc, kiedy mnie tu już nie będzie, pamiętajcie, by sprawdzić wszystko, co zapisane jest w folderze „Moje zapiski”. A nuż znajdzie się tam coś, co warte będzie przeczytania. Tylko proszę, byście nie przerażali się moim brakiem warsztatu. Ani różnymi wszelkiego rodzaju gafami, które zdarza mi się czasem popełniać.

Kolejne zapiski uczynione są przeze mnie w moich zeszytach. Jest już ich parę sztuk (mówię o zeszytach), a będzie jeszcze więcej. Tak więc pamiętajcie: zapiski w tych zeszytach to ślad, który także pozostanie po mnie na Ziemi. Pamiętajcie o tych zeszytach, kiedy mnie już tu nie będzie.

Poza blogiem, mam także parę innych internetowych publikacji, m.in. w Gazecie Edukacyjnej, a także na forach internetowych.

Kolejne materialne ślady, które po mnie zostaną to zapiski audio i wideo. Tych audio wielu się pozbyłem, ale tych wideo sporo pozostało, m.in. w Internecie. Największy, a raczej najlepszy wideo ślad, jaki do tej pory o mnie powstał, to film „Przemek”, który nakręcony został przez Piotrka Sobczaka.

Wystąpiłem także kilka razy w TV, kilka razy pisały o mnie gazety. To tylko niektóre ze śladów, które pozostaną po mnie na Ziemi. Budując swoją legendę, pracuję nad kolejnymi śladami, które zostawię tu po sobie. Dlatego chcę pisać i tworzyć, myślę, że dzięki temu stanę się nieśmiertelny. To dopiero początek, a przede mnę jeszcze długa droga.

Zanim odejdę w Zaświaty, chcę zostawić na Ziemi ślad po sobie – powtórzę po raz kolejny. Dlatego nie imponują mi ludzie pokroju gwiazd i nie podniecają mnie zdarzenia typu ślub księcia Williama. Mam swoje życie, które jest przygodą. A moimi idolami, choć nie jest to dobre słowo – są Jezus, Budda i inni wielcy tego świata. Oni wiedzieli jak żyć. Dążyli do doskonałości, świadomi tego, że człowiek stworzony został na podobieństwo Boga.

Ten tekst, jak i wiele innych – tych, które już powstały i tych, które dopiero powstaną, wyjdą spod mojego „pióra”, będą jednymi z wielu śladów, które zostawię po sobie na Ziemi.




czwartek, 28 kwietnia 2011

Dziś od rana

... szkolenia... zmęczony, ale zadowolony... padnięty, ale uśmiechnięty... to chyba z powodu tej 


wiosny - taki radosny... 

środa, 27 kwietnia 2011

Wiosno, kocham Cię!



Gdy przychodzisz do mnie boso,
Kocham Cię, Wiosno!

Wiosna to moja ulubiona pora roku. Uwielbiam wiosenne słońce, kiedy ogrzewa mi twarz. Uwielbiam ciepły, przyjemny wiosenny wietrzyk, kiedy tańczy w moich krótkich włosach. Uwielbiam, kiedy wieje on prosto na mnie. Lubię wiosenne spacery. Odziany w krótkie spodenki, t-shirt oraz klapki na stopach – czuję się jak pielgrzym, przemierzający lasy i polany. Ten wiosenny klimat – jedyny swoim rodzaju – poczuć mogę właśnie tutaj, na wsi.


Wiosna to czas zakochania. Może powinienem się wreszcie zakochać. To jest trochę trudne, kiedy w moim sercu siedzą jeszcze fragmenty ostatniej miłości. Może tej wiosny się nie zakocham, może w tę wiosnę nie przyjdzie do mnie miłość. W sumie po co mi ona? Wszakże miłością jest wszystko – poza nią istnieje tylko lęk, który by nie istniał, gdyby nie było miłości.


Cieszę się, że przyszła wiosna. Czekałem na nią cały rok. Wiosna, która ma w sobie jakiś tajemniczy urok, sprawiający, że wszystko dookoła – łącznie z ludźmi – staje się piękniejsze. Tak więc wykorzystuję tę szansę i ja też razem z wiosną przyniosę i dam piękno światu.

wtorek, 26 kwietnia 2011

„Ręce precz od tej książki!”

Czytam „Ręce precz od tej książki!” i powiem Wam, że wierzę niemalże we wszystko co napisał Jan van Helsing w tej publikacji. Nowy Światowy Porządek trochę mnie przeraża, ale mam wielką nadzieję, że najbardziej świetli ludzie jakoś sobie z nim poradzą.



