wtorek, 2 października 2012
poniedziałek, 1 października 2012
"Michnikowszczyzna - zapis choroby"
Rozpocząłem dziś lekturę „Michnikowszczyzna – zapis choroby”
autorstwa Rafała Ziemkiewicza. Czytam tę książkę drugi raz. Chciałbym gorąco
polecić ją wszystkim. Otwiera ona oczy na wiele spraw związanych z „Gazetą
Wyborczą”, jej Redaktorem Naczelnym oraz Czytelnikami.
PS Właśnie w programie informacyjnym TVP Łódź powiedzieli
– usłyszałem to przez ścianę – że prawdopodobnie co 10-ta osoba na świecie jest
dyslektykiem.
sobota, 29 września 2012
Mężczyźni łatwiej wchłaniają myśli kobiece...
"Mężczyźni łatwiej wchłaniają myśli kobiece, niż męskie –
kobiety łatwiej męskie! Mężczyźni dają się łatwiej opanować kobietom – kobiety
mężczyznom. Jeżeli mężczyzna, który swą wolę skierował na pewien cel,
spędza swe wolne chwile z kobietą, która się wcale lub bardzo mało interesuje
jego planami i celem, i jeżeli przyzwyczaił się do niej i będzie często wysyłał
jej swe myśli, utraci dużo energii, która wyszłaby na dobre jego celowi.
Chwilami niespodziewanie zabraknie mu odwagi, nie będzie w stanie posuwać
naprzód swego dzieła lub też zobojętnieje mu sam cel. Zabraknie tego cichego,
nieprzerwanego prądu entuzjazmu, który zawsze nieomylnie przynosi wypełnienie.
Cóż się więc stało? Otóż wchłonął on w siebie coś z ducha tej kobiety, przyjął
od niej obojętność względem swego zadania. Stał się jej częścią, poddał się jej
wpływowi, wpadł w jej mesmeryzujący prąd, nawet bez swej wiedzy, bez woli!
Jeżeli kobieta ta jest powabną i czarującą, wówczas wprost upada w jej
towarzystwie, mężczyzna opanowany jest zupełnie przez jej urok i niewiele się
troszczy, czy ona podziela jego najgłębszą wolę, czy nie. Chwilowe przykre
rozczarowanie, gdy wyłonią się przeciwieństwa, zostaje prędko stłumione.
Silniejszy, bardziej podniosły duch kobiecy, jeżeli uwikła się w los niższego
od siebie mężczyzny, będzie cierpiał w podobny sposób. Często, zanim się urok
jeszcze nie rozwieje, bywa zawarte prawne małżeństwo i wtedy następuje stosunek,
który z prawdziwym małżeństwem nie ma nic wspólnego. Lecz mężczyzna lub
kobieta, jeżeli prawdziwie i żywo tkwią wszystkimi korzeniami w nieskończonej
świadomości, nie zbłądzą nigdy w tym wypadku! Niewidzialna moc ich strzeże!"
Prentice Mulford
"KONSTANS" na Targach Ekonomii Społecznej
poniedziałek, 17 września 2012
Po co się studiuje
Dziś pani redaktor mówiła w radio (nieważne jakim), że
zadzwonił do niej słuchacz, który stwierdził, że w Polsce nie warto studiować,
bo i tak po skończonych studiach pracuje się za minimalne wynagrodzenie. Kiedy
słuchałem tych słów, powrócił mi w głowie temat, który już nieraz wałkowałem.
Mianowicie, i tu zadam pytanie: czy studiujemy tylko po to, by znaleźć po
studiach dobrze płatną pracę? Wiem, że czasy nie są łatwe. Kilka lat temu
wykształcenie to było coś. Miałeś magistra – byłeś kimś. Doktorat zdobywali
tylko ludzie wybitni. Myślę, że ta bardzo stara matura – jeszcze za czasów,
kiedy zdawał ją mój tata – znaczyła o wiele więcej niż dzisiejszy, najnowszy
magister – przynajmniej na niektórych kierunkach
Ale wracając do mojego pytania. Uważam, że studiujemy po
coś więcej. Idąc na studia, nie myślałem tylko o tym gdzie i za jaką pensję po
zdaniu magistra będę pracował. Chciałem przede wszystkim – i chcę nadal –
zdobyć wykształcenie. Nauczyć się czegoś nowego, poszerzyć swoją wiedzę. Dziś
także studiuję mając te priorytety. Mam licencjat z resocjalizacji, lecz nie
szukam pracy w zawodzie. Czuję, że to nie do końca mój kierunek. Poza tym
wydaje mi się, że w Polsce mamy już wystarczającą ilość pseudo-pedagogów,
którzy ewidentnie minęli się z powołaniem. Oni są właśnie brzydkim skutkiem czysto
materialnego podejścia do studiów. Żywię głęboką nadzieję, że doczekam się
czasów, kiedy studia i nauka znów będą czymś wyjątkowym, a człowiek mówiąc, że
jest magistrem, będzie czuł dumę.
piątek, 14 września 2012
Mądre, piękne i wspaniałe życie nie zdarza się przypadkiem
„Mądre, piękne i wspaniałe życie nie zdarza się
przypadkiem. Wynika z wiedzy i zrozumienia. Ludziom nie rozumiejącym zasad
mądrego życia wydaje się, że sukces można osiągnąć bez pracy nad sobą, że
wystarczy znać odpowiednie sztuczki albo mieć magiczne recepty na powodzenie,
sławę i pieniądze, żeby być szczęśliwym. Powtarzają cyniczne stwierdzenia, że
pierwszy milion trzeba ukraść, na przykład. Wierzą w magię liczb, gwiazd i
ustawienia mebli w pokoju. Mają najrozmaitsze przesądy.”
- Tadeusz Niwiński
wtorek, 11 września 2012
Ślub Weroniki (3 zdjęcia)
poniedziałek, 3 września 2012
Jesteśmy z Nimi
"Udostępnij to
zdjęcie! Niech nasi Paraolimpijczycy wiedzą, że jesteśmy z nimi!
To ludzie, którym wszystko przychodzi w życiu 100 razy trudniej, dlatego zasługują na szczególny szacunek i doping!
To ludzie, którzy sami muszą sobie załatwiać dresy, sprzęt, bilety lotnicze, wejście do mediów, bo są "małomedialni" i nie chcą ich tak sponsorzy, jak i główne media.
To ludzie, którym wszystko przychodzi w życiu 100 razy trudniej, dlatego zasługują na szczególny szacunek i doping!
To ludzie, którzy sami muszą sobie załatwiać dresy, sprzęt, bilety lotnicze, wejście do mediów, bo są "małomedialni" i nie chcą ich tak sponsorzy, jak i główne media.
Cała ekipa
Pomaderii kibicuje naszym wspaniałym sportowcom na Paraolimpiadzie w Londynie.
Nasi zdobywają medale, ale w mediach w kraju o tym cisza...
Relacja z Paraolimpiady na FB na profilu Paralympic Games. Zapraszamy!"
Relacja z Paraolimpiady na FB na profilu Paralympic Games. Zapraszamy!"
(źródło: pomaderia.pl)
niedziela, 2 września 2012
Mój Kodeks Etyki - Napoleon Hill
I. Wierzę w Złotą Zasadę jako podstawę wszelkich
zachowań ludzkich, dlatego nigdy nie uczynię innej osobie tego, czego nie
chciałbym, aby ta osoba uczyniła mnie, gdybyśmy się zamienili miejscami.
