Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczęście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczęście. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 listopada 2013

Mocna wiara

Ludzie boją się śmierci i tego, co będzie potem. Jedni czują przed nią wielki strach, inni ją bagatelizują i nie chcą o niej mówić. Nie raz spotkałem się z tym, gdy zaczynam temat śmierci, ludzie szybko starają go się urwać i zakończyć. Są też tacy, którzy niemalże nią żyją – żyją śmiercią.

Temat śmierci nie musi być negatywny, a wprost przeciwnie. Świadomość tego, że wszystkich ona nas czeka, powinna dodawać nam skrzydeł. Świadomość tego, że wszyscy kiedyś odejdziemy powinna sprawić, że zacznie nam chcieć się żyć. Tu i teraz. W tej chwili. Właśnie w tym momencie.

Parafrazując słowa pewnego pisarza, powiem tak: nie bój się śmierci, miej raczej strach przed tym, że nigdy nie zaczniesz żyć. Miej obawę przed tym, że nigdy nie zaczniesz żyć.

Ludzie boją się tego, że odejdą, a żyją tak, jakby nigdy się nie narodzili. Ciągle im się coś wydaje. Nie chcę tu nikogo, broń Boże, obrażać – nie taki jest mój zamiar. Być może ja sam żyję jak we śnie, być może nigdy się nie narodziłem, być może jeszcze nie zacząłem żyć. Tego nie wiem.

Siedząc przed komputerem, pisząc te słowa, czuję w sobie moc do dalszego działania. Moc, którą zyskuję chociażby przez to, iż pamiętam o tym, że kiedyś też stąd odejdę. Przeżyć swoje życie jak najlepiej się da – taki mam plan.

Wiem, że czas mija. Że nic nie jest wieczne. Poza Bogiem i Miłością. A nasza nieśmiertelność to wszystko to, co zostawiamy po sobie.

Życzę Wam mocnej wiary – takiej, która przenosi góry!



piątek, 22 czerwca 2012

Tak, tego chcę...


Kiedy człowiek zaczyna zbyt dużo analizować życiowe sytuacje może dochodzić do bardzo radykalnych wniosków. Całe myślenie może sprowadzić się do następującego spostrzeżenia: po co żyć, jak i tak kiedyś umrzemy?

Ktoś powiedział kiedyś, że człowiek na stare lata bardziej będzie żałował nie tego co zrobił, a tego czego nie zdążył zrobić. Za to Waldemar Łysiak kiedyś napisał, że u niego jest trochę inaczej. On, kiedy przyjdzie starość, żałował będzie nie tego, czego nie zrobił. Za to wstydził się będzie za te wszystkie popełnione błędy, ponieważ nie wystarczy mu już czasu, by je naprawić.

Jak to będzie na stare lata – czas pokaże. Nie ma co zbyt dużo analizować, myśleć, zastanawiać się. Nie warto, nic dobrego to nie przynosi. Dojdziemy jeszcze do zgubnych wniosków i jak nihiliści przestaniemy cieszyć się życiem. Stwierdzimy: po co żyć, jak i tam umrzemy?

Chciałbym wykorzystać każdą chwilę życia do cna, do reszty. Żyć tak by być szczęśliwym, nie krzywdząc przy tym innych. Dać radość sobie lub wydobyć ją z siebie, a potem podzielić się nią z innymi. Z tymi, których kocham. Z każdym bliźnim.

Na starość nie żałować nie wykorzystanych szans i nie pluć sobie w brodę, przypominając krzywdy, które uczyniłem innym. Wspominać swoje życie jako przygodę siedząc w wygodnym fotelu przy rozpalonym kominku obok osoby, którą kocham. Tak, tego chcę…

sobota, 2 czerwca 2012

Dzień po Dniu Dziecka


Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat – jak mówił wybitny pedagog Janusz Korczak. To prawda, szczery śmiech dziecka wywołuje w człowieku tylko pozytywne uczucia. Na pewno są wyjątki, które potwierdzają tylko regułę, dla których śmiech dziecka jest obojętny, nie wywołuje w nich żadnych uczuć. Na pewno są też wyjątki, u których śmiech dziecka, ale nie tylko śmiech, ale też samo dziecko kojarzy się źle, budzi w nich negatywne emocje. Kiedyś przyznał się do tego publicznie Jerzy Urban.

