Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 kwietnia 2012

W ramach treningu, dla sportu

Dziś krótki wpis. Taki na koniec tego pięknego dnia. 13-ty piątek minął bardzo pozytywnie. Choć średnio aktywnie. To fakt, trochę pobiegałem i czuję, że wychodzi mi to coraz lepiej – widzę u siebie postępy. Na majową sztafetę formę będę miał jeszcze lepszą. Wiem, że nie będzie łatwo. Biegniemy na Mazury. Na pewno widoki będą piękne.

Dziękuję wszystkim za życzenia z okazji imienin. Tak, dzisiaj Przemysława. Wpadł mi dziś do głowy pomysł, by sprawdzić, kiedy jest Rafała i kiedy Gabriela – wstyd się przyznać, ale tego nie wiem. Jeszcze przydałoby się mi jedno imię. Michał – tak dla dopełnienia. Wiem, to trochę szalone, ale cóż… Szalony też trochę jestem!

Od dziś wprowadziłem w czyn postanowienie, którego będę się trzymał. Wytrwałość i konsekwencja będą mi bardzo potrzebne. Ale czuję, a nawet wiem to, że dam radę. Chociaż zdaję sobie z tego sprawę, że może nie być łatwo. Ale to dobrze. Powiem szczerze: nieco pociąga mnie to, co trudne.

Dzisiejszy dzień zaliczam do udanych – i proszę mi wybaczyć, że znów leję wodę, ale piszę to, co myślę, a ten niedługi wpis to kolejny z tych w ramach małego treningu. Ot, dla sportu. Pozdrawiam! 

sobota, 24 marca 2012

Takie bazgroły...

Seksik - DSM
To miłe. Nawet bardzo. Spotykam znajomych, rozmawiam z nimi – i okazuję się, że wielu z nich czytuje mój blog. Dowiaduję się o tym całkiem przypadkiem. Jednak informacje te są dla mnie bardzo pozytywne. Dają mi wiele radości. To motywuje mnie do tego, by wpisy, które tu czynię, były bardziej ambitne. Wiem, że ich jakość jest różna. Blog mój nie posiada jednej i tej samej tematyki. Raz piszę o tym, raz o tamtym, to znowu o czymś innym. Jedne moje wpisy są poważne, inne trochę mniej, a kolejne pisane są na totalnym luzie. W sumie jeszcze nie tak dawno motto przewodnie tego bloga brzmiało: Nie ma żadnych dowodów na to, że życie jest poważne. Podobnie jest ze mną. Do życia podchodzę bardzo poważnie, jednak mam do tej powagi dystans. Taki mały paradoks, prawda? A może i nie… Dziś załączam mój rysunek wykonany w szkicku. Takie bazgroły, by świat, mimo powagi, był także wesoły! 

czwartek, 1 marca 2012

Zostaję tutaj

Od wczoraj próbuję założyć bloga na WordPressie, jednak mi nie wychodzi. To o wiele bardziej skomplikowane, niż blogowanie tutaj, na Bloggerze. Co prawda – udało mi się tam stworzyć bloga – a nawet kilka – uczyniłem pierwsze wpisy, jednak potem poszło coś nie tak. Poszło coś nie tak, pojawił się jakiś wirus i koniec blogowania. No cóż – póki co, zostaję tutaj. 

poniedziałek, 14 listopada 2011

Chcę czuć się dobrze. A Ty?

Piękny był dzisiejszy dzień. Rzadko który taki nie jest. Ponoć tylko dobre dni wnoszą dobre rzeczy do naszego życia.

Myślę, że wiele zależy od nas, czy dni są udane, czy też takimi nie są. Ja dzisiejszego ranka obudziłem się z uśmiechem, po czym powiedziałem sobie, że spędzę piękny, wyjątkowy dzień.

