poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Nie jestem fanem PiS-u!!

Za każdym razem, kiedy włączam się w jakąkolwiek facebookow’ą dyskusję dotyczącą Jarosława Kaczyńskiego – dostaję tzw. baty. Po jednej stronie stoję ja – ewentualnie ktoś jeszcze, ale o tym nie dzisiaj – po drugiej osoby, które atakują tzw. Prezesa. Kiedy go bronię i pytam, jakie mają konkretne zarzuty wobec Jarosława Kaczyńskiego – zostaję zaraz nazwany fanem PiS-u (pisiorem itp.). Nie chcę mi się tego teraz tłumaczyć, ale ja fanem PiS-u nie jestem. Po prostu nie lubię hipokryzji. Co chwila słyszę, że to p. Jarosław kogoś obraził. Ale ja ciągle spotykam się z sytuacją odwrotną. A kiedy tylko go bronię, zostaję obrzucony błotem. Ale ja go bronię jako człowieka, bo do tej pory nie wiem, co on takiego złego zrobił Polsce i Polakom. I zrozumcie, NIE JESTEM FANEM PISU!! 

Uśmiechu

życzę!! 

niedziela, 17 kwietnia 2011

Mój wpis na FejsBlogu

Na szczęście kaca po wczorajszych trzech piwach nie miałem. Kiedy się obudziłem, co prawda, poczułem lekki ból głowy, ale gdy tylko się podniosłem, zaraz ów ból przeszedł. Gdybym pił wódkę – pewnie byłoby dużo gorzej. Jeszcze gorzej byłoby, gdybym pił i wódkę, i piwo. Na szczęście lekcje z minionych doświadczeń odrobiłem – i nauczyłem się, że alkohol mi nie służy. A najbardziej nie służy mojej głowie i mojemu żołądkowi.

Miałem być dziś rano na biegach w Konstantynowie, ale, przyznaję się, zaspałem. Pojechałbym tam nawet spóźniony, ale chcę być dziś w kościele, więc postanowiłem, że zostanę jednak w domu. W domu zostanę, poczytam i popiszę, a popołudniem pójdę na mszę, by się pomodlić. Choć nie jestem ortodoksyjnym Katolikiem – ostatnio lubię uczestniczyć w mszy. Śmiem nawet powiedzieć, że w ogóle nie jestem Katolikiem, ale zostałem ochrzczony – zaznaczam, że bez mojej zgody! – więc chyba Katolikiem jestem. Ale cóż – niech tak będzie.

Ach, jeszcze na koniec wczorajszy tekst wieczoru – jak dla mnie tekst numer JEDEN. Tutaj nie zabrzmi to tak fajnie, jak zabrzmiało wczoraj, ale zacytuję (było to wtedy, gdy jechaliśmy samochodem, by mnie odwieźć):
Przemek: - Dziś jeszcze muszę zrobić wpis na blogu.
Ewa: - Na jakim blogu?
Marcin: Na fesjblogu.
Karolina (Przemek, Ewa, Marcin): Ha ha ha (śmiech).

Wiem, że tutaj to nie jest takie śmieszne... 


sobota, 16 kwietnia 2011

MiSiM!!

         Dziś trochę pobalowałem. Dawno nie piłem alkoholu, dziś wypiłem trzy piwa. Prawie każdy pił wódkę, a było jej sporo, lecz ja postanowiłem sobie, że wystarczy mi piwo. Wódki było sporo, bo przyjęcie zorganizowałem Sylwek – syn właściciela, a właściwie współwłaściciel sobieńskiego baru. No i była wódka i piwo też było, były kiełbaski, sałatki i mięso.

Ja zdecydowałem się, że będę pił tylko piwo. W tym roku postanowiłem nie pić wódki – i nie piłem jeszcze w tym roku wódki. Tu nie chodzi nawet o postanowienie, ale ja po prostu wódki pić nie mogę. Po pierwsze mój żołądek, który – mówiąc delikatnie – jej nie trawi. Po drugie – moja głowa, która zawsze mnie boli na drugi dzień. A tak w ogóle to picie nie jest do niczego potrzebne. No bo niby do czego potrzebne jest picie? Żeby być pewniejszym siebie! Dla mnie to śmieszne.
                                                              
Także dziś pobalowałem ze znajomymi, z którymi ostatnio baluję nie często. Sto lat dla Moniki i Sylwka, czyli dla MiS!! A może dla SiM?!... 

czwartek, 14 kwietnia 2011

Cieszę się jak małe dziecko!! (Wiem, że jestem głupi.)

