niedziela, 4 września 2011

Ty też masz tę siłę

Każdy z nas ma w sobie wielką moc i siłę, lecz nie każdy jest tego świadom. Nie każdy wie o tym, jakie ma w sobie możliwości, które mógłby wykorzystywać w każdej chwili. Jezus mówił o wierze, która przenosi góry. Każdy z nas, jeśli tylko mocno by chciał, odnalazłby w sobie tę wiarę, tę siłę, tę moc, którą mógłby wykorzystywać do tego, by stawać się coraz lepszym człowiekiem. Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo.

Nie słucham ludzi, którzy mówią, że człowiek jest tylko zwierzęciem, nie mającym wpływu na swoje życie lub mającym na nie nieduży wpływ. Nie słucham ludzi, którzy twierdzą, że człowiek nie może brać odpowiedzialności za swoje czyny, bo na niektóre z nich nie ma wpływu, bo niektórymi z nich nie kieruje.

Tak samo, jak nie rozumiem tłumaczeń w stylu: zdradziłem/zdradziłam, bo uległem/uległam chwili, to przez alkohol, to przez emocje i ogólny klimat. Nie rozumiem tych tłumaczeń. Każdy z nas jest odpowiedzialny za to, co robi. Tak jak każdy z nas popełnia błędy. Ale być człowiekiem to znaczy być odpowiedzialnym, przyznać się do błędów, bez tłumaczeń, że to przez kogoś lub coś.

Zdradziłem/zdradziłam, bo dałem/dałam d*py – w pierwszym przypadku przenośnie, w drugim często także dosłownie – bo uległem/uległam – jestem jeszcze słaby/słaba, ale zacznę nad tym pracować, by się polepszyć.

Siła człowieka drzemie między innymi w jego odpowiedzialności za siebie i swoje życie. Tak więc – wierzcie mi – Wy też macie w sobie tę siłę. Idźcie w stronę doskonałości, w stronę Boga. Bo choć może nigdy doskonałości nie osiągniemy, to czemu mielibyśmy nie próbować? 

sobota, 3 września 2011

Jesteś orłem, a nie kurą


Większość z nas to orły nieświadome swej wyjątkowości, żyjące w zagrodzie razem z kurami, przekonane, że jesteśmy tacy sami jak one, że jesteśmy nimi.
- Pisał o tym De Mello :)
- taki oto status umieściłem kilka minut temu na FB.

Jeśli ktoś czytał „Przebudzenie” De Mello, wie, o jaką przypowieść chodzi, o której mówię. A jak ktoś nie czytał, to polecam tę lekturę. Można przeczytać ją darmowo w Internecie, bez ściągania żadnych plików. Wystarczy, że wpisze się w Google Anthony De Mello „Przebudzenie” – i wyskoczy. Przypowieść o orle znajduje się jakoś na początku książki, a więc szybko ją znajdziecie.
Dobrej nocy!! 

Zasiewać idee


Jeśli chcesz siać na dni, siej kwiaty.
Jeśli chcesz siać na lata, sadź drzewa.
Jeśli chcesz siać na wieczność, zasiewaj idee!

Przeglądając niektóre publikacje – trafiłem oto na taki cytat, jak wyżej. Umieściłem go na FB, jako status. Sama myśl o zasiewaniu idei wydaje mi się ogromnie fascynująca. Chciałbym dojść do takiego etapu swojego życia, by idee zasiewać. Fajne by to było! Miłej sobótki!  

piątek, 2 września 2011

Co w tym smutnego?

Kilka minut wcześniej na rogu Zielonej i Kościuszki spotkałem się ze znajomym, który załatwił mi koszulkę, o którą prosiłem. Biała, bawełniana – z logo i napisem „Nowa Prawica”. Niech to będzie symbol mojego symbolicznego pożegnania się z polityką – pomyślałem. Symbolicznego, bo polityką będę się interesował dalej, lecz nie będę się już tak mocno w nią wczuwał. Nie warto. Mam inne, dużo ważniejsze sprawy na głowie. Rozwój własny i gromadzenie bogactwa – umysłowego, duchowego i materialnego. To mnie teraz pochłania.

