Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawica. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 czerwca 2012

Opowiadanie o pewnych ideałach


Wszedł do kiosku. Na dworze było mokro, kilka minut temu padał jeszcze deszcz – tak więc mężczyzna w czarnym płaszczu kończącym się w połowie ud, zanim przekroczył próg sklepu, solidnie wytarł czarne wypastowane buty w wycieraczkę leżącą przed wejściem.

„Dzień dobry” – rzekł. Podszedł do półki z gazetami. Nie zastanawiał się ani przez chwilę, wziął tygodnik „Głos Narodowo-Tradycyjno-Katolicki”, podszedł do lady i położył na niej 5 złotych. Gazeta kosztowała  4 złote 50 groszy, jednak mężczyzna, jak zwykle, dał więcej i nie chciał reszty.

„Co u pana słychać, panie Michale?” – spytała ok. 40 letnia, zadbana sprzedawczyni. „Po staremu, czyli do przodu” – odpowiedział, poprawiając czarny wąs pod nosem. Spojrzał na tytuł widniejący na okładce tygodnika, który należał już do niego. „Rozliczyć zdrajców” – przeczytał.

Zaczął mówić: „Pani Ewo, kiedy doczekamy się tych czasów? – spytał retorycznie – Rządzą nami ludzie starego układu, ludzie, którzy wyrządzili tyle krzywd naszej Polsce. Mój ojciec działał w opozycji. Był aktywny, dopóki nie trafiła go kulka prosto w głowę. Dziadek całe życie poświęcił ojczyźnie, umarł, torturowany, w więzieniu politycznym.”

Sprzedawczyni spojrzała smutnym wzrokiem na pana Michała. Przystojny z niego facet – pomyślała. Miał ok. 180 cm wzrostu, ciało wysportowane, ważył jakieś 78 kilogramów. Czarne włosy uczesane były na bok, na prawą stronę. Pod nosem rosły także czarne, równo przystrzyżone wąsy. Wygląda trochę jak Hitler – pomyślała.

Był od niej młodszy o jakieś 5 lat. Choć poglądy polityczne miał zupełnie inne niż ona, lubiła go. Ceniła przede wszystkim za to, że miał swoje zdanie. Było to zdanie dość oryginalne, a właściwie radykalne. Większość ludzi, których znała, nie interesowała się polityką i sprawami społecznymi, a jeśli już – poglądy miała diametralnie inne niż te pana Michała.

W towarzystwie jej znajomych uchodziłby za faszystę. Zresztą sam się kiedyś przyznał, że jego poglądy bliskie są faszystowskich. Uważał, że Kościół katolicki, ten przedpoborowy, to jedyny prawdziwy Kościół. Wszystko co przeciw niemu i sprzeczne z nim – to zło.

A gdyby go tak uwieść – wpadło jej do głowy, przemknęło przez myśl. Uwieść faszystę – pomyślała – to dopiero wyzwanie. Wydawał się być taki nieosiągalny. Zawsze pewny siebie, wiedział, czego chciał, nigdy nie dawał nawet najmniejszej oznaki tego, że podoba mu się sprzedawczyni, choć była kobietą atrakcyjną i elegancką, miała w sobie to coś – seksapil z niej emanował.

Raz się żyje – pomyślała. Podeszła do wejściowych drzwi sklepu. Pan Michał nawet tego nie zauważył. Czytał z wielkim skupieniem, które było widać na jego zmarszczonej twarzy. Przekręciła klucz w zamku, zasłoniła rolety. Spojrzała na pana Michała, który nawet nie drgnął.

Był odwrócony przodem do lady, tyłem do niej. Pośpiesznie, lecz po cichu, ściągnęła białą bluzkę, potem czarną, elegancką spódnicę. Pan Michał czytał nieustannie. Sprzedawczyni została w białych pończochach, które często zakładała do spódnicy, oraz jasnej, wpadającej w delikatny fiolet koronkowej bieliźnie. Jej obfite piersi wypełniające seksowny stanik świetnie komponowały z płaskim, opalonym brzuchem. Ciało miała zgrabne i wysportowane, jak 30-olatka.

„Panie Michale” – rzekła. Zaabsorbowany czytaniem nie usłyszał, więc powtórzyła głośniej: „Panie Michale!” Odwrócił się. „O rzesz! – wykrzyknął – co jest!” „Jak to co?” – spytała, podchodząc do niego.