Myślałem, że mam problemy z modemem, bo moje połączenie z Internetem przez ostatnie dwa dni było utrudnione. Raz połączenie to było okej, innym razem nie było żadnego połączenia. Denerwowałem się już. Wyjmowałem i wkładałem modem, po czym znów wyjmowałem i ponownie wkładałem (co Wam to przypomina?). Chwilę się łączyło i wszystko było w porządku, to znów się rozłączało – i znów się wkurzałem. Aż podjąłem decyzję – tak czystym przypadkiem i bez zastanowienia – że spróbuję podłączyć modem do drugiego wejścia USB – ono także przypadkiem było wolne. Podłączyłem i modem zaczął działać bez zarzutów!! Teraz się cieszę!! Jak małe dziecko się cieszę!! 

To straszne :)

Nie mam połączenia z internetem... piszę od kuzyna i kuzynki...

środa, 13 kwietnia 2011

Czasem też jestem moherowym beretem

Dziś, kiedy jechałem autobusem linii 78, spotkałem bardzo ciekawą osobę.

Zacznę od tego, że najpierw stałem przy oknie, ponieważ większość miejsc w autobusie była zajęta. Postanowiłem usiąść wtedy, gdy zwolniła się tak zwana „czwórka”. Zająłem miejsce tyłem do kierunku jazdy. Za chwilę podeszła kobieta, która – gdyby dodać Jej ciut latek – pewnie mogłaby być moją babcią. Jej, mam tylko nadzieję, że Jej nie postarzałem. Dobra: może ta kobieta nie mogłaby być moją babcią, ale moją matką i matką mojej o osiem lat ode mnie starszej siostry (gdybym ją miał). Już teraz tylko dodam, żeby całkowicie się nie pogrążyć, iż ta kobieta była elegancka i schludna – i wyglądała ładnie.

Pani ta czytała gazetę. Ja co chwila, przewrażliwiony, tarłem oko o kolano, myśląc, że coś mi w to oko wpadło. Tak pocierałem, pocierałem, aż Pani zaoferowała mi swoją pomoc, mówiąc coś w stylu: „chętnie panu pomogę, to będzie dla mnie przyjemność, zrobić coś dla pana dobrego”. Oczywiście powiedziałem, że nie, że wszystko okej i że dziękuję. I zaraz spytałem: „co Pani czyta?”

Okazało się, że Pani czyta „Nasz Dziennik”. Wspomniała także o „Gazecie Polskiej”. By nie pozostać dłużny, dodałem do tej listy „Uważam Rze”. Tak zaczęła się nasza – trwająca co najmniej 15 minut – rozmowa, która poprawnie polityczna nie była. Kiedyś powiedziałbym o takiej osobie, jak ta Pani, moherowy beret. Dziś słuchałem Jej z uwagą, sam wypowiadając swoje myśli, kiedy przyszła moja kolej. Ktoś, kto z boku nas obserwował, śmiałby pomyśleć, że my zacofańcy. Moherowe berety: jeden młody, drugi trochę starszy. Ten chłopak – znaczy ja – taki młody, a tak mało postępowy. Ta Pani – typowy moher spod kościoła. Co oni pitolą!! To jakaś – dwuosobowa banda – PiSiorów!!

Kiedy się rozstawaliśmy, podziękowałem za rozmowę – i dowiedziałem się, że ta miła Pani, o niepoprawnych politycznie poglądach, jest nauczycielem akademickim, wykładającym studentom łacinę. „O, to ma Pani doktorat!” – rzekłem, mile zaskoczony. „A czy to takie ważne?” – odpowiedziała Pani, uśmiechając się i pozdrawiając mnie serdecznie. 

Mój przerost treści nad formą

Tak, to prawda, dziś moje imieniny. Prawdą jest także, a twierdzi tak wielu, że często występuje u mnie coś zwanego przerostem formy nad treścią. Trudno – niech tak będzie. To moje życie – i mam prawo robić, co chcę. Jestem wolnym człowiekiem i dopóki nie robię innym krzywdy, mogę robić, co żywnie mi się podoba. Jak to się zwykło mówić, wolność mojej pięści kończy się na wysokości twojej twarzy.

Wiem, że niektórym moja pewność siebie przeszkadza. Czasem robię coś wyżej niż mam cztery litery. Wiecie, o czym mówię, prawda? Ludzie często zwracają mi uwagę, że przesadzam, że czuję się, jak ktoś niezwykły, że zachowuję się, jakbym był wyjątkowy – jak pępek świata. Ja nie twierdzę, że tak nie jest, bo pewnie czasem tak właśnie jest. Sam myślę, że są momenty, w których powinienem przystopować.