Radość jest czymś, co potrzebne jest dziecku do tego, by mogło normalnie funkcjonować. Nie bawię się tu w pedagoga, bo choć nim jestem z wykształcenia, dużo na ten temat z wykładów nie pamiętam. Mój zdrowy rozsądek, a także doświadczenie, mówią mi, że szczęśliwe dziecko to dziecko uśmiechnięte. Szczęśliwe dziecko to dziecko mające opiekuńczego, czasem surowego tatę oraz kochającą, wyrozumiałą mamę. Otoczone miłością, trzymane w ryzach zasad obowiązujących w życiu – takie dziecko może być naprawdę szczęśliwe i wyrosnąć na wartościowego człowieka.

O tym, jak zgubne skutki niesie ze sobą wychowanie w rodzinach niepełnych i dysfunkcyjnych wiedzą nie tylko psychologowie i pedagogowie, ale przede wszystkim osoby wychowane w takich rodzinach. Defekty, które występują u tych osób, często są trudne do naprawienia i wleką się za człowiekiem przez całe życie. To, że dziecko za młodu nie dostawało wystarczająco lub wcale – miłości, odbija się wyraźnie i mocno w jego dorosłym życiu. Niepewność, brak wiary w siebie, niskie poczucie własnej wartości – to niektóre z syndromów dziecka zaniedbanego, niekochanego.

Jak powiedziałem wyżej, nie piszę tego jako pedagog. Piszę to jako zwykły człowiek. Człowiek, który sam przez większość swojego życia wychowany został w rodzinie zastępczej. Jakie defekty niesie dla psychiki dziecka wychowanie w rodzinie dysfunkcyjnej – wiem najlepiej z własnego doświadczenia.

Wczoraj był Dzień Dziecka, czyli święto największych Skarbów naszego świata. To do Dzieci należy przyszłość tego świata. Sprawmy, aby były One szczęśliwe, dajmy Im opiekę i radość, wpoimy w Nie zasady, z którymi iść będą potem przez życie. Pozwólmy Im, aby mogły być szczęśliwe – tu i teraz – a zarazem budowały lepszą przyszłość.


piątek, 27 kwietnia 2012

VI Bieg Wdzięczności

Są ludzie, którzy naprawdę potrafią cieszyć się życiem


W dniu 22 kwietnia w Konstantynowie Łódzkim odbył się VI Bieg Wdzięczności za Pontyfikat Ojca Świętego Jana Pawła II. Nad wydarzeniem patronat objął Marszałek Województwa Łódzkiego – Witold Stępień.

Jedną z kategorii biegaczy były osoby z niepełnosprawnością. Mieli oni tu swoje pięć minut, podczas których mogli zaprezentować swą niespożytą energię, zacięcie i wolę walki. Nie obyło się bez łez. Każdy lubi wygrywać, lecz zwycięzca jest tylko jeden… Czy oby na pewno?

Największą wygraną jest pokonać samego siebie i własne słabości. Największą nagrodą – duma, którą się czuje z powodu podjętej walki. Były także nagrody materialne. Kolega Jacek (na zdjęciu) udowodnił, że numer 13 przynosi szczęście, odbierając po raz drugi – pierwszy raz dwa lata temu – nagrodę, którą był rower górski.

Gratuluję wszystkim Uczestnikom i Organizatorom Biegu! Dzięki Wam Świat jest piękniejszy!!


[NP: http://niebieski-plomien.blogspot.com/2012/04/vi-bieg-wdziecznosci.html]

sobota, 24 marca 2012

Takie bazgroły...

Seksik - DSM
To miłe. Nawet bardzo. Spotykam znajomych, rozmawiam z nimi – i okazuję się, że wielu z nich czytuje mój blog. Dowiaduję się o tym całkiem przypadkiem. Jednak informacje te są dla mnie bardzo pozytywne. Dają mi wiele radości. To motywuje mnie do tego, by wpisy, które tu czynię, były bardziej ambitne. Wiem, że ich jakość jest różna. Blog mój nie posiada jednej i tej samej tematyki. Raz piszę o tym, raz o tamtym, to znowu o czymś innym. Jedne moje wpisy są poważne, inne trochę mniej, a kolejne pisane są na totalnym luzie. W sumie jeszcze nie tak dawno motto przewodnie tego bloga brzmiało: Nie ma żadnych dowodów na to, że życie jest poważne. Podobnie jest ze mną. Do życia podchodzę bardzo poważnie, jednak mam do tej powagi dystans. Taki mały paradoks, prawda? A może i nie… Dziś załączam mój rysunek wykonany w szkicku. Takie bazgroły, by świat, mimo powagi, był także wesoły! 