II. Będę uczciwy, nawet w najdrobniejszych szczegółach,
we wszystkich moich transakcjach z innymi. Nie tylko dlatego, że pragnę być dla
nich fair, ale też z powodu mojego pragnienia, aby wyryć ideę uczciwości w
mojej własnej podświadomości, tym sposobem wplatając tę podstawową cechę w mój
własny charakter.
III. Będę wybaczał tym, którzy są
niesprawiedliwi wobec mnie, nie zastanawiając się, czy zasługują na to czy nie,
ponieważ rozumiem prawo, poprzez które wybaczanie innym wzmacnia mój własny charakter
i zaciera w podświadomości ślady moich własnych przewinień.
IV. Będę zawsze sprawiedliwy, hojny i fair wobec
innych, nawet jeśli wiem, że te czyny przejdą niezauważone i nie zapamiętane, jeśli
chodzi o zwykłe rodzaje wynagradzania, ponieważ rozumiem i zamierzam zastosować
prawo, z którego pomocą charakter człowieka jest wyłącznie sumą jego czynów i dokonań.
V. Czas, który poświęciłbym na odkrycie i
obnażenie słabości i błędów innych, poświęcę z lepszym skutkiem na odkrycie i naprawienie
moich własnych.
VI. Nie będę nikogo oczerniać, obojętnie jak bardzo
będę przekonany, że tej osobie należy się takie potraktowanie, ponieważ nie
pragnę zakorzeniać żadnych destrukcyjnych sugestii we własnej podświadomości.
VII. Rozumiem potęgę Myśli jako otworu
wlotowego, który prowadzi z wszechświatowego oceanu życia do mojego umysłu. Dlatego
nie będę wypuszczać na ten ocean żadnych destrukcyjnych myśli, ażeby nie
zatruły umysłów innych.
VIII. Zwyciężę powszechną ludzką tendencję ku
nienawiści, zazdrości, złośliwości, czarnowidztwu, zwątpieniu i strachowi,
ponieważ wierzę, że są to nasiona, z których świat zbiera plon w postaci większości
swoich kłopotów.
IX. Kiedy umysł mój nie będzie zajęty myślami
zmierzającymi ku osiągnięciu mojego określonego celu głównego w życiu, chętnie
napełnię go myślami o odwadze, pewności siebie, dobrej woli wobec innych,
wierze, uprzejmości, lojalności, umiłowaniu prawdy i sprawiedliwości, ponieważ
wierzę, że to są nasiona, z których świat zbiera plony postępowego rozwoju.
X. Rozumiem, że sama pasywna wiara w
słuszność filozofii Złotej Zasady nie ma absolutnie żadnej wartości, ani dla
mnie, ani dla nikogo innego, dlatego będę czynnie wcielał w życie tę uniwersalną
zasadę we wszystkich moich transakcjach z innymi.
XI. Rozumiem prawo, działaniem którego mój charakter
rozwija się z moich czynów i myśli. Dlatego będę troskliwie uważał na wszystko,
co składa się na jego rozwój.
XII. Rozumiejąc, że trwałe szczęście
przychodzi tylko poprzez pomaganie innym w odnalezieniu go, że żaden akt życzliwości
nie pozostaje bez nagrody, nawet jeśli nie zostanie ona wypłacona bezpośrednio,
zrobię wszystko, co w mojej mocy, ażeby pomagać innym zawsze i wszędzie, kiedy pojawi
się taka możliwość.
sobota, 1 września 2012
Jestem Polakiem
Cieszę się, że mówię po Polsku. Jestem dumny
z tego, że jestem Polakiem. Dziękuję wszystkim tym, którzy walczyli ze szczerym
sercem i oddaniem o wolność naszej Ojczyzny. Mam nadzieję, że doczekam się czasów,
kiedy Polska będzie silnym krajem, w którym żyć będą sami szczęśliwi ludzie.
czwartek, 30 sierpnia 2012
8-ego września super koncert w Aleksandrowie
Wygrałem wczoraj wejściówkę na świetny
koncert, który odbędzie się w Aleksandrowie Łódzkim już 8-ego września, czyli
stosunkowo niedługo. Bardzo się cieszę. Dziś rano byłem odebrać swoją nagrodę,
którą wręczyły mi miłe Panie z Wydziału Informacji i Promocji Aleksandrowa
Łódzkiego. Pozdrawiam z tego miejsca wszystkich, którzy tam pracują. Dziękuję
za wejściówkę! A Was, Moi Drodzy, zapraszam na koncert!
środa, 29 sierpnia 2012
Dwa cytaty na dobranoc
Dwa cytaty przed snem. Takie na dobranoc.
„Człowiek uchodzi za takiego, ile jest wart. To,
kim jest, wyryte jest na jego twarzy, w jego sylwetce, w jego losach, literami
światła, które potrafią odczytać wszyscy oprócz niego samego... Jeśli nie
chcesz, aby myślano, że jesteś zdolny zrobić to czy tamto, po prostu nigdy tego
nie rób. Człowiek może udawać głupka gdzieś głęboko na pustyni, ale każda
drobina piasku będzie patrzeć i obserwować”
Emerson
"Każdy człowiek dba o to, aby jego
sąsiad nie oszukiwał go. Ale nadchodzi taki dzień, kiedy zaczyna on dbać o to,
aby samemu nie oszukiwać sąsiada. Odtąd wszystko idzie dobrze. Zmienił swój
wózek targowy w rydwan słońca"
Hill
Cytat N. Hilla (3)
Oto następny cytat Napoleona Hilla:
„Zapalamy się jak świece, na chwilę. Świecimy
przez moment, po czym gaśniemy! Dlaczego nie możemy żyć tak, podczas tego
krótkiego pobytu na ziemi, żeby kiedy Wielki Powóz zwany Śmiercią podjedzie i
ogłosi, że nasza wizyta na tym padole właśnie się kończy, być gotowymi zwinąć nasze
namioty i jak Arabowie na pustyni bez słowa podążyć za tym Powozem w Ciemność i
Nieznane, nie czując strachu ani drżenia?”
Choć mamy jeszcze sierpień, nie męczę Was tak
bardzo moim postanowieniem, które cały czas jest przeze mnie dotrzymywane. Ale,
tak jak mówię, w tej kwestii, od 13 sierpnia, bez zmian. Czyli non stop, bez
przerwy – do przodu.
