Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 lipca 2012

Starszy Pan sprzedający gazety


Pierwszy raz spotkałem tego Pana bodajże 2 lata temu. Sprzedawał gazety na Placu Wolności w Łodzi, zaraz przy wejściu na ulicę Nowomiejską. Myśląc o tym Panu i o tym, jak go spotkałem mam w głowie – właśnie w tej chwili – mnóstwo skojarzeń.

Kiedy myślę o tym Panu i piszę te słowa, przypominają mi się ludzie, których poznałem 2 lata temu latem (nie jestem pewny czy oby to na pewno dwa lata, czy może nie trzy… ale raczej dwa). To właśnie wtedy, a było to podczas szkoleń z grafiki komputerowej, poznałem młodego Mężczyznę, którego fascynowała postać Maurycego Beniowskiego.

Ów Mężczyzna, którego bardzo polubiłem, interesował się mocno polityką. Pamiętam, jak dyskutował z innymi członkami szkolenia, a najbardziej z prowadzącym. To właśnie wtedy spojrzałem na politykę z innej strony. Wyłączyłem TVN, odłożyłem na bok, a potem wyrzuciłem do kosza Gazetę Wyborczą, wyszedłem ze szkolenia i na dole, zaraz przy wejściu na ulicę Nowomiejską, kupiłem u starszego Pana „Gazetę Polską”.

Spytałem razu pewnego tego Pana, która gazeta jest najlepsza (chodziło mi o to, która jest najbardziej rzetelna), a On odpowiedział, że wszystkie są dobre. Miał wtedy minę – prawie nigdy nie schodziła mu ona z twarzy – jakby wiedział coś więcej. Taki lekki uśmieszek. Jakby był świadom czegoś, czego zwykły zjadacz chleba nie wie. I nie myślę tu tylko o gazetach, ale o Jego podejściu do życia. Ta mina zawsze mnie intrygowała.

Dziś już nie czytam GP, a jeśli już, to przypadkiem, choć gdybym miał wybierać między nią, a GW, oczywiście wybrałbym, bez zastanowienia, tę pierwszą. Myślę, właśnie dziś tak myślę, że to trochę jakby ta sama strona, że ponad nimi istnieje jeszcze coś, co nie utożsamia się ani z GP, ani z GW, choć do jednej z opcji może mieć trochę bliżej.

Pisałbym dalej, bo myśląc o tym Panu, skojarzeń mam mnóstwo, jednak czuję, że sen zaczyna mnie powoli opanowywać, czy też opanowywać powoli – co chyba widać. Kończę mój wpis trochę smutno. Rok temu latem widziałem tego Pana, jak sprzedawał swoje gazety, nawet nabyłem u Niego jedną. W tym roku, niestety, coś Go nie widać. Mam tylko nadzieję, że u Niego wszystko w porządku, że ma się dobrze.

poniedziałek, 7 maja 2012

Koko...


Mało mnie obchodzi Koko Roko Euro Spoko, czy jak mu tam. Szczerze - to nawet tego nie słyszałem. Kolejne Igrzyska dla Ludu, a Lud po raz kolejny daje się nabierać. Wstyd Wam za hymn Euro 2012? A tego, że politycy po raz kolejny nabijają Was w bambuko to się nie wstydzicie? :)

wtorek, 3 kwietnia 2012

Anty-komunizm w Matrix'ie

Dziś, kiedy czekałem na przystanku w Łodzi na tramwaj do Konstantynowa, który jeździ coraz rzadziej, przypomniała mi się pewna rozmowa, jaką odbyłem z Panem Profesorem, z którego poglądami nie zgadzam się do końca, ale którego bardzo lubię.

Rozmowa ta nie była długa. Wymiana kilku zdań. Dodam, iż Profesor ten jest – żeby rzec delikatnie – prawie-że bez włosów na głowie. To, że jego intelekt błyszczy mocniej niż łysina, jest rzeczą wiadomą niemal wszystkim, którzy Profesora znają. Pan Profesor powiedział mi podczas tej rozmowy taką oto rzecz: - Przemku, w dzisiejszych czasach, kiedy ktoś mówi, że jest anty-komunistą, to tak samo, jakbym ja powiedział, że jestem włochaty – poczym wskazał na swoją gołą czaszkę.

Jesteśmy tak bardzo przesiąknięci niektórymi sprawami, że nie znamy kompletnie innego życia, innego stylu myślenia, innego systemu. Czasem rzeczy, które według nas stoją między sobą w opozycji, grają po tej samej stronie, w tej samej drużynie. To trochę jak w The Matrix, nie sądzicie?

Tak więc zanim staniemy po którejś ze stron, powinniśmy swoją decyzję przemyśleć dobrze, żebyśmy potem nie żałowali. Nieraz opowiadałem się po stronie którejś partii lub człowieka, dziś już tego nie robię lub robię to bardzo rzadko. Czuję, że ci wszyscy ludzie grają w jednej drużynie. Dziś słucham siebie i swojej intuicji, to ona mnie prowadzi. Czytam Biblię, modlę się do Boga i do Jezusa Chrystusa. To śmieszne dla wielu, niejeden raz słyszałem, że jestem zacofany. Trudno. Mogę taki być. Dobrze mi z tym, bo postępuję w zgodzie z samym sobą. A jeśli żyję w Matrixie, a moja intuicja i wolna wola, to tylko iluzja – trudno, jakoś się z tym pogodzę, choć będzie to smutne. 

czwartek, 8 marca 2012

Dzień Kobiet...