wtorek, 31 stycznia 2012

Człowiek to nie zwierzę

„Kiedy widzę świetnie tańczącego faceta, nie mogę mu się oprzeć” – powiedziała kobieta.
To zastanawiające. Dla mnie, jako dla mężczyzny. Bo choć tańczę chyba nie najgorzej – najlepszy też nie jestem – to nie oto tu chodzi. A o co mi właściwie chodzi? Ano o to, że gdy słyszę, że człowiek, w tym wypadku kobieta, nie może się czemuś oprzeć, to bardzo mnie to zastanawia. Weźmy przykład…
Przypuśćmy, że ta kobieta ma partnera, mężczyznę, z którym jest od kilku lat – albo miesięcy lub nawet dni. To akurat jest nieważne. Idzie ta kobieta ze swoimi koleżankami na imprezę, gdzie spotyka na parkiecie świetnie tańczącego mężczyznę, a raczej faceta. Facet ten jest z kolegami. No, ale to także nie jest ważne.
Facet ten zaczyna adorować tę kobietę. Nie dość, że świetnie tańczy, jest przystojny, to jeszcze ją adoruje. A kobieta, jak sama powiedziała, nie potrafi mu się oprzeć. I co robi? Co ona zrobi? Czy zdradzi swojego partnera?
Powiecie, że wydumałem sobie jakiś problem, ale nie, ja wcale tego nie zrobiłem. Pierwsze zdanie z mojego tekstu – to, które powiedziała ta kobieta – także nie jest wydumane. Nie wziąłem go z księżyca. Usłyszałem w telewizji, kiedy reklamowali jakiś program. Chyba o tańcu on ma być. Nie jestem pewien.

Ooo, właśnie teraz, w tym momencie, gdy piszę te słowa, w TV „leci” ta reklama czy też konkurs.

Tak, zastanawiam się jak to jest. Człowiek nie jest zwierzęciem, nie dajmy sobie tego wmówić dzisiejszym pseudo-psychologom. Człowiek to dużo więcej niż zwierzę. Ta psychologia, traktująca człowieka jako istotę zwierzęcą, ciągle ulegającą pokusom – i tym podobnym rzeczom – to pseudo-psychologia, która chce, byśmy usprawiedliwili każdy swój czyn.
Tak, OK., zgodzę się z tym, że każdy z nas może ulec pokusie. Lecz nie podoba mi się dziś jedno. Oficjalne przyzwolenia na pokusy. Myślę, że każdy grzech, nawet ten najcięższy, można przebaczyć, ale potrzebna jest pokuta. I nie chodzi tu o religię. Chociaż to ona nas tego uczy. Tu chodzi o życie. Żyjmy tak, byśmy byli szczęśliwi. I nikt mi nie wmówi, że szczęście może dać zdrada… 

niedziela, 18 września 2011

Czemu?

Siadam do pisania. Dawno tego nie robiłem. Prawie już tydzień. Poza krótki notkami – zero. Dziś też pewnie nie zaskoczę nikogo, a na pewno nie zaskoczę sam siebie długością tego tekstu. Jakość jego też nie będzie wyjątkowa.

Siedziałem dziś ponad pół godziny na przystanku tramwajowym w Konstantynowie. Wracałem z imprezy dożynkowej, która odbywała się w tym mieście właśnie dziś. Na przystanku było sporo osób. U niektórych z nich widać było zniecierpliwienie. Tramwaj, który miał być pięć po osiemnastej, przyjechał za piętnaście dziewiętnasta.

Niedaleko mnie siedziały trzy kobiety. Jedna była bardzo młoda, młodsza jeszcze ode mnie, dwie trochę starsze. Niechcący słyszałem, o czym mówią. I przez chwilę nie odchodziłem, a słuchałem dalej.

Przez około 15 minut kobiety rozmawiały o chorobach. O tym, czego to naoglądały się w swoim życiu. Ilu cierpiących na oczy widziały. Gdyby te panie wyglądały jeszcze na mocno schorowane, to ok., ale tak nie było. W pewnym momencie nie chciało mi się tego słuchać i odszedłem.