Ale człowiek to coś niezwykłego, wyjątkowego, pięknego. I, wierzcie mi, ale wolę czasem przesadzić, niż chować głowę w piasek. Wolę być dumny z tego, kim jestem, niż płaszczyć się, udając kogoś mało wartego. Każdy człowiek jest wyjątkowy i wspaniały. Tyle że nie każdy w to wierzy. Nie każdy o tym pamięta. A ci, co lubią zwracać mi uwagę i wciąż mnie poprawiać, może niech zastanowią się najpierw nad swoim postępowaniem czy aby jest ono w porządku. 

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Lepiej słabo – niż wcale

Dopiero dziś dochodzę powoli do siebie. Zauważyłem, że mocno odczuwam jakiekolwiek zmiany zachodzące w stałym rytmie mojej codzienności. A pisząc te słowa, zastanawiam się, kiedy wreszcie podszlifuję mój warsztat i zdobędę, a może raczej: nabędę lekkości pióra.

Zajęcia z twórczego pisania, które prowadziła p. Danuta Dwojat, trwały niecałe dwie godziny. To za mało i za krótko, by zdobyć warsztat i lekkość pióra. Dobrze, że chociaż znam podstawy pisarstwa; a może to dopiero podstawy podstaw? Ale dobre i to!

Danuta (prześlijmy na „ty”) mówiła o tym, że aby dobrze pisać, i aby w ogóle nauczyć się pisania – trzeba po prostu… pisać. Pisać często, pisać jak najwięcej.

Przede mną długa jeszcze droga. A mam już 26 lat! Niektórzy w tym wieku piszą i wydają książki. No cóż… Są też tacy – i byli tacy, i tacy będą – którzy pisać zaczęli względnie późno. Bodajże R. Ludlum swoją pierwszą książkę napisał, kiedy miał lat więcej niż czterdzieści. Pocieszam się nieco tą myślą.

Tak więc droga przede mną jeszcze długa, może nawet kręta. Ale, mimo tego – i mimo wszystko – pisać będę. Nawet jeśli będę pisać słabo. Trudno: lepiej słabo, niż wcale. No: ale też lepiej dobrze, niż słabo… A moje „słabo” mam zamiar powoli, stopniowo, krok po kroku zamieniać na „dobrze”, a „dobrze” zamienię potem na „lepiej”,  „lepiej” na „jeszcze lepiej”… itd.

piątek, 8 kwietnia 2011

Pobudka!

Ten wpis zrobiłem wczoraj, czyli 7-ego kwietnia 2011. Tak naprawdę robię go dzisiaj. Opublikuję go jutro, czyli 8-ego kwietnia 2011. Właśnie go publikuję. Pewnie jest bardzo wcześnie.

Za parę minut (za kilka godzin) wychodzę, idę na busa, wsiadam w niego i jadę do Łodzi. W Łodzi prawdopodobnie przesiądę się w autobus linii 96, który dowiezie mnie do Dworca Fabrycznego. Stamtąd pociągiem – prościutko – do Warszawy. O godzinie 10:00 zaczynają się warsztaty.

Z Warszawy wrócę jutro, a tak naprawdę pojutrze, późnym wieczorem albo nocą. Jutro, czyli pojutrze, będzie sobota. Kiedy przyjadę – napiszę coś. Nawet krótkie „dobranoc”.

Nie biorę ze sobą laptopa. Poza tym, że sporo waży, nie będę miał też czasu, by pisać. Gdybym wyjeżdżał na dłużej, pewnie zabrałbym go ze sobą. Ale na dwa dni i jedną noc – nie, nie warto. Tak więc miłego piątku i soboty! 

czwartek, 7 kwietnia 2011

Konsekwentnie

Uczyniłem już tekst, który wrzucę na bloga jutro z samego rana. Uczyniłem? Może lepiej zabrzmiałoby – ostatnio modne – popełniłem. Popełnić czy też uczynić, a może po prostu napisać ten teks musiałem (nic nie muszę!) dzisiaj, ponieważ jutro rano nie będę miał czasu na pisanie.

Jutro rano wstanę, jeszcze przed godziną 4:00, i zaraz będę się szykował, by zdążyć na pociąg. A tekst jutro wrzucę na bloga, ponieważ od jakiegoś czasu staram się, by każdego dnia coś wrzucać. Cokolwiek – czasem nawet krótkie notki, często pozbawione większego sensu. Ale chcę być konsekwentny. Tak sobie postanowiłem!