Nie ma jak to propaganda. Trzeba założyć mundur partyjny, koniecznie z logo, i wyjść na miasto, by wręczać kwiatki wszystkim pięknym paniom. Tym mniej pięknym i niepięknym oczywiście też, a jakże! Choć ponoć nie ma brzydkich kobiet, tylko wina brak. Ci w mundurkach partyjnych nie potrzebują wina, są wystarczająco odurzeni miłością do swego wodza, za którym pewnie bez słowa skoczyliby w ogień.

Po mieście chodził także z kwiatkami Leszek Miller. Pan Joński, jego kolega z SLD, także, a co! Pan Palikot, który chce być bardziej lewy niż Sojusz Lewicy Demo, do kwiatka dodawał prezerwatywę. Więcej seksu, mniej Matki Boskiej – głosił. Pani Grodzka mówi, że jednak wolałaby kwiatka. No tak, prezerwatywę trzeba mieć jednak na co włożyć. Premier Tusk i Waldemar P. złożyli także życzenia. Pan Donald mówił coś o tym, że chociaż w ten jeden dzień mężczyźni będą mili i dobrzy dla kobiet. A co to za mężczyźni – nie wiem, bo ci prawdziwi kochają i szanują swoje kobiety każdego dnia.

Drogie Panie, życzę Wam wszystkiego najlepszego!! 

piątek, 10 lutego 2012

Polacy się nie myją

Nie oglądam w TV polskich – zagranicznych, podkreślam, także nie – programów rozrywkowych typu: „Kocham Cię, Polsko”, „Europa da się lubić” ani żadnych show w stylu „Taniec z gwiazdami”, „Gwiazdy tańczą na lodzie” (swoją drogą – szkoda, że zamiast tańczą na nie ma robią po, wtedy, przyznaję, może bym się skusił i popatrzył) i tym podobnych. Może powinienem zacząć od tego, że w ogóle nie oglądam TV. Poza jednym wyjątkiem, którym jest serial „Świat według Kiepskich”.

Choć wymienionych wyżej programów telewizyjnych nie oglądam, czasem zdarzy się, że zupełnie przypadkowo, jako że w moim domu telewizor gra często, coś, nie z premedytacją, podejrzę lub niechybnie podsłyszę. Tak też było wczoraj, kiedy to usłyszałem rzecz, która dała mi do myślenia, zresztą nie po raz pierwszy. Pewna znana polska aktorka powiedziała takie oto słowa: Polacy się nie myją.

Jakiś czas temu z ust także pochodzącego z Polski aktora usłyszałem: Polacy są głupi. Kiedyś znajoma na FB, kobieta niegłupia, wykształcona, dodam, że także Polka, napisała komentarz, rozżalona na Polaków: Polska to dziwny kraj… Może pamiętacie słowa czołowego polskiego polityka, który bez skrępowania oznajmił, że Polskość to głupota?


Polka, która mówi, że Polacy się nie myją, mówi w tym momencie o sobie, bo ona także jest Polakiem. Chyba że mówiąc Polacy ma na myśli tylko mężczyzn. Ale właśnie w tym konkretnym programie telewizyjnym chodziło o wszystkich Polaków, nie tylko mężczyzn. Czy ona, mówiąc to, zdaje sobie z tego sprawę? Nie wiem. Ale przykładów tego typu zachowania daleko szukać nie trzeba. Zachowania, w którym brak logiki.

Zraz, zaraz, pomyślmy… Może jest to logiczny paradoks. Polacy się nie myją, a ja jestem Polakiem, który jest czysty, bo jest umyty. A może w zdaniu tym brakuje określenia, którzy to Polacy się nie myją. Czy chodziło tej pani o wszystkich Polaków, czy tylko o niektórych? Można by tak gdybać długo. Ja tego nie lubię, nie trawię gdybania, a więc teraz je przerwę. Ciekawe tylko, co by było, gdyby ta pani powiedziała o jakimś innym – chyba wiecie, jaki mam na myśli – narodzie, że się nie myje.

O tym, że Polskość to głupota według niektórych – chyba Polaków, choć nie jestem teraz pewny… - można by także długo debatować. Pewnie dla nich nie jest głupotą Europejskość i nowoczesność. Polskość to tradycja i zacofanie. Postępowość jest dobra, zacofanie już takie nie jest. Pytanie tylko: jakim prawem i kto ma o tym decydować? To by było dziś na tyle. 

czwartek, 9 lutego 2012

Wyrosłem z korwinizmu

Pamiętam, jak walczyłem słowem na Facebook’u. Naczytałem i nasłuchałem się Korwina, myśląc, że jest to jedyny uczciwy polityk w naszym kraju. Teksty Jego znałem na pamięć. Wiele z nich pamiętam do dnia dzisiejszego. Wolę Hitlera od Tuska, bo za Hitlera podatki były 3 razy niższe; PO, PiS, PSL, SLD to Banda Czworga; Dobry socjalista to martwy socjalista; Czarne jest czarne, białe jest białe, a czerwone jest wredne. Piszę to wszystko z pamięci. Być może coś przestawiłem, pomyliłem, a więc przepraszam, jeśli tak się stało. Gdybym, wcale nie głęboko, pogrzebał w mojej głowie, znalazłbym dużo więcej ponadczasowych myśli Korwina. Był czas, kiedy rzucałem nimi jak kartami na stół, wydobywając je z rękawa.