niedziela, 26 sierpnia 2012
Cytat N. Hilla (2)
Kolejny świetny cytata Napoleona Hilla:
„Modlitwa zawsze działa, kiedy jest poparta bezwarunkową
WIARĄ. Jest to prawda, której nikt nie zaprzeczy, chociaż także jest to prawda,
której nikt nie potrafi wyjaśnić. Wiemy tylko, że modlitwa działa, kiedy WIERZYMY,
że będzie działać. Modlitwa bez wiary nie jest niczym więcej, jak tylko pustym
zbiorem słów”
sobota, 25 sierpnia 2012
Cytat N. Hilla
Dzisiejszy dzień zaczynam takim oto cytatem
Napoleona Hilla:
"Zbyt często popełnia się błąd w
wyborze życiowej drogi, podejmując pracę, która wydaje się być najbardziej
dochodowa z finansowego punktu widzenia, nie biorąc pod uwagę wrodzonych
zdolności. Jeśli same pieniądze dawałyby sukces, to takie działanie byłoby w
porządku, ale sukces w swojej najwyższej i najszlachetniejszej formie wymaga
spokoju ducha, radości i szczęścia, jakie są udziałem tylko takiego człowieka,
który odnajdzie pracę, jaką lubi najbardziej"
Aż prosi się, by zadedykować te słowa
wszystkim tym, którym wydaje się, co jest dla mnie najlepsze…
piątek, 24 sierpnia 2012
Polska to piękny kraj
Polska to piękny kraj. Mieszka w nim mnóstwo
pozytywnych osób dobrego serca. Spotykam ich na co dzień - w drodze do pracy, z
pracy lub gdy załatwiam inne sprawy. Jeżdżę autobusami, busami i tramwajami,
które przepełnione są ekstra ludźmi. Nie ma dnia, by ktoś nie uśmiechnął się do
mnie przyjaźnie. Jeśli ktoś mówi, że Polska to dziwny kraj ("polskość to
nienormalność"), a Polacy to dziwni ludzie - niech ucieka stąd szybko za
granicę i nie psuje już tego pięknego Narodu od środka, bo nie służy to niczemu
dobremu, a psuje wiele fajnych rzeczy. Pozdrawiam wszystkich Pozytywnych
Polaków i wszystkie Uśmiechnięte Polki :-)
- mój status z F.B. z dn. 22.08.2012
wtorek, 21 sierpnia 2012
Mamo, Przemek nie jest...
Jakiś czas
temu syn mojej znajomej – chłopiec niespełna 10 letni, którego bardzo
polubiłem, kiedy go tylko poznałem – powiedział swojej mamie piękną rzecz,
którą to potem ta mama, moja znajoma, mi przekazała. A szło to mniej więcej
tak: „Mamo, Przemek nie jest niepełnosprawny. Przemek tylko nie ma rąk.” Powiem
szczerze, że urzekły mnie te słowa. Będę pamiętał je już zawsze.
Zapraszam na
Niebieski Płomień: http://niebieski-plomien.blogspot.com/2012/08/mamo-przemek-nie-jest.html
niedziela, 19 sierpnia 2012
Kosmiczny fallus
Śniło mi się
dziś zdjęcie, na którym znajdował się NOL (Niezidentyfikowany Obiekt Latający),
czyli UFO (Unidentifidet Flying Object). Zdjęcie owe było czarno-białe.
Przedstawiało NOL ciemnego koloru unoszące się bokiem na tle szarego nieba. Nie
wiem czemu, ale obrazek wydawał mi się podejrzany. Pomyślałem, że to
mistyfikacja.
Nie pomyliłem
się. Nie wiem, w jaki sposób to zrobiłem i co to było za zdjęcie, ale udało mi
się zajrzeć pod spód UFO. I okazało się, że to nie jest żadne UFO, a telefon
komórkowy posiadający wbudowany aparat fotograficzny. Wiem, że specjaliści fachu
by się obrazili, zarzucając mi, że to nie jest żaden aparat, a tylko coś, co
próbuje robić zdjęcia – ale mniejsza z tym.
Tak że
zajrzałem pod spód NOL, który okazało się, że nie jest żadnym NOL, a telefonem
komórkowym koloru srebrnego, wpadającego w szary odcień. Zobaczyłem tam także obiektyw
od wbudowanego aparatu fotograficznego. I co właściwie z tego wszystkiego wynika?
Ano – nic.
Poza tym, że sen był naprawdę ciekawy. Uczyniłem też niechybnie w głowie jego
szybką i niezbyt wnikliwą analizę. Jeśli wierzyć niektórym źródłom, to UFO
śniło mi się pewnie dlatego, ponieważ kilka dni temu przeczytałem parę artykułów
na jego temat. Kiedy oglądałem zdjęcia NOL, większość z nich wydawała się być
naciąganymi obrazkami, mało realistycznymi, przypominało raczej mistyfikacje.
Też pewnie dlatego sprawdziłem to zdjęcie ze snu i okazało się, że UFO to nie jest
żadne UFO. Ani nawet NOL.
Telefon
komórkowy, który zobaczyłem, okazał się być bardzo podobnym do tego, który
kilka dni temu oglądałem na pewnym zdjęciu znajdującym się właśnie na
opakowaniu od tego telefonu. Było to u moich znajomych. Wtedy też, kiedy
zobaczyłem z daleka to zdjęcie, dałem się zwieść pozorom. Wydawało mi się, że
jest to zupełnie inny telefon, niż był w rzeczywistości. Podobnie jak z tym
zdjęciem ze snu, odkryłem swój błąd, dopiero wtedy, kiedy zobaczyłem opakowanie
z bliska.
Wiem, że
można pod ten sen naciągnąć i podciągnąć wiele rzeczy. Chyba pisał o tym U.
Eco. Jeśli weźmiemy jakąś datę np. 08.01.1985 (data moich urodzin) i zaczniemy wyczyniać
z jej cyframi przeróżne kombinacje, mnożąc je, dzieląc, dodawać i odejmować – zawsze
otrzymamy coś zastanawiającego i trochę tajemniczego.
Nie będę
teraz tego czynił, ale próbowałem już takiej ekwilibrystyki cyfrowej w
przeszłości. Ostatnim razem było to z datą, a dokładniej z rokiem powstania
kaplicy znajdującej się na cmentarzu w Bełdowie. Dodawałem jakieś cyfry z tego
roku, potem je odejmowałem i wyszło mi coś ciekawego. Co? – nie pamiętam, ale
na pewno nie była to godzina ani dzień mojej śmierci. Chociaż – kto to wie…
Powiało trochę grozą? Nie?
To teraz
powiem Wam, jak było naprawdę z tym snem. To UFO to freudowski fallus, który po
wnikliwym zbadaniu okazało się, że nie jest tam żadnym fallusem UFO (czyli
fallusem kosmicznym, niezwykłym), a zwykłym, pospolitym pseudo-aparacikiem,
który myśli, że jest super. Hm, tak swoją drogą – ciekawe do kogo należy ten telefonik
z mojego snu…?
Komentarze
Wczorajszy tekst
„Moja hipokryzja” jest mało estetyczny. Nie równo justowany. Od miejsca, w
którym cytuję autora artykułu „Woodstock nie dla wszystkich”, dzieje się coś
dziwnego: pod napisanymi przeze mnie słowami znajduje się jakieś jasne tło,
które sprawia, że tekst wygląda nieładnie. Chciałbym to naprawić, lecz idzie mi
opornie – nie wiem, czemu tak się dzieje. Postanawiam, póki co, zostawić to
takie, jakie jest.
Muszę
powiedzieć, że bardzo mi miło, ponieważ pod ww. tekstem pojawił się pierwszy
komentarz, którego autorem jest mój wirtualny znajomy Piotr Olszówka (dla
zainteresowanych: po prawej stronie, w aplikacji „Blogi, które czytam”, znajduję
się także odnośnik do bloga Piotra – „Królewskie psy. Fantasy z Morrigan w tle”).
Piotr, a
także inni czytelnicy mojego bloga, muszą mi wybaczyć, ale nie będę polemizował
z tym komentarzem. Jak to się mówi – jestem jeszcze za cienki w uszach. Kiedy
tylko przytyję w tym miejscu i moja wiedza wzrośnie, chętnie będę podejmował
się dyskusji. A stanie się to już niedługo – taką mam nadzieję. Zresztą jest to
proces nieustanny, który cały czas trwa. Tak że, Piotrze, komentuj dalej –
będzie mi i jest cały czas bardzo miło. Czekaj na rekontrę (w tym momencie
puszczam tak zwane oczko).
Nie sposób
nie wspomnieć w tym miejscu o innych komentarzach, które pojawiają się na F.B.
