Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bóg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bóg. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 maja 2012

V Łódzka Pielgrzymka Biegowa Straży Miejskiej z Łodzi do Studzienicznej - moja relacja


Wyruszyliśmy ok. godziny 11:00 z ulicy Kilińskiego 81 spod budynku Straży Miejskiej. Kiedy dobiegliśmy do gmachu Urzędu Miasta Łódź, który znajduje się na ulicy Piotrkowskiej 104, zastaliśmy tam czekającą na nas Prezydent Łodzi. Komendant Straży Miejskiej wręczył Pani Zdanowskiej kwiaty, ona życzyła nam powodzenia, zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia. Teraz mogliśmy rozpocząć bieg.

Była to Pielgrzymka Biegowa Straży Miejskiej z Łodzi do Studzienicznej leżącej w okolicach Augustowa. Mieliśmy do pokonania ok. 520-tu kilometrów. Biegaczy, o ile dobrze pamiętam, było razem 15-tu. 9-ciu Strażników Miejskich, 1 Strażak, 5-ciu biegaczy ochotników, wśród których jedna osoba z niepełnosprawnością.

Zawodnicy podzieleni zostali na pary (jedna trójka), a każda z nich pokonywała kolejno po 10 kilometrów, także na końcu każdy z biegaczy – z jednym wyjątkiem – przebiegł ponad 70 kilometrów.

Biegliśmy bez przerwy. Trzy niecałe dni i dwie noce. Czasem nie było lekko. Dokuczały kontuzje. W ciągu dnia doskwierało słońce, które – mimo wszystko – było dla nas i tak dosyć łaskawe. Noce były zimne. Niezbędna była solidna rozgrzewka, by przywrócić mięśnie do stanu używalności.

Kiedy jedna para biegła, reszta ekipy odpoczywała. W dzień można było położyć się wygodnie gdzieś na wiejskiej polanie, nocą pozostawał samochód – choć byli odważni, którzy spali w śpiworach, pod niebem pełnym gwiazd. Tym, którzy wybrali jednak samochód, pozostawał sen, a raczej półsen na siedząco – co więksi szczęśliwcy mogli spać półleżąc.

Z Łodzi wybiegliśmy w czwartek. Na miejscu byliśmy w sobotę ok. południa. Ostatnie 3 kilometry sztafety przebiegliśmy wszyscy. Nie tylko biegacze, ale także reszta ekipy, która była z nami – organizatorzy, pomocnicy, opiekunowie, ludzie odpowiedzialni za kuchnie.

Na miejscu przywitali nas ludzie uczestniczący w pielgrzymce do Studzienicznej. Ksiądz biskup Jerzy Mazur wręczył nam medale. Na twarzach większości biegaczy widać było wzruszenie, niektórym popłynęły łzy radości z oczu.

Potem, o godzinie 17:00, odbyła się msza dziękczynna, w której uczestniczyliśmy. O godzinie 19:30 rozpoczął się grill trwający do późnych godzin nocnych. Do Łodzi wyruszyliśmy w niedzielę przed południem, na miejsce dojechaliśmy wieczorem.

Mój Komentarz: Ta pielgrzymka była jedną z najpiękniejszych rzeczy, jaka przytrafiła mi się w życiu. Poznałem podczas niej wielu wspaniałych ludzi, dzięki którym wzbogaciłem swoje mentalne, psychiczne, duchowe, ale też fizyczne życie. Byli tu biegacze, którzy zaliczyli w swoim życiu wiele maratonów, a dla niektórych z nich maraton (42,195 km) to dopiero rozgrzewka. Pan Tadeusz, którego dane mi było poznać na tej pielgrzymce biegowej, przebiegł w swoim życiu 2 razy Spartathlon, czyli bieg o długości 246 kilometrów, odbywający się z Aten do Sparty. Nie wystarczyłoby mi atramentu w piórze, gdybym miał wymieniać każdą osobliwość, którą tu spotkałem, a tylko dodam, iż każda z nich pozytywnie wpłynęła na mnie i na moje życie. Jestem z siebie dumny i dziękuję wszystkim uczestnikom i organizatorom pielgrzymki, to dzięki Wam udało mi się przebiec 6 razy po 5 kilometrów, jedną całą „dychę” w niezłym czasie, oraz dwa krótkie dystanse na starcie i mecie – razem ponad 45 kilometrów. To niezwykle piękne uczucie, kiedy pokonuje się swoje ograniczenia. Dziękuję!! Było ekstra!! Już nie mogę się doczekać pielgrzymki za rok – obiecałem i zobowiązałem się, że będę robił same „dyszki”.




poniedziałek, 23 kwietnia 2012

J.W.Goethe - trzy cytaty na dobranoc



Nie trzeba pisać wierszy ani sztuk teatralnych, żeby być twórcą: istnieje również twórczość czynów, która niejednokrotnie stoi znacznie wyżej.

Biorąc pod uwagę wszystkie akty tworzenia, odkrywa się jedną elementarną prawdę: gdy się czemuś prawdziwie poświęcamy, wspiera nas opatrzność.

Cokolwiek zamierzasz zrobić, o czymkolwiek marzysz, zacznij działać. Śmiałość zawiera w sobie geniusz, siłę i magię.

