O sporcie, rywalizacji i pokonywaniu barier w drodze do celu opowiada
Przemek Wieczorek (absolwent WSP i student studiów II stopnia): http://wsp.lodz.pl/news-508.html
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 3 grudnia 2013
wtorek, 26 czerwca 2012
Biegamy, biegamy!!
24
czerwca, w niedzielę, odbył się Happening Biegowy „Biegnę, więc jestem”, którego
głównym organizatorem był Roman Frank. Trasa biegu to Kwiatkowice-Łask – jak napisane
zostało na medalach, które otrzymali uczestnicy. Jednak w praktyce było trochę
inaczej, bo biegliśmy z Łasku do Kwiatkowic, ale o tym powiem jeszcze za chwilę.
Roman
zaprosił mnie na ten bieg kilka tygodni temu. W sobotę umówiłem się z Piotrem –
pracownikiem Wyższej Szkoły Pedagogicznej, a zarazem biegaczem, który we wrześniu
tego roku postanowił przebiec drugi raz swoim życiu maraton – że pojedziemy na bieg
razem, jego samochodem. I tak się właśnie stało. Piotrek zabrał ze sobą jeszcze
Żonę i Syna.
Kiedy
dojechaliśmy na miejsce, do Kwiatkowic, pod budynek Ochotniczej Straży
Pożarnej, czekało tam już kilkanaście osób. Za ok. 15 minut podjechał autobus,
w którego wsiedli wszyscy biegacze, a także osoby towarzyszące. Autobus zawiózł
nas do Łasku, gdzie był start biegu.
Trasa
biegu wynosiła ok. 17 kilometrów. Byli tacy, którzy twierdzili, że więcej. Ja
tam nie wiem. Zrobiłem swoje 10 kilometrów i zszedłem na odpoczynek do
autobusu, by dołączyć na ostatnie 4 kilometry. Tyle mi wystarczyło. Być może
mógłbym więcej, ale… No właśnie – ale!
Kiedy
dobiegliśmy na metę, przywitali nas oklaskami kibice, a także grająca orkiestra
strażacka. Potem był smaczny grill, a raczej kiełbaski, które się na nim upiekły.
Imprezę uważam, że bardzo udaną. Trochę żałuję, że nie mogłem być 23 czerwca na
biegu, który odbył się dla Diabeciaków, a którego organizatorem była łódzka
Straż Miejska.
Tak
a propos, to przeżywam jeszcze pielgrzymkę biegową z Łodzi do Studzienicznej. Dziś
dostałem na maila nowopowstały plakat z tej imprezy, który umieściłem na
początku wpisu. Myślę, że jest niezły, prawda?
czwartek, 31 maja 2012
V Łódzka Pielgrzymka Biegowa Straży Miejskiej z Łodzi do Studzienicznej - moja relacja
Wyruszyliśmy ok. godziny 11:00 z ulicy
Kilińskiego 81 spod budynku Straży Miejskiej. Kiedy dobiegliśmy do gmachu Urzędu
Miasta Łódź, który znajduje się na ulicy Piotrkowskiej 104, zastaliśmy tam
czekającą na nas Prezydent Łodzi. Komendant Straży
Miejskiej wręczył Pani Zdanowskiej kwiaty, ona życzyła nam powodzenia,
zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia. Teraz mogliśmy rozpocząć bieg.
Była to Pielgrzymka Biegowa Straży
Miejskiej z Łodzi do Studzienicznej leżącej w okolicach Augustowa. Mieliśmy do
pokonania ok. 520-tu kilometrów. Biegaczy, o ile dobrze
pamiętam, było razem 15-tu. 9-ciu Strażników Miejskich, 1 Strażak, 5-ciu biegaczy
ochotników, wśród których jedna osoba z niepełnosprawnością.
Zawodnicy
podzieleni zostali na pary (jedna trójka), a każda z nich pokonywała kolejno po
10 kilometrów, także na końcu każdy z biegaczy – z jednym wyjątkiem – przebiegł
ponad 70 kilometrów.
Biegliśmy bez przerwy. Trzy niecałe
dni i dwie noce. Czasem nie było lekko. Dokuczały kontuzje. W
ciągu dnia doskwierało słońce, które – mimo wszystko – było dla nas i tak dosyć
łaskawe. Noce były zimne. Niezbędna była solidna rozgrzewka, by przywrócić
mięśnie do stanu używalności.
Kiedy jedna para biegła, reszta ekipy
odpoczywała. W dzień można było położyć się wygodnie gdzieś na wiejskiej
polanie, nocą pozostawał samochód – choć byli odważni, którzy spali w śpiworach,
pod niebem pełnym gwiazd. Tym, którzy wybrali jednak samochód,
pozostawał sen, a raczej półsen na siedząco – co więksi szczęśliwcy mogli spać
półleżąc.
Z Łodzi wybiegliśmy w czwartek. Na
miejscu byliśmy w sobotę ok. południa. Ostatnie 3 kilometry
sztafety przebiegliśmy wszyscy. Nie tylko biegacze, ale także reszta ekipy,
która była z nami – organizatorzy, pomocnicy, opiekunowie, ludzie
odpowiedzialni za kuchnie.