Dziś nie zaglądam już, albo robię to bardzo, bardzo rzadko, na blog Mikkego. Muszę to powiedzieć, ale wiem, co On myśli, przynajmniej oficjalnie, znam Jego zdanie. Ktoś powiedział, że Jego pogląd na ustrój kapitalistyczny, jest taką samą, a może i większą utopią od komunizmu. Jak jest w praktyce – nie wiem, chyba nie mnie to oceniać.

Moja fascynacja Korwinem zaczęła blednąć pewnego dnia, kiedy to usłyszałem – a może i przeczytałem – jedną rzecz, mianowicie to, że Korwin politykiem jest słabym, a nawet żadnym. Oczywiście – nie był to jedyny, a nawet nie był to pierwszy powód zerwania przyjaźni z moim korwinizmem. Powoli zaczęło do mnie docierać, że Janusz Korwin-Mikke to celebryta. Pewnego dnia, czytając „Uważam Rze”, trafiłem na wymowne, a zarazem nieco komiczne, zdanie określające JKM-a. Było to coś w tym stylu: „Znany zakładacz Janusz Korwin-Mikke….” Człowiek, zwany Zakładaczem, który co rusz zakłada, tworzy nową partię.

To fakt, kupiłem sobie koszulkę z logo Kongresu Nowej Prawicy. No cóż, materiał nie był najwyższej jakości, bo już po pierwszym praniu się zniszczyła. Trudno. Tak myślę, że ta koszulka to niejaki symbol mojej sympatii do korwinizmu. Mogę ją zakładać pod inną koszulkę, kiedy biegam lub ćwiczę. Ale pokazać się w niej – nie pokażę.

To chyba powiedział mój imiennik, pan Wipler, że z korwninizmu się wyrasta, jak z krótkich spodenek. Co prawda, z krótkich spodenek nie wyrosłem, bo gdy jest bardzo ciepło, chętnie je zakładam, ale – jak już powiedziałem – z korwinizmu, owszem, wyrosłem.

Takie są etapy mego rozwoju. Najpierw byłem socjalistą, a było to za młodu. Socjalistą o poglądach mocno lewicowych. Nawet miałem w swoim życiu epizod, w którym deklarowałem się jako zwolennik praw do adopcji dzieci przez homoseksualistów. Potem, z lewaka – przeskoczyłem na korwinizm, który także w pewnej chwili się skończył. Był też anty-pisyzm (to jeszcze przed Korwinem), a potem drugi biegun – kaczym. Jak jest dziś? Zaczyna przeważać u mnie zdrowy rozsądek. Choć może tylko mi się wydaje…?

czwartek, 2 lutego 2012

W obronie Wolności

ACTA to kolejny zamach na naszą Wolność. Nie przemawia do mnie propaganda, że ACTA jest potrzebna i nie będzie szkodliwa dla Internautów. Pisałem już o tym na swoim blogu. O tym, że w ACTA nie chodzi tylko i wyłączenie o samo ACTA. O tym, że chodzi tu o coś więcej, bo o naszą Wolność.

Jakim prawem, jeśli nikogo nie krzywdzę, ktoś mi tę Wolność ogranicza? Prawo do Wolności to prawno naturalne i jedyną granicę stanowić tu powinna nasza moralność. Jeśli nikogo nie krzywdzę, nie robię nikomu nic złego, to czemu moja Wolność jest ograniczona?

Jak wspomniałem – nie przemawia do mnie propaganda, że ACTA jest OK. Byłem w tamtym roku na ciekawym wykładzie, który dotyczył sytuacji osób z niepełnosprawnością w czasie II Wojny Światowej. Otóż Hitler swoją propagandą potrafił wmówić zwykłym obywatelom, że uśmiercanie osób niepełnosprawnych i starszych jest potrzebne, ponieważ ich utrzymywanie wpływa niekorzystnie na sytuację społeczną – a przede wszystkim ekonomiczną – Niemiec. Jeśli przymusową eutanazję da się wmówić ludziom, to da się im wmówić wszystko. Warto tutaj dodać, że gospodarka Niemiec była w tamtych czasach w nienajlepszym stanie. Jak wiemy, dziś gospodarka polska i europejska także nie przeżywa prosperity, a wprost przeciwnie. Tak więc, bądźmy uważni, będą chcieli wmówić nam różne rzeczy.