— Johann Wolfgang Goethe

czwartek, 5 kwietnia 2012

List DSM-a

Musisz być wytrwały. Nie poddawać się, walczyć. Zawsze do końca. Znaczy do skutku. Bądź świadom, że upadniesz nie jeden raz. Nie jeden raz się przewrócisz. Nie raz poczujesz, że masz już dosyć. Przyjdzie Ci do głowy myśl, żeby odpuścić. Ale to właśnie w takich chwilach sprawdzasz swój charakter. To chwile próby, które daje nam Bóg, byśmy mogli wyjść z nich zwycięsko. Lub się poddać, odpuścić sobie. Wybór należy do nas. Wytrwałość będzie wynagrodzona. Nie od razu, ale bądź cierpliwy.

Nie raz na swojej drodze spotkasz ludzi, którzy za wszelką cenę chcieli będą przyciąć Ci skrzydła, ponieważ stwierdzili, że latasz za wysoko. Nie podoba im się to. Twój optymizm i wiara w siebie nie jest im mile widziana. Być może znajdą się wśród nich tacy, którzy intencje będą mieć dobre, szczere. Ale uważaj na nich, bądź czujny. Musisz być silny, by im nie ulec. Ponieważ łatwo przychodzi im burzenie czyjś marzeń. Uważaj, by nie zniszczyli Twoich.

Bądź wielki w rzeczach małych, a kiedy przyjdzie rzecz wielka, w niej także będziesz wielki. Miej marzenia, spełniaj je. Rozwijaj się, pracuj nad sobą. Nie raz przyjdzie do Ciebie strach. Ale kiedy go dobrze poznasz, stwierdzisz, że ma on wielkie oczy. Często będziesz bał się rzeczy, których nie ma. Bądź tego świadom.

Ciesz się każdą chwilą. Dziękuj Bogu za każdy dzień. Proś o rzeczy wielkie, a jeśli będziesz wierzył – otrzymasz to, o co poprosisz. Bądź świadom tego, że często nasze prośby nie są spełniane dosłownie, czasem przychodzą w innej postaci. Uważaj też na to, o co prosisz.

Kiedy przyjdą do Ciebie gorsze chwile, nie przejmuj się zbytnio. Patrz w przód, tam, gdzie Twój cel. To sztuka być w jak najlepszej formie, kiedy okoliczności nie są nam miłe, kiedy nam nie sprzyjają. To kolejne chwile próby, które musisz przejść zwycięsko. I pamiętaj, że w każdej porażce jest ziarnko sukcesu.

Mam dla Ciebie jeszcze sporo rad. Jeszcze wiele chcę Ci powiedzieć. Ale na dziś wystarczy. Do zobaczenia wkrótce. Pozwodzenia!!

Podpisano: DSM do Przemka

niedziela, 11 marca 2012

X Przykazań Bożych i praktyczna religijność

To chyba powiedział Anthony de Mello. Religijność to bardzo praktyczna rzecz. A więc myśląc o religii, nie myśl tylko o czymś mistycznym, nieuchwytnym, pozaziemskim. Myśląc o kościele, nie myśl, że kościoły są tylko takim miejscem, w którym ludzie spotykają się po to, by modlić się do czegoś, czego nie ma, czego nie widać, co nie istnieje. Oczywiście: wierzę w Boga i w to, że On jest, istnieje, ale teraz o tym pisać nie będę. Zrobię to jeszcze nie raz przy innej okazji.

Dziś w kościele ksiądz mówił o czymś, o czym myślę często. Mianowicie o praktyczności religii. Proboszcz wziął na tapetę X Przykazań Bożych. Trzy pierwsze z nich dotyczą Boga, ale już następne mówią bezpośrednio o życiu doczesnym i taktują o stosunkach między ludzkich. 4 – czcij ojca swego i matkę swoją, 5 – nie zabijaj, 6 – nie cudzołóż, 7 – nie kradnij, 8 – nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu, 9 – nie pożądaj żony bliźniego swego, 10 – ani żadnej rzeczy która jego jest. Przestrzegając każdego z osobna z tych przykazań, człowiekowi żyje się lepiej, łatwiej, ale też przyjemniej. Choć wymaga to od człowieka samodyscypliny i samokontroli, przyjemność i satysfakcja jest tu rzeczą nieuniknioną, ponieważ świadomość kontroli samego siebie dostarcza samych pozytywnych odczuć. To, że żyje się łatwiej i lepiej – to także rzecz oczywista. Nie mówię tu o łatwości beztroskiego życia… Człowiek by postępować zgodnie z X Przykazaniami Bożymi musi, rzecz jasna, wyrobić w sobie takie cechy charakteru, które będą go w tym wspierać. To zawsze wiąże się z pracą nad sobą. Często z wyrzeczeniami. Ale kto powiedział, że takie życie nie może być łatwe, lepsze i przyjemne?