Wśród najbardziej aktywnych ostatnimi czasy są dwie kobiety. Renata i Mariola. Renatkę,
a właściwie to Renię, znam osobiście, Mariolkę, podobnie jak Piotra, tylko
wirtualnie. Osobom, które wymieniłem w tym wpisie, a także wielu innym ludziom,
którzy obserwują mojego bloga – dziękują za aktywność.
To by było na
tyle. Na tę chwilę kończę i życzę wszystkim udanej niedzieli.
sobota, 18 sierpnia 2012
Moja hipokryzja
Jeśli chodzi o moje postanowienie z dnia 13. sierpnia,
to oznajmiam
z przysłowiową – wiadomo dlaczego przysłowiową – ręką na sercu, że postanowienia dotrzymuję, jak to się mówi, twardo, choć nie ukrywam, że miałem już chwile, w których byłem blisko tego, by polec. Mimo wszystko – udało się,
i bardzo mnie to cieszy, bo jeśli chcę być poważnym człowiekiem – a chcę tego całym sercem – moje słowa także powinny, a nawet muszą, być poważne. Być może nie jest to super interesujący temat, ale, jak powiedziałem, a raczej napisałem 13. sierpnia na blogu: będę Was, drodzy Czytelnicy, co najmniej do końca miesiąca męczył wpisowo owym postanowieniem. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. OK., to by było tyle a propos.
z przysłowiową – wiadomo dlaczego przysłowiową – ręką na sercu, że postanowienia dotrzymuję, jak to się mówi, twardo, choć nie ukrywam, że miałem już chwile, w których byłem blisko tego, by polec. Mimo wszystko – udało się,
i bardzo mnie to cieszy, bo jeśli chcę być poważnym człowiekiem – a chcę tego całym sercem – moje słowa także powinny, a nawet muszą, być poważne. Być może nie jest to super interesujący temat, ale, jak powiedziałem, a raczej napisałem 13. sierpnia na blogu: będę Was, drodzy Czytelnicy, co najmniej do końca miesiąca męczył wpisowo owym postanowieniem. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. OK., to by było tyle a propos.
Teraz trochę z innej beczki.
Przeczytałem kilka godzin temu na portalu Prokapitalizm.pl
(http://prokapitalizm.pl/) ciekawy
artykuł zatytułowany „Woodstock nie dla wszystkich” (http://prokapitalizm.pl/woodstock-nie-dla-wszystkich.html#more-17584).
Nie będę streszczał ani recenzował (i tak tego nie umiem) owego tekstu,
a dla wszystkich zainteresowanych w poprzednim zdaniu podaję link do całego artykułu.
a dla wszystkich zainteresowanych w poprzednim zdaniu podaję link do całego artykułu.
Autor tekstu był uczestnikiem Przystanku
Woodstock. Widział on występ
i przemowy zarówno prezydentów Polski i Niemiec, jak i Biskupa Tadeusza Pieronka, który odpowiadając na pytanie, dlaczego Kościół nie chce zrezygnować
z celibatu skoro tyle księży jest podejrzewanych o kontakty seksualne z kobietami, powiedział bardzo ciekawą rzecz, mianowicie (cytuję autora): Tak samo można by zrezygnować z instytucji małżeństwa, skoro jest tak wiele zdrad i rozwodów. Wcześniej Bp Pieronek dał do zrozumienia, że tego typu seksualne sytuacje
w Kościele nie są powodem do tego, by rezygnować z celibatu.
i przemowy zarówno prezydentów Polski i Niemiec, jak i Biskupa Tadeusza Pieronka, który odpowiadając na pytanie, dlaczego Kościół nie chce zrezygnować
z celibatu skoro tyle księży jest podejrzewanych o kontakty seksualne z kobietami, powiedział bardzo ciekawą rzecz, mianowicie (cytuję autora): Tak samo można by zrezygnować z instytucji małżeństwa, skoro jest tak wiele zdrad i rozwodów. Wcześniej Bp Pieronek dał do zrozumienia, że tego typu seksualne sytuacje
w Kościele nie są powodem do tego, by rezygnować z celibatu.
Nie
jest to do końca moja sprawa, ponieważ nie utożsamiam się całkiem
z Kościołem Rzymsko Katolickim, choć na mszy jestem obecny prawie w każdą niedzielę. Spowiadam się także dosyć często – przynajmniej raz w miesiącu. Jednak, mimo tego, robię wiele rzeczy, które sprzeczne są z doktrynami KRK. Pierwszy mój grzech przeciw Kościołowi jest taki, że na spowiedzi nie mówię księdzu wszystkiego, co według zasad spowiedzi powiedzieć powinienem. Uważam, że nie muszę. Tak, wiem, to głupie. Jestem hipokrytą – zdaję sobie z tego sprawę. Są jednak takie grzechy, z którymi rozliczam się tylko przed Bogiem. Drugi mój grzech przeciwko Kościołowi jest poważniejszy, ponieważ uważam, że KRK nie jest jedyną drogą do Boga i Zbawienia. Według mnie KRK to tylko symbol. Symbol, który może nam pomóc w drodze do doskonałości. Powiedziałem o tym już nieraz. Kościół jest miejscem i sposobem, przez który kształtuję siebie i swój charakter.
z Kościołem Rzymsko Katolickim, choć na mszy jestem obecny prawie w każdą niedzielę. Spowiadam się także dosyć często – przynajmniej raz w miesiącu. Jednak, mimo tego, robię wiele rzeczy, które sprzeczne są z doktrynami KRK. Pierwszy mój grzech przeciw Kościołowi jest taki, że na spowiedzi nie mówię księdzu wszystkiego, co według zasad spowiedzi powiedzieć powinienem. Uważam, że nie muszę. Tak, wiem, to głupie. Jestem hipokrytą – zdaję sobie z tego sprawę. Są jednak takie grzechy, z którymi rozliczam się tylko przed Bogiem. Drugi mój grzech przeciwko Kościołowi jest poważniejszy, ponieważ uważam, że KRK nie jest jedyną drogą do Boga i Zbawienia. Według mnie KRK to tylko symbol. Symbol, który może nam pomóc w drodze do doskonałości. Powiedziałem o tym już nieraz. Kościół jest miejscem i sposobem, przez który kształtuję siebie i swój charakter.
Ale
wracając do Woodstocku…
Kościół
Rzymsko Katolicki funkcjonuje od ok. 2000 lat. Dlatego też dziwią mnie rady
niektórych ludzi, bo często są to ludzie, którzy wcale nie utożsamiają się
z Kościołem, a wprost przeciwnie – to Jego adwersarze. Pewnie gdyby nie zasady obowiązujące w Kościele – takie jak właśnie celibat – Kościoła by dziś nie było. Nie przetrwałby tak długo. Więc rady i wskazania niektórych osób, chcących znieść celibat lub pozwolić kobietom na to, by były księżmi – są dla mnie mało zrozumiałe. Choć jest tu we mnie trochę empatii, bo jakiś czas temu miałem podobne postulaty, jak ci ludzie, ale co w tym wszystkim jest najśmieszniejsze – uważałem się wtedy za ateistę. I tym optymistycznym akcentem – że ateistą już nie jestem! – kończę ten wpis.
z Kościołem, a wprost przeciwnie – to Jego adwersarze. Pewnie gdyby nie zasady obowiązujące w Kościele – takie jak właśnie celibat – Kościoła by dziś nie było. Nie przetrwałby tak długo. Więc rady i wskazania niektórych osób, chcących znieść celibat lub pozwolić kobietom na to, by były księżmi – są dla mnie mało zrozumiałe. Choć jest tu we mnie trochę empatii, bo jakiś czas temu miałem podobne postulaty, jak ci ludzie, ale co w tym wszystkim jest najśmieszniejsze – uważałem się wtedy za ateistę. I tym optymistycznym akcentem – że ateistą już nie jestem! – kończę ten wpis.
