Dobrej nocy!!
wtorek, 12 kwietnia 2011
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Lepiej słabo – niż wcale
Dopiero dziś dochodzę powoli do siebie. Zauważyłem, że mocno odczuwam jakiekolwiek zmiany zachodzące w stałym rytmie mojej codzienności. A pisząc te słowa, zastanawiam się, kiedy wreszcie podszlifuję mój warsztat i zdobędę, a może raczej: nabędę lekkości pióra.
Zajęcia z twórczego pisania, które prowadziła p. Danuta Dwojat, trwały niecałe dwie godziny. To za mało i za krótko, by zdobyć warsztat i lekkość pióra. Dobrze, że chociaż znam podstawy pisarstwa; a może to dopiero podstawy podstaw? Ale dobre i to!
Danuta (prześlijmy na „ty”) mówiła o tym, że aby dobrze pisać, i aby w ogóle nauczyć się pisania – trzeba po prostu… pisać. Pisać często, pisać jak najwięcej.
Przede mną długa jeszcze droga. A mam już 26 lat! Niektórzy w tym wieku piszą i wydają książki. No cóż… Są też tacy – i byli tacy, i tacy będą – którzy pisać zaczęli względnie późno. Bodajże R. Ludlum swoją pierwszą książkę napisał, kiedy miał lat więcej niż czterdzieści. Pocieszam się nieco tą myślą.
Tak więc droga przede mną jeszcze długa, może nawet kręta. Ale, mimo tego – i mimo wszystko – pisać będę. Nawet jeśli będę pisać słabo. Trudno: lepiej słabo, niż wcale. No: ale też lepiej dobrze, niż słabo… A moje „słabo” mam zamiar powoli, stopniowo, krok po kroku zamieniać na „dobrze”, a „dobrze” zamienię potem na „lepiej”, „lepiej” na „jeszcze lepiej”… itd.
niedziela, 10 kwietnia 2011
sobota, 9 kwietnia 2011
piątek, 8 kwietnia 2011
Pobudka!
Ten wpis zrobiłem wczoraj, czyli 7-ego kwietnia 2011. Tak naprawdę robię go dzisiaj. Opublikuję go jutro, czyli 8-ego kwietnia 2011. Właśnie go publikuję. Pewnie jest bardzo wcześnie.
Za parę minut (za kilka godzin) wychodzę, idę na busa, wsiadam w niego i jadę do Łodzi. W Łodzi prawdopodobnie przesiądę się w autobus linii 96, który dowiezie mnie do Dworca Fabrycznego. Stamtąd pociągiem – prościutko – do Warszawy. O godzinie 10:00 zaczynają się warsztaty.
Z Warszawy wrócę jutro, a tak naprawdę pojutrze, późnym wieczorem albo nocą. Jutro, czyli pojutrze, będzie sobota. Kiedy przyjadę – napiszę coś. Nawet krótkie „dobranoc”.
Nie biorę ze sobą laptopa. Poza tym, że sporo waży, nie będę miał też czasu, by pisać. Gdybym wyjeżdżał na dłużej, pewnie zabrałbym go ze sobą. Ale na dwa dni i jedną noc – nie, nie warto. Tak więc miłego piątku i soboty!
czwartek, 7 kwietnia 2011
Konsekwentnie
Uczyniłem już tekst, który wrzucę na bloga jutro z samego rana. Uczyniłem? Może lepiej zabrzmiałoby – ostatnio modne – popełniłem. Popełnić czy też uczynić, a może po prostu napisać ten teks musiałem (nic nie muszę!) dzisiaj, ponieważ jutro rano nie będę miał czasu na pisanie.
Jutro rano wstanę, jeszcze przed godziną 4:00, i zaraz będę się szykował, by zdążyć na pociąg. A tekst jutro wrzucę na bloga, ponieważ od jakiegoś czasu staram się, by każdego dnia coś wrzucać. Cokolwiek – czasem nawet krótkie notki, często pozbawione większego sensu. Ale chcę być konsekwentny. Tak sobie postanowiłem!
PS Wiem jednak, że nawet jakbym postanowienie złamał, nic by to nie zmieniło. Nadal bym był tym, kim jestem – nadal byłbym taki, jaki jestem.
Czemu polubiłem ONR?