Stali w odległości od siebie mniejszej niż metr. Pan Michał lustrował ją wzrokiem od góry do dołu, a potem od dołu do góry. I jeszcze raz. Powtórzył tę czynność kilka razy. „Co pani robi?” – spytał. Zdarzało mu się to rzadko, ale czuł się zszokowany.

Poczuł konsternację, przez ok. 10 sekund nie wiedział, co zrobić, stał w tym czasie bez ruchu. Nie zdążył zareagować, kiedy dłonie pani Ewy powędrowały na jego pośladki, ściskając je dość mocno. „Lubi pan tak?” – spytała, a on patrzył zdziwionym wzrokiem prosto w jej oczy. Wreszcie wykrztusił z siebie: „Pani ma męża”. „Mam! I co z tego?” – spytała. „Tak nie można…” – kiedy mówił te słowa prawa dłoń pani Ewy już masowała przez spodnie jego penisa, który, twardniejąc, dał znak, że bardzo mu się to podoba.

Milion myśli przemknęło przez głowę pana Michała. Schylił głowę i spojrzał na sprzedawczynię, która już przed nim klęczała. O nie, tego już za wiele – pomyślał. Złapał kobietę za krótkie włosy. Pociągnął do siebie. Pani Ewa krzyknęła. Podniósł ją za grzywę i spojrzał prosto w oczy. „Co ty robisz, suko!” – wykrzyknął.

Trzymając lewą ręką kobietę za włosy, prawą wykonał zamach i otwartą uderzył w twarz. „Ladacznico ty!” Powtórzył uderzenie z drugiej strony. Wpadł w szał. Uderzył kobietę jeszcze kilka razy, aż z jej nosa i rozbitych warg poczęła tryskać krew. Jednak on, widząc to, nie przerwał natarczywej napaści. Ostatnie uderzenie, które wymierzył, było ciosem prostym ściśniętą pięścią prosto w nos.

Pani Ewa upadła na podłogę, uderzając w nią potylicą. Co ja zrobiłem? – zapytał siebie w myśli pan Michał – chyba mnie nieco poniosło. Podszedł do leżącej kobiety i zbadał jej puls na szyj. Ona nie żyje – pan Michał przełknął głośno ślinę.

Wiedział, że musi myśleć racjonalnie. Chwycił klucze od drzwi, które leżały na parapecie obok wejścia. Przekręcił klucz w zamku, wyszedł, po czym zamknął sklep od zewnątrz. Zachował zimną krew, pamiętał o tym, by zabrać ze sobą „Głos Narodowo-Tradycyjno-Katolicki”.

Zobaczył tramwaj, który dojeżdżał właśnie do przystanku znajdującego się w odległości jakichś stu metrów od sklepu. Ćwiczył sport, między innymi bieganie, więc kiedy tylko ujrzał pojazd MPK, jego reakcja była szybka i naturalna – ruszył biegiem w stronę przystanku.

Wbiegł do wagonu, który był niemalże pusty. Usiadł gdzieś z przodu. Przez ok. minutę jakby się zawiesił, patrząc przed siebie. OK., nie ma się nad czym zastawiać, co się stało, to się nie odstanie – pomyślał. Otworzył tygodnik. Tytuł artykułu, na który trafił, brzmiał: „Być zawsze prawym”. Czy ja jestem zawsze prawy? – spytał sam siebie w myślach. Co w takiej sytuacji, jak moja w tej chwili, zrobiłby człowiek prawy? – pytał dalej sam siebie. Trzeba zacząć od tego, że człowiek prawy nigdy nie uderzyłby kobiety.

Tramwaj zatrzymał się na przystanku. Do wagonu weszło kilka osób. Pan Michał siedząc z przodu, nie wiedział, kto wszedł z tyłu, słyszał jedynie głosy dobiegające zza jego pleców. Nie zastanawiał się nad tym, próbując skupić się na czytaniu. Starał się usilnie, choć było to bardzo trudne.

Przed nim usiadł młody mężczyzna, mający nie więcej niż lat 25. Blond włosy postawione miał do góry. Kiedy odwrócił głowę w stronę pana Michała, ten spojrzał mu w oczy. Tamten, niczym nie speszony, z lekceważącym wzrokiem, uśmiechnął się drwiąco. „Chłopaki, chodźcie tutaj!” – krzyknął młody mężczyzna w stronę kolegów.