Czemu ludzie nie rozmawiają o tym, co piękne? Czemu nie rozmawiają o zdrowiu i radości? Czemu nie mówią o tym, co im się w życiu udało? Czemu nie są dumni z tego, że są ludźmi? Czemu nie cieszą się z tego, co mają? Czemu nie widzą tego, co dobre i pozytywne? Czemu? – pytam. Przecież tak żyje się łatwiej, lepiej, przyjemniej. Czemu ludzie wolą by było trudniej i mniej przyjemniej? 

piątek, 2 września 2011

Co w tym smutnego?

Kilka minut wcześniej na rogu Zielonej i Kościuszki spotkałem się ze znajomym, który załatwił mi koszulkę, o którą prosiłem. Biała, bawełniana – z logo i napisem „Nowa Prawica”. Niech to będzie symbol mojego symbolicznego pożegnania się z polityką – pomyślałem. Symbolicznego, bo polityką będę się interesował dalej, lecz nie będę się już tak mocno w nią wczuwał. Nie warto. Mam inne, dużo ważniejsze sprawy na głowie. Rozwój własny i gromadzenie bogactwa – umysłowego, duchowego i materialnego. To mnie teraz pochłania.

Spotkanie było bardzo ciekawe. Odbyło się w małej piekarence, znajdującej się na rogu ulic, o których już mówiłem. Poznałem właścicielkę tej piekarni – koleżankę mojego znajomego. Bardzo uprzejma, bardzo miła. Dostałem nawet w prezencie pyszne ciastko, które później zjadłem.

Teraz wszedłem do tramwaju linii 43,  by dojechać do Konstantynowa. Usiadłem na pierwszym wolnym siedzeniu. Oparłem się o okno, twarzą zwróciłem w stronę środka pojazdu. Po drugiej stronie siedziała trójka, na oko 21-letnich, ludzi. Dwóch chłopaków i dziewczyna.

Ta dziewczyna zachowywała się według mnie nieco ordynarnie. Tak, wiem, teraz oceniam, ale cóż… Czy coś w tym złego? Co jakieś słowo używała przecinków typu – kobieta lekkich obyczajów (mówiąc lekko i delikatnie). No i penis, penis z nim!

Powiem szczerze, że ta trójca wyglądała jak zjarana trawką. I takie sprawiała wrażenie. Być może się mylę. Nie jestem nieomylny, jak Najwyższy Sąd. Który jest.

W pewnej chwili dziewczyna patrzy na mnie. Widzę na jej twarzy zdziwienie. Zaskoczenie. Szybko obraca głowę do chłopaka po jej prawej stronie i mówi: ten chłopak nie ma rąk. Ale tamten chłopak nie bardzo wie, o co chodzi. Dziewczyna obraca głowę w drugą stronę i mówi do drugiego chłopaka: ten chłopak nie ma rąk. Tamten chłopak też nie bardzo wie, co jest grane. Dodam, że dziewczyna mówiła to jakby szeptem, ale tak głośnym, że było słychać na pół tramwaju, a uwierzcie mi – jazda 43-ójką jest naprawdę głośna.

Dziewczyna powtórzyła to jeszcze raz. Jeden z chłopaków się zorientował, drugi jeszcze nie. Cały czas patrzyłem w ich stronę. Wreszcie rzekłem, bo już trochę blondyna przesadzała.

- Czy to według ciebie takie straszne? – trochę dziwne pytanie, ale nic innego w tym momencie nie przyszło mi do głowy. Oczywiście spytałem spokojnie, uśmiechając się w ich stronę. Spokojnie, ale – żeby było jasne – pewnie.
- Nie – odpowiedziała – raczej smutne.
Wiem, że ta dziewczyna była w jakiś sposób wrażliwa, ale ja tego nie potrzebuję, tym bardziej w jakichś tramwajach – i to od nieznajomych.
- Czemu smutne? – spytałem. Znów spokojnie, ale pewnie.
- No, nie wiem, smutne – odpowiedziała. To jak nie wiesz, to zajmij się kolegami, którzy nie wiedzą chyba zbytnio, gdzie są i co się dzieje – pomyślałem.
- Ale da się przyzwyczaić? – dodała.
- Pewnie, że się da – powiedziałem, patrząc dziewczynie prosto w oczy.