Ostatnio polubiłem na facebooku stronę ONR (Organizacja Narodowo-Radykalna). Nie, nie dlatego, żebym był jakimś narodowcem. Broń Boże! (Chociaż nie ma się co zarzekać, bo niewiadomo, co będzie za rok. Może okaże się, że jestem nie tylko narodowcem, ale też gejem. Ciekawe to by było połączenie, prawda?) Nie jestem także wyjątkowym patriotą. Bo choć dumny jestem z tego, że jestem Polakiem, to bardziej duma mnie rozpiera z powodu, że jestem po prostu Przemkiem Wieczorkiem – czyli DSM-em (jeśli ktoś jeszcze nie wie).
Stronę ONR polubiłem dlatego, że nie mogę wierzyć we wszystko, co przeciwnicy ONR twierdzą. A żeby sprawdzić co jest prawdą, a co nie nią nie jest – wypadałoby znać kilka punktów widzenia na tę samą sprawę (lub przynajmniej dwa punkty). Nazwać kogoś antysemitą albo nacjonalistą lub – jeszcze lepiej – faszystą jest łatwo. Ale, myślę, że zanim kogoś się tak nazwie, trzeba mieć do tego konkretne zarzuty i powody. Widziałem już nie jedną dyskusję – chociażby u p. Tomasza Lisa – w której zarzucano komuś antysemityzm, poczym debatowano i rozprawiano, jaki to antysemityzm jest zły. To prawda, antysemityzm, czy jakiekolwiek inne uprzedzenia – raczej nie są niczym dobrym, i ja ich także nie pochwalam. Jednak w owych programie, w którym oskarżono człowieka o antysemityzm, zrobiono to – według mnie – bezpodstawnie. Nawet potem, gdy analizowano „antysemickie” wypowiedzi tego pana, okazało się, że jednoznacznie antysemickimi one nie były. Tyle że najpierw odbyła się długa dyskusja jaki ten pan jest zły, zawistny i zacofany. Wpierw przyklejono temu panu tzw. gębę.
Zanim nazwę ONR nacjonalistami czy faszystami (jak robią to niektórzy) – chcę wiedzieć, co ONR ma do powiedzenia. Jestem też za tym, by każdy miał prawo do wyrażania swoich opinii. Jeśli nie robi nikomu krzywdy – niech myśli i mówi, co chce, to jego sprawa. Bo wolność – także wolność słowa – to naturalne prawo człowieka! Jakim prawem ktoś tę wolność może nam zabierać? Prawem większości?...
Czcionki
Tak, czcionka, której użyłem w poprzednim poście, do najpiękniejszych i do najbardziej czytelnych nie należy. Myślę, że ta jest lepsza! A może Wy macie jakieś pomysły i propozycje co do kształtu literek?...
PS Później dokonam jeszcze jakiegoś wpisu.
środa, 6 kwietnia 2011
Nadal zastanawiam się…
Jaką czcionką publikować na blogu. Może wybiorę tę… Zdecydowanie jestem niezdecydowany! (Ale tylko czasem, i tylko w niektórych kwestiach. Bo generalnie wiem, czego chcę w życiu.)
wtorek, 5 kwietnia 2011
WWW, czyli Warsztaty W Warszawie
W piątek i w sobotę będę w Warszawie. Cieszę się, że wszystko potoczyło się po mojej myśli. Co prawda nie pojedzie ze mną żadna piękna dama, ale cóż. Ponoć nie zawsze się ma to, co się lubi i co się chce. Chociaż, z drugiej strony, gdybym chciał mocniej, to pewnie by mi się udało. Kiedy chcemy czegoś całym sobą – cały wszechświat sprzyja temu, byśmy to osiągnęli. Ja całym sobą chciałem być w piątek i w sobotę na warsztatach w stolicy i mi się to udało. Będę tam – i całym sobą jestem wdzięczny za to nie tylko wszechświatowi i sobie, ale także niektórym ludziom, którzy mnie wsparli, ale więcej napiszę o tym zaraz po powrocie, w artykule dla GE, który już planuję. To, że nie będę w Warszawie z piękną damą, jest już mniej ważne. Chociaż do piątku może jakaś dama się zgłosi… i zechce ze mną pojechać!
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
Jestem zmienny
Czy pisałem już o tym, że mężczyzna zmiennym jest? Coś mi się kojarzy, że tak. Ale nie jestem pewny. Jeśli pisałem – to dobrze. Jeśli nie pisałem – to drugie dobrze, napiszę jeszcze raz.
Więc mężczyzna zmiennym jest. Tak mówię ja – mężczyzna. Oczywiście: mówiąc mężczyzna, nie mam na myśli każdego mężczyzny, bo ja nie wiem, jacy są inni mężczyźni. Wiem natomiast, choć także chyba nie do końca, jaki jestem ja.