Spotkanie było bardzo ciekawe. Odbyło się w małej piekarence, znajdującej się na rogu ulic, o których już mówiłem. Poznałem właścicielkę tej piekarni – koleżankę mojego znajomego. Bardzo uprzejma, bardzo miła. Dostałem nawet w prezencie pyszne ciastko, które później zjadłem.

Teraz wszedłem do tramwaju linii 43,  by dojechać do Konstantynowa. Usiadłem na pierwszym wolnym siedzeniu. Oparłem się o okno, twarzą zwróciłem w stronę środka pojazdu. Po drugiej stronie siedziała trójka, na oko 21-letnich, ludzi. Dwóch chłopaków i dziewczyna.

Ta dziewczyna zachowywała się według mnie nieco ordynarnie. Tak, wiem, teraz oceniam, ale cóż… Czy coś w tym złego? Co jakieś słowo używała przecinków typu – kobieta lekkich obyczajów (mówiąc lekko i delikatnie). No i penis, penis z nim!

Powiem szczerze, że ta trójca wyglądała jak zjarana trawką. I takie sprawiała wrażenie. Być może się mylę. Nie jestem nieomylny, jak Najwyższy Sąd. Który jest.

W pewnej chwili dziewczyna patrzy na mnie. Widzę na jej twarzy zdziwienie. Zaskoczenie. Szybko obraca głowę do chłopaka po jej prawej stronie i mówi: ten chłopak nie ma rąk. Ale tamten chłopak nie bardzo wie, o co chodzi. Dziewczyna obraca głowę w drugą stronę i mówi do drugiego chłopaka: ten chłopak nie ma rąk. Tamten chłopak też nie bardzo wie, co jest grane. Dodam, że dziewczyna mówiła to jakby szeptem, ale tak głośnym, że było słychać na pół tramwaju, a uwierzcie mi – jazda 43-ójką jest naprawdę głośna.

Dziewczyna powtórzyła to jeszcze raz. Jeden z chłopaków się zorientował, drugi jeszcze nie. Cały czas patrzyłem w ich stronę. Wreszcie rzekłem, bo już trochę blondyna przesadzała.

- Czy to według ciebie takie straszne? – trochę dziwne pytanie, ale nic innego w tym momencie nie przyszło mi do głowy. Oczywiście spytałem spokojnie, uśmiechając się w ich stronę. Spokojnie, ale – żeby było jasne – pewnie.
- Nie – odpowiedziała – raczej smutne.
Wiem, że ta dziewczyna była w jakiś sposób wrażliwa, ale ja tego nie potrzebuję, tym bardziej w jakichś tramwajach – i to od nieznajomych.
- Czemu smutne? – spytałem. Znów spokojnie, ale pewnie.
- No, nie wiem, smutne – odpowiedziała. To jak nie wiesz, to zajmij się kolegami, którzy nie wiedzą chyba zbytnio, gdzie są i co się dzieje – pomyślałem.
- Ale da się przyzwyczaić? – dodała.
- Pewnie, że się da – powiedziałem, patrząc dziewczynie prosto w oczy.

Tu rozmowa się urwała. Dalej jechaliśmy. Co jakiś czas spoglądałem w ich stronę. Ale oni już z moimi (nie)rękoma sobie odpuścili. Potem wsiedli ich znajomi. Jeden miał tyle tatuaży, że już nie było miejsca na kolejne i zaczynał robić na głowie. Drugi był tak z-melanżowany (naćpany, pijany i nie wiem, co jeszcze), że ledwie co wszedł do tramwaju, by za chwilę wypalić przy otwartym oknie papierosa.