Jutro, 3 lutego, o godz. 17 odbywa się w Łodzi – bodajże drugi – protest przeciwko ACTA. Postanowiłem, że wezmę w nim udział. I nie chodzi tu o politykę. Jej powoli mam już dosyć. Dzisiejsza demokracja ma daleko do ustroju, o którym marzę – lecz to temat na inny tekst. Wezmę udział w proteście przyjmując stanowisko obrońcy Wolności. Tak – i możecie się zemnie śmiać.


poniedziałek, 30 stycznia 2012

Tu znów chodzi o Wolność

W protestach przeciwko ACTA nie chodzi tylko i wyłącznie o samo ACTA. To coś więcej niż jakaś ustawa. Tu walka toczy się o sprawy wyższe. Bo o Wolność człowieka.
Wolność jako prawo naturalne, z którym każdy z nas przyszedł na świat. Jakim prawem ktoś może ograniczać nam tę Wolność? Jeśli moje działanie nikogo nie krzywdzi – to czemu chcesz mi ją odebrać?
I nie trafiają do mnie argumenty propagandy.

W tamtym roku byłem na ciekawym wykładzie Pana, który był świetnym badaczem II Wojny Światowej. Na spotkanie ze mną – oraz ekipą Uprzedź Uprzedzenia – przygotował wykład o propagandzie Hitlera, który potrafił wmówić zwykłym obywatelom – takim jak ja czy ty – że osoby niepełnosprawne i starsze powodują zatrzymanie rozwoju społeczeństwa, dlatego też powinny być – delikatnie mówiąc – usunięte. Wtedy – w czasach kryzysu – normalni ludzie potrafili w to uwierzyć, więc czemu dziś normalni ludzie nie mieliby uwierzyć chociażby w to, że ACTA jest potrzebne...?

Ale, tak jak mówiłem, tu nie chodzi o ACTA. Tu gra toczy się o Wolność i Godność Człowieka. Czyli o sprawy wysokiej rangi. Tutaj – by nie wchodzić w sprawy polityczne, a czuję, że zaraz mógłbym to zrobić – kończę ten krótki wpis, pozdrawiając Was serdecznie. Pomyślności! 

niedziela, 11 grudnia 2011

Dzieje się sporo

Trochę mnie tu nie było. Ale znów powracam. Zaczęło się u mnie sporo pracy. Otworzyliśmy ze znajomymi Spółdzielnie. Jesteśmy zarejestrowani, mamy NIP i REGON. Nazywamy się KONSTANS. Na pewno niebawem usłyszycie o nas więcej. Dziś powiedzieć Wam mogę, że będziemy oferowali usługi – sprzątające i opiekuńcze. Wiosną, roku 2012, planujemy otworzyć ściankę wspinaczkową. Prawdopodobnie w Konstantynowie, ale to jeszcze nie jest przesądzone.

Rok Studencki także jest u mnie w toku, cały czas, nieprzerwanie – trwa. Zostałem wybrany Starostą Roku, a więc tutaj jest także trochę pracy. Niedużo, ale zawsze coś. Noszenie podań do BOS-u i tym podobne. Nie mogę się doczekać, kiedy będzie zebranie Senatu Studenckiego. Tutaj jestem także – wybrany ponoć demokratycznie (nie wiem, nie byłem przy tym obecny) – jako członek Zarządu. Członek Spółdzielni, członek Senatu. Bardzo to ciekawe. Zastanawiam się, kiedy będę członkiem partii… Ale miejsce poza Zarządem mnie nie interesuję! Chyba mnie już poznaliście z tej strony. Lubię robić rzeczy, na które mam wpływ. Nie chciałbym być w jakiejś grupie, której nie mógłbym przewodzić, ponieważ znaczyłoby to, że mam kogoś słuchać – niezależnie czy się z tym zgadzam, czy nie.

Co tam jeszcze u mnie? Wiele rzeczy. Ostatnio prowadziłem zajęcia w Szkole Podstawowej. Mówiłem do Dzieci o niepełnosprawności. Było naprawdę super. Być może niedługo ukaże się o tym mój artykuł, z którego dowiecie się więcej.

Cały czas jeżdżę na treningi do rugbistów na wózkach, drużyny Diabły Łódź. Nawet poprowadziłem jedne zajęcia. Było to w środę, nie tę ostatnią, a poprzednią. Trener nie zdążył na pociąg. Próbowałem wczuć się w jego rolę. Jak mi to wyszło, nie mnie to oceniać, ale myślę, że było OK.

Działam w Oriflame. O tym także Wam nie mówiłem. Póki co – jako konsultant, ale planuję się rozwijać i wskakiwać na następne poziomy. Jeśli ktoś chce jakieś kosmetyki, zapraszam do mnie serdecznie. Jeśli ktoś chce być konsultantem, także zapraszam. Pisać na priv!

Kilka dni temu – w środę – spotkałem w autobusie znajomego, z którym studiowałem przez trzy lata. Teraz On jest na Uniwerku, ja zostałem w WSP. Zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem w Jego dłoni papierowe wydanie FRONDY. Zaskoczyło mnie to bardzo pozytywnie. Rozpoczęliśmy rozmowę, którą zakończyliśmy dopiero po ok. 20 minutach, gdy przyszła pora, by wysiadać. Prowadziliśmy zgodną dyskusję, bo jak się okazało, mamy bardzo podobne do siebie poglądy. To miłe, że są jeszcze w naszych czasach ludzie – inteligentni ludzie! – którzy nie karmią swojego intelektu tylko z Wyborczej i TVN. Ci ludzie to mniejszość, ale jak to już ktoś powiedział – głupich zawsze jest więcej. 