Tu rozmowa się urwała. Dalej jechaliśmy. Co jakiś czas spoglądałem w ich stronę. Ale oni już z moimi (nie)rękoma sobie odpuścili. Potem wsiedli ich znajomi. Jeden miał tyle tatuaży, że już nie było miejsca na kolejne i zaczynał robić na głowie. Drugi był tak z-melanżowany (naćpany, pijany i nie wiem, co jeszcze), że ledwie co wszedł do tramwaju, by za chwilę wypalić przy otwartym oknie papierosa.

A ja się teraz, wieczorem siedząc w domu, zastanawiam, co tak naprawdę jest smutne, tragiczne, co jest nieszczęściem… 

Do góry głowa, jesteś wielki!

Ludzie czasem mówią mi: Ty to jesteś szczęśliwy. Ciągle uśmiechnięty. Twoje życie jest proste. Nie masz żadnych problemów.

Rzadko kiedy im odpowiadam, bo wiem, że nie ma to sensu. Tak jak nie ma sensu facebookowe spieranie się, kto jest lepszy – PO czy PiS. Każdy ma swoje własne zapatrywanie na te sprawy. Ma prawo myśleć, co chce. To, że czasem jest to myślenie nieprzemyślane – że tak powiem – to już inna sprawa. Ale Wolność, którą kocham ponad wszystko – Wolność Słowa, Wolność Myślenia i tak dalej, i tym podobne.

Ludzie, którzy mówią mi, że ja taki szczęśliwy, żyjący bezproblemowo -  też mają swoje indywidualne spojrzenie na te sprawy i mogą myśleć, co chcą, ja nie będę ich od tego odwodził. Powiem więcej: mają oni w swoim myśleniu trochę racji. Ale po kolei…

- Ty to jesteś szczęśliwy: Tak, jestem, i to bardzo. Jestem szczęśliwy, bo mam cel w życiu, pasję, wiem po co żyję. Jestem szczęśliwy, bo choć nie mam rąk, to mam głowę, którą myślę, nogi, na których mogę się przemieszczać. Jestem szczęśliwy, bo odnalazłem szczęście w sobie. Jestem szczęśliwy, tak – a niby czemu mam nie być?

Ktoś powie, bo życie jest trudne. Odpowiem: życie jest takie, jakie chcemy by było, takie, jak je widzimy. Jeśli ktoś widzi życie jako trudne – to takie to życie jest. A nawet jeśli jest trudne – to powód, że mam nie być szczęśliwy? Mógłbym o tym pisać długo. Bez końca. Ale przejdźmy dalej.

- Ty to jesteś ciągle uśmiechnięty: Może nie ciągle, ale często się uśmiecham. Chociażby dlatego, że jestem szczęśliwy. Wiem, że z uśmiechem idzie się łatwiej przez życie. Gdybym się nie uśmiechał, byłbym smutny. Ja chcę być wesoły!

- Twoje życie jest proste: Powiem krótko – moje życie jest jedną, wielką przygodą, jest takie, jakim je widzę. Jeśli twoje życie jest pogmatwane, zmień to. Uwierz wreszcie w siebie, dasz radę!

- Nie masz żadnych problemów: Gdybyś znał moje wszystkie problemy, dawno byłoby po tobie. Może to przesada. Ale wierzcie mi, mam problemy. Problemy – mówiąc waszym językiem. Musiałem nauczyć się żyć tak, by każdy problem był wyzwaniem. Mam wiele spraw, przez które zarwałem nie jedną noc. Nie dały mi spać. Ale wiem, że to wyzwania i spotykają mnie w życiu po to, bym się czegoś nauczył. Los nie zsyła na człowieka trudności, z którymi człowiek nie byłby sobie w stanie poradzić. W ogóle nie wierzę, że coś nam zsyła los. Jestem zdania, że to my doświadczamy siebie samych, a robimy to po to, by się sprawdzić, by pokazać sobie, że jesteśmy silni.

Kończąc ten wpis, powiem: GŁOWA DO GÓRY!! NIE MA TAKIEJ RZECZY, SPRAWY, WYZWANIA, PROBLEMU, Z KTÓRYMI NIE DALIBYŚMY SOBIE RADY!!


Kocham Wolność


Wolność jest moją przyjaciółką, którą bardzo umiłowałem. Kocham Ją, i kiedy jest przy mnie, kiedy jest blisko – czuję się wyjątkowo, jestem szczęśliwy. Wielu za Wolność oddało życie. Wielki szacunek dla nich za to – bo byli Jej wierni do ostatniej chwili, aż do śmierci.