Może jestem szalony, ale komu mam wierzyć? Telewizji, prasie? Oni raczej nie karmią nas prawdą. Ktoś, kto wierzy w takie rzeczy, to wariat? Ktoś, kto wierzy w powszechną teorię spisków, to szaleniec? Mogę być szaleńcem i wariatem. Mogę nimi być, a co tam!

Zamiast szukać dowodów ją potwierdzających – szukałbym raczej dowodów, które ją obalą!

Chory pęd do władzy



Człowiek im więcej ma wolności, tym jego decyzje stają się mniej przewidywalne. Dlatego nie dziwmy się, że każda nowa władza chce zabrać człowiekowi tej wolności jak najwięcej. Im człowiek ma jej mniej, tym łatwiej nim sterować.

Wielu mądrych ludzi dziwi się, jak ktoś, kto przyszedł rządzić tylko na cztery lata, podejmuje decyzje, które będą miały swoje konsekwencje jeszcze długo po tym, jak przestanie sprawować władzę.

Wielu mądrych ludzi dziwi się, ponieważ dla nich jest to nie pojęte, do jakich czynów mogą posunąć się niektórzy ludzie tylko po to, by dalej sprawować władzę. Weźmy przykład bombardowań przez samoloty ludności cywilnej, ale też wojsk – czy w ogóle jakichkolwiek bombardowań – po to, by utrzymać swoją władzę i pokazać innym, że ja tu rządzę.

Decydenci podejmujący takie kroki – tj. nie uzasadnione ataki militarne – mają ze sobą duży problem natury psychicznej i emocjonalnej. Więzienia pełne są ludzi, którzy kogoś skrzywdzili i za to odsiadują długie wyroki. Kobieta zostaje skazana na parę lat za to, że zabiła męża, który się nad nią znęcał. Inni natomiast mogą zabijać tysiące ludzi i czują się bezkarni.

Zwykłemu obywatelowi, takiemu jak ja, ciężko to zrozumieć. Ciężko – to mało powiedziane. Ja tego po prostu nie rozumiem. A może to prawda, że niektórzy możni tego świata podpisali jakiś układ z diabłem? Kto to wie… Pewnie niektórzy nazwą mnie oszołomem, ale spiskowa teoria dziejów coraz częściej do mnie przemawia, kiedy widzę do jakich okrucieństw zdolni są ludzie.


Obrazki i fotki

 Jako iż na moim blogu powoli zaczyna robić się nudnawo – od dziś do każdego posta, a jeśli nie do każdego, to do większości – dodany będzie obrazek lub jakaś fotka.

Dziś oczy kobiety, które na Was patrzą. No, i na mnie też. Pozdrawiam!

Wiem, że zachowałem się...

...nie męsko, bo usunąłem wczorajszego posta... 

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Inne wartości

Gdybym miał możliwość zadania premierowi Donaldowi Tuskowi jednego pytania, brzmiałoby ono: Czy jeśli wygra Pan wybory i znów zostanie premierem, podwyższy Pan podatki?

Nie jest to pytanie złośliwe. Dotyczy ono wartości. Chciałbym, aby premier udzielił krótkiej odpowiedzi: tak albo nie.

A jeśli p. Tusk powiedziałby: nie wiem – bo przecież nie wiadomo, co będzie za kilka miesięcy – wszystko dla mnie i dla każdego myślącego Polaka byłoby jasne. I już drugi raz nie oddałbym głosu na p. Donalda Tuska. Po prostu mam inne wartości, niż premier.  

sobota, 23 kwietnia 2011

Zmartwychwstanie

Z okazji świąt Wielkanocy. Z okazji świąt zmartwychwstania Chrystusa – po pierwsze składam wszystkim życzenia. A życzę Wam, byście każdego dnia i każdej chwili zmartwychwstawali – rodzili się ponownie i patrzyli na świat jak na cud. Sobie też tego życzę. Bo, po drugie – jak powiedział Albercik – cytując niedosłownie, można przeżyć swoje życie na dwa sposoby: tak, jakby cudem nie było nic lub tak, jakby cudem było wszystko. Ja postanawiam zmartwychwstać i przeżyć swoje życie jak cud. Od teraz, od zaraz! 

czwartek, 21 kwietnia 2011

Film o mnie

http://vimeo.com/3280320


Wyżej znajduje się link, który odsyła do filmu o mnie. Stary ten film, ma już dwa lata - a że stary, też już nieaktualny, ale polecam, obejrzyjcie, jak jeszcze tego nie zrobiliście. Film nakręcił Piotr Sobczak.