PS Wiem jednak, że nawet jakbym postanowienie złamał, nic by to nie zmieniło. Nadal bym był tym, kim jestem – nadal byłbym taki, jaki jestem.


Czemu polubiłem ONR?

Ostatnio polubiłem na facebooku stronę ONR (Organizacja Narodowo-Radykalna). Nie, nie dlatego, żebym był jakimś narodowcem. Broń Boże! (Chociaż nie ma się co zarzekać, bo niewiadomo, co będzie za rok. Może okaże się, że jestem nie tylko narodowcem, ale też gejem. Ciekawe to by było połączenie, prawda?) Nie jestem także wyjątkowym patriotą. Bo choć dumny jestem z tego, że jestem Polakiem, to bardziej duma mnie rozpiera z powodu, że jestem po prostu Przemkiem Wieczorkiem – czyli DSM-em (jeśli ktoś jeszcze nie wie).

Stronę ONR polubiłem dlatego, że nie mogę wierzyć we wszystko, co przeciwnicy ONR twierdzą. A żeby sprawdzić co jest prawdą, a co nie nią nie jest – wypadałoby znać kilka punktów widzenia na tę samą sprawę (lub przynajmniej dwa punkty). Nazwać kogoś antysemitą albo nacjonalistą lub – jeszcze lepiej – faszystą jest łatwo. Ale, myślę, że zanim kogoś się tak nazwie, trzeba mieć do tego konkretne zarzuty i powody. Widziałem już nie jedną dyskusję – chociażby u p. Tomasza Lisa – w której zarzucano komuś antysemityzm, poczym debatowano i rozprawiano, jaki to antysemityzm jest zły. To prawda, antysemityzm, czy jakiekolwiek inne uprzedzenia – raczej nie są niczym dobrym, i ja ich także nie pochwalam.  Jednak w owych programie, w którym oskarżono człowieka o antysemityzm, zrobiono to – według mnie – bezpodstawnie. Nawet potem, gdy analizowano „antysemickie” wypowiedzi tego pana, okazało się, że jednoznacznie antysemickimi one nie były. Tyle że najpierw odbyła się długa dyskusja jaki ten pan jest zły, zawistny i zacofany. Wpierw przyklejono temu panu tzw. gębę.

Zanim nazwę ONR nacjonalistami czy faszystami (jak robią to niektórzy) – chcę wiedzieć, co ONR ma do powiedzenia. Jestem też za tym, by każdy miał prawo do wyrażania swoich opinii. Jeśli nie robi nikomu krzywdy – niech myśli i mówi, co chce, to jego sprawa. Bo wolność – także wolność słowa – to naturalne prawo człowieka! Jakim prawem ktoś tę wolność może nam zabierać? Prawem większości?... 

Czcionki

Tak, czcionka, której użyłem w poprzednim poście, do najpiękniejszych i do najbardziej czytelnych nie należy. Myślę, że ta jest lepsza! A może Wy macie jakieś pomysły i propozycje co do kształtu literek?...

PS Później dokonam jeszcze jakiegoś wpisu.  

środa, 6 kwietnia 2011

Nadal zastanawiam się…

Jaką czcionką publikować na blogu. Może wybiorę tę… Zdecydowanie jestem niezdecydowany! (Ale tylko czasem, i tylko w niektórych kwestiach. Bo generalnie wiem, czego chcę w życiu.)

wtorek, 5 kwietnia 2011

WWW, czyli Warsztaty W Warszawie

W piątek i w sobotę będę w Warszawie. Cieszę się, że wszystko potoczyło się po mojej myśli. Co prawda nie pojedzie ze mną żadna piękna dama, ale cóż. Ponoć nie zawsze się ma to, co się lubi i co się chce. Chociaż, z drugiej strony, gdybym chciał mocniej, to pewnie by mi się udało. Kiedy chcemy czegoś całym sobą – cały wszechświat sprzyja temu, byśmy to osiągnęli. Ja całym sobą chciałem być w piątek i w sobotę na warsztatach w stolicy i mi się to udało. Będę tam – i całym sobą jestem wdzięczny za to nie tylko wszechświatowi i sobie, ale także niektórym ludziom, którzy mnie wsparli, ale więcej napiszę o tym zaraz po powrocie, w artykule dla GE, który już planuję. To, że nie będę w Warszawie z piękną damą, jest już mniej ważne. Chociaż do piątku może jakaś dama się zgłosi… i zechce ze mną pojechać!