Za chwilę przy panu Michale, spoglądając na niego z góry, stanęło trzech mężczyzn, w wieku przybliżonym do blondyna. „A co tu czytamy, co?” – spytał jeden z nich. „Faszystowskich gazetek się zachciało!”

Pan Michał spojrzał do góry, po czym otrzymał cios od chłopaka stojącego najbliżej niego. Cios mocny i brutalny. Z góry, zaciśniętą pięścią. Dostał w nos. Polała się krew. Kolejny atak był jeszcze bardziej bezwzględny. Młody mężczyzna stojący z prawej strony pana Michała zrobił prawą nogą krok w tył, następnie szybkim ruchem wypuścił przed siebie właśnie prawą nogę, uderzając pana Michała dolną częścią buta, znaczy zelówką, w samą twarz.

Pan Michał zaczął się zsuwać z siedzenia. Pewnie wylądowałby na podłodze tramwaju, jednak trzeci chłopak, który do tej pory był nieaktywny, zamachnął się prawą nogą, trafiając z całych sił mężczyznę w barki. Chłopak stojący po środku, zaraz nad panem Michałem, znów poczuł w sobie moc. „Tylko Antifa!” – krzyknął i zaczął wymachiwać rękoma jak oszalały, bijąc z góry pana Michała. Uderzenia spadały w różne części ciała mężczyzny, głównie w twarz lub ręce, którymi osłaniał się pan Michał.

W tym czasie tramwaj zatrzymał się na kolejnym przystanku. Reszta ludzi obecnych w wagonie wyszła na zewnątrz. W środku zostało tylko czterech młodych mężczyzn i pan Michał. Kiedy drzwi wejściowe do tramwaju zaczęły się już zamykać nagle do wagonu wbiegły dwie postacie z zasłoniętymi białymi chustami twarzami i pałkami w rękach.

Młodzi mężczyźni z Antify rozpoznali w nich swoich oponentów. Było to ugrupowanie Biała Droga.

Jeden z mężczyzn w zamaskowanej twarzy podszedł do reprezentantów Antify i spytał: „Ładnie to tak, lewacy, w czterech na jednego!?” Ściskając pałkę długości ok. 50 cm w dłoni, spojrzał po twarzach młodych mężczyzn. „Tacy tolerancyjni jesteście, a napadacie grupą jednego człowieka tylko dlatego, że myśli inaczej nić wy!?”

Reprezentant Białej Drogi zrobił zamach i uderzył najbliżej stojącego przeciwnika, trafiając go w nieosłoniętą głowę. Tamten padł na podłogę. W tym czasie pan Michał podniósł się z siedzenia, chciał ustrzelić pięścią jednego z przedstawicieli bojówki Antify, lecz od wcześniejszych ciosów, które przyjął, zakręciło mu się w głowie, dostał zawrotu i przewracając się, uderzył plecami i potylicą w szybę tramwaju.

Trzej chłopaki z Antify przyjęli bojowe postawy, zasłaniając się gardami. Reprezentanci Białej Drogi nic sobie z tego nie robili, a wprost przeciwnie – takie postawy przeciwników sprawiły, że dostali oni tak zwanego kopa i postanowili dać oponentom solidny wycisk.

Rozpoczęła się regularna bitwa. Trwała ona przez ok. 30 sekund. Do momentu aż na następnym przystanku wpadły do tramwaju oddziały Miejskiej Prewencji. Grupa 10-iu uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy nie znała słowa kompromis. Tarczami, które ich osłaniały i torowały im drogę, uderzyła z wielkim impetem w dwie bandy młodych gniewnych. W ruch poszły prewencyjne pałki, przy których uzbrojenie grupy Biała Droga można było porównać do zabawek dziecięcych.

Przygoda pana Michała, Antify i Białej Drogi zakończyła się w sądzie. Pan Michał za zabójstwo pani Ewy dostał wyrok 25-iu lat pozbawienia wolności. Jeden reprezentant Białej Drogi otrzymał wyrok skazujący także na 25 lat za zabójstwo reprezentanta Antify. Dwóch z Antify dostało po 2 lata kary pozbawienia wolności za brutalne pobicie pana Michała. Reszta z chłopaków uczestniczących w bijatyce dostała wyroki w zawieszeniu. Jest to dowód na to, że – choć ideały są rzeczą piękną i warto je mieć, to brutalna walka w ich imieniu nie zawsze popłaca. Można po prostu komuś zrobić krzywdę… 

czwartek, 8 marca 2012

Dzień Kobiet...