środa, 20 kwietnia 2011

Dzisiejszy dzień był piękny

Dzisiejszy dzień był piękny. Świeciło słońce. Było bardzo ciepło. Lecz dzisiejszy dzień był dla mnie piękny jeszcze z innego powodu. Miałem przyjemność uczestniczyć w miłym przyjęciu. Mało tego: dostałem nawet prezent. Dwie książki! To z okazji imienin, które obchodziłem w tym miesiącu. Także dziś poznałem kilku miłych ludzi. Dzięki!! 

wtorek, 19 kwietnia 2011

Postępowcy i zacofańcy

Powiem szczerze, że nie mam swojego zdania co do tego, czy p. Lech Kaczyński i Jego małżonka powinni być pochowani na Wawelu, czy nie. Nie mam też zdania w sprawie pomnika zmarłego prezydenta, którego powstania niektórzy pewnie by sobie życzyli. Tablica pamiątkowa wszystkim ofiarą – jak najbardziej się należy. W innych kwestiach dotyczących tej sprawy głos powstrzymuję.

Czasem dziwią mnie te skandowania. Z jednej strony ludzi, którzy węszą spisek dotyczący katastrofy smoleńskiej. Z drugiej strony postępowców, często młodych i wykształconych, którzy nie mają innych rzeczy do roboty, więc przychodzą na kontr-manifestacje.

Wydaję mi się, że są rzeczy ważniejsze, niż takie publiczne występy. I jeszcze tych pierwszych jestem w stanie zrozumieć – oni chcą znać PRAWDĘ – jak sami twierdzą. Ale tych drugich nie rozumiem wcale. Młodzi i postępowi, zamiast się rozwijać, wolą iść skandować. Gdyby jeszcze za wolnością, sprawiedliwością – to by było bardzo w porządku. I sam bym poszedł, gdybym miał blisko. Ale żeby iść na kontr-manifestację, by udowodnić manifestacji, że jest zacofana?... Jeśli jest – niech sobie będzie! A im usilniej z czymś walczymy, tym większą dajemy mu siłę. Tacy postępowcy, a tak oczywistej rzeczy nie wiedzą! 

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Nie jestem fanem PiS-u!!

Za każdym razem, kiedy włączam się w jakąkolwiek facebookow’ą dyskusję dotyczącą Jarosława Kaczyńskiego – dostaję tzw. baty. Po jednej stronie stoję ja – ewentualnie ktoś jeszcze, ale o tym nie dzisiaj – po drugiej osoby, które atakują tzw. Prezesa. Kiedy go bronię i pytam, jakie mają konkretne zarzuty wobec Jarosława Kaczyńskiego – zostaję zaraz nazwany fanem PiS-u (pisiorem itp.). Nie chcę mi się tego teraz tłumaczyć, ale ja fanem PiS-u nie jestem. Po prostu nie lubię hipokryzji. Co chwila słyszę, że to p. Jarosław kogoś obraził. Ale ja ciągle spotykam się z sytuacją odwrotną. A kiedy tylko go bronię, zostaję obrzucony błotem. Ale ja go bronię jako człowieka, bo do tej pory nie wiem, co on takiego złego zrobił Polsce i Polakom. I zrozumcie, NIE JESTEM FANEM PISU!! 

Uśmiechu

życzę!! 

niedziela, 17 kwietnia 2011

Mój wpis na FejsBlogu

Na szczęście kaca po wczorajszych trzech piwach nie miałem. Kiedy się obudziłem, co prawda, poczułem lekki ból głowy, ale gdy tylko się podniosłem, zaraz ów ból przeszedł. Gdybym pił wódkę – pewnie byłoby dużo gorzej. Jeszcze gorzej byłoby, gdybym pił i wódkę, i piwo. Na szczęście lekcje z minionych doświadczeń odrobiłem – i nauczyłem się, że alkohol mi nie służy. A najbardziej nie służy mojej głowie i mojemu żołądkowi.

Miałem być dziś rano na biegach w Konstantynowie, ale, przyznaję się, zaspałem. Pojechałbym tam nawet spóźniony, ale chcę być dziś w kościele, więc postanowiłem, że zostanę jednak w domu. W domu zostanę, poczytam i popiszę, a popołudniem pójdę na mszę, by się pomodlić. Choć nie jestem ortodoksyjnym Katolikiem – ostatnio lubię uczestniczyć w mszy. Śmiem nawet powiedzieć, że w ogóle nie jestem Katolikiem, ale zostałem ochrzczony – zaznaczam, że bez mojej zgody! – więc chyba Katolikiem jestem. Ale cóż – niech tak będzie.

