Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

J.W.Goethe - trzy cytaty na dobranoc



Nie trzeba pisać wierszy ani sztuk teatralnych, żeby być twórcą: istnieje również twórczość czynów, która niejednokrotnie stoi znacznie wyżej.

Biorąc pod uwagę wszystkie akty tworzenia, odkrywa się jedną elementarną prawdę: gdy się czemuś prawdziwie poświęcamy, wspiera nas opatrzność.

Cokolwiek zamierzasz zrobić, o czymkolwiek marzysz, zacznij działać. Śmiałość zawiera w sobie geniusz, siłę i magię.

— Johann Wolfgang Goethe

czwartek, 2 lutego 2012

Przyjaźń i Wisława

Nie znałem twórczości Wisławy Szymborskiej. Nie czytałem nigdy, poza wczoraj – i jednym wcześniejszym wyjątkiem – Jej wierszy. Wczoraj umarła, odeszła z tego świata, także kilka Jej utworów wierszowanych, publikowanych przez moich internetowych znajomych, przypadkiem „trafiło w moje ręce”. No i parę z nich przeczytałem.

Nie interesuje mnie w tym momencie, i nie interesowała wcześniej, Jej działalność polityczna, jeśli w ogóle takową miała. To teraz ważne nie jest. Wspominam tu o tej Pani, ponieważ wiem, że bardzo lubiła Ją, a raczej Jej twórczość, moja Przyjaciółka.

Dostałem od mojej Przyjaciółki dnia pewnego wiersz Wisławy Szymborskiej. Utwór ten, wydrukowany na kartce, wisiał kilka miesięcy na mojej tablicy korkowej, po lewej stronie od fotela, na którym teraz właśnie siedzę. Niestety, ów utwór pewnego dnia został z tej ściany zdjęty i, niestety, wyrzucony, a raczej spalony w piecu. Nie, to nie dlatego, że się wkurzyłem na utwór czy Panią Szymborską. Nie zdenerwowałem się także na moją Przyjaciółkę. Czemu tak się stało i kartka z wierszem Szymborskiej spłonęła? Powód był bardzo prozaiczny, jednak nie będę tu go roztrząsał. Zaznaczę jeszcze, że nie brakowało mi wtedy innych materiałów do palenia…

Próbowałem znaleźć ten wiersz w Internecie. Nie udało mi się jednak. Trudno. Muszę zgłosić się do Przyjaciółki. Zapewne gdzieś go ma. Tak więc w dniu śmierci poetki przypomniałem sobie o tym, jak ważna jest przyjaźń. Przyjaźń, której wcześniej, kilka lat temu, nie doceniałem. Moja Przyjaciółka, z którą widuję się nie często, będzie już moją Przyjaciółką. Według mnie przyjacielem nie jest ten, z którym widujesz się każdego dnia i gadasz o głupotach, lecz ten, na którego – mimo tego, że widujesz go rzadko – zawsze możesz liczyć. Ale ważniejsze jest, że to On może zawsze liczyć na ciebie.


sobota, 22 stycznia 2011

Żyć w sercach i umysłach wielu

22-ego stycznia roku 1921-ego przyszedł na świat Krzysztof Kamil Baczyński. Odszedł z tego świata dość szybko, bo w roku 1944, w letnim miesiącu – sierpniu. Czyli przeżył niespełna 24 lata. Przychodzą mi teraz do głowy słowa, których autora nie kojarzę niestety, ale które pasują tu świetnie. „Tylko dobrzy umierają młodo”. Jednak Fryderyk Nietzsche wyraził to jeszcze piękniej: „Ulubieńcy bogów umierają młodo, ale potem żyją wiecznie w ich towarzystwie”.

Krzysztof Baczyński zdążył napisać mnóstwo wierszy. Chwała Mu za to. Dał tym samym przykład, jak żyć. Pisał szybko, pisał dużo, łapał każdą chwilę, jakby wiedział, przeczuwał, że niebawem ten świat może opuścić. „Żyjmy tak, jakby jutra miało nie być”.

Istnieje pewien rodzaj medytacji. A właściwie kilku medytacji czy też kompletacji, a każda z nich dotyczy śmierci i podobna jest do innej.

Przyznam się, że próbowałem każdej, a efekty – jeśli człowiek włoży w to serce – są naprawdę imponujące. Jedna z medytacji polega na tym, by wybrać się na spacer – na cmentarz. Najlepiej jak cmentarz jest pusty i nie ma na nim żywej duszy (choć dusz na cmentarzu jest ponoć sporo). Przechodzimy się powoli, spacerem, między grobami. Zatrzymujemy się przy jakimś – stajemy na chwilę bez ruchu. Patrzymy na nagrobek. Przypuśćmy, że widzimy osobę, a raczej „dane” na temat osoby wykute w marmurze. Urodził się w roku 1901, zmarł w roku 1982. Odszedł z tego świata ponad 30 lat temu, a więc nie znamy go, nie mogliśmy znać – nie było nas jeszcze wtedy na świecie. Jednak słyszeliśmy kiedyś z opowieści, że był to dobry, honorowy człowiek, który zawsze służył pomocą, jeśli ktoś go o to poprosił.