Ja, mężczyzna, zmienny jestem. Zresztą: myślę, że większość z Was zdążyła moją zmienność już zauważyć. Świetnie objawia się ona na moim blogu. To właśnie tu co rusz, co chwila zmieniam kształt czcionki, którą piszę. To, że zmieniam kolor, pominę. Zmieniam kolor, bo chcę, by było kolorowo. Robię to z czystą premedytacją. To, że zmieniam wielkość literek, też dziś przemilczę.
Natomiast kształt czcionki zmieniam dlatego, że nie mogę się zdecydować, jaki on ma być „już na zawsze”. Dokładnie tak: na zawsze, bo chciałbym by na moim blogu kształt czcionki był jeden i ten sam dla wszystkich postów. Ale – zaznaczam – od jakiegoś czasu nie robię zmian w starych wpisach. Tak więc kształt czcionki już nie będzie „nigdy” ten sam we wszystkich postach. Bo ciągle go zmieniam, a to dlatego że jestem mężczyzną, który zmienny jest. (Aha, i jeszcze jedna zmiana: tekst justowany.)
Detoks od FB i muzyka w tle
Wczoraj wpadłem na niesamowity pomysł. No, może z tą niesamowitością to trochę przesadziłem. Już niejeden i niejedna na podobny pomysł wpadli. Ale ten pomysł wydaje mi się być niesamowitym pomysłem dla mnie. Bo choć od Facebook’a uzależniony nie jestem – to nie pamiętam dnia, kiedy bym na FB nie był. Za dużo, za często, czasem za aktywnie. A więc wpadłem na pomysł, by zrobić od FB przerwę. Tak zwany detoks, jakby to określił mój kuzyn, który to co chwila detoks’uje się od różnych innych rzeczy. Teraz, w tym momencie, słucham muzyki, i myślę, że detoks od Facebooka to dobry pomysł. Dobry, bo to przesada, by każdego dnia zaglądać na tego FB. Nie jestem uzależniony od FB – myślę, choć ktoś, patrząc na to z boku, pomyśli, że jednak jestem uzależniony. Niedługo minie rok, albo minął już rok od czasu, jak jestem tu dzień w dzień.
Wybaczcie moją lichą stylistykę w tym tekście, ale piszę, słuchając muzyki w tym czasie. Rap – wiecie – bum, bum, albo g*wno, jak określiłby to Kominek. No cóż, ale do takiej popularności, jaką ma On, brakuje mi dużo. Trudno – to nie takie ważne. I tak – mimo wszystko, będę robił swoje nadal.
Rap gra, ja piszę. Na głośnikach Eldo, na klawiaturze DSM. Swoją drogą, to chyba wiecie o tym, że DSM to ja? Czy nie wiecie o tym? Płyta Eldo – „Zapiski z 1001 nocy” – najbardziej poetycki rap krążek, jaki do tej pory słyszałem. W całym swoim życiu. No, może „Poeci” Magiery płytę Eldo poetycko by przebiło, ale tam nawijali wiersze znanych poetów, ich utwory, teksty – tu Eldo ma teksty swoje.
Koniec mojej mowy trawy. Detoks od Facebook’a postanowiony. Jeszcze nie wiem, kiedy detoks rozpocznę i nie wiem, ile on będzie trwał. Ale nawet jak zacznę detoks, nadal będę blogował. A moje teksty blogowe automatycznie publikowane są na mojej tablicy FB. A więc wciąż będzie wrażenie, że na FB jestem. A może będę, bo nie wytrzymam bez niego.
niedziela, 3 kwietnia 2011
Krótko i mało-ambitnie
Zdaję sobie z tego sprawę, że moje ostatnie blogowe posty są mało-ambitne. Cóż, musicie mi to wybaczyć. Mam cichą nadzieję, którą teraz wypowiadam głośno, że nadal pozostaniecie moimi Czytelnikami. A Czytelnicy-Komentatorzy nadal pozostawiać będą tu swój ślad w postaci komentarzy.
Jestem ciekawy, jak minął Wam weekend. Mój był udany – i ciepły. Życzę Wam by najbliższy tydzień zaliczał się także do udanych i ciepłych.
To by było na tyle – krótko i mało-ambitnie.
Pozdrawiam!
sobota, 2 kwietnia 2011
Dziś 6. Rocznica śmierci JP II
Dziś mija 6. rocznica śmierci Jana Pawła II. Z tej okazji publikuję tekst zamieszczony przez użytkownika UFKA na portalu salon24.pl. Pod cytatem znajduje się link odsyłający bezpośrednio do owej publikacji.