To, że czuję się dobrze, było chyba po mnie widać. Jedna pani, kompletnie obca – już niemłoda – rzekła do mnie wysiadając z autobusu: jest pan przystojny i inteligentny. Trochę się speszyłem. Po czym się uśmiechnąłem i powiedziałem: miło mi, dziękuję. Miałem spytać, skąd wie, że inteligentny. Lecz nie zdążyłem. Poszła sobie.

Teraz już wiem, jak mogą czuć się ludzie na ulicy, kiedy do nich podchodzę i mówię jakiś tekst „od czapy”. Dawno tego nie robiłem. Może to i dobrze. Chociaż ostatnia reakcja obcej osoby na mój komplement była bardzo pozytywna. Pisałem o tym wydarzeniu na blogu kilka tygodni temu.

Doszliśmy tak do dwóch kwestii, które są w naszym społeczeństwie odbierane naprawdę różnie. Pierwsza to zagadywanie do obcych ludzi na ulicy, druga – prawienie komplementów i reakcja na nie. A już prawienie komplementów obcym ludziom – to jest dopiero sprawa! Mam swoje zdanie na ten temat. Pewnie je znacie. Ciekawe, co Wy o tym myślicie… Nie mam tu na myśli, oczywiście, jakiejś chorej upierdliwości. Prosty, lapidarny komplement – i już. Potem, bez słowa, bez czekania – zbyt długiego – idziemy dalej, jakby nigdy nic. A jeśli nie idziemy, a stoimy, to wracamy do poprzedniej czynności.

Kiedy czujemy się dobrze, dobroć z nas emanuje. Kiedy czujemy się atrakcyjni, atrakcyjność także z nas emanuje. Mógłbym skupić się na brakach, na tym, że nie mam rąk, ale wtedy nie czułbym się dobrze. Chcę czuć się dobrze, dlatego też skupiam się na pozytywach. Wam także, jeśli chcecie czuć się dobrze, szczerze to radzę.

niedziela, 13 listopada 2011

Odpowiednie pytanie

Gdybym po wypadku zadawał sobie zbyt często i zbyt długo pytanie – czemu akurat mnie to spotkało? – nie zaszedłbym nigdzie. Mało tego – stałabym w miejscu, w ogóle nie ruszył. Stałbym tak długo, aż wreszcie zacząłbym się cofać. Cofnąłbym się tak daleko, aż do miejsca, z którego nie ma już odwrotu. Tak przegrałbym swoje życie.

Ale ja zadałem sobie inne pytanie. Jak mogę wykorzystać tę sytuację? Co mam zrobić, by wykorzystać tę sytuację w taki sposób, by przyniosła mi ona korzyści? Nie mówię bynajmniej o tych materialnych. Tu chodziło i nadal chodzi o całe moje życie.

Tak udało mi się przewartościować wiele wartości. Te pozytywne stały się jeszcze bardziej pozytywne. Te negatywne zaczęły wywoływać we mnie cierpienie, tak duże, że już nie chcę więcej przeżywać ich w życiu. Dlatego też nawet o nich nie myślę. Dziś chcę się rozwijać i piąć do góry.

[tekst ten napisałem na Niebieski Płomień: http://niebieski-plomien.blogspot.com/2011/11/odpowiednie-pytanie.html]

środa, 26 października 2011

Zrobiłem sobie przerwę

Zrobiłem sobie trochę dłuższą przerwę w blogowaniu. Od kilu dni nie napisałem tu nic nowego. Trzeba czasem odpocząć – tak myślę. Po to, by się zastanowić, pomyśleć. By zebrać siły. A potem znów zacząć działać.

Dziękuję za nowe komentarze!! 

piątek, 30 września 2011

Czasem gubię się w słowach

Ach, założyłem blog na salon24.pl! Co to będzie, co to będzie? Niewiadomo. Jak mi się nie spodoba, to po prostu usunę – żaden problem chyba. Pod moją pierwszą wczorajszą notką pojawiły się już pierwsze komentarze. Wczoraj, czyniąc notkę po godzinie 22-giej, napisałem: dzień dobry!  No, i już ktoś spostrzegawczy to zauważył i spytał, czy piszę z emigracji, że jeszcze słońce u mnie świeci. Nie piszę z emigracji – po prostu piszę czasem bezmyślnie, ot co! Czasem gubię się w słowach – to prawda! 