niedziela, 13 listopada 2011

Nocna Zmiana

Jeśli ktoś choć trochę interesuje się polityką, polecam film dokumentalny Jacka Kurskiego i Michała Balcerzeka – „Nocna zmiana”.  Mnie produkcja ta otworzyła nieco oczy. W filmie przedstawieni są z jednej strony ludzie, którzy chcieli ujawnienia wszystkich Tajnych Współpracowników komunistycznego systemu – natomiast w opozycji do nich stoją ci, którzy nie chcą, by te informacje trafiły do opinii publicznej. „Lustraci” nie chcieli rozliczać TW. Ich zamysł był taki, by osoby działające w systemie komunistycznym na publicznych stanowiskach, w Wolnej Polsce przestały pełnić funkcje publiczne. Jednak rząd Olszewskiego odwołano, a cała akcja się nie powiodła. Przeciw lustracji głosowali ludzie, którzy dziś mają się świetnie i dalej reprezentują nasz kraj. A nam wciąż się wmawia, że „Lustraci” to wielkie zło i ludzie zawistni. My – ogłupieni – wierzymy w to. 

środa, 21 września 2011

Też to lubię!

Na facebooku powstała nowa grupa filozoficzna, poruszająca tematy egzystencjalne, o nazwie Czy życie bez sexu miałoby sens? Seks pisany przez „x” – nic mi się nie pomyliło. Przez chwilę nawet zastanawiałem się, czy nie spytać o dołączenie do tej grupy, bo seks lubię – ten pisany przez „x” także – jak mało co. Ale zanim to zrobiłem, wszedłem na profil grupy, by zobaczyć, co tam się dzieje. Tak, z czystej ciekawości tam zajrzałem.

I co tam widzę? A tam piszą jacyś panowie w wąsach, że życie bez seksu to śmierć. Niby można się pośmiać, ale czytam dalej. Ktoś pisze, że życie bez seksu absolutnie nie miałoby sensu. Pod spodem pojawiają się coraz to nowe wpisy, które wyglądają podobnie.

Ktoś znowu pisze, że bez seksu nie byłoby życia, a przynajmniej tego bardziej rozwiniętego. W sumie gdyby nie było seksu, tego klasycznego między kobietą a mężczyzną – nie byłoby życia w ogóle. Oni odkryli Amerykę, proszę Państwa!

Wszystko byłoby OK. W sumie i tak wszystko jest OK., ale czemu ci ludzie tak się tam wczuwają. Zamiast wziąć się i zacząć seks uprawiać, piszą o tym, jaki on wyjątkowy. Ciekawe, ilu wśród nich prawiczków, wychwalających seks pod niebiosa?

Też jestem wielkim, ale to wielkim sympatykiem seksu, ale jaki cel mają te grupy? Ja zamiast o seksie gadać, wolę go uprawiać. W moim życiu skończył się etap, w którym byłem gawędziarzem o sprawach seksualnych. A na tej stronie udzielają się typowi gawędziarze. No cóż – to ich sprawa, niech sobie robią co chcą. Ale chyba im się nudzi – to moje zdanie.


Ludzie coraz mniej interesują się sprawami społecznymi. Takie wyciągam wnioski, gdy z nimi rozmawiam. Kiedy poruszam temat polityki – zaraz go ucinają. Podobnie jest, gdy zaczynam mówić o wierze, Bogu itp. Ludzie mówią mi wtedy, że o tych tematach się nie dyskutuje. To o czym? – pytam sam siebie.

Całe życie rozmawiać o pogodnie? Albo o problemach? O tym, jakie życie jest ciężkie? A kiedy porusza się tematy, które są ważne, mówić, że o tym się nie rozmawia, bo nie wypada?

Nie wypada rozmawiać o Bogu i o tym, co dobre, ale jak najbardziej wypada rozmawiać o smutku, biedzie i o nieszczęściach. Nie wypada rozmawiać o polityce, o tym, kto bardziej nadaje się według nas do rządzenia, a kto mniej – ale narzekać na ciężkie życie wypada, jak najbardziej.

Według mnie to dziwne, ale cóż. Ludzie tak żyją, ludzie tak myślą, większość ludzi właśnie tak patrzy na świat. Patrzy tak na świat, który wcześniej pokazuje im TV w przeróżnych programach i serialach, które pławią się w zakłamywaniu rzeczywistości. Ale ludzie i tak im wierzą. Dawno temu przestali wierzyć w Boga, ale wierzą mediom.

Ostatnimi czasy coraz modniejszy staje się ateizm. Guru twierdzą, że uświadomienie sobie, że Boga nie ma, oznacza wyzwolenie dla człowieka. Jeden z ateistycznych profesorów powiedział nawet, że tam gdzie jest Bóg – nie ma miejsca dla człowieka. Iście ograniczone myślenie. Zastanawia mnie to, że tacy ludzie stają się profesorami.