Rocznica
Nie wiedziałam jak zatytułować ten wpis. Bo nie chciałabym jednak pisać o czymś innym - jakoś nie wypada. A z drugiej strony staram się dzisiaj nie słuchać przekaziorów - wybitnie mnie drażnią. To tak, jakby wyciągnąć drogi, porcelanowy serwis z kredensu - nawet nie po to, aby użyć, tylko obejrzeć, umyć z kurzu. Na beatyfikację będzie jak znalazł, a przecież to niedługo.
Z trzeciej strony - tak, tych stron jest więcej niż dwie - nie mam prawa nikogo osądzać. Skąd mogę coś wiedzieć o innych? Może byliby jeszcze gorsi, może obiecali Ojcu Świętemu jakiś zupełny drobiazg, tak jak ja i jednak słowa dotrzymali?
Dla mnie Karol Wojtyła był świętym już za życia - oczywiście cieszę się z beatyfikacji i mam nadzieję na kanonizację - bo po ludziach, którzy znali Ojca Świętego przyjdą inni, którzy będą tylko o nim czytać.
Pamiętam doskonale ten wieczór i pamiętam, że poczułam ulgę - tak ulgę. Bo wiedziałam, że Ojciec Święty jest stary i schorowany, że nie ma szans na cudowne ozdrowienie, że po ludzku się męczy. I pamiętam jeszcze te rozważania - serio - czy powinien zrezygnować - z czego? - nawet nie wiem jak to nazwać, bo przecież nie funkcją. Pamiętam o wstrętnych tekstach Urbana. Pomyślałam wtedy - już nigdy więcej tego nie usłyszę, nie przeczytam.
Pamiętam też jeszcze o tych dniach uniesienia, pojednania wszystkich ze wszystkimi. I jak szybko nam to przeszło, a przecież nie było w tym nic z polityki.
Bóg pisze prosto na liniach krzywych - miałam kłopoty z wyjazdem na pogrzeb Ojca Świętego - stanęłam na głowie po Mszy Świętej na Placu Piłsudskiego i wyjechałam. Znowu nie chcę tłumaczyć dlaczego było to dla mnie tak ważne.
Na beatyfikację się nie wybieram, chociaż córka proponowała, że wykupi mi bilet na samolot. To nie znaczy, że zapomniałam. Na pogrzebie chciałam być, tak jak na pogrzebie osoby bliskiej człowiek być musi. A teraz? Pojadę w czerwcu, wtedy może będę mogła się spokojniej, choć pewnie nie spokojnie pomodlić przy Jego grobie.
Miałam szczęście - głową mojego Kościoła Polskiego był kardynał Wyszyński, moim Papieżem był Karol Wojtyła.
Może dlatego mam za duże wymagania wobec siebie i wobec innych?
piątek, 1 kwietnia 2011
Cytat z książki de Bono
Na zakończenie tego ciepłego, wiosennego dnia zamieszczam cytat z książki Edwarda de Bono – „Mieć piękny umysł”.
Postanowiłem nie wnikać w politykę już tak bardzo, jak to robiłem do tej pory. A jeśli nawet będę wnikał – nie będę już polityki tak zażarcie komentował. Choć cytat, który zamieszczam poniżej, o politykę zahacza. Robi to w bardzo wymowny sposób. Powiedzmy sobie szczerze, ale dzisiejsze wybory to plebiscyt…
Sokrates: Czy gdybyś wybierał najlepszego sportowca, wybrałbyś go przypadkowo? Gdybyś wybierał najlepszego nawigatora statku, czy wybierałbyś go przypadkowo?
Słuchacz: Oczywiście, że nie.
Sokrates: Dlaczego więc wybieramy naszych polityków przypadkowo (w ostatniej rundzie)?
Kochani, miłego dnia!
Dziś jadę na dwa wykłady. Może wieczorkiem, jak będę miał chwilkę, dokonam jakiegoś wpisu. Życzę Wam wszystkim – i każdemu z osobna – miłego dnia!
czwartek, 31 marca 2011
Dziś króciutko. Bardzo się cieszę. Dziękuję! Pozdrawiam!
Dziś króciutko. Króciutko o tym, że bardzo się cieszę z nowych Czytelników-Komentatorów. Komentujcie, Kochani, jest mi bardzo miło. Dziękuję! Oczywiście na komentarze odpowiem. Tak myślę, że zrobię to w sposób nieco bardziej czytelny. Pierwsze odpowiedzi na komentarze, jak pierwsze koty za płoty. Następne będą lepsze. Pozdrawiam!