środa, 21 września 2011

Też to lubię!

Na facebooku powstała nowa grupa filozoficzna, poruszająca tematy egzystencjalne, o nazwie Czy życie bez sexu miałoby sens? Seks pisany przez „x” – nic mi się nie pomyliło. Przez chwilę nawet zastanawiałem się, czy nie spytać o dołączenie do tej grupy, bo seks lubię – ten pisany przez „x” także – jak mało co. Ale zanim to zrobiłem, wszedłem na profil grupy, by zobaczyć, co tam się dzieje. Tak, z czystej ciekawości tam zajrzałem.

I co tam widzę? A tam piszą jacyś panowie w wąsach, że życie bez seksu to śmierć. Niby można się pośmiać, ale czytam dalej. Ktoś pisze, że życie bez seksu absolutnie nie miałoby sensu. Pod spodem pojawiają się coraz to nowe wpisy, które wyglądają podobnie.

Ktoś znowu pisze, że bez seksu nie byłoby życia, a przynajmniej tego bardziej rozwiniętego. W sumie gdyby nie było seksu, tego klasycznego między kobietą a mężczyzną – nie byłoby życia w ogóle. Oni odkryli Amerykę, proszę Państwa!

Wszystko byłoby OK. W sumie i tak wszystko jest OK., ale czemu ci ludzie tak się tam wczuwają. Zamiast wziąć się i zacząć seks uprawiać, piszą o tym, jaki on wyjątkowy. Ciekawe, ilu wśród nich prawiczków, wychwalających seks pod niebiosa?

Też jestem wielkim, ale to wielkim sympatykiem seksu, ale jaki cel mają te grupy? Ja zamiast o seksie gadać, wolę go uprawiać. W moim życiu skończył się etap, w którym byłem gawędziarzem o sprawach seksualnych. A na tej stronie udzielają się typowi gawędziarze. No cóż – to ich sprawa, niech sobie robią co chcą. Ale chyba im się nudzi – to moje zdanie.


Ludzie coraz mniej interesują się sprawami społecznymi. Takie wyciągam wnioski, gdy z nimi rozmawiam. Kiedy poruszam temat polityki – zaraz go ucinają. Podobnie jest, gdy zaczynam mówić o wierze, Bogu itp. Ludzie mówią mi wtedy, że o tych tematach się nie dyskutuje. To o czym? – pytam sam siebie.

Całe życie rozmawiać o pogodnie? Albo o problemach? O tym, jakie życie jest ciężkie? A kiedy porusza się tematy, które są ważne, mówić, że o tym się nie rozmawia, bo nie wypada?

Nie wypada rozmawiać o Bogu i o tym, co dobre, ale jak najbardziej wypada rozmawiać o smutku, biedzie i o nieszczęściach. Nie wypada rozmawiać o polityce, o tym, kto bardziej nadaje się według nas do rządzenia, a kto mniej – ale narzekać na ciężkie życie wypada, jak najbardziej.

Według mnie to dziwne, ale cóż. Ludzie tak żyją, ludzie tak myślą, większość ludzi właśnie tak patrzy na świat. Patrzy tak na świat, który wcześniej pokazuje im TV w przeróżnych programach i serialach, które pławią się w zakłamywaniu rzeczywistości. Ale ludzie i tak im wierzą. Dawno temu przestali wierzyć w Boga, ale wierzą mediom.

Ostatnimi czasy coraz modniejszy staje się ateizm. Guru twierdzą, że uświadomienie sobie, że Boga nie ma, oznacza wyzwolenie dla człowieka. Jeden z ateistycznych profesorów powiedział nawet, że tam gdzie jest Bóg – nie ma miejsca dla człowieka. Iście ograniczone myślenie. Zastanawia mnie to, że tacy ludzie stają się profesorami.