PS
Tak mi się przypomniało…
Wiecie,
kim jest ateista?
Kimś,
kto walczy z czymś, czego według niego nie ma.
Tak,
wiem, trochę to uproszczone, ale coś w tym jest, prawda? Dobrej Nocy!
Trochę zazdroszczę
Wspomniałem coś tam wczoraj o zawojowaniu świata. Nie
udało mi się nawet lekko liznąć tego tematu. Jest on jak rzeka. Długi,
niewyczerpany. Każdy może mieć
w kwestii wojowania świata swoje własne zdanie. Mam je i ja. Każdy może się z tym zdaniem nie zgadzać. Gdy wczoraj odłożyłem pióro (czyt. wyjąłem z ust ołówek, którym klikam w klawiaturę), włączyłem sobie tę oto piosenkę (link): http://www.youtube.com/watch?v=1wYNFfgrXTI&feature=BFa&list=AL94UKMTqg-9A5K8SuV1Xsv4eSZJptYgpc, i pomyślałem, że ten koleś, znaczy Eminem, jest kimś, kto zawojował świat. Na F.B. napisałem, że jest on geniuszem. Możemy twierdzić, że nie robi on rapu (a pseudo-rap), że jest komercyjny, że jest zbyt kontrowersyjny, że tworzy pod publikę, ale nie możemy mu odmówić braku charyzmy. Jego muzyka porusza serca. Ma moc, której możemy pozazdrościć. Przyznaję się, że ja trochę zazdroszczę…
w kwestii wojowania świata swoje własne zdanie. Mam je i ja. Każdy może się z tym zdaniem nie zgadzać. Gdy wczoraj odłożyłem pióro (czyt. wyjąłem z ust ołówek, którym klikam w klawiaturę), włączyłem sobie tę oto piosenkę (link): http://www.youtube.com/watch?v=1wYNFfgrXTI&feature=BFa&list=AL94UKMTqg-9A5K8SuV1Xsv4eSZJptYgpc, i pomyślałem, że ten koleś, znaczy Eminem, jest kimś, kto zawojował świat. Na F.B. napisałem, że jest on geniuszem. Możemy twierdzić, że nie robi on rapu (a pseudo-rap), że jest komercyjny, że jest zbyt kontrowersyjny, że tworzy pod publikę, ale nie możemy mu odmówić braku charyzmy. Jego muzyka porusza serca. Ma moc, której możemy pozazdrościć. Przyznaję się, że ja trochę zazdroszczę…
piątek, 17 sierpnia 2012
O czym marzą piękne kobiety
Znajoma spytała mnie, co znaczy „zawojować świat”. Otóż nie
wiem. Mogę się jedynie domyślać. Dam szybki przykład kogoś, kto według mnie
zawojował świat. Jest to Jezus Chrystus. Tak, właśnie tak myślę – i pierwszy
kto przychodzi mi do głowy, kiedy słyszę o zawojowaniu świata, to właśnie On.
Nie chcę tego tłumaczyć. Na pewno nie teraz.
Może podam kolejne przykłady. Sokrates, Arystoteles,
Platon. Osoby żyjące bliżej naszych czasów. Einstein, Tesla, Edison. Jest ich
mnóstwo. Politycy, filozofowie, teolodzy. Świetnym tu przykładem może być Jan
Paweł II.
A co z Hitlerem? Teraz tak pomyślałem o nim. Hitlera –
wykluczam. Nie przyczynił się on do rozwoju ludzkości, a wprost przeciwnie. On
według mnie nie zawojował świata. To raczej negacja zawojowania świata.
Ale czym właściwie jest zawojowanie świata na swoim
podwórku. Jak dla mnie jest to po prostu dobre życie. To przeżycie swojego
życia jak najlepiej się potrafi, wykorzystanie w 100% swojego potencjału.
Czasem możemy zawojować świat, mimo tego nikt – oprócz osób z bliskiego nam
otoczenia – o tym nie usłyszy. Ale to nie jest aż takie ważne. Najważniejsze
byśmy żyli i postępowali w zgodzie z nami samymi oraz w zgodzie z prawami
natury. Rozwijać się, nie krzywdząc przy tym innych.
Znajoma spytała mnie się także, skąd wiem, o czym marzą
piękne wewnętrznie kobiety. Otóż – znów – nie wiem. I znów domyślam się tylko.
A i tak jestem pewnie daleki od tego, by się dowiedzieć prawdy na ten temat.
Mogę tylko obserwować, analizować, wnioskować. Na pewno nie każda piękna
wewnętrznie kobieta marzy o tym samym. Ale wydaje mi się, że mało z nich ma za
swój cel główny i szczyt swoich marzeń zawojować tyłkiem świat. Choć może się
nie znam… Może się mylę… Może moje myślenie jest błędne, a ja żyję w świecie
fantazji. Trudno. Jest w tym świecie całkiem miło, fajnie i przyjemnie!
Chłopcy wolą blondynki
Kiedyś zobaczyłem w Internecie wpis, który bardzo mnie
zainteresował. To chyba dlatego, że nieco się z nim utożsamiałem. Brzmiał on
mniej więcej tak: „chłopcy wolą blondynki, mężczyźni wolą brunetki”. Coś w tym
jest – pomyślałem. To fakt, że fenomen blondynek zawsze był dla mnie nie do
końca zrozumiały.
Jednak dziś zobaczyłem na F.B. dużo ciekawszy wpis,
mianowicie: „chłopcy wolą blondynki, mężczyźni w d*pie mają kolor włosów”. Z
tym tekstem utożsamiam się jeszcze bardziej. Być może nie mam w d*pie koloru
włosów, ale to, jaki kolor włosów ma kobieta, nie ma większego znaczenia. Widziałem
piękne kobiety, które nie miały włosów wcale (na głowie!) albo miały włosy
bardzo krótkie. Kolor włosów nie odgrywa tu jakiejś wyjątkowej roli i nie jest
wyznacznikiem urody.
Znów zawieje z mojej strony truizmem, ale zawsze piszę
to, co myślę. Według mnie w kobiecie najpiękniejsza jest osobowość, charakter,
serce, umysł... Znam ładne zewnętrznie kobiety, ale ich wnętrze mi się nie
podoba, przez co kobiety te bardzo dużo tracą w moich oczach. Znam także
nie-za-ładne zewnętrznie kobiety, które mają piękne wnętrzna – i przez to
podobają mi się one.