Spróbujmy złamać któreś z tych przykazań. Czy przyniesie nam to coś dobrego? Krótko patrząc, czasem na pewno tak, ale patrząc szerzej, bardziej odlegle – nie. Wystarczy przeanalizować każde z tych przykazań – po kolei. Czy ktoś z Czytelników wyciąga inne wnioski i uważa, że przykazania można łamać lub je omijać i przyniesie nam to korzyści? Jeśli tak, proszę o komentarze. 

poniedziałek, 5 marca 2012

Nie-boska hipokryzja

„Boże, dlaczego?” – krzyczały dziś tytułu gazet. Redaktorzy retorycznie pytali Stwórcę, czemu zdarzyła się kolejna tragedia, w której zginęło tylu ludzi. Mowa tu o zderzeniu dwóch pociągów. Więcej na temat tego wydarzenia wiem niewiele, nie interesowałem się tym. Ten krótki wpis czynię z powodu tych dziwacznych tytułów. Czy to Bóg spowodował ten tragiczny wypadek, czy raczej, mówiąc delikatnie, nieuwaga ludzi? No właśnie! To czemu znów odwołujemy się do Stwórcy?! Hipokryzja…? A może brak siły, by wziąć odpowiedzialność za swoje czyny…? 

sobota, 3 marca 2012

Świat Rafaela – cz. II (Prezent od nieznajomego)

Mężczyzna ponownie zajął miejsce w niskim fotelu. Spojrzał na ekran monitora. Zapisał już kilka wordowskich stron. Telefon, który dzwonił chwilę temu, sprawił, że opuściło go natchnienie. Zamknął powieki. Wykonał kilka głębokich wdechów, za każdym razem długo wypuszczając powietrze z płuc – to zawsze działało. Otworzył oczy i zaczął pisać.

Ponownie sobie przypomniał spotkanie pod kościołem. Nieznajomy mężczyzna w brudnym garniturze i kapeluszu, z którego gołębie zrobiły sobie WC.

- Pamiętaj, chłopcze, nigdy nie głosuj na Jarkaczafiego. Nie słuchaj Radia Padre Fizyko, nie oglądaj telewizji Kram. O, i jeszcze jedno – nie czytaj Obcego Dziennika. To wszystko faszyści.
- Tak pan myśli? – spytał Rafael.
- A owszem, tak myślę, bo tak właśnie jest!
- To na kogo mam głosować, kiedy będą wybory?
- Jak to na kogo! Jak to? To ty nie wiesz? – nieznajomy mężczyzna wydawał się być naprawdę zdziwiony. – Oczywiście, że na Tego Co Spalił Płot.

Ten Co Spalił Płot znany był jako polityk, który odbijał bardziej na lewo niż sam Sojusz Lewych Dochodów. Ten Co Spalił Płot założył nawet swoją partię – Ruch Spalonego Płotu. Znienawidzony przez wspomnianego Jarkaczafiego i jego faszystowskie ugrupowanie Populizm i Socjalizm, nie pozostawał dłużny i również odpłacał im pięknym za nadobne.  

Takie rzeczy opowiadał pod kościołem nieznajomy mężczyzna Rafaelowi. Ten, nadal paląc papierosa, a po każdym zaciągnięciu kaszląc i krztusząc się, słuchał tych dywagacji z nieudawanym zainteresowaniem. Zresztą: Rafael był to typ człowieka, który udawać nie umiał. Kiedy go coś nie interesowało, dawał tego znaki. Lub po prostu mówił to wprost.


Nieznajomy kontynuował:
- Dziwię się też tobie… Jak ty właściwie, chłopcze, masz na imię? – spytał.
- Rafael – odpowiedział.
- A więc dziwię się tobie, Rafale…
- Rafael, a nie Rafał, proszę pana.
- A więc, Kafael – Rafael postanowił już go nie poprawiać – dziwię się tobie, że ty, taki młody, piękny i z pewnością inteligentny, co da się wyczuć na odległość, mężczyzna chodzi do takich miejsc jak to – tutaj nieznajomy wskazał ręką na kościół.
- A czemu miałbym tu nie chodzić? – zdziwił się młody mężczyzna.
- Czyli wierzysz w Boga? – spytał człowiek w kapeluszu.
- Tak, wierzę.
- Znasz jakieś dowody na Jego istnienie? – nieznajomy drążył temat. – Jeśli tak, to proszę, słucham, powiedz mi o nich. Też chciałbym je poznać. To może być ciekawe. No, chłopcze, na co czekasz! – Rafael poczuł konsternację. Zmieszał się. Czerwień wystąpiła na jego twarz. Myślał. Dowody na istnienie Boga? Nigdy się nad tym nie zastanawiał. Dla niego Bóg istniał i już. Nieznajomy zaczął się głośno śmiać. Pod kościołem nie było już nikogo. Zostali tylko we dwoje.


- Chłopcze, nie bądź głupi jakżeś mądry! Boga nie ma i nigdy nie było.
Mężczyzna w kapeluszu zaczął grzebać ręką pod marynarką. Po chwili wyciągnął stamtąd książkę i wręczył ją Rafaelowi.
- Proszę, Rafale – młody mężczyzna nadal go nie poprawiał. Wziął książkę i spojrzał na tytuł – „Tako rzecze Zaratustra” Fryderyk Nietzsche. – Przeczytaj sobie. A kiedy skończysz, proszę o zwrot – nieznajomy podał chłopakowi pogiętą kartkę z naskrobanymi, jakby kura pazurem, krzywymi literami – tutaj mnie znajdziesz. A teraz leć do domu, bo już czas. Aha! Jeszcze jedno. Nazywam się Ten Którego Imienia Się Nie Wymawia – nieznajomy mężczyzna się zaśmiał, a Rafaelowi po plecach przeszły ciarki. – Ale nie bój się mnie: nie taki diabeł straszny… - Ten Którego Imienia Się Nie Wymawia śmiał się nadal. – I jeszcze jedno: kiedy przekroczysz próg domu, pamiętaj, nie zapominaj o tym, by przywitać domowników pozdrowieniem – Niech będzie pochwalony… - Rafael spojrzał na książkę. Kiedy podniósł głowę, Tego Którego Imienia Się Nie Wymawia już nie było.