Kiedy nie ma Wolności – człowiek nie jest wolny, jest zniewolony. Kiedy Ona jest – człowiek jest wolny i czuje się jak ptak, który rozwinął skrzydła.

Patrzę dookoła i widzę ludzi, którzy chcą nam dawać Wolność. To dziwne. Przecież każdy człowiek rodzi się z natury wolny. Znaczy ktoś tę Wolność nam zabiera. Na szczęście średnio mu to wychodzi.

Są wśród nas ludzie, którzy nawet w więzieniu pozostaną wolni. A więc niech strzegą się wszyscy złodzieje Wolności! Pamiętajcie zasadę: WSZYSTKO CO ROBISZ, CO DAJESZ I CO ODBIERASZ INNYM – DO CIEBIE WRACA – CZĘSTO Z WZMOŻONĄ SIŁĄ. Jeśli komuś zabierzesz wolność – przyjdzie dzień, że i ty ją stracisz. Jeśli pozwolisz komuś być wolnym – i ty wolnym będziesz. 

niedziela, 28 sierpnia 2011

Śluby


Ślub Moniki i Sylwka

Wczoraj byłem na ślubie dwójki moich znajomych – Sylwka i Moniki. Było bardzo miło. Sporo osób, w kościele prawie że wszystkie miejsca siedzące zajęte. Kobiety ubrane w piękne suknie. Mężczyźni w wyprasowanych marynarkach i eleganckich spodniach. Przed kościołem, zaraz u wyjścia nowy porsche, którym przyjechała para młoda.

Uroczystość ślubna trwała ok. godziny. Potem wszyscy wyszliśmy przed kościół, by złożyć życzenia młodym. Była tam także znana aleksandrowska orkiestra, która pięknie dla nich przygrywała na instrumentach dętych. Nikogo nie zraził deszcz, który przez parę minut dał o sobie znać.

Tutaj, korzystając z okazji, chciałbym jeszcze raz złożyć Monice i Sylwkowi  przede wszystkim SZCZĘSCIA, przez które rozumiem dobrobyt, bogactwo, zdrowie, miłość, radość – i wszystko, co najlepsze.


Niedzielny ślub

Dziś, jako że jest niedziela, postanowiłem pójść na mszę, mimo tego, że w kościele byłem już wczoraj – na ślubie, o czym wspomniałem wyżej. Msza odprawiała się dziś rano, w południe i popołudniu – o godzinie 16, czyli tradycyjnie, tak jak co niedzielę. Do kościoła poszedłem oczywiście na 16. Czemu jest to oczywiste? Nie wiem. Ale niech oczywiste to będzie, bo czemu niby ma nie być?

Ale przejdę do rzeczy. Msza odprawiała się o 16, pod kościół podwiózł mnie kuzyn, a więc byłem już tam ok. 15.30. Jak się okazało, dziś także, mimo tego, że niedziela – odbywał się ślub. Lecz dziś para młoda nie przyjechała porsche, a bardzo długim – jak autobus, a nawet od niektórych autobusów dłuższym – białym Hammerem. Auto, nie powiem, wyglądało imponująco.

Mało tego. Pod koniec ślubu nad kościołem zaczęły krążyć dwa białe samoloty, które na sam koniec, specjalnie dla pary młodej, wykonały w niskim locie fajną ewolucję. Jak ona wyglądała? Ano tak, że samoloty leciały obok siebie blisko na niskiej wysokości, by w pewnym momencie się rozdzielić i unieść do góry. Było przy tym sporo frajdy.

Mój ślub

Te śluby dały mi trochę do zastanowienia. Ciekawe, kiedy ja – i czy w ogóle – wezmę swój? Jakiś czas temu miałem plan, by wziąć ślub humanistyczny, ale już mi to przeszło. Teraz, oczywiście, w grę wchodzi tylko kościelny. Wyjątek jest tylko wtedy, kiedy moja ukochana nie będzie mogła wziąć kościelnego – wtedy weźmiemy inny, może nawet humanistyczny, jeśli oboje podejmiemy takową decyzję.

Nie szukam nikogo na siłę, ale powiem szczerze, że chciałbym się zakochać, by obdarować swoją wybrankę gorącym uczuciem. Mógłbym adorować ją, zdobywać jej serce. Tak, myślę, że byłoby to fajne. Człowiek jednak nie całe życie ma w głowie fiu bziu, z czasem dojrzewa także do kochania. I dobrze, bo miłość to rzecz piękna.