I jeszcze jedna rzecz a propos d*py i płci pięknej. Nie
lubię kobiet, które myślą, że d*pą zawojować można świat. Owszem, jakąś część
świata tyłkami zawojować możecie, ale to nigdy nie będzie ten świat, o którym
marzą Wasze piękne wewnętrznie koleżanki. To trochę inne pojmowanie znaczenia zwrotu
„zawojować świat”. Ale o tym napiszę jeszcze nieraz. Czołem!
czwartek, 16 sierpnia 2012
Samodyscyplina, wytrwałość, koncentracja
Trzymam się sztywno postanowienia z dnia 13 sierpnia. Nic
nie pisałem przez dwa dni, ponieważ byłem zajęty. Między innymi pracą dla
Spółdzielni Socjalnej „KONSTANS”. Nie wspominałem chyba jeszcze o tym na moim
blogu, ale pracuję obecnie właśnie
w „KONSTANS”, spółdzielni, którą założyłem wraz z pięcioma koleżankami. Więcej
o naszym społecznym przedsiębiorstwie znajdziecie Państwo tutaj: https://www.facebook.com/pages/Sp%C3%B3%C5%82dzielnia-Socjalna-Konstans/302159106516338?ref=hl. Zachęcam Was serdecznie do polubienia
i udostępnienia na swoim profilu oraz zapraszania swoich znajomych. Będzie mi bardzo miło. Żeby „KONSTANS” funkcjonowało, potrzebni są klienci. Jeśli nie macie Państwo profilu na F.B., to polecam zajrzeć na naszą oficjalną stronę: http://www.konstans.org/.
w „KONSTANS”, spółdzielni, którą założyłem wraz z pięcioma koleżankami. Więcej
o naszym społecznym przedsiębiorstwie znajdziecie Państwo tutaj: https://www.facebook.com/pages/Sp%C3%B3%C5%82dzielnia-Socjalna-Konstans/302159106516338?ref=hl. Zachęcam Was serdecznie do polubienia
i udostępnienia na swoim profilu oraz zapraszania swoich znajomych. Będzie mi bardzo miło. Żeby „KONSTANS” funkcjonowało, potrzebni są klienci. Jeśli nie macie Państwo profilu na F.B., to polecam zajrzeć na naszą oficjalną stronę: http://www.konstans.org/.
Wracając do postanowienia, to powtórzę raz jeszcze, że
trzymam się go nadal. Wiem, jak ważna jest samodyscyplina i zaparcie. Żeby
osiągnąć w życiu zamierzone cele, trzeba żyć w każdej chwili tak, jak najlepiej
się umie. Nawet wtedy, a może przede wszystkim wtedy, kiedy nasze samopoczucie
jest słabsze, my powinniśmy funkcjonować na 100%. Wiem, że czasem się tak nie
da. I proszę mi to wybaczyć, że znów mówię w liczbie mnogiej.
Lekko zbaczając z tematu powiem to, co mówiłem już wiele
razy. Nie czuję uprawnienia, by mówić komuś, jak ma żyć. Nigdy nie lubiłem,
kiedy mi ktoś prawił rady. Nie lubię tego nadal, choć tych mądrzejszych pouczeń
często słucham. Zauważyłem jednak, iż wielu ludzi chce uszczęśliwiać innych na
siłę. To takie trochę mierzenie wszystkich swoją miarą. Nie wiem, co oni sobie
myślą, bo nie jestem nimi. Ale wnioskuję taką oto rzecz: „ja chcę być taki – to
ty też chcesz być taki; ja już jestem taki, a ty chcesz być taki jak ja – więc słuchaj
się mnie, mądrzejszego, to też będziesz taki jak ja”. Może to lekko uprościłem.
Ale często kiedy słucham ich rad, wydaje mi się, że właśnie w ten sposób myślą.
To teraz im odpowiem: „ja nie chcę być taki, jak ty; chcę
być sobą, mam inne priorytety; też będę miał piękny dom i elegancki samochód,
ale nie jest to mój cel główny, a tylko jeden ze środków, za pomocą którego go
osiągnę”.
W ten oto sposób wróciłem do postanowienia. Wiem, że
jeśli chcę osiągnąć swój cel główny, muszę żyć jak najlepiej tylko umiem. Aby
tak żyć, muszę trzymać się postanowień. Samodyscyplina, wytrwałość,
koncentracja – to cechy, które muszę
w sobie pielęgnować i uskuteczniać. Bez nich, jak to się mówi – przysłowiowa lipa.
w sobie pielęgnować i uskuteczniać. Bez nich, jak to się mówi – przysłowiowa lipa.
Nie zawsze da się żyć na 100%. Wiadomo, jak to życiu, są gorsze chwile. Jednak dobrze, jeśli
tych gorszych chwil jest jak najmniej. A kiedy się pojawiają – trzeba je przetrwać.
Nie można im ulegać. Czasem przychodzą chmury, jednak trzeba pamiętać o tym, że
pod chmurami jest słońce. Co by się nie działo, jaka to ulewa by nie przyszła,
pod chmurami czeka słońce. Czeka po to, by móc znów dla nas zaświecić.
Pisałbym jeszcze długo. Przyszedł jednak czas, by wziąć
się za pracę. Jutro na godzinę 13:00 będę w siedzibie „KONSTANS”. Może kiedyś
mnie tam odwiedzicie…? Miłego wieczorku od Wieczorka!
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Zaczynamy!!
Zaczynam swoje kolejne postanowienie. Znów mówię o tym
publicznie, by się uwiarygodnić i mieć do tego większą motywację. Nie będzie
łatwo. Ale muszę wreszcie wygrać. Nie ma wyjścia. To jest konieczne. Co
najmniej do końca sierpnia będę Was gnębił tym postanowieniem. A więc zaczynam!
środa, 8 sierpnia 2012
Miłe gesty
Wczoraj, kiedy szedłem przez Aleksandrów, spotkałem
znajomego, który powiedział mi, że po moich facebookowych postach widać, że
zmieniam się na lepsze. Mniej w nich chaotyczności – mówił – więcej ważysz
słowa. Oczywiście cytuję z pamięci.
To bardzo miło, że ktoś to widzi. Zmianę, która niewątpliwe
we mnie następuje. Ale czy aby na tym nie polega życie? Na zmianach,
ulepszaniu, poprawianiu tego, co w nas nie jest doskonałe. Zmieniam się pewnie
nie tylko ja, a każdy z nas. Dobrze jednak jest słyszeć tego potwierdzenie,
które nas umacnia. Mój znajomy też przeszedł pewną metamorfozę. Jak sam
powiedział – dba o siebie. I było to widać!
A dziś dostałem miłą niespodziankę. Na moją skrzynkę
mailową przyszedł bardzo pozytywny list od osoby, której osobiście nie znam, a
która, jak sama powiedziała, często widuje mnie w Aleksandrowie. Być może i ja
ją widuję, ale nie wiem, że to właśnie ta osoba. Nie będę cytował tego listy.
Ale jestem nim wielce miło zaskoczony. Osoba ta przyznała się, że czytuje też
mojego bloga, także być może ten wpis przeczyta. Mam nadzieję, że nie
zdradziłem tu niechybnie jakiejś tajemnicy owej korespondencji… Jeśli tak,
proszę dać mi znak, a zaraz to naprawię!
Te dwa wydarzenia, o których powiedziałem wyżej, to
dowody na to, że w życiu warto robić swoje. Iść nieustannie do przodu. Mimo
tego, że nie zawsze jest z górki, a często jest pod nią. Nie zawsze jest łatwo
i przyjemnie, ale czy aby w tym nie tkwi esencja życia, by mierzyć się z
kolejnymi przeszkodami? Na swojej drodze nie raz spotkamy ludzi, którym coś w
nas podobać się nie będzie. Ale spotkamy też osoby, które docenią w nas to, co
dobre. Osoby, które podejdą do nas na ulicy i powiedzą coś miłego. Napiszą
pozytywnego maila. To są właśnie piękne chwile, dla których warto żyć!
Czasem nie będą to bynajmniej słowa. Nie będzie to mail.