A ja się teraz, wieczorem siedząc w domu, zastanawiam, co tak naprawdę jest smutne, tragiczne, co jest nieszczęściem… 

Do góry głowa, jesteś wielki!

Ludzie czasem mówią mi: Ty to jesteś szczęśliwy. Ciągle uśmiechnięty. Twoje życie jest proste. Nie masz żadnych problemów.

Rzadko kiedy im odpowiadam, bo wiem, że nie ma to sensu. Tak jak nie ma sensu facebookowe spieranie się, kto jest lepszy – PO czy PiS. Każdy ma swoje własne zapatrywanie na te sprawy. Ma prawo myśleć, co chce. To, że czasem jest to myślenie nieprzemyślane – że tak powiem – to już inna sprawa. Ale Wolność, którą kocham ponad wszystko – Wolność Słowa, Wolność Myślenia i tak dalej, i tym podobne.

Ludzie, którzy mówią mi, że ja taki szczęśliwy, żyjący bezproblemowo -  też mają swoje indywidualne spojrzenie na te sprawy i mogą myśleć, co chcą, ja nie będę ich od tego odwodził. Powiem więcej: mają oni w swoim myśleniu trochę racji. Ale po kolei…

- Ty to jesteś szczęśliwy: Tak, jestem, i to bardzo. Jestem szczęśliwy, bo mam cel w życiu, pasję, wiem po co żyję. Jestem szczęśliwy, bo choć nie mam rąk, to mam głowę, którą myślę, nogi, na których mogę się przemieszczać. Jestem szczęśliwy, bo odnalazłem szczęście w sobie. Jestem szczęśliwy, tak – a niby czemu mam nie być?

Ktoś powie, bo życie jest trudne. Odpowiem: życie jest takie, jakie chcemy by było, takie, jak je widzimy. Jeśli ktoś widzi życie jako trudne – to takie to życie jest. A nawet jeśli jest trudne – to powód, że mam nie być szczęśliwy? Mógłbym o tym pisać długo. Bez końca. Ale przejdźmy dalej.

- Ty to jesteś ciągle uśmiechnięty: Może nie ciągle, ale często się uśmiecham. Chociażby dlatego, że jestem szczęśliwy. Wiem, że z uśmiechem idzie się łatwiej przez życie. Gdybym się nie uśmiechał, byłbym smutny. Ja chcę być wesoły!

- Twoje życie jest proste: Powiem krótko – moje życie jest jedną, wielką przygodą, jest takie, jakim je widzę. Jeśli twoje życie jest pogmatwane, zmień to. Uwierz wreszcie w siebie, dasz radę!

- Nie masz żadnych problemów: Gdybyś znał moje wszystkie problemy, dawno byłoby po tobie. Może to przesada. Ale wierzcie mi, mam problemy. Problemy – mówiąc waszym językiem. Musiałem nauczyć się żyć tak, by każdy problem był wyzwaniem. Mam wiele spraw, przez które zarwałem nie jedną noc. Nie dały mi spać. Ale wiem, że to wyzwania i spotykają mnie w życiu po to, bym się czegoś nauczył. Los nie zsyła na człowieka trudności, z którymi człowiek nie byłby sobie w stanie poradzić. W ogóle nie wierzę, że coś nam zsyła los. Jestem zdania, że to my doświadczamy siebie samych, a robimy to po to, by się sprawdzić, by pokazać sobie, że jesteśmy silni.

Kończąc ten wpis, powiem: GŁOWA DO GÓRY!! NIE MA TAKIEJ RZECZY, SPRAWY, WYZWANIA, PROBLEMU, Z KTÓRYMI NIE DALIBYŚMY SOBIE RADY!!


Kocham Wolność


Wolność jest moją przyjaciółką, którą bardzo umiłowałem. Kocham Ją, i kiedy jest przy mnie, kiedy jest blisko – czuję się wyjątkowo, jestem szczęśliwy. Wielu za Wolność oddało życie. Wielki szacunek dla nich za to – bo byli Jej wierni do ostatniej chwili, aż do śmierci.