Jeśli ktoś nie wierzy w Boga – niech nie wierzy. I ja chętnie mogę porozmawiać z taką osobą, nie jest do dla mnie żaden problem. I być może nie będę lepszy w pojedynku na argumenty, bo jego będą trafniejsze i bardziej sensowne. Ale już trudniej mi zrozumieć osobę, która czuje się dyskryminowana z powodu tego, że jest ateistą. Nie rozumiem tego – kto go dyskryminuje? Prezydent, który mówi, że nasza cywilizacja to cywilizacja chrześcijańska? Czy ateiście przeszkadzają takie wypowiedzi? Albo to, że w sali szpitalnej wisi krzyż – czy to obraża ateistę? Naprawdę, wydaje mi się to śmieszne. To może w tych salach zdejmiemy krzyże, bo godzi to w ateistów, ale w teatrach zakażemy klaskania, bo ja czuję się przez to dyskryminowany – przecież klaskać nie mogę. Być może moje myślenie jest absurdalne, ale myślenie ateistów też takie mi się wydaje.


A na koniec świetny tekst z innego bloga:

Krocz swoją drogą, do wyznaczonego przez siebie celu. Niech twój cel będzie zgodny z wyznawanymi przez ciebie wartościami. Codziennie rano stawaj z myślą, że oto te chwile przybliżą cię do tego, kim chcesz się stać, do tego, co chcesz osiągnąć. Nie popadaj w marazm, nie poddawaj się złym myślom, nie wierz ludziom, którzy chcą dla ciebie źle. Nie słuchaj tych, którzy narzekają, trzymaj się tych, którzy są pełni wiary i ufności. Zrozum, że nie sam cel jest ważny, ale droga która do niego prowadzi. Radość z osiągniętego celu może trwać sekundy ale sam proces jego osiągania całe lata. To z tym procesem, tak na prawdę, przyjdzie ci żyć. Cel jest tylko środkiem, który ma pomóc stać ci się innym, lepszym człowiekiem. To twoja postawa, twoja wierność ideałom się liczy. Nie patrz na innych, bądź jak samotny okręt który przepływa oceany by dobić do swojego portu.

wtorek, 20 września 2011

(Non)konformizm

Pisanie na tym blogu jest jedną z form mojego treningu, dlatego też niektóre teksty nie mają żadnej wartości – ani literackiej, ani intelektualnej, ani żadnej innej. Teraz rodzi się w mojej głowie pytanie: czy jakiekolwiek teksty na moim blogu mają jakąś wartość? Być może żadne. Cóż, trudno, niech i tak będzie.

Kiedyś już to pisałem, lecz teraz napiszę to jeszcze raz. Nawet jeśli moje teksty nie mają żadnej wartości, będę pisał dalej, chociażby po to, by sprawiać sobie satysfakcję. A pisanie, niewątpliwie, sprawia mi wielką satysfakcję.

Teraz muszę uważać. Nadszedł ciężki okres. Trzeba ważyć dokładnie każde słowo. A nóż napiszę się coś, co będzie przypominało jakąś propagandę lub wpis bliższy będzie sympatią jakiejś opcji politycznej – a narobię sobie przeciwników. Kampania wyborcza to nie przelewki. Tu idzie o cztery lata rządzenia, a co za tym idzie o cztery lata pensji poselskiej. Która dokładnie ile wynosi, nie wiem, ale na pewno wyżyć pozwala. I chyba zrobiłem tu błąd, bo nie nazywa się to pensja a dieta. Tak swoją drogą, niektórym z nich diety by się przydały.

Kiedy zobaczycie gdzieś mój wpis, który wychwalał będzie jakąś partię, to znaczy, że macie omamy. W tej kampanii tutaj nie opowiadam się za żadną, bo w każdej z nich są ludzie, którzy bardziej nadają się do rządzenia – oraz tacy, który nie nadają się wcale.