A będzie to zwykły – niezwykły! – uśmiech drugiej osoby. Poklepanie po plecach,
serdeczny uścisk dłoni lub jakiś inny miły gest…
piątek, 3 sierpnia 2012
To musi być silna decyzja
Zastanawiam się poważnie nad tym, czy aby nie ruszyć z
nowym, poważnym blogiem. Ten, jak już wspomniałem, to forma pamiętnika – choć to
nie do końca prawda. Jest to raczej dzienniko-pamiętnik, choć też to prawdą do
końca nie będzie. Nie piszę tu codziennie. Nie piszę tu regularnie. Nie
publikuję tu także wszystkiego, co napiszę. Wiele rzeczy, które pisuję, nie
ogląda nigdy światła dziennego, a jest pisanych to tzw. szuflady. Może to i
dobrze. Pisarzem nie jestem, więc lepiej nie chwalić się wszystkim. A to, czym
się „chwalę”, także nie jest niczym wielkim. Powiem to po raz enty. I ten blog
taki jest. Jaki? Taki zwykły. Nic ciekawego tu nie ma. Ale myśl o tym, by
założyć trochę bardziej poważny, nie daje mi spokoju. Taki blog, w którym
publikować będę tylko przemyślane teksty… Hm, tak, to niezły pomysł… Trzeba to
tylko głęboko przemyśleć. Bo jak już ruszę z nowym blogiem, to będę musiał być
konsekwentny. I trzymać się tematyki, i publikować regularnie. To musi być silna,
konkretna decyzja!
czwartek, 26 lipca 2012
Nie jesteś sam
Choć głowę tak często
mam w chmurach, nogi zawsze muszę mieć na ziemi. Nie ma wyjścia. Wolno się
zapominać, ale tylko do pewnej granicy. Jest granica, której przekraczać nie
wolno, bo inaczej stracić można panowanie nad swoim życiem. Człowiek został
stworzony na podobieństwo Boga. Tym się różni od zwierząt, że potrafi wybierać.
Te wybory nie zawsze są dobre. Ale dzięki temu, że człowiek nie jest
zwierzęciem, może i powinien uczyć się na błędach. To jest piękne, że możemy
wybierać. I nie jesteśmy żadnym przypadkiem. Jesteśmy ludźmi! Mamy wpływ na swoje
życie. Na pewno jest on w jakiś sposób ograniczony. Jednak mamy dużą
decyzyjność. I korzystajmy z tego, wybierajmy dobrze. Zresztą: nie mam prawa
prawić Wam rad. Róbcie, co chcecie, to Wasze życie. Pamiętajcie jednak, że nie
jesteście sami.
środa, 25 lipca 2012
Nie z tego świata
Mam czasem dziwne
wrażenie, jakbym był nie z tego świata…
Jeśli miewasz
podobnie, wiedz, że nie jesteś sam, masz brata…
Ty, siostro, też
kiedy znów poczujesz się źle, wyobcowana…
Przypomnij sobie,
że na tym świecie nie jesteś całkiem sama…
niedziela, 22 lipca 2012
Czy to prawda, że Prawda nie istnieje?
- Czy to prawda, że
Prawda nie istnieje? – spytał mądry Filozof.
- Tak, to prawda –
odpowiedział jego kompan, równie mądry, jak on.
Jeśli Prawda nie istnieje,
znaczy, iż prawdą jest, że jej nie ma. Wniosek z tego taki, że jednak ona
istnieje. Nieprawdą jest, że Prawdy nie ma.
Takie wieczorne nie za mądre refleksje, kompletnie bez polotu.
Wiara czyni cuda
„Bo zaprawdę, powiadam
wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze:
Przesuń się stąd tam!, a przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was.”
(Ewangelia św. Mateusza, 17,20, Biblia Tysiąclecia)
(Ewangelia św. Mateusza, 17,20, Biblia Tysiąclecia)
To jeden z najlepszych
biblijnych cytatów. Jakże on prawdziwy jest! Silna wiara potrafi czynić cuda. Ludzie,
którzy się o tym przekonali, na pewno utożsamiają się z owym cytatem. Bo kiedy
pomyślimy głęboko nad tematem wiary, uświadomimy sobie, że niemal wszystko się
do niej sprowadza. Jeśli wierzysz, że potrafisz – masz rację; jeśli wierzysz,
że nie potrafisz – także masz rację. Wierzę w Boga. Ale są ludzie, którzy w
Niego nie wierzą. A czy to nie jest tak, że oni także wierzą, ale w to, że Boga
nie ma? Ktoś mógłby tu powiedzieć, że może to ja nie wierzę w to, że Boga nie
ma. Ale tutaj chyba za mocno wchodzimy w ten temat. Jakby nie było – wszystko sprowadza
się do wiary. Ja w to wierzę!
sobota, 21 lipca 2012
Nie jestem bloggerem
Do
życia podchodzę bardzo poważnie. Dystans za to mam, ale do swojej powagi.
Podobnie jest z tym blogiem. Jest on bardzo poważny, jednak nie jest
profesjonalny. Nie śmiem się nawet porównywać z innymi bloggerami. Kiedy
zaczynałem pisać na Onecie, nie myślałem nawet, że kiedyś będę miał 500 postów,
a właśnie teraz zbliżam się do tej liczby. Właściwie to już ją przekroczyłem, a
to dlatego, że kiedy przenosiłem bloga z Onetu tutaj, w ponad 30 postach
zamknąłem po kilka wpisów na raz. Można to sprawdzić, cofając się w
moich blogowych publikacjach. Posty są różne. Jedne dłuższe, inne bardzo
krótkie. Jedne bardziej poważnie, inne mniej. Na pewno wśród nich można znaleźć
kilka takich, które można określić, że są w miarę profesjonalne, ale większość
z nich to po prostu moje zapiski. Kiedy zaczynałem blogować na Onecie, nie
potrafiłem stworzyć poprawnego gramatycznie zdania. To także można sprawdzić,
wracając do moich pierwszych postów. Najlepiej to zrobić, przeglądając moje
kopie z Onetu. Nie uważam się za profesjonalnego bloggera i nigdy nie uważałem.
Choć miałem czas, kiedy chciałem iść w tę stronę. Kiedy poczuję, że chcę być
profesjonalnym bloggerem, założę kolejny, trzeci już, blog i zacznę blogować na
bardzo poważnie. Póki co, nadal tworzyć będę moje amatorskie zapiski… piątek, 20 lipca 2012
Poranny uśmiech
Kiedy człowiek budzi się rano, nie
zawsze, nie za każdym razem ma taki humor, jaki chciałby mieć. Gdy wczorajszy
dzień nie należał do najlżejszych, nie był łatwy, poranek często też lekkim i łatwym
nie będzie. Zdarzyć się może, że człowiek obudzi się z ciężką i bolącą głową.
Nie jest to przyjemne.
Dzień może zacząć się zupełnie
inaczej – pozytywnie, z radością w sercu – kiedy kładziemy się spać z uśmiechem
na twarzy i z pięknymi myślami w głowie. Podobieństwa się przyciągają.
Człowiek, który myśli o rzeczach dobrych i robi to permanentnie, przyciąga do
siebie więcej takich myśli – dzięki czemu jego życie także się polepsza.
Entuzjazm przyciąga entuzjazm. Budząc
się rano z entuzjazmem w sercu i w duszy, mamy więcej chęci do życia. Kiedy wiemy, po co
żyjemy, mamy cel, który pragniemy zrealizować, i połączymy to wszystko entuzjazmem,
ranek obudzi nas pełnych zapału.