Młody pisarz znów przerwał pisanie. Spojrzał na półkę, która wisiała nad komputerem. Szybko znalazł wzrokiem „Tako rzecze Zaratustra” Fryderyka Nietzschego. Znów w myślach powróciła przygoda, która nie skończyła się tamtej niedzieli. To był dopiero początek. Przypomniał sobie dzień, kiedy poszedł zwrócić pożyczoną rzecz. Sprawy potoczyły się zgoła inaczej, niż sobie to wtedy wyobrażał. Teraz ściągnął z półki książkę Nietzschego. Chwilę się zastanowił. A może powinienem przeczytać ją raz jeszcze? E tam, to publikacja dobra dla lewaków, a ja nim nie jestem. „Bóg umarł” – jak głosił Fryderyk Nietzsche, ale to na grobie filozofa ponoć napisać miano: „Nietzsche nie żyje” – Bóg.


poniedziałek, 14 listopada 2011

niedziela, 13 listopada 2011

Tylko to, co najlepsze

Spotykam na ulicy znajomą. Pytam się, co u niej. „Stara bieda” – odpowiada.  „Czemu?” – drążę przez chwilę temat. „Spytaj Tego na górze” – mówi dziewczyna. Porzucam tę rozmowę, bo wiem, że nie jest warta kontynuowania –nic z niej nie wyniknie, a ja sam wolę rozmawiać o tym co przyjemne (no, chyba że tematem jest polityka). I tylko myślę sobie: To dziwne, że ludzie nie potrafią wziąć odpowiedzialności za swoje życie.

Spotykam kolejną znajomą. Tym razem w busie. „Gdzie jedziesz?” – znów pytam. Ona odpowiada: „Do pracy. Niestety.” To zastanawiające. Jest tylu ludzi nie mających pracy. Mimo tego, że chcą pracować, nie potrafią znaleźć zatrudnienia. Oni oddaliby sporo, by móc pracować, zarabiać pieniądze, a tu ktoś narzeka, że musi.

Tego samego dnia, już wieczorem, spotykam znajomego. I znów zadaję pytanie: „Wracasz z pracy?”, a on odpowiada: „Tak, niestety.”. Hm, a ja czegoś nie rozumiem. Do pracy – niestety, z pracy – niestety. Tym razem pytam sam siebie: „Czy ludzie potrafią się z czegoś cieszyć?”

W życiu nie zawsze jest tak, jakbyśmy chcieli, ale czy to powód do tego, by na życie narzekać? Czy nie lepiej skupić się na tym, co mamy? Kiedy myślimy o zyskach – materialnych, psychicznych, duchowych – przyciągamy do siebie kolejne zyski. Natomiast gdy wciąż widzimy tylko to, co niedobre, negatywne – to także przyciągamy do siebie. Dobro przyciąga dobro, zło przyciąga zło. Dostatek przyciąga dostatek, bieda przyciąga biedę.

Od kilku lat potrafię się cieszyć z tego co mam. Spodziewam się od życia tylko tego, co najlepsze. I każdego dnia to dostaję, choć w różnych postaciach. A kiedy przychodzą gorsze chwile, pamiętam o tym, że są one jak chmury na niebie. Wreszcie przemijają, odchodzą, a słońce jest tam zawsze – nawet kiedy zasłaniają je chmury. 

poniedziałek, 7 listopada 2011

Bóg i Logika

W sobotę na wykładzie z Logiki poruszyliśmy przez chwilę sprawę paradoksów logicznych. Powiedziałem o moim ulubionym – jednym z niewielu, jaki znam. Oto on:
Zdanie na dole jest Prawdziwe
Zdanie na górze jest Fałszywe

Potem przypomniał mi się kolejny przykład. Usłyszałem go od pewnego młodzieńca, którego poznałem w busie. Brzmi on mniej więcej tak:
Pewien Warszawiak twierdzi, że żaden Warszawiak nigdy nie mówi prawdy.
Być może trochę ten przykład przeinaczyłem, ale sens jego jest chyba jasny.

