Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nieszczęście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nieszczęście. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 czerwca 2012

Tak, tego chcę...


Kiedy człowiek zaczyna zbyt dużo analizować życiowe sytuacje może dochodzić do bardzo radykalnych wniosków. Całe myślenie może sprowadzić się do następującego spostrzeżenia: po co żyć, jak i tak kiedyś umrzemy?

Ktoś powiedział kiedyś, że człowiek na stare lata bardziej będzie żałował nie tego co zrobił, a tego czego nie zdążył zrobić. Za to Waldemar Łysiak kiedyś napisał, że u niego jest trochę inaczej. On, kiedy przyjdzie starość, żałował będzie nie tego, czego nie zrobił. Za to wstydził się będzie za te wszystkie popełnione błędy, ponieważ nie wystarczy mu już czasu, by je naprawić.

Jak to będzie na stare lata – czas pokaże. Nie ma co zbyt dużo analizować, myśleć, zastanawiać się. Nie warto, nic dobrego to nie przynosi. Dojdziemy jeszcze do zgubnych wniosków i jak nihiliści przestaniemy cieszyć się życiem. Stwierdzimy: po co żyć, jak i tam umrzemy?

Chciałbym wykorzystać każdą chwilę życia do cna, do reszty. Żyć tak by być szczęśliwym, nie krzywdząc przy tym innych. Dać radość sobie lub wydobyć ją z siebie, a potem podzielić się nią z innymi. Z tymi, których kocham. Z każdym bliźnim.

Na starość nie żałować nie wykorzystanych szans i nie pluć sobie w brodę, przypominając krzywdy, które uczyniłem innym. Wspominać swoje życie jako przygodę siedząc w wygodnym fotelu przy rozpalonym kominku obok osoby, którą kocham. Tak, tego chcę…

piątek, 2 września 2011

Co w tym smutnego?

Kilka minut wcześniej na rogu Zielonej i Kościuszki spotkałem się ze znajomym, który załatwił mi koszulkę, o którą prosiłem. Biała, bawełniana – z logo i napisem „Nowa Prawica”. Niech to będzie symbol mojego symbolicznego pożegnania się z polityką – pomyślałem. Symbolicznego, bo polityką będę się interesował dalej, lecz nie będę się już tak mocno w nią wczuwał. Nie warto. Mam inne, dużo ważniejsze sprawy na głowie. Rozwój własny i gromadzenie bogactwa – umysłowego, duchowego i materialnego. To mnie teraz pochłania.

Spotkanie było bardzo ciekawe. Odbyło się w małej piekarence, znajdującej się na rogu ulic, o których już mówiłem. Poznałem właścicielkę tej piekarni – koleżankę mojego znajomego. Bardzo uprzejma, bardzo miła. Dostałem nawet w prezencie pyszne ciastko, które później zjadłem.

Teraz wszedłem do tramwaju linii 43,  by dojechać do Konstantynowa. Usiadłem na pierwszym wolnym siedzeniu. Oparłem się o okno, twarzą zwróciłem w stronę środka pojazdu. Po drugiej stronie siedziała trójka, na oko 21-letnich, ludzi. Dwóch chłopaków i dziewczyna.

Ta dziewczyna zachowywała się według mnie nieco ordynarnie. Tak, wiem, teraz oceniam, ale cóż… Czy coś w tym złego? Co jakieś słowo używała przecinków typu – kobieta lekkich obyczajów (mówiąc lekko i delikatnie). No i penis, penis z nim!

Powiem szczerze, że ta trójca wyglądała jak zjarana trawką. I takie sprawiała wrażenie. Być może się mylę. Nie jestem nieomylny, jak Najwyższy Sąd. Który jest.

W pewnej chwili dziewczyna patrzy na mnie. Widzę na jej twarzy zdziwienie. Zaskoczenie. Szybko obraca głowę do chłopaka po jej prawej stronie i mówi: ten chłopak nie ma rąk. Ale tamten chłopak nie bardzo wie, o co chodzi. Dziewczyna obraca głowę w drugą stronę i mówi do drugiego chłopaka: ten chłopak nie ma rąk. Tamten chłopak też nie bardzo wie, co jest grane. Dodam, że dziewczyna mówiła to jakby szeptem, ale tak głośnym, że było słychać na pół tramwaju, a uwierzcie mi – jazda 43-ójką jest naprawdę głośna.

Dziewczyna powtórzyła to jeszcze raz. Jeden z chłopaków się zorientował, drugi jeszcze nie. Cały czas patrzyłem w ich stronę. Wreszcie rzekłem, bo już trochę blondyna przesadzała.

- Czy to według ciebie takie straszne? – trochę dziwne pytanie, ale nic innego w tym momencie nie przyszło mi do głowy. Oczywiście spytałem spokojnie, uśmiechając się w ich stronę. Spokojnie, ale – żeby było jasne – pewnie.
- Nie – odpowiedziała – raczej smutne.
Wiem, że ta dziewczyna była w jakiś sposób wrażliwa, ale ja tego nie potrzebuję, tym bardziej w jakichś tramwajach – i to od nieznajomych.
- Czemu smutne? – spytałem. Znów spokojnie, ale pewnie.
- No, nie wiem, smutne – odpowiedziała. To jak nie wiesz, to zajmij się kolegami, którzy nie wiedzą chyba zbytnio, gdzie są i co się dzieje – pomyślałem.
- Ale da się przyzwyczaić? – dodała.
- Pewnie, że się da – powiedziałem, patrząc dziewczynie prosto w oczy.

Tu rozmowa się urwała. Dalej jechaliśmy. Co jakiś czas spoglądałem w ich stronę. Ale oni już z moimi (nie)rękoma sobie odpuścili. Potem wsiedli ich znajomi. Jeden miał tyle tatuaży, że już nie było miejsca na kolejne i zaczynał robić na głowie. Drugi był tak z-melanżowany (naćpany, pijany i nie wiem, co jeszcze), że ledwie co wszedł do tramwaju, by za chwilę wypalić przy otwartym oknie papierosa.

A ja się teraz, wieczorem siedząc w domu, zastanawiam, co tak naprawdę jest smutne, tragiczne, co jest nieszczęściem…