No i co? No i to, że: nikt nie pamięta, że kiedyś coś tam mu nie wyszło (temu zmarłemu). Nikt nie pamięta, że był smutny, bo powiedział komuś coś przykrego. Nikt nie pamięta i nie wspomina, jak „spalił buraka” – bo bardzo się bał, stresował, tremował – na pierwszym publicznym wystąpieniu z okazji inauguracji roku szkolnego. Nikt nie pamięta, że martwił się, bo dziewczyna „dała mu kosza”. Nie wiem, czy mnie rozumiecie, czy dobrze i zrozumiale się wyrażam. Ale tak w skrócie, chodzi tu o to, byśmy nie przejmowali się głupotami i małymi porażkami, ponieważ kiedyś i tak nie będą one wcale istotne. Nawet te wielkie porażki pójdą w zapomnienie. Wiecie, co ludzie będą pamiętać? To, że sobie z tymi problemami poradziliśmy, że wyszliśmy z nich z twarzą, że pokazaliśmy światu i ludziom, że jesteśmy niezniszczalni i – o paradoksie! – nieśmiertelni, chociaż już umarliśmy, odeszliśmy z tego świata.

Ważne byśmy postępowali tak, by później ktoś miał mnóstwo tych pozytywnych, dobrych wspomnień związanych z naszą osobą. By jak najwięcej ludzi pamiętało nas z tego, co dobrego zrobiliśmy dla świata. I właśnie tak pamiętać nas będą ludzie!

Teraz druga, krótka kontemplacja, którą najlepiej wyrażają słowa polskiego rapera Piha: „Przemyśl… i tak pójdziemy do tej samej ziemi”. Wszyscy, bez wyjątku. Komentować tego nie trzeba. Myślę, że ta kontemplacja jest aktualne na kilku poziomach. Dla każdego może znaczyć coś innego. Zastanów się przez chwilę nad tym.

Jeszcze jedna, piękna medytacja, która została opisana wiele razy przez różnych wielu autorów. Podkreślam, że jest to medytacja, a więc przyjmujemy pozycję, jak do medytacji – kładziemy się na plecach lub siadamy w pozycji kwiatu lotosu albo w pozycji faraona (proszę wybaczyć, „Prawdziwi Medytatorzy”, jeśli nazwałem te pozycje mało-fachowo, ale nie jestem tu specjalistą). Wprawimy się w stan odpowiedni do medytacji, wyciszamy się, liczymy, wizualizujemy kolory itp. (jeszcze raz, „PM”, proszę o wybaczenie – z wiadomych względów).

Teraz wyobrażamy sobie nasz pogrzeb. Spokojnie, to nic strasznego, wszystko na luzie. Możemy sobie przedstawić w myśli mszę, którą odprawia ksiądz, ludzi, którzy są na niej obecni, pogodę, która jest wyjątkowo piękna, świeci słońce, niebo jest błękitne, słychać śpiew ptaków (przecież odszedł z tego świata dobry człowiek). Ja, podczas tej medytacji, słyszałem także muzykę, która grała podczas ceremonii pogrzebowej – melodię wzruszającą i „dodającą skrzydeł”.

Teraz najważniejszy etap medytacji. Wyobraźmy sobie, że kilku uczestników pogrzebu wygłasza przemówienie pożegnalne na naszą cześć. Najpierw wchodzi na mównicę ktoś z naszej bliskiej rodziny i mówi, o tym jacy byliśmy, co najbardziej w nas lubił i cenił, czego najbardziej będzie mu brakowało. Potem wchodzi ktoś z dalszej rodziny – i także wspomina nas w podobny sposób. Potem na mównicę wchodzi ktoś z naszych bliskich, a potem dalszych znajomych. Potem ktoś z naszej pracy, ze szkoły, z podwórka, na którym się wychowaliśmy i tym podobne – ze wszystkich miejsc, gdzie nas znali. Oczywiście, wyobrażamy sobie, co i w jaki sposób mówi o nas każdy z tych mówców. Co w nas cenił, co lubił, czego będzie mu brakowało, jak nas będzie pamiętał. Wszystko jasne? Czy teraz wiemy, jak mamy żyć?!!

Krzysztof Baczyński zostawił po sobie mnóstwo wierszy. Dzięki swojej twórczości będzie żył w sercach wielu pokoleń. I choć już nie żyje od ponad pół wieku – jest nieśmiertelny.