Do czasów wyborów powstrzymam się od publicznego głosu, który będzie kogoś popierał. Nie chcę tego robić, bo mam znajomych niemalże w każdej partii. Wiem, że opowiadając się za jedną, można zrobić sobie wrogów w innej, a w tej chwili nie jest mi to do niczego potrzebne.

Możecie mnie nazwać konformistą. Wiem swoje i zostawiam do dla siebie. Mam teraz inne sprawy na głowie. Robienie sobie w tej chwili jakichś przeciwników nie jest mi do niczego potrzebne. A w polityce, niestety, często tak jest, że jak nie jesteś z nami, to jesteś przeciwko nam. Niektórzy nie rozumieją, że można mieć inne poglądy, nie dlatego, że się kogoś nie lubi, ale dlatego, że po prostu myśli się inaczej. Cenna zasada: nie mierzyć wszystkim tą samą miarą.

Ludzie są różni. Inaczej patrzą na świat. Mają inne wartości. Komuś, kto ceni sobie wygodę i spokój, trudno będzie zrozumieć kogoś, kto ciągle walczy słowem, broniąc swoich racji, robiąc sobie przy tym nieustannie wrogów. Tak samo jak temu walczącemu trudno będzie zrozumieć konformistę-oportunistę, dla którego nieważne są idee, a na pierwszym miejscu stoi wygoda.

Tak więc znów w ramach treningu popełniłem taki oto wpis, który już umieszczam na blogu… 

poniedziałek, 5 września 2011

Marzyć jest pięknie!

Marzenia to rzecz niezwykle piękna. I nic nas nie kosztują, jak ktoś powiedział. Ja, jako 26-latek, nie wyrosłem może z tych dziecinnych marzeń, a zmieniłem styl marzenia. Dziś nie tylko marzę, ale więcej – kiedy marzę, to tylko o takich rzeczach, które mogę osiągnąć, choć często na początku wydają się niemożliwe.

Już nie marzę tylko po to, żeby marzyć – marzę po to, żeby marzenie zrealizować.

Gdy byłem mały, raczej nie dzieliłem się z nikim swoimi marzeniami. I szkoda, że z tego wyrosłem, bo dziś się dzielę, i widzę, że to nie jest dobry pomysł, to nie jest dobre rozwiązanie.

Nie jest dlatego, że większość osób potrafi bardzo szybko przyciąć skrzydła i powiedzieć, że moje marzenia są niemożliwe, że na pewno ich nie zrealizuję. No cóż, taki już los marzycieli. Trzeba zamknąć usta na klucz i robić swoje.

Tutaj, na swoim blogu także nie dzielę się marzeniami i planami. Jak je zrealizuję – wtedy dam znać. Zresztą: cały czas to robię! 

środa, 31 sierpnia 2011

Etykiety


Jeśli chodzi o etykiety, które pojawiły się z lewej strony mojego bloga – to, zaznaczę, są one w trakcie dopracowywania. Nie są jeszcze gotowe. Także: spokojnie, powoli – niedługo będzie można z nich korzystać. Tzn. już można, ale, póki co, są one nie skończone. Będę miał trochę pracy, ponieważ będę musiał przejrzeć wszystkie posty i dodać im etykiety – to po pierwsze. A po drugie – na pewno będzie mniej tych etykiet – znaczy mniej kategorii, ale każda z kategorii będzie miała więcej przypisów. No, ale powoli, jeszcze trochę. Także cierpliwości. 