Ach, jeszcze na koniec wczorajszy tekst wieczoru – jak dla mnie tekst numer JEDEN. Tutaj nie zabrzmi to tak fajnie, jak zabrzmiało wczoraj, ale zacytuję (było to wtedy, gdy jechaliśmy samochodem, by mnie odwieźć):
Przemek: - Dziś jeszcze muszę zrobić wpis na blogu.
Ewa: - Na jakim blogu?
Marcin: Na fesjblogu.
Karolina (Przemek, Ewa, Marcin): Ha ha ha (śmiech).

Wiem, że tutaj to nie jest takie śmieszne... 


sobota, 16 kwietnia 2011

MiSiM!!

         Dziś trochę pobalowałem. Dawno nie piłem alkoholu, dziś wypiłem trzy piwa. Prawie każdy pił wódkę, a było jej sporo, lecz ja postanowiłem sobie, że wystarczy mi piwo. Wódki było sporo, bo przyjęcie zorganizowałem Sylwek – syn właściciela, a właściwie współwłaściciel sobieńskiego baru. No i była wódka i piwo też było, były kiełbaski, sałatki i mięso.

Ja zdecydowałem się, że będę pił tylko piwo. W tym roku postanowiłem nie pić wódki – i nie piłem jeszcze w tym roku wódki. Tu nie chodzi nawet o postanowienie, ale ja po prostu wódki pić nie mogę. Po pierwsze mój żołądek, który – mówiąc delikatnie – jej nie trawi. Po drugie – moja głowa, która zawsze mnie boli na drugi dzień. A tak w ogóle to picie nie jest do niczego potrzebne. No bo niby do czego potrzebne jest picie? Żeby być pewniejszym siebie! Dla mnie to śmieszne.
                                                              
Także dziś pobalowałem ze znajomymi, z którymi ostatnio baluję nie często. Sto lat dla Moniki i Sylwka, czyli dla MiS!! A może dla SiM?!... 

czwartek, 14 kwietnia 2011

Cieszę się jak małe dziecko!! (Wiem, że jestem głupi.)

Myślałem, że mam problemy z modemem, bo moje połączenie z Internetem przez ostatnie dwa dni było utrudnione. Raz połączenie to było okej, innym razem nie było żadnego połączenia. Denerwowałem się już. Wyjmowałem i wkładałem modem, po czym znów wyjmowałem i ponownie wkładałem (co Wam to przypomina?). Chwilę się łączyło i wszystko było w porządku, to znów się rozłączało – i znów się wkurzałem. Aż podjąłem decyzję – tak czystym przypadkiem i bez zastanowienia – że spróbuję podłączyć modem do drugiego wejścia USB – ono także przypadkiem było wolne. Podłączyłem i modem zaczął działać bez zarzutów!! Teraz się cieszę!! Jak małe dziecko się cieszę!! 

To straszne :)

Nie mam połączenia z internetem... piszę od kuzyna i kuzynki...

środa, 13 kwietnia 2011

Czasem też jestem moherowym beretem

Dziś, kiedy jechałem autobusem linii 78, spotkałem bardzo ciekawą osobę.

Zacznę od tego, że najpierw stałem przy oknie, ponieważ większość miejsc w autobusie była zajęta. Postanowiłem usiąść wtedy, gdy zwolniła się tak zwana „czwórka”. Zająłem miejsce tyłem do kierunku jazdy. Za chwilę podeszła kobieta, która – gdyby dodać Jej ciut latek – pewnie mogłaby być moją babcią. Jej, mam tylko nadzieję, że Jej nie postarzałem. Dobra: może ta kobieta nie mogłaby być moją babcią, ale moją matką i matką mojej o osiem lat ode mnie starszej siostry (gdybym ją miał). Już teraz tylko dodam, żeby całkowicie się nie pogrążyć, iż ta kobieta była elegancka i schludna – i wyglądała ładnie.

Pani ta czytała gazetę. Ja co chwila, przewrażliwiony, tarłem oko o kolano, myśląc, że coś mi w to oko wpadło. Tak pocierałem, pocierałem, aż Pani zaoferowała mi swoją pomoc, mówiąc coś w stylu: „chętnie panu pomogę, to będzie dla mnie przyjemność, zrobić coś dla pana dobrego”. Oczywiście powiedziałem, że nie, że wszystko okej i że dziękuję. I zaraz spytałem: „co Pani czyta?”