Nie ma jak to propaganda. Trzeba założyć mundur partyjny, koniecznie z logo, i wyjść na miasto, by wręczać kwiatki wszystkim pięknym paniom. Tym mniej pięknym i niepięknym oczywiście też, a jakże! Choć ponoć nie ma brzydkich kobiet, tylko wina brak. Ci w mundurkach partyjnych nie potrzebują wina, są wystarczająco odurzeni miłością do swego wodza, za którym pewnie bez słowa skoczyliby w ogień.

Po mieście chodził także z kwiatkami Leszek Miller. Pan Joński, jego kolega z SLD, także, a co! Pan Palikot, który chce być bardziej lewy niż Sojusz Lewicy Demo, do kwiatka dodawał prezerwatywę. Więcej seksu, mniej Matki Boskiej – głosił. Pani Grodzka mówi, że jednak wolałaby kwiatka. No tak, prezerwatywę trzeba mieć jednak na co włożyć. Premier Tusk i Waldemar P. złożyli także życzenia. Pan Donald mówił coś o tym, że chociaż w ten jeden dzień mężczyźni będą mili i dobrzy dla kobiet. A co to za mężczyźni – nie wiem, bo ci prawdziwi kochają i szanują swoje kobiety każdego dnia.

Drogie Panie, życzę Wam wszystkiego najlepszego!! 

czwartek, 9 lutego 2012

Wyrosłem z korwinizmu

Pamiętam, jak walczyłem słowem na Facebook’u. Naczytałem i nasłuchałem się Korwina, myśląc, że jest to jedyny uczciwy polityk w naszym kraju. Teksty Jego znałem na pamięć. Wiele z nich pamiętam do dnia dzisiejszego. Wolę Hitlera od Tuska, bo za Hitlera podatki były 3 razy niższe; PO, PiS, PSL, SLD to Banda Czworga; Dobry socjalista to martwy socjalista; Czarne jest czarne, białe jest białe, a czerwone jest wredne. Piszę to wszystko z pamięci. Być może coś przestawiłem, pomyliłem, a więc przepraszam, jeśli tak się stało. Gdybym, wcale nie głęboko, pogrzebał w mojej głowie, znalazłbym dużo więcej ponadczasowych myśli Korwina. Był czas, kiedy rzucałem nimi jak kartami na stół, wydobywając je z rękawa.

Dziś nie zaglądam już, albo robię to bardzo, bardzo rzadko, na blog Mikkego. Muszę to powiedzieć, ale wiem, co On myśli, przynajmniej oficjalnie, znam Jego zdanie. Ktoś powiedział, że Jego pogląd na ustrój kapitalistyczny, jest taką samą, a może i większą utopią od komunizmu. Jak jest w praktyce – nie wiem, chyba nie mnie to oceniać.

Moja fascynacja Korwinem zaczęła blednąć pewnego dnia, kiedy to usłyszałem – a może i przeczytałem – jedną rzecz, mianowicie to, że Korwin politykiem jest słabym, a nawet żadnym. Oczywiście – nie był to jedyny, a nawet nie był to pierwszy powód zerwania przyjaźni z moim korwinizmem. Powoli zaczęło do mnie docierać, że Janusz Korwin-Mikke to celebryta. Pewnego dnia, czytając „Uważam Rze”, trafiłem na wymowne, a zarazem nieco komiczne, zdanie określające JKM-a. Było to coś w tym stylu: „Znany zakładacz Janusz Korwin-Mikke….” Człowiek, zwany Zakładaczem, który co rusz zakłada, tworzy nową partię.

To fakt, kupiłem sobie koszulkę z logo Kongresu Nowej Prawicy. No cóż, materiał nie był najwyższej jakości, bo już po pierwszym praniu się zniszczyła. Trudno. Tak myślę, że ta koszulka to niejaki symbol mojej sympatii do korwinizmu. Mogę ją zakładać pod inną koszulkę, kiedy biegam lub ćwiczę. Ale pokazać się w niej – nie pokażę.