Wreszcie przyszedł czas na mój ulubiony przykład. Czy jest to paradoks, czy nie – nie wiem, ale na pewno daje nam trochę do myślenia.
Jeśli Bóg jest wszechmocny i wszechmogący – to czy potrafi stworzyć taki kamień, którego On sam nie podniesie?
Oczywiście wszechmoc Boga pewnie nie mieści się w ramach logiki. Jednak dziś, kiedy biegałem, wpadła mi do głowy odpowiedź na to pytanie.
Uważam, że Bóg potrafi stworzyć taki kamień, ale kiedy by to zrobił – przestałby być wszechmocny i wszechmogący. Dlatego też nigdy tego nie uczyni. Bo niby po co?  
Może też być tak, że Bóg potrafi stworzyć taki kamień, ale też w każdej chwili potrafi go odczarować, by znów przybrał swoją wcześniejszą postać.

czwartek, 6 października 2011

Ja, dziecko Boże

Jestem dzieckiem Bożym. Jako dziecko Boże, stworzone na obraz Boga i Jego podobieństwo – chcę się rozwijać, by stawać się coraz lepszym człowiekiem, coraz bardziej podobnym Bogu. Podobnym Bogu nie po to, by zająć Jego miejsce, lecz po to, by być Niego coraz bliżej. Zauważyłem jedną bardzo ważną rzecz, mianowicie: jeśli postępuję w sposób miły Bogu – a wiem i czuję, kiedy to robię – Bóg mnie za to wynagradza, a w moim życiu układa mi się pomyślnie. 

niedziela, 2 października 2011

Wierzę w te wartości

Co prawda nie przeczytałem jeszcze całego Pisma Świętego (jestem w trakcie lektury), ale kojarzę Jego niektóre fragmenty, szczególnie te z Nowego Testamentu, traktujące o wierze.

Pamiętam, że kiedy Jezus uzdrawiał, mówił, że to nie On, Jezus Chrystus, uzdrowił schorowanego, a mocna, silna wiara tejże osoby. Twierdził także Jezus, że silna wiara potrafi przenosić góry.

Dzieje nam się według naszej wiary – to prawidło stare niemal jak świat. Sprawdza się ono doskonale w naszym codziennym życiu. Nie wiem, czy Wy to także u siebie zauważyliście, ale ja, kiedy uwierzę w coś mocno, to to coś staje się dla mnie rzeczywistością.

A w co wierzę? Oto jest pytanie! Spróbuję, przynajmniej po części, na nie odpowiedzieć. Wymienię kilka najważniejszych WAROŚCI, w które wierzę.

Po pierwsze: Wierzę w Boga. Wierzę w to, że On istnieje. Od urodzenia, a właściwie to od chrztu – jestem Katolikiem. Nie twierdzę jednak, że ta doktryna religijna jest jedyną prawdziwą. Są ludzie – chrześcijanie, mówiący, że KRK to dzieło samego Szatana. Czytałem niektóre argumenty za tym przemawiające. To zastanawiające i zajmujące, chociażby dlatego, że – prawdopodobnie – największy na świecie, należący do Watykanu, teleskop nazywa się Lucifer-1. No, ale Lucyfer znaczy ponoć „niosący światło”, więc co w tym złego? Powiem szczerze, że sam nie wiem, co o tym myśleć. Jednak to nie jedyna tajemnicza sprawa związana z KRK. Ale, wracając do mej wiary – powtórzę: wierzę w Boga. W Boga, a nie w Kościół.

Chyba jakoś musieliśmy powstać. Nawet jeśli początkiem był Wielki Wybuch, to co było przed nim – nic? Jak nie było nic – to skąd Wielki Wybuch? A może – i w to wierzę – od zawsze istnieje Stwórca, który powołał nas do życia? Tym Stwórcą jest Bóg, który jest wszechmogący, wieczny i nieśmiertelny.

Wiem, że część postępowych inteligentów stwierdzi, żem naiwny, bo wierzę w takie bajki. Jak to niektórzy ateiści mówią: „nie wierzę w Boga, bo nie wierzę w krasnoludki”. No, OK., ale w coś i tak muszą wierzyć. Nie wierzą w nic tylko nihiliści, a ateista i nihilista to nie to samo.

To, że wierzą w człowieka – wiem. Tyle że dla większości z nich człowiek jest tylko przedłużeniem formy zwierzęcia. Raczej takie myślenie jest dla mnie śmieszne i to właśnie je schowałbym między bajki. A czy Wielki Wybuch nie ma w sobie cech bajecznych?

Mógłbym pisać o tym bardzo długo. Mógłbym mówić o swojej wierze w Boga bez końca. I nie jest prawdą to, co powiedział słynny ateista Andrzej Nowicki, że tam gdzie jest Bóg, nie ma miejsca dla człowieka. Właśnie tam, gdzie jest Bóg, tam człowiek i tam jego człowieczeństwo stają się pełniejsze. A tam, gdzie Boga nie ma, człowiek skłania się ku zezwierzęceniu.

Po drugie: Wierzę w siebie. Bóg stworzył mnie na swoje podobieństwo, dlatego też kocham siebie i szanuję, bo wiem, że jestem do Boga podobny. Bóg jest doskonały, a ja, jako człowiek, stworzony na Jego obraz – idę w stronę doskonałości. Dążę w stronę doskonałości, stając się z każdą chwilą coraz lepszy. Pracuję nad sobą, by się rozwijać, by czynić postęp. Potrzebna jest do tego mocna wiara w siebie. Potrzebna jest siła, którą mam – właśnie dzięki tej wierze.

O tym także mógłbym mówić i pisać bez końca. Być człowiekiem to rzecz piękna. Człowieczeństwo to rzecz wzniosła.