Jeśli ktoś nie wierzy w Boga – niech nie wierzy. I ja chętnie mogę porozmawiać z taką osobą, nie jest do dla mnie żaden problem. I być może nie będę lepszy w pojedynku na argumenty, bo jego będą trafniejsze i bardziej sensowne. Ale już trudniej mi zrozumieć osobę, która czuje się dyskryminowana z powodu tego, że jest ateistą. Nie rozumiem tego – kto go dyskryminuje? Prezydent, który mówi, że nasza cywilizacja to cywilizacja chrześcijańska? Czy ateiście przeszkadzają takie wypowiedzi? Albo to, że w sali szpitalnej wisi krzyż – czy to obraża ateistę? Naprawdę, wydaje mi się to śmieszne. To może w tych salach zdejmiemy krzyże, bo godzi to w ateistów, ale w teatrach zakażemy klaskania, bo ja czuję się przez to dyskryminowany – przecież klaskać nie mogę. Być może moje myślenie jest absurdalne, ale myślenie ateistów też takie mi się wydaje.


A na koniec świetny tekst z innego bloga:

Krocz swoją drogą, do wyznaczonego przez siebie celu. Niech twój cel będzie zgodny z wyznawanymi przez ciebie wartościami. Codziennie rano stawaj z myślą, że oto te chwile przybliżą cię do tego, kim chcesz się stać, do tego, co chcesz osiągnąć. Nie popadaj w marazm, nie poddawaj się złym myślom, nie wierz ludziom, którzy chcą dla ciebie źle. Nie słuchaj tych, którzy narzekają, trzymaj się tych, którzy są pełni wiary i ufności. Zrozum, że nie sam cel jest ważny, ale droga która do niego prowadzi. Radość z osiągniętego celu może trwać sekundy ale sam proces jego osiągania całe lata. To z tym procesem, tak na prawdę, przyjdzie ci żyć. Cel jest tylko środkiem, który ma pomóc stać ci się innym, lepszym człowiekiem. To twoja postawa, twoja wierność ideałom się liczy. Nie patrz na innych, bądź jak samotny okręt który przepływa oceany by dobić do swojego portu.

środa, 31 sierpnia 2011

Czas zacząć słuchać siebie


Widzę w Internecie informacje, że partia Marka Jurka oraz Korwin-Mikkego prawdopodobnie nie wystają w wyborach do Sejmu. Ile w tym prawdy, nie wiem, ale trochę na pewno. Czas pokaże, jak będzie. No, i może bardziej rzetelne informacje.

Niniejsze pojawiły się na niezalezna.pl. Widzę już komentarze pod wpisami o tych informacjach, że Niezależna zaczyna przypominać Wyborczą w swojej propagandzie. Dziś, kiedy biegałem, wpadło mi to właśnie do głowy, że czy to Donek czy Jaro – nieważne, obaj sieją swoją własną propagandę.

Czas zacząć słuchać siebie, o!

wtorek, 30 sierpnia 2011

10-ego września biegniemy do Warszawy


Idą wybory, a ja coraz mniejszą mam ochotę wgłębiać się w politykę. Czas zacząć robić coś, co pozwoli mi się rozwinąć bardziej, niż miałem okazję rozwinąć się do tej pory. Czas na poważne kroki i odważne decyzje – ale nie takie, o jakich mówią nam twarze na bilbordach.

10-ego września  biegniemy do Warszawy. Więcej informacji tutaj: http://www.wsp.lodz.pl/news-386.html. No, dziś tak krótko. Dobrej nocy! 

czwartek, 25 sierpnia 2011

Coś się kończy, coś zaczyna


Oni bezczelnie uśmiechają się do nas z plakatów, mówiąc: wybierz mnie, a będzie ci dobrze. Wybierz mnie, a coś ci dam. Wybierz mnie, a twoje życie stanie się piękne. I tak wybieramy ich. Wybieramy, a potem plujemy sobie w brodę. Nie zależnie która z czterech czołowych partii wygra wybory – i tak nic się nie zmienia. Czemu? Bo one wszystkie są do siebie bardzo podobne. Co nowego zaoferuje na Kaczyński albo Napieralski? Myślę, że nic. Jeden z nich może będzie doił obywateli trochę mniej, a drugi trochę więcej – poza tym nic się nie zmieni. Wszystko będzie powtarzało się dalej, ponieważ to ten system i ustrój nie są prawidłowe.

Ludzie, którzy mówią o zniesieniu niektórych podatków, o tym, by każdy obywatel oddawał państwu 10 % tego co zarobi, a nie jedną trzecią swoich dochodów – przedstawiani są w mediach jako oszołomy, wariaci i inni niezdrowi psychicznie. Dziś nie jest ważne to, co mówisz, ale to w jaki sposób mówisz, jak gestykulujesz i tym podobne. Zaczęła się kampania, czyli pojedynek na prezencje. Nie nabierajmy się po raz kolejny na to.

Szczerze powiem, że czuję, że zbliża się nowy etap naszej cywilizacji. Coraz więcej osób staje się świadoma, przebudzona, nie tylko duchowo, ale także społecznie. Co się zmieni, nie wiem, czas pokaże, ale czuję, że coś się kończy, a zaczyna coś nowego. 

środa, 24 sierpnia 2011

To chore - tak na zdrowy rozum


Poszedłem dziś kupić gazetę u Pana, którego bardzo polubiłem, a który sprzedaje prasę na Placu Wolności, w miejscu gdzie wchodzi się na ulicę Nowomiejską. Pierwszy raz spotkałem tego człowieka rok temu. Miałem wtedy szkolenia w budynku, pod którym owy Pan sprzedaje swoje gazetki. To właśnie u Niego po raz pierwszy w swoim życiu kupiłem „Gazetę Polską”.