To chyba powiedział mój imiennik, pan Wipler, że z korwninizmu się wyrasta, jak z krótkich spodenek. Co prawda, z krótkich spodenek nie wyrosłem, bo gdy jest bardzo ciepło, chętnie je zakładam, ale – jak już powiedziałem – z korwinizmu, owszem, wyrosłem.

Takie są etapy mego rozwoju. Najpierw byłem socjalistą, a było to za młodu. Socjalistą o poglądach mocno lewicowych. Nawet miałem w swoim życiu epizod, w którym deklarowałem się jako zwolennik praw do adopcji dzieci przez homoseksualistów. Potem, z lewaka – przeskoczyłem na korwinizm, który także w pewnej chwili się skończył. Był też anty-pisyzm (to jeszcze przed Korwinem), a potem drugi biegun – kaczym. Jak jest dziś? Zaczyna przeważać u mnie zdrowy rozsądek. Choć może tylko mi się wydaje…?

poniedziałek, 14 listopada 2011

niedziela, 13 listopada 2011

Po Marszu wrze

Po piątkowym Marszu Niepodległości w Internecie, a dokładniej na portalu społecznościowym Facebook – wrze. Mam sporo znajomych – większość z nich znam tylko on-line – patriotów, a więc widzę reakcje głównie z jednej strony. Może to i dobrze. Wczoraj zobaczyłem niechybnie reakcję strony lewej, no i muszę powiedzieć szczerze, przyznać się bez bicia, że usunąłem lewicującą (nie chcę powiedzieć – lewą) znajomą z grona facebookowych znajomych. Nie znamy się osobiście, różnimy się znacznie w poglądach, zaprosiłem Ją przedwczoraj, wczoraj przyjęła zaproszenie, po czym usunąłem Ją. No – tak to właśnie było. Wcześniej, przed kasacją, wywiązała się między nami dyskusja. Tak, wiem, że zachowałem się niemęsko. Teraz „ciach”!

Ale po MN w Internecie wrze nadal, już trzeci dzień. We mnie też zawrzało, zagotowało się, a stało to się wczoraj, kiedy zobaczyłem w Internecie kilka filmików. Znów się wczułem, przez co źle się poczułem. Ale jak tu czuć się dobrze, kiedy widzi się bandę niemieckich zamaskowanych, uzbrojonych w pałki typów (typówki też tam jakieś były) biegających po polskich chodnikach w Dzień Święta Niepodległości?

Oni przyjechali bić faszystów. A faszystą jest każdy, kto świętuje niepodległość, kto gloryfikuje wolność, cieszy się z niezależności narodu. Może ta niezależność i wolność nie jest taka, jakiej byśmy sobie życzyli. Może Polska nie jest suwerennym krajem. Ale to inna sprawa. Dziś zajmować się nią nie mam zamiaru. Zresztą – nie dla mnie to zadanie. Są ludzie, którzy się na tym znają, a ja mogę co najwyżej słuchać tych mądrzejszych, i – ewentualnie – powtarzać to, co mówią (opierając się, oczywiście, na faktach), albo zamilknąć. Nie na zawsze – rzecz jasna.

W Internecie wrze dalej, a we mnie zawrzało jeszcze mocniej, gdy zobaczyłem – na kolejnym z rzędu filmiku – policjanta w cywilu, kopiącego po głowie człowieka. Nie ma co tu komentować. Wystarczy wejść na YT. Tam wszystko jest jak na dłoni. Teraz czas, teraz pora, by się odłączyć od tych przykrych zdarzeń. Niebawem noc, a przed snem trzeba mieć tylko te dobre, pozytywne myśli. 

środa, 31 sierpnia 2011

Czas zacząć słuchać siebie


Widzę w Internecie informacje, że partia Marka Jurka oraz Korwin-Mikkego prawdopodobnie nie wystają w wyborach do Sejmu. Ile w tym prawdy, nie wiem, ale trochę na pewno. Czas pokaże, jak będzie. No, i może bardziej rzetelne informacje.

Niniejsze pojawiły się na niezalezna.pl. Widzę już komentarze pod wpisami o tych informacjach, że Niezależna zaczyna przypominać Wyborczą w swojej propagandzie. Dziś, kiedy biegałem, wpadło mi to właśnie do głowy, że czy to Donek czy Jaro – nieważne, obaj sieją swoją własną propagandę.

Czas zacząć słuchać siebie, o!