Po trzecie: Wierzę w to, że jestem nieśmiertelny. Że byłem tu i będę na zawsze. Że trwałem i trwać będę nadal, aż po ostatni dzień – jeśli w ogóle on kiedyś nastąpi. Wierzę także w świat i ludzi. Wierzę w miłość, dobro i piękno. Wierzę, że jeśli postępować będę w zgodzie z samym sobą i z tym, co we mnie najlepsze i najpiękniejsze – wszystko w moim życiu będzie układać się według moich pozytywnych myśli.

Na koniec powiem, że choć życie traktuję po części jako misję i chcę przeżyć je jak najlepiej tylko potrafię – wiem, że jest ono największą i najpiękniejszą przygodą, jaka mogła mi się przytrafić. No – w to też wierzę! Całym sobą! 

sobota, 24 września 2011

Lubię biegać

Mamy drugi dzień jesieni, a pogoda letnia. Jest naprawdę pięknie, świeci słońce, wiatru nie ma wcale, temperatura względnie wysoka. Zrobiłem już dzisiaj trochę kilometrów. Bieganie z każdym dniem, z każdą chwilą podoba mi się coraz bardziej. Jest to forma sportu, w której bardzo szybko widać efekty. Łatwo je także zmierzyć.

Po naszej sztafecie do Warszawy, którą odbyliśmy już prawie dwa tygodnie temu, wzrosła moja wiara w siebie. I choć od pewnego czasu zawsze mam ją wysoką, to skoczyła ona jeszcze do góry, wyżej po tej wspaniałej imprezie. Ten bieg był dla mnie kolejnym dowodem, że wszelkie nasze ograniczenia tworzone są w naszych umysłach, w naszych głowach. Człowiek został stworzony na podobieństwo Boga, a jeśli Bóg może wszystko, jeśli nie ma dla Niego rzeczy niemożliwych – to my, ludzie, możemy naprawdę bardzo dużo. Albo jeszcze więcej… 

poniedziałek, 5 września 2011

Wiatr w oczy?

Wam też czasem wieje wiatr w oczy? Cóż, taka rola wiatru. Jeśli idziemy pod wiatr, to musi nam wiać w oczy – no chyba że je zasłonimy.

Ale niech sobie czasem powieje. Nic się nam nie stanie, prawda? A to, co nie zabija, wzmacnia. Jeśli Bóg jest przy nas – a jest, jeśli tego chcemy – to wszystko układa się tak, jak powinno.

Wiara w to, że wszystko będzie dobrze, co by się nie działo – sprawia, że wszystko jest dobrze. Czasem wystarczy, że nie będziemy zbytnio ingerowali w niektóre sprawy, zaczniemy robić swoje, a resztę pozostawimy biegowi zdarzeń – że się tak wyrażę.

Wierzę, że dobry Bóg trzyma pieczę nad moim życiem. Tak żyje się łatwiej. Bo ma się wsparcie z góry. Po raz kolejny to powiem: Bracia i Siostry, wiara czyni cuda! Jest jeden warunek: trzeba w to uwierzyć… 

niedziela, 4 września 2011

Ty też masz tę siłę

Każdy z nas ma w sobie wielką moc i siłę, lecz nie każdy jest tego świadom. Nie każdy wie o tym, jakie ma w sobie możliwości, które mógłby wykorzystywać w każdej chwili. Jezus mówił o wierze, która przenosi góry. Każdy z nas, jeśli tylko mocno by chciał, odnalazłby w sobie tę wiarę, tę siłę, tę moc, którą mógłby wykorzystywać do tego, by stawać się coraz lepszym człowiekiem. Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo.

Nie słucham ludzi, którzy mówią, że człowiek jest tylko zwierzęciem, nie mającym wpływu na swoje życie lub mającym na nie nieduży wpływ. Nie słucham ludzi, którzy twierdzą, że człowiek nie może brać odpowiedzialności za swoje czyny, bo na niektóre z nich nie ma wpływu, bo niektórymi z nich nie kieruje.

Tak samo, jak nie rozumiem tłumaczeń w stylu: zdradziłem/zdradziłam, bo uległem/uległam chwili, to przez alkohol, to przez emocje i ogólny klimat. Nie rozumiem tych tłumaczeń. Każdy z nas jest odpowiedzialny za to, co robi. Tak jak każdy z nas popełnia błędy. Ale być człowiekiem to znaczy być odpowiedzialnym, przyznać się do błędów, bez tłumaczeń, że to przez kogoś lub coś.

Zdradziłem/zdradziłam, bo dałem/dałam d*py – w pierwszym przypadku przenośnie, w drugim często także dosłownie – bo uległem/uległam – jestem jeszcze słaby/słaba, ale zacznę nad tym pracować, by się polepszyć.