I właśnie tego entuzjazmu Wam
życzę. Aby każdy dzień był piękny… Wyjątkowo piękny!
czwartek, 19 lipca 2012
Róża i książka
Róża
to symbol delikatności, piękna, kruchości. To symbol uczucia, emocji. Róża to
symbol miłości i przyjaźni. Książka to symbol mądrości, hardości, siły. To
symbol wiedzy. To symbol inteligencji i błyskotliwości. Róża i książka to
świetne połączenie. Czytaj, ucz się, zdobywaj wiedzę. Kochaj, szanuj, miej sprzymierzeńców
w innych ludziach. Wspieraj przyjaciół. By życie uczynić jak najbardziej
pięknym. Dla siebie i całego świata. To czasem nie jest łatwe. Ale, jak to
powiedział ktoś mądry: ludzi z charakterem pociąga to co jest trudne, ponieważ
dopiero w zmaganiach z przeciwnościami potrafią oni uświadomić sobie swój własny
potencjał.
czwartek, 12 lipca 2012
Starszy Pan sprzedający gazety
Pierwszy raz spotkałem tego Pana
bodajże 2 lata temu. Sprzedawał gazety na Placu Wolności w Łodzi, zaraz przy
wejściu na ulicę Nowomiejską. Myśląc o tym Panu i o tym, jak go spotkałem mam w
głowie – właśnie w tej chwili – mnóstwo skojarzeń.
Kiedy myślę o tym Panu i piszę te
słowa, przypominają mi się ludzie, których poznałem 2 lata temu latem (nie
jestem pewny czy oby to na pewno dwa lata, czy może nie trzy… ale raczej dwa).
To właśnie wtedy, a było to podczas szkoleń z grafiki komputerowej, poznałem
młodego Mężczyznę, którego fascynowała postać Maurycego Beniowskiego.
Ów Mężczyzna, którego bardzo
polubiłem, interesował się mocno polityką. Pamiętam, jak dyskutował z innymi
członkami szkolenia, a najbardziej z prowadzącym. To właśnie wtedy spojrzałem
na politykę z innej strony. Wyłączyłem TVN, odłożyłem na bok, a potem
wyrzuciłem do kosza Gazetę Wyborczą, wyszedłem ze szkolenia i na dole, zaraz
przy wejściu na ulicę Nowomiejską, kupiłem u starszego Pana „Gazetę Polską”.
Spytałem razu pewnego tego Pana,
która gazeta jest najlepsza (chodziło mi o to, która jest najbardziej
rzetelna), a On odpowiedział, że wszystkie są dobre. Miał wtedy minę – prawie
nigdy nie schodziła mu ona z twarzy – jakby wiedział coś więcej. Taki lekki
uśmieszek. Jakby był świadom czegoś, czego zwykły zjadacz chleba nie wie. I nie
myślę tu tylko o gazetach, ale o Jego podejściu do życia. Ta mina zawsze mnie
intrygowała.
Dziś już nie czytam GP, a jeśli
już, to przypadkiem, choć gdybym miał wybierać między nią, a GW, oczywiście
wybrałbym, bez zastanowienia, tę pierwszą. Myślę, właśnie dziś tak myślę, że to
trochę jakby ta sama strona, że ponad nimi istnieje jeszcze coś, co nie
utożsamia się ani z GP, ani z GW, choć do jednej z opcji może mieć trochę
bliżej.
Pisałbym dalej, bo myśląc o tym
Panu, skojarzeń mam mnóstwo, jednak czuję, że sen zaczyna mnie powoli
opanowywać, czy też opanowywać powoli – co chyba widać. Kończę mój wpis trochę
smutno. Rok temu latem widziałem tego Pana, jak sprzedawał swoje gazety, nawet
nabyłem u Niego jedną. W tym roku, niestety, coś Go nie widać. Mam tylko
nadzieję, że u Niego wszystko w porządku, że ma się dobrze.
czwartek, 5 lipca 2012
Guernica, Pan Tadeusz i Krucyfiks w moczu
Spotkałem dziś znajomą. Nie powiem – lubię ją, szczególnie cenię za inteligencję, którą niewątpliwie posiada. Jechaliśmy razem autobusem, potem tramwajem, więc mieliśmy okazję i trochę czasu, aby porozmawiać.
Dyskutowaliśmy o różnych sprawach.
Aż zeszliśmy wreszcie na temat, który podobnie intryguje nas obojga.
Zaczęło się od Pablo Picasso. A
właściwie to od Madrytu, bo tam znajduje się Guernica, słynny obraz malarza. Znajoma
w tym roku wybiera się na wakacje do Hiszpanii. Wyznała, że nie omieszka
odwiedzić Muzeum Królowej Zofii, gdzie znajduje się znane dzieło, którego zdjęcie
umieściłem na górze wpisu.
I tak od Guernicy niechybnie
przeszliśmy do… symboliki? Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, ale myślę,
że słowo symbolika będzie tu odpowiednie. Jeśli piszę głupoty i wychodzę na
ignoranta, trudno, ale proszę mi to wybaczyć.
Wspomniałem mojej znajomej o innej
mojej znajomej, która zajmuje się malarstwem. Powiedziałem, że znajoma malarka
namalowała kiedyś kółko i kreskę, twierdząc, że jest to wyższa szkoła
malarstwa. Dodałem oczywiście, że znajoma ta ma świetne pojęcie
o malowaniu, bo to widziałem. Że potrafi malować rzeczy realistyczne, że wie, jak to robić. Przynajmniej takie wyciągnąłem wnioski, kiedy widziałem jej rysunki – ja, nie-znawca tematu.
o malowaniu, bo to widziałem. Że potrafi malować rzeczy realistyczne, że wie, jak to robić. Przynajmniej takie wyciągnąłem wnioski, kiedy widziałem jej rysunki – ja, nie-znawca tematu.
Potem przeszliśmy w dział
literatury. Zastanawialiśmy się, jak to jest, że geniusz napisze epopeje
narodową składającą się z dwunastu ksiąg pisanych wierszem –
trzynastozgłoskowym aleksandrynem polskim, a inny stworzy niby wiersz dwu-wersowy,
bez ładu i składu, na pierwszy rzut oka mówiący o niczym – i ten ktoś także
nazwany zostaje geniuszem. To nic, że kiedy pisał swoje dzieło, nie miał
górnolotnych myśli – znawcy tematu doszukują się w tym dwóch wersach arcygeniuszu,
domalowują mu swoją własną, od teraz uznawaną za jedyną prawdziwą
interpretację.
A co z twórcą, który, jak Andreas
Serrano, fotografuje krucyfiks zanurzony w moczu, twierdząc, że to dzieło
artystyczne? Na koniec, tak na osłodę, cytat (źródło: http://www.swiatobrazu.pl/fotografia-andresa-serrano-przedstawiajaca-krucyfiks-w-moczu-zniszczona-23250.html):
Po niedzielnym incydencie, wskutek
którego „Piss Christ” autorstwa Andresa Serrano został zniszczony, wystawę
zamknięto. Jak informuje TVN24, w niedzielę dwie osoby weszły na wystawę jak
zwykli zwiedzający, po czym jedna z nich rozbiła młotkiem pleksiglas ochraniający
zdjęcie Amerykanina, a druga przedziurawiła fotografię ostrym narzędziem.
Zniszczeniu uległa również druga praca Serrano, zatytułowana „Siostra Joanna
Miriam”.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