wtorek, 23 sierpnia 2011

Pół stroniczki tekstu o Bogu

W poprzednim poście napisałem trochę o Bogu. Wczoraj wszedłem na oficjalny blog Janusza Korwin-Mikkego, w którym lubiany przeze mnie publicysta także poruszył nieco ten temat. Co prawda cały wpis – zatytułowany przez założyciela KNP „Witaj, pokolenie JKM” – poświęcony był polemice autora z kolejnym socjalistą, to o Bogu Pan Janusz w nim wspomniał – co więcej, zrobił to w sposób, który bardzo mi się spodobał. Pozwalam sobie zacytować ten fragment – oto on:  Np. „problem istnienia Boga” rozwiązuje się na pół stronniczki tekstu – i jest to rozwiązanie zamykające wszelkie dalsze dyskusje. Jest gdzieś na moim blogu. Oczywiście NIKT z „fachowców” o tym nawet nie wspomni. Ilu bowiem fideistów zrobiło i robi karierę czytając lub pisząc sążniste traktaty „dowodzące” istnienia Boga – a ilu ateistów zrobiło znów karierę na „dowodzeniu”, że Pana Boga nie ma. Taki Korwin-Mikke twierdzący, że jest to pseudo-problem odbiera i jednym i drugim grunt spod nóg.


Co Pan Janusz na pół stroniczki tekstu napisał o Bogu – nie wiem. Ale wczoraj znalazłem krótki filmik, w którym prawicowy publicysta o Bogu mówi. Twierdzi, podobne jak ja, że lepiej w Boga wierzyć.

Jeśli człowiek wierzy w Boga, stara się postępować zgodnie z Boskimi prawami. Człowiek wierzący prawdziwie w Boga i mający przeświadczenie, że jeśli nie będzie postępował zgodnie z Boskimi prawami – zostanie ukarany – stara się żyć tak, aby Bogu się przypodobać, zatem stara się być uczciwy, postępować etycznie i moralnie itp. Natomiast jeśli będziemy żyli z przeświadczeniem, że Boga nie ma – wtedy hulaj dusza, nie ma też piekła, a więc róbmy co chcemy. Można kraść, oszukiwać, zabijać… Popatrzmy na dzisiejsze światowe rządy, które zachowują się tak, jakby Boga nie było, a ateizm w dzisiejszych czasach jest coraz popularniejszy.

Jaką ma misję dzisiejszy ateizm? Nie wiem, mogę się tylko domyślać, ale głośno o swoich przypuszczeniach dziś nie powiem. Zastanawianie się nad tym, czy Bóg istnieje, czy nie – uważam za… bezsensowne. Przyjmuję za pewnik, że Bóg jest, tak żyję mi się lepiej i łatwiej.



piątek, 12 sierpnia 2011

Post numer 300


To mój post numer 300. Z tej okazji, tradycyjnie, życzę sobie następnych trzystu postów. Tzn. najpierw następne trzysta, potem następne – i tak dalej. Aż będzie 900, 1200, 1500. Żeby tak się stało, trzeba więcej i częściej pisać. Czyli: muszę się postarać.

Potem będzie 3 tysiące. Ach, aż dojdę do trzech milionów. Spokojnie, dam radę. Przecież jestem nieśmiertelny. Taki duży, a taki głupi. Wielu pewnie tak pomyśli. Może nie głupi, ale szalony na pewno, lecz powtórzę cytat, który już nie raz mówiłem: nie ma żadnych dowodów na to, że życie jest poważne.

Tu nie chodzi o to, by podchodzić do życia „olewająco”, bo być może nie jest one poważne. Nie o to. Chodzi o to, by podchodzić do życia z dystansem. Do wszystkiego, co nas spotyka. I brać z życia to, co najlepsze! Cieszyć się nim! 

czwartek, 11 sierpnia 2011

Tytuły, tytuły, tytuły... I super!


A jednak udało mi się.  Od dziś w archiwum postów będą ich tytuły. Bardzo mnie to cieszy! Co prawda – lista nie jest rozwijana, ale cóż – trudno – ważne, że są tytuły, z czego jestem bardzo zadowolony. Widzę także, że nie ma tytułów wpisów poprzednich, starszych, i tytułowane chyba będę tylko te, od dziś, od teraz, ale – znów: cóż – lepsze to, niż w ogóle bez tytułów. Tak więc: tytuły, tytuły, tytuły… I super! 