Na miejscu przywitali nas ludzie
uczestniczący w pielgrzymce do Studzienicznej. Ksiądz biskup Jerzy Mazur wręczył
nam medale. Na twarzach większości biegaczy widać było wzruszenie, niektórym
popłynęły łzy radości z oczu.
Potem, o godzinie 17:00, odbyła się
msza dziękczynna, w której uczestniczyliśmy. O godzinie 19:30
rozpoczął się grill trwający do późnych godzin nocnych. Do Łodzi wyruszyliśmy w
niedzielę przed południem, na miejsce dojechaliśmy wieczorem.
Mój Komentarz:
Ta pielgrzymka była jedną z najpiękniejszych rzeczy, jaka przytrafiła mi się w
życiu. Poznałem podczas niej wielu wspaniałych ludzi, dzięki którym wzbogaciłem
swoje mentalne, psychiczne, duchowe, ale też fizyczne życie. Byli tu biegacze,
którzy zaliczyli w swoim życiu wiele maratonów, a dla niektórych z nich maraton
(42,195 km) to dopiero rozgrzewka. Pan Tadeusz, którego dane mi było poznać na
tej pielgrzymce biegowej, przebiegł w swoim życiu 2 razy Spartathlon, czyli
bieg o długości 246 kilometrów, odbywający się z Aten do Sparty. Nie
wystarczyłoby mi atramentu w piórze, gdybym miał wymieniać każdą osobliwość,
którą tu spotkałem, a tylko dodam, iż każda z nich pozytywnie wpłynęła na mnie
i na moje życie. Jestem z siebie dumny i dziękuję wszystkim uczestnikom i
organizatorom pielgrzymki, to dzięki Wam udało mi się przebiec 6 razy po 5
kilometrów, jedną całą „dychę” w niezłym czasie, oraz dwa krótkie dystanse na
starcie i mecie – razem ponad 45 kilometrów. To niezwykle piękne uczucie, kiedy pokonuje się swoje ograniczenia.
Dziękuję!! Było ekstra!! Już nie mogę się doczekać pielgrzymki za rok –
obiecałem i zobowiązałem się, że będę robił same „dyszki”.
środa, 23 maja 2012
Sztafeta z okazji Dnia Matki
Prawie
rok temu, w czerwcu, Warszawa była nasza. W tym roku, już jutro, ruszamy na
Mazury. Tym razem nie z Wyższą Szkołą Pedagogiczną, a ze Strażą Miejską w Łodzi.
Ok. 520-to kilometrowa sztafeta, która rozpocznie się 24 maja rano, a zakończy 26
maja – w Dzień Matki. Wysiłek będzie spory, ale nagroda – satysfakcja – jeszcze
większa. Więcej informacji na temat sztafety tutaj: http://archidiecezja.lodz.pl/new/?news_id=13ad287bd77b86cfb925e2a0b771510f
piątek, 18 maja 2012
Dla Sportu Marsz
Dla Sportu Maszeruję. W tym
zwrocie stylistyka kuleje bardzo. Ale pasuje ten zwrot na rozwinięcie skrótu
DSM. Pomysł, aby właśnie tak rozwinąć ten skrót, wpadł mi dziś do głowy ok.
godziny temu, kiedy biegałem, przeplatając bieg marszem. Szedłem asfaltem, aż
tu nagle zatrzymał się obok mnie samochód, w którym siedziało trzech moich znajomych.
Spytali się mnie, czy idę konkretnie w jakieś miejsce, czy może maszeruję dla
sportu. Dla Sportu Maszeruję – odpowiedziałem.
Trzy zdjęcia
piątek, 13 kwietnia 2012
W ramach treningu, dla sportu
Dziś krótki wpis. Taki na koniec tego pięknego dnia. 13-ty piątek minął bardzo pozytywnie. Choć średnio aktywnie. To fakt, trochę pobiegałem i czuję, że wychodzi mi to coraz lepiej – widzę u siebie postępy. Na majową sztafetę formę będę miał jeszcze lepszą. Wiem, że nie będzie łatwo. Biegniemy na Mazury. Na pewno widoki będą piękne.
Dziękuję wszystkim za życzenia z okazji imienin. Tak, dzisiaj Przemysława. Wpadł mi dziś do głowy pomysł, by sprawdzić, kiedy jest Rafała i kiedy Gabriela – wstyd się przyznać, ale tego nie wiem. Jeszcze przydałoby się mi jedno imię. Michał – tak dla dopełnienia. Wiem, to trochę szalone, ale cóż… Szalony też trochę jestem!
Od dziś wprowadziłem w czyn postanowienie, którego będę się trzymał. Wytrwałość i konsekwencja będą mi bardzo potrzebne. Ale czuję, a nawet wiem to, że dam radę. Chociaż zdaję sobie z tego sprawę, że może nie być łatwo. Ale to dobrze. Powiem szczerze: nieco pociąga mnie to, co trudne.
Dzisiejszy dzień zaliczam do udanych – i proszę mi wybaczyć, że znów leję wodę, ale piszę to, co myślę, a ten niedługi wpis to kolejny z tych w ramach małego treningu. Ot, dla sportu. Pozdrawiam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