Kiedy nie ma Wolności – człowiek nie jest wolny, jest zniewolony. Kiedy Ona jest – człowiek jest wolny i czuje się jak ptak, który rozwinął skrzydła.

Patrzę dookoła i widzę ludzi, którzy chcą nam dawać Wolność. To dziwne. Przecież każdy człowiek rodzi się z natury wolny. Znaczy ktoś tę Wolność nam zabiera. Na szczęście średnio mu to wychodzi.

Są wśród nas ludzie, którzy nawet w więzieniu pozostaną wolni. A więc niech strzegą się wszyscy złodzieje Wolności! Pamiętajcie zasadę: WSZYSTKO CO ROBISZ, CO DAJESZ I CO ODBIERASZ INNYM – DO CIEBIE WRACA – CZĘSTO Z WZMOŻONĄ SIŁĄ. Jeśli komuś zabierzesz wolność – przyjdzie dzień, że i ty ją stracisz. Jeśli pozwolisz komuś być wolnym – i ty wolnym będziesz. 

czwartek, 1 września 2011

Niektórzy nigdy nas nie zrozumieją


Czasem spotykam na swojej drodze ludzi, których bardzo motywuje do życia krytykowanie innych. Specjalizują się oni w tym, by przycinać skrzydła innym, choć różnie im to wychodzi, bo ci silniejsi i mądrzejsi od nich nie dają sobie skrzydeł przyciąć.

Sami nic nie robią, albo nie, inaczej: robią nic, mało co w życiu osiągnęli, ale zawsze mają dla nas rady, jak mamy postąpić. Śmieją się z naszych pomysłów, pewnie życząc w sercach, by nam nigdy nie wypaliły.

Spotykam takich ludzi czasem, którzy  zajmują się właśnie tym. Tym, by mówić nam: nie uda ci się, to jest niemożliwe. Na pewno nie dasz rady, jesteś za słaby, jesteś za cienki.

Nie wiem, jak Wy, ale ja nauczyłem się już, by ich nie słuchać. Kiedy słyszę jakiś tekst, który we mnie uderza, który krytykuje mnie w sposób nie konstruktywny, a złośliwy – zaraz go ucinam. Czasem bywa i tak, że wysłucham całej wypowiedzi, ale myślę swoje. Ostatnio nauczyłem się też tego, by nie wyjawić wszystkiego i każdemu tego, co myślę.

Niektórzy i tak nas nigdy nie zrozumieją. Miłego Wieczorka od Wieczorka! 

Po siedmiu kilometrach


Po treningu z Piotrkiem usiadłem do komputera. Postanowiłem, że zrobię krótki wpis na bloga. Posty o tym, że sport to zdrowie zamieszczałem już tu nie jeden raz. Ale zrobię to po raz kolejny.

Sport jest fajny. Przekonałem się o tym po raz kolejny kilka minut temu. Zrobiliśmy z Piotrkiem około 7 kilometrów – oczywiście biegiem. I czuję się świetnie. A Wy jak się dziś czujecie?

Teraz biorę się do pracy. Miłego dnia!! 

Wojna


Życzę wszystkim pięknego i radosnego 1-ego września – oczywiście nie zapominając o tym, że 1-ego września roku 1939 wybuchła II wojna światowa, czyli, idąc za Wikipedią: największy konflikt zbrojny w historii świata, trwający od 1 września 1939 do 2 września 1945 roku (w Europie do 8 maja 1945), obejmujący zasięgiem działań wojennych prawie całą Europę, wschodnią i południowo-wschodnią Azję, północną Afrykę, część Bliskiego Wschodu i wszystkie oceany. Niektóre epizody tego strasznego konfliktu rozegrały się nawet w Arktyce i Ameryce Północnej…

Mam nadzieję, że to już za nami i nie wróci, nie powtórzy się. Mam nadzieję, że to odeszło bezpowrotnie. Będę się