środa, 30 marca 2011
Udowodni, chłopie, że nie jesteś wielbłądem
Nie pamiętam, kto i gdzie to napisał, że człowiekowi łatwo zarzucić, iż jest on wielbłądem, lecz trudniej potem temu człowiekowi udowodnić to, że wielbłądem on nie jest. Kiedy się nad tym chwilę zastanowię – wydaje mi się to w miarę sensowne. „- Jesteś wielbłądem. – Nie jestem. – To udowodni, że nie jesteś.”
Przychodzi mi do głowy od razu odpowiedź: „- To może ty udowodnisz to, że jestem wielbłądem.”
Ale tu może być następna odpowiedź: „- Nie muszę nic udowadniać. Przecież to widać, że jesteś wielbłądem.”
Można by dalej prowadzić taki dialog, ale nie będę teraz tego tu czynił. Dziś się przekonałem, że ktoś może coś nam zarzucić – nieważne z jakich powodów – a my potem musimy się starać, kombinować, czasem trudzić, by ów zarzut obalić. Niewinna osoba zostaje o coś oskarżona, i później to właśnie ona ma udowodnić, że jest niewinna. Smutne i tragiczne to czasem. Zastanawia mnie tylko jedno, mianowicie to, czy ów oskarżyciel zdaje sobie sprawę, że jak sytuacja się wreszcie wyklaruje, a musi się tak stać, bo dobro i prawda zawsze zwyciężają – to ten oskarżyciel poniesie konsekwencje swoich niecnych czynów.
wtorek, 29 marca 2011
Moje niby-aforyzmy (cz. I)
Uśmiechnąłeś się dziś do kogoś? Jeśli nie – to na pewno też nikt nie uśmiechnął się do Ciebie.
Jeśli nie wiesz, po co żyjesz – to po co żyjesz?
Ja - w przeciwieństwie do większości Katolików – czytam Biblię.
Chcesz pomnożyć swoje szczęście – to się nim podziel z innymi.
Wiara czyni cuda! – krzyczy tak wielu, a niewielu w to wierzy.
To może dlatego, że jestem konkretny i nie lubię się rozdrabniać, ale od dwóch 16-stek wolę jedną 32-ójkę
Jeśli coś robię – to na sto procent. Na pół gwizdka… to se czajnik może…
Potrzeba jest dużo fartu, żeby osiągnąć w życiu sukces – mówią ci, którzy sukcesu nawet nie liznęli.
Człowiek ma wielki powód do dumy: piękny, otwarty i wolny umysł.
Od urodzenia byłem leworęczny, lecz moje serce chyba zawsze było bardziej po prawej.
I choć głowę tak często mam w chmurach – moje nogi zawsze stąpają po ziemi.
Jedyną sytuacją bez wyjścia, jaką znam – jest śmierć. Choć i tak nie jestem tego pewny w stu procentach. Poza tym każda sytuacja życiowa ma jakieś rozwiązanie i wyjście.
Jeśli będziesz patrzył na sprawy zbyt szeroko – dostaniesz zeza.
Kochanie, jedyny wirus, którym mogę cię zarazić – to optymizm.
Niejeden sobą pokierować nie umie, a chciałby kierować innymi.
Jedyny popęd, który masz – to ten do władzy. Nawet seksualnego już dawno nie odczuwasz.
Kiedy znów spytasz mnie, czemu jestem szczęśliwy – nie bądź zaskoczony czy też zdziwiony, gdy odpowiem Ci: a niby czemu miałbym nie być?
Miałbym lekkie pióro, gdyby nie ten atrament w środku.
Nie umierają tylko nie żywi.
Nie odchodzą tylko ci, których już nie ma.
To wielka rzecz – umieć się cieszyć z rzeczy małych.
Nie potrzebne są ręce, by dotknąć szczęścia.
Do myślenia nie potrzebne są ręce. Zauważyłem nawet, że niektórzy mają ręce, a nie potrafią myśleć.
poniedziałek, 28 marca 2011
Dzisiejszy dzień…
…będzie piękny. Wyjątkowo piękny. Dzisiejszy dzień będzie radosny i twórczy… Dzisiejszy dzień będzie przynosił same dobre chwile. Dzisiejszy dzień będzie niósł ze sobą optymizm. Dzisiejszy dzień otworzy dla mnie nowe szanse i możliwości. Dzisiejszy dzień będzie przeżyty przeze mnie należycie, tak, jak trzeba. Dziś spotkam samych dobrych, uśmiechniętych ludzi. Dzisiejszy dzień przeżyję kreatywnie. Dzisiejszy dzień będzie najpiękniejszym dniem w moim życiu…
Subskrybuj:
Posty (Atom)