Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narzekanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narzekanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 kwietnia 2012

Każdy czasem upada

Każdy czasem upada. Tą myślą zacznę ten wpis. Upadki to rzecz normalna, choć są ponoć ludzie, którym się to nie zdarza. A może jest tak, że to, co dla jednego jest upadkiem, dla kogoś innego upadkiem nie jest.

Każdy czasem upada…

Mnie wczoraj zdarzył się upadek. Pierwszy raz tego typu upadek w życiu. Wchodząc do tramwaju, zawadziłem nogą o schodek i się przewróciłem. Stało się to nagle, z zaskoczenia, ale jeszcze szybsze od upadku było moje powstanie. Taki mały szok. Obok siedziała młodzież. Nie śmiali się. Chyba też byli w lekkim szoku. Potem tylko lekko się uśmiechnęli… kiedy przeprosiłem i powiedziałem, że się zapatrzyłem.

Takie upadki są dla nas lekcjami. To nauka, która mówi nam, byśmy nie czuli się za pewnie. Halo, obudź się, nie bądź taki pewny, bo, póki żyjesz, nie wiesz do końca, co może cię spotkać, choćbyś był nawet mężczyzną, znającym swoje przeznaczenie.

Takie upadki są także sprawdzianem tego, jak się po nich zachowamy. Czy wstaniemy i będziemy podążać dalej, jakby się nic wielkiego nie stało, czy może zachowamy się inaczej. Może zaczniemy rozpaczać. Może wspominać będziemy ten upadek jeszcze długo.

Upadki są to także chwile próby. To właśnie w takich chwilach wychodzi to, jacy jesteśmy. Mój wczorajszy upadek był tylko upadkiem w tramwaju, ale myślę, że miał on swoje głębsze znaczenie. Każdy czasem upada, ale nie każdy się podnosi. Ty bądź tym, który zawsze wstaje po upadku, by podążać dalej. Przed siebie. W stronę słońca. 

niedziela, 18 września 2011

Czemu?

Siadam do pisania. Dawno tego nie robiłem. Prawie już tydzień. Poza krótki notkami – zero. Dziś też pewnie nie zaskoczę nikogo, a na pewno nie zaskoczę sam siebie długością tego tekstu. Jakość jego też nie będzie wyjątkowa.

Siedziałem dziś ponad pół godziny na przystanku tramwajowym w Konstantynowie. Wracałem z imprezy dożynkowej, która odbywała się w tym mieście właśnie dziś. Na przystanku było sporo osób. U niektórych z nich widać było zniecierpliwienie. Tramwaj, który miał być pięć po osiemnastej, przyjechał za piętnaście dziewiętnasta.

Niedaleko mnie siedziały trzy kobiety. Jedna była bardzo młoda, młodsza jeszcze ode mnie, dwie trochę starsze. Niechcący słyszałem, o czym mówią. I przez chwilę nie odchodziłem, a słuchałem dalej.

Przez około 15 minut kobiety rozmawiały o chorobach. O tym, czego to naoglądały się w swoim życiu. Ilu cierpiących na oczy widziały. Gdyby te panie wyglądały jeszcze na mocno schorowane, to ok., ale tak nie było. W pewnym momencie nie chciało mi się tego słuchać i odszedłem.

Czemu ludzie nie rozmawiają o tym, co piękne? Czemu nie rozmawiają o zdrowiu i radości? Czemu nie mówią o tym, co im się w życiu udało? Czemu nie są dumni z tego, że są ludźmi? Czemu nie cieszą się z tego, co mają? Czemu nie widzą tego, co dobre i pozytywne? Czemu? – pytam. Przecież tak żyje się łatwiej, lepiej, przyjemniej. Czemu ludzie wolą by było trudniej i mniej przyjemniej?