Siła człowieka drzemie między innymi w jego odpowiedzialności za siebie i swoje życie. Tak więc – wierzcie mi – Wy też macie w sobie tę siłę. Idźcie w stronę doskonałości, w stronę Boga. Bo choć może nigdy doskonałości nie osiągniemy, to czemu mielibyśmy nie próbować? 

wtorek, 23 sierpnia 2011

Pół stroniczki tekstu o Bogu

W poprzednim poście napisałem trochę o Bogu. Wczoraj wszedłem na oficjalny blog Janusza Korwin-Mikkego, w którym lubiany przeze mnie publicysta także poruszył nieco ten temat. Co prawda cały wpis – zatytułowany przez założyciela KNP „Witaj, pokolenie JKM” – poświęcony był polemice autora z kolejnym socjalistą, to o Bogu Pan Janusz w nim wspomniał – co więcej, zrobił to w sposób, który bardzo mi się spodobał. Pozwalam sobie zacytować ten fragment – oto on:  Np. „problem istnienia Boga” rozwiązuje się na pół stronniczki tekstu – i jest to rozwiązanie zamykające wszelkie dalsze dyskusje. Jest gdzieś na moim blogu. Oczywiście NIKT z „fachowców” o tym nawet nie wspomni. Ilu bowiem fideistów zrobiło i robi karierę czytając lub pisząc sążniste traktaty „dowodzące” istnienia Boga – a ilu ateistów zrobiło znów karierę na „dowodzeniu”, że Pana Boga nie ma. Taki Korwin-Mikke twierdzący, że jest to pseudo-problem odbiera i jednym i drugim grunt spod nóg.


Co Pan Janusz na pół stroniczki tekstu napisał o Bogu – nie wiem. Ale wczoraj znalazłem krótki filmik, w którym prawicowy publicysta o Bogu mówi. Twierdzi, podobne jak ja, że lepiej w Boga wierzyć.

Jeśli człowiek wierzy w Boga, stara się postępować zgodnie z Boskimi prawami. Człowiek wierzący prawdziwie w Boga i mający przeświadczenie, że jeśli nie będzie postępował zgodnie z Boskimi prawami – zostanie ukarany – stara się żyć tak, aby Bogu się przypodobać, zatem stara się być uczciwy, postępować etycznie i moralnie itp. Natomiast jeśli będziemy żyli z przeświadczeniem, że Boga nie ma – wtedy hulaj dusza, nie ma też piekła, a więc róbmy co chcemy. Można kraść, oszukiwać, zabijać… Popatrzmy na dzisiejsze światowe rządy, które zachowują się tak, jakby Boga nie było, a ateizm w dzisiejszych czasach jest coraz popularniejszy.

Jaką ma misję dzisiejszy ateizm? Nie wiem, mogę się tylko domyślać, ale głośno o swoich przypuszczeniach dziś nie powiem. Zastanawianie się nad tym, czy Bóg istnieje, czy nie – uważam za… bezsensowne. Przyjmuję za pewnik, że Bóg jest, tak żyję mi się lepiej i łatwiej.



niedziela, 21 sierpnia 2011

Po co mi to?

Wyrosłem już z zastanawiania się nad tym, czy Bóg istnieje, czy też może nie. Jeśli nawet Go nie ma, wolę i tak w Niego wierzyć. I nie chodzi tu o zakład Pascala, że lepiej jest wierzyć, bo jeśli Boga nie ma, to nic na tym nie tracimy teraz i nie stracimy nic w przyszłości. Jeśli Boga nie ma… Nie dopuszczam do siebie takiej myśli. Bo po co?

Nie czekam też na zbawienie. Żyję tu i teraz. Chcę żyć tą chwilą, która jest teraz, tą, która właśnie trwa. Wierzę w Boga, nie myśląc o tym, co będzie po śmierci. Chcę życie, które trwa, przeżyć z Bogiem. Tak czuję się dobrze. Tak jest mi dobrze.

Nie wiem, co będzie po śmierci, ale powiem szczerze, że nie interesuje mnie to teraz. Mam obecne życie i chcę je przeżyć jak najlepiej. Chcę być dumnym człowiekiem, chociażby dlatego, że jestem właśnie człowiekiem. Duma z człowieczeństwa.

Wiara w Boga pomaga mi żyć. Jest mi łatwiej wierzyć. Kiedyś był czas, kiedy zastanawiałem się, czy Bóg jest – i już przez chwilę byłem nawet ateistą. No, ale po co mi to?

wtorek, 16 sierpnia 2011

Moje przyrzeczenie


Dziś, właśnie teraz, składam przyrzeczenie, którego postanawiam dotrzymać. Nie powiem czego ono dotyczy, ale chciałbym, abyście byli moimi świadkami. Tak więc składam to przyrzeczenie przed Wami – i postanawiam go dotrzymać. Jeśli je złamię, to poinformuję Was o tym, a także – w przypadku złamania i nie dotrzymania przyrzeczenia – poinformuję Was, czego ono dotyczyło. Tak mi dopomóż Bóg! 

środa, 23 lutego 2011

Setny post. Życzę sobie nieśmiertelności

Czy istnieje Bóg? Jeśli istnieje, to, czy grzechem jest zadawać takie pytania? Czy to grzech, że człowiek wątpi w istnienie Stwórcy? Przecież dowodów naukowych na to, że Bóg jest, nie ma. Ale ileż dowodów osobistych – indywidualnych przemawia za istnieniem Boga!

Gdyby po śmierci nie było nic – byłoby smutno. Przynajmniej dla mnie. Umieramy, tracimy świadomość – i nie ma nic. Nie ma nas. Trudno to sobie nawet wyobrazić. Ktoś kiedyś – nie pamiętam kto i nie pamiętam kiedy – powiedział, a może nie powiedział, tylko napisał, że dowodem na to, że jesteśmy nieśmiertelni, jest właśnie to, że nie potrafimy sobie wyobrazić sytuacji, w której mielibyśmy nie istnieć.