Okazało się, że Pani czyta „Nasz Dziennik”. Wspomniała także o „Gazecie Polskiej”. By nie pozostać dłużny, dodałem do tej listy „Uważam Rze”. Tak zaczęła się nasza – trwająca co najmniej 15 minut – rozmowa, która poprawnie polityczna nie była. Kiedyś powiedziałbym o takiej osobie, jak ta Pani, moherowy beret. Dziś słuchałem Jej z uwagą, sam wypowiadając swoje myśli, kiedy przyszła moja kolej. Ktoś, kto z boku nas obserwował, śmiałby pomyśleć, że my zacofańcy. Moherowe berety: jeden młody, drugi trochę starszy. Ten chłopak – znaczy ja – taki młody, a tak mało postępowy. Ta Pani – typowy moher spod kościoła. Co oni pitolą!! To jakaś – dwuosobowa banda – PiSiorów!!

Kiedy się rozstawaliśmy, podziękowałem za rozmowę – i dowiedziałem się, że ta miła Pani, o niepoprawnych politycznie poglądach, jest nauczycielem akademickim, wykładającym studentom łacinę. „O, to ma Pani doktorat!” – rzekłem, mile zaskoczony. „A czy to takie ważne?” – odpowiedziała Pani, uśmiechając się i pozdrawiając mnie serdecznie. 

Mój przerost treści nad formą

Tak, to prawda, dziś moje imieniny. Prawdą jest także, a twierdzi tak wielu, że często występuje u mnie coś zwanego przerostem formy nad treścią. Trudno – niech tak będzie. To moje życie – i mam prawo robić, co chcę. Jestem wolnym człowiekiem i dopóki nie robię innym krzywdy, mogę robić, co żywnie mi się podoba. Jak to się zwykło mówić, wolność mojej pięści kończy się na wysokości twojej twarzy.

Wiem, że niektórym moja pewność siebie przeszkadza. Czasem robię coś wyżej niż mam cztery litery. Wiecie, o czym mówię, prawda? Ludzie często zwracają mi uwagę, że przesadzam, że czuję się, jak ktoś niezwykły, że zachowuję się, jakbym był wyjątkowy – jak pępek świata. Ja nie twierdzę, że tak nie jest, bo pewnie czasem tak właśnie jest. Sam myślę, że są momenty, w których powinienem przystopować.

Ale człowiek to coś niezwykłego, wyjątkowego, pięknego. I, wierzcie mi, ale wolę czasem przesadzić, niż chować głowę w piasek. Wolę być dumny z tego, kim jestem, niż płaszczyć się, udając kogoś mało wartego. Każdy człowiek jest wyjątkowy i wspaniały. Tyle że nie każdy w to wierzy. Nie każdy o tym pamięta. A ci, co lubią zwracać mi uwagę i wciąż mnie poprawiać, może niech zastanowią się najpierw nad swoim postępowaniem czy aby jest ono w porządku. 

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Lepiej słabo – niż wcale

Dopiero dziś dochodzę powoli do siebie. Zauważyłem, że mocno odczuwam jakiekolwiek zmiany zachodzące w stałym rytmie mojej codzienności. A pisząc te słowa, zastanawiam się, kiedy wreszcie podszlifuję mój warsztat i zdobędę, a może raczej: nabędę lekkości pióra.

Zajęcia z twórczego pisania, które prowadziła p. Danuta Dwojat, trwały niecałe dwie godziny. To za mało i za krótko, by zdobyć warsztat i lekkość pióra. Dobrze, że chociaż znam podstawy pisarstwa; a może to dopiero podstawy podstaw? Ale dobre i to!

Danuta (prześlijmy na „ty”) mówiła o tym, że aby dobrze pisać, i aby w ogóle nauczyć się pisania – trzeba po prostu… pisać. Pisać często, pisać jak najwięcej.

Przede mną długa jeszcze droga. A mam już 26 lat! Niektórzy w tym wieku piszą i wydają książki. No cóż… Są też tacy – i byli tacy, i tacy będą – którzy pisać zaczęli względnie późno. Bodajże R. Ludlum swoją pierwszą książkę napisał, kiedy miał lat więcej niż czterdzieści. Pocieszam się nieco tą myślą.

Tak więc droga przede mną jeszcze długa, może nawet kręta. Ale, mimo tego – i mimo wszystko – pisać będę. Nawet jeśli będę pisać słabo. Trudno: lepiej słabo, niż wcale. No: ale też lepiej dobrze, niż słabo… A moje „słabo” mam zamiar powoli, stopniowo, krok po kroku zamieniać na „dobrze”, a „dobrze” zamienię potem na „lepiej”,  „lepiej” na „jeszcze lepiej”… itd.