Poprzedni blog


Zajrzałem na mój poprzedni blog na Onet.pl [http://pr-wieczorek-dsm.blog.onet.pl/] i ku mojemu zdziwieniu on tam jeszcze sobie wisi beztrosko.  Odwiedzany był on ponad 7000 razy, czyli trochę więcej niż ten. Mam nadzieję, że niebawem go doścignę tutaj.

Podobają mi się niektóre funkcje na blogu na Onet.pl, chociażby ta, że archiwum postów rozwijane jest tytułami. Zastanawiam się, czy jest taka opcja na Bloger-ze. Gdyby była, byłoby mi bardzo miło. Jeśli ktoś wie coś na ten temat, proszę dać mi znać. Jak widzicie, tutaj, po prawej stronie, archiwum rozwijane jest datami – bez tytułów postów.


środa, 10 sierpnia 2011

Mój nowy tekst na NP (o seksie!)


Napisałem dziś na Niebieskim Płomień szybki post dotyczący seksualności OzN. Nie wiem na ten temat dużo. Tylko tyle co z własnego, raczej niedużego – choć nie wiem, jakie mają inni – doświadczenia. Jeśli ktoś ma ochotę przeczytać mój wpis – odsyłam do tego linku: http://niebieski-plomien.blogspot.com/2011/08/jeszcze-troche-o-seksie.html
PS I proszę wziąć poprawkę na moją niepoprawność… 

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Najpierw Łysiak, a potem Ayn Rand


Przedwczoraj skończyłem czytać „Stulecie kłamców” Waldemara Łysiaka. Zaraz potem rozpocząłem lekturę „Atlas zbuntowany” Ayn Rand. Jest dość długa, to fakt, ale już od pierwszych stron zaczyna mnie wciągać. Podobają mi się opisy sytuacji. Ta hipokryzja ludzi, którzy uczą innych jak się żyje, sami tak naprawdę nie mając pomysłu na własne życie. No bo powiedzmy sobie szczerze, czy szczęście moje czy też Twoje, Czytelniku, nie jest najważniejsze?

Chciałem serdecznie podziękować Kamilowi za zmiany, które wprowadził w wyglądzie mojego bloga. Bardzo mi się podobają. Dziękuję, Kamilku!! 

czwartek, 7 kwietnia 2011

Konsekwentnie

Uczyniłem już tekst, który wrzucę na bloga jutro z samego rana. Uczyniłem? Może lepiej zabrzmiałoby – ostatnio modne – popełniłem. Popełnić czy też uczynić, a może po prostu napisać ten teks musiałem (nic nie muszę!) dzisiaj, ponieważ jutro rano nie będę miał czasu na pisanie.

Jutro rano wstanę, jeszcze przed godziną 4:00, i zaraz będę się szykował, by zdążyć na pociąg. A tekst jutro wrzucę na bloga, ponieważ od jakiegoś czasu staram się, by każdego dnia coś wrzucać. Cokolwiek – czasem nawet krótkie notki, często pozbawione większego sensu. Ale chcę być konsekwentny. Tak sobie postanowiłem!

PS Wiem jednak, że nawet jakbym postanowienie złamał, nic by to nie zmieniło. Nadal bym był tym, kim jestem – nadal byłbym taki, jaki jestem.


Czcionki

Tak, czcionka, której użyłem w poprzednim poście, do najpiękniejszych i do najbardziej czytelnych nie należy. Myślę, że ta jest lepsza! A może Wy macie jakieś pomysły i propozycje co do kształtu literek?...

PS Później dokonam jeszcze jakiegoś wpisu.  

środa, 6 kwietnia 2011

Nadal zastanawiam się…

Jaką czcionką publikować na blogu. Może wybiorę tę… Zdecydowanie jestem niezdecydowany! (Ale tylko czasem, i tylko w niektórych kwestiach. Bo generalnie wiem, czego chcę w życiu.)