Teraz, właśnie w tej chwili przypomniał mi się tamten okres. Czas szkoleń z grafiki komputerowej, na których poznałem wielu ciekawych ludzi. Najbardziej utkwi mi w pamięci kolega, dzięki któremu zmieniłem nieco swój pogląd na sprawy polityczne i społeczne. Znajomy ten był absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Bardzo lubił Maurycego Beniowskiego, o którym zawsze opowiadał  z pasją. Poza tym interesował się właśnie polityką.

Choć nie przesiąknąłem do cna Jego poglądami, kolega bardzo mi imponował, kiedy wchodził w dyskusję z innymi uczestnikami szkolenia, a najbardziej z samych prowadzącym. Zawsze kiedy zaczynała się batalia na argumenty reszta dyskutantów nie miała żadnych szans i było ewidentnie widać, że brak im nie tylko wiedzy, ale przede wszystkim poparcia swoich poglądów właśnie jakimiś argumentami.

Kolega fascynujący się Beniowskim zjadał ich wszystkich. Ja tylko słuchałem, nie włączałem się w dyskusję, podziwiałem kolegę. To właśnie dzięki Niemu otworzyłem trochę oczy na niektóre sprawy.

Dziś kiedy kupowałem „Uważam Rze” u znajomego sprzedawcy na Nowomiejskiej, przypomniały mi się tamte czasy. Był to miły okres. Jednak za chwilę ze wspomnień wyrwał mnie pewien pan, który trzeźwy nie był, a łysy na głowie kompletnie. Ale nie był to dresiarz czy ktoś w stylu dresiarza. Na nosie miał okulary typu „Leonki”, spodnie sporo przykrótkie, a wzrostem podobny był do Kwaśniewskiego, Wałęsy lub Kaczyńskiego, czyli mierzył nie więcej niż 170 cm.

To, że sam był pijany i wyglądał na żulka, nie przeszkadzała mu wcale, by przegonić – dość brutalnie, bijąc z pięści w mordę – kilku innych żulków. Kiedy ruszyłem w stronę przystanku tramwaju nr 43, on ruszył za mną. Nastawiony był dość bojowo. Pomyślałem, że, jeśli mnie zaatakuje, będę musiał się jakoś bronić, mimo tego, że moja noga jest kontuzjowana. Jak coś, dam radę, powiedziałem do siebie w duchu, po czym stanąłem i obróciłem się w stronę bojowego żulka. Ale on przeszedł obok mnie i poszedł dalej. To dobrze, pomyślałem, a zaraz potem przyjechał tramwaj.

Nie będę dalej streszczał dnia. Zaczynając robić ten wpis, myślałem o jednym, mianowicie o tym, by skomentować krótko jeden z tekstów, który przeczytałem dziś w „Uważam Rze”. Tekst traktował o m.in. chrześcijaństwie. Nie ważny jest jego tytuł i nazwisko autora, ale publicysta zauważył w swoim felietonie ciekawą rzecz. Mianowicie taką, że dziś chrześcijaństwo jest religią prześladowaną (sam autor nie użył chyba takiego określenia). Zauważmy jedno: kiedy Nergal na koncercie drze Biblię, część establishmentu bije Mu brawo. A pomyślmy, co by było, gdyby Nergal podarł Torę albo Koran. Antysemita, islamofob – takie określenia pojawiłyby się natychmiast. Teraz może być antychrześcijaninem, co dziś jest bardzo modne. Dziś być antychrześcijaninem to żaden powód do wstydu, a raczej do dumy. Ale kiedy ktoś tylko niechybnie wspomni coś o Żydach, uderzając w ich godność, zaraz podnoszą się krzyki. Tak na zdrowy rozum – czy to nie jest trochę chore? 

wtorek, 16 sierpnia 2011

Demo - piękny ustrój


Demokracja to piękny ustrój. Demokratycznie ukrzyżowano Jezusa. Demokratycznie do władzy wybrano Hitlera. Kto w ogóle powiedział, że większość ma rację? Nie, większość nie ma racji. Większość często się myli. Ktoś inteligentny z czysto egoistycznych pobudek może sterować tą większością. Zobaczmy, co się dzieje, kiedy są u nas wybory. Głosujcie na mnie, bo jestem fajny, dobrze się prezentuję i ładnie mówię. Tak bezmyślnie wybierana jest u nas władza.

Kto powiedział, że demokracja jest sprawiedliwa? Demokracja to rządy większości nad mniejszością. Żeby kierować Państwem, trzeba to umieć, mieć potrzebną do tego wiedzę. Czy większość ma taką wiedzę? Tak, ma, na pewno. Wiedzę zaczerpniętą z „Tańca z gwiazdami”, „X Factor”, „M jak Miłość” i tym podobnych… 

sobota, 6 sierpnia 2011

Andrzej Lepper - niech odpoczywa w pokoju!