To prawda, trudno mi sobie wyobrazić taką sytuację. Ale nie łatwiej przychodzi mi wyobrażenie sobie kogoś, kto potrafi wszystko, kogoś, dla kogo nie ma rzeczy niemożliwych. No bo co z tym kamieniem, o którym mówił Einstein? Jeżeli Bóg potrafi stworzyć wszystko, to czy potrafi stworzyć taki kamień, którego nie podniesie?

Myślę jednak, że Stwórca jest ponad tym. I to także trudno sobie wyobrazić. Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że teraz piszę tak, jakby Bóg był. Bo myślę szczerze, że Bóg jest. Wierzę w Niego. Wierzę w Boga – to moje wyznanie wiary. Być może nie jest tym – i nie jest taki, jak myślimy. Bóg – według mnie – to najwyższa Inteligencja. Bóg niekoniecznie jest tym Bogiem, a może raczej powinienem powiedzieć, że nie jest takim Bogiem, jak wydaje się wielu ludziom. Bóg nie jest takim Bogiem, jak wydaje się wielu religiom. Bóg jest inny. Jest ponad tym. A może mnie też się tylko wydaje.

Lecz jest tu rzecz, która wdaje się być pewna. Boga nie da opisać się intelektualnie. Nie da Go się opisać umysłem. Dlatego też niemożliwością jest, by zadawać takie pytania, jak Einstein, bo Bóg – po prostu – wykracza poza logikę.

Być może bredzę jak nawiedzony. Racjonaliści, kiedy będą to czytać, będą się śmiać. Błąd: racjonaliści, kiedy tylko zobaczą pierwsze zdanie mojego bredzenia, czytać zaprzestaną, nie posuną się ani o linijkę do przodu.

Sam kiedyś zwałem też siebie racjonalistą. Może nie błyszczałem tak wiedzą i intelektem, jak większość racjonalistów, ale co nie co na tematy wiedziałem – tak powiem. Tzn. interesowałem się pobieżnie historią KRK. Czytałem przeróżne publikacje na ten temat. Kilka razy dziennie odwiedzałem portal racjonalista.pl. I zastanawiałem się głęboko nad tym, czy Bóg istnieje. Ateiści mówią nie wierzę w Boga, bo nie wierzę w krasnoludki. Ja w pewnym etapie swojego życie też przestałem wierzyć w Stwórcę.

Broń Boże, nie przestałem wierzyć w Boga dlatego, żebym poczuł się przez Boga pokrzywdzony. Nawet przez chwilę nie pomyślałem o tym w ten sposób. Po prostu zacząłem analizować niektóre rzeczy. To dlatego zwątpiłem w istnienie Stwórcy.

Dziś wierzę w Boga. Łatwiej mi żyć z myślą, że On istnieje. Nawet jeśli Go nie ma – w co nie wierzę – łatwiej mi żyć ze świadomością, że On jest. Nie wychodzę tu z zakładu Pascala, że lepiej w Boga wierzyć, bo nawet jeśli Go nie ma – my na tym nic nie tracimy.

Choć może w moim myśleniu jest trochę myślenia podobnego owemu filozofowi. Uważam, że nie warto zastanawiać się przez całe życie nad tym, czy Bóg jest, czy też Go nie ma. Bo jeśli nie ma – to i co? Mamy, jak racjonaliści, przekonywać innych do tego, by w Boga przestali wierzyć. Czy ktoś tym, że wierzy w Boga, czyni komuś krzywdę? Ja nie mówię tu o szaleńcach wysadzających się w powietrze. Bo tym szaleńcom nawet najświatlejszy racjonalista nie przemówi do rozumu.

Co prawda, może racjonaliści też walczą o to, by nie produkować tych szaleńców. Może nie chcą ich nawracać, a chcą zmienić podejście społeczeństwa do tych spraw. Społeczeństwa, które szaleńców produkuje. No, ale u nas ekstremistów religijnych niedużo. Chyba że nazwiemy ekstremistką ortodoksyjną katoliczkę w moherowym berecie, dla której o. Rydzyk jest niemal Bogiem… Tak swoją drogą, to w Radio Maryja są czasem audycje warte uwagi. Przyznaję, nie słucham, ale czasem mam ochotę. Nie słucham dlatego, bo nie mam radioodbiornika. A wiem stąd, że czytam na ten temat – i słucham wypowiedzi ludzi, którzy często w RM goszczą.

Poruszyłbym temat rzekę, lecz nie zrobię tego, bo zacząłbym lać wodę. Wrócę do Boga i do wiary. Ale już krótko, bo to, co miałem powiedzieć chyba powiedziałem, a jak mi się coś przypomni, to napiszę w następnym poście.

Tak więc wierzę w Boga. Przyznaję, tak mi jest łatwiej. Wierzę w dobro, moralność, prawdę. Ponoć dziś niektórzy filozofowie mówią, że prawda nie istnieje – ale, jeśli tak jest, to czy to zdanie nie jest prawdziwe? Jest prawdą, że prawda nie istnieje. Czyli prawda istnieje.

I tu skończę mój wpis. Myślę, że starczy. Jest to setny post na moim blogu. Także, z okazji tego, życzę sobie, by moje następne sto postów było sto razy lepsze od tych stu, które już mam. I żebym żył sto lat… nie!, życzę sobie nieśmiertelności!