Andrzej Lepper nie był politykiem z mojej bajki. Jednak miał coś w sobie, jakąś charyzmę, którą poruszał wielu ludzi. Szanuję Go za to. Wydaję mi się także, że nie umiał On udawać. Był szczery i spontaniczny. Takiego Go kojarzę z TV. Jeśli chodzi o nieprzyjemne sprawy, a raczej niechybne czyny, które miał rzekomo wykonywać na kobietach – to nie wierzę w to. Pamiętam Jego występ u Pana T. Lisa, który – tradycyjnie – próbował coś wkręcić swojej publiczności nt. Pana Leppera. Według mnie nie udało Mu się to wtedy, a linia obrony, którą przyjął Pan Andrzej, przemawiała do mnie jak najbardziej. Przypomniała mi się teraz wypowiedź Janusza Korwin-Mikkego, kiedy mówił o poszkodowanej owych niechybnych czynów. Były to słowa coś w stylu: jeśli kobieta podaje trzech ojców swojego dziecka i za każdym razem nie trafia… to… (tutaj był śmiech publiczności).

Panie Andrzeju, niech odpoczywa Pan w pokoju [*]

To wydarzenie to dla mnie kolejny dowód, że polityka to brudna sprawa…

piątek, 1 kwietnia 2011

Cytat z książki de Bono

Na zakończenie tego ciepłego, wiosennego dnia zamieszczam cytat z książki Edwarda de Bono – „Mieć piękny umysł”.

Postanowiłem nie wnikać w politykę już tak bardzo, jak to robiłem do tej pory. A jeśli nawet będę wnikał – nie będę już polityki tak zażarcie komentował. Choć cytat, który zamieszczam poniżej, o politykę zahacza. Robi to w bardzo wymowny sposób. Powiedzmy sobie szczerze, ale dzisiejsze wybory to plebiscyt…

Sokrates: Czy gdybyś wybierał najlepszego sportowca, wybrałbyś go przypadkowo? Gdybyś wybierał najlepszego nawigatora statku, czy wybierałbyś go przypadkowo?

Słuchacz: Oczywiście, że nie.

Sokrates: Dlaczego więc wybieramy naszych polityków przypadkowo (w ostatniej rundzie)?

Źródło: Edward de Bono – „Mieć piękny umysł”

wtorek, 8 lutego 2011

Dziś kilka słów o tym, że…

… wczoraj kupiłem „Uważam Rze” – nowy tygodnik wydawnictwa Presspublica. Jak zapowiadały osoby z pismem związane – „Uważam Rze” ma być – a raczej już jest – jedynym głosem konserwatywno-liberalnym w debacie publicznej.

No i fajnie, cieszę się, bo tego właśnie w debacie publicznej brakuje. Dziś większość czasopism dostępnych w naszych pięknych kioskach pisanych jest na „jedno kopyto”, a poglądy i opinie, którym hołdują, odchylone są na lewo. Co prawda, mamy też drugą stronę medalu, czyli opozycję dla tych czasopism. Ale opozycja świetnie atakuje – sama nie wnosząc nic nowego.

„Uważam Rze” może dobrze wpasować się w środek, tworząc pismo centroprawicowe. Powtarzam: mi naprawdę tego brakuję. Z czytania „Polityki” i „Wyborczej” wyrosłem. „Gazeta Polska” za bardzo odchylona jest w drugą stronę. „Uważam Rze” – no właśnie: uważam, że takie czasopismo jest BARDZO potrzebne.

Wczoraj kupiłem to pismo, o czym wspomniałem wyżej. Do dziś zdążyłem przeczytać trzy artykuły i kilka krótkich komentarzy. Powiem szczerze, że jestem mile zaskoczony. Pierwszy numer magazynu kosztował złotówkę i dziewięćdziesiąt groszy. Kolejne mają być droższe. Ale jeśli będą nadal tak ciekawe, jak pierwszy, będę też warte tych czterech złotych i pięćdziesięciu groszy. A tyle mają kosztować.

Dobra, bo jeszcze za bardzo wpadnę w pochwały . Potem okaże się, że kolejne numery będą „lipton”, a ja nadal będę ślepo zauroczony… Mam tylko nadzieję, że następne części świetnie wpiszą się w konwencję pierwszej! – i to by było na tyle w tym temacie.

Egzamin z DPP, który zdać miałem na ocenę bardzo dobrą, zdałem na ocenę dobrą. Ale jestem zadowolony. Bo, jak już pisałem w komentarzu na FB, PRW DSM (czyli ja) nie uczy się dla cyferek. Choć z jednej strony uczenie się dla cyferek jest dobre. A nawet bardzo dobre – jak cyferka, którą miałem dostać z egzaminu, lecz nie wyszło. Jeśli ma się same bardzo dobre cyferki – można starać się o stypendium naukowe. A, jak wiadomo, pieniędzy nigdy nie za dużo. A jeśli nawet – to można rozdać.

W tym roku, oczywiście, już nie dam rady starać się o takie stypendium. Ale w następnym – na studiach magisterskich – o takie stypendium zawalczę.

A w tej chwili czekam jeszcze na wyniki z jednego testu. Jeśli ów test zaliczę – sesję mogę uważać za skończoną, znaczy zaliczoną - także. Zdaję sobie sprawę, że popisałem na tym teście trochę głupot, czasem nie na temat – i mało merytorycznie. Ale, jak zawsze: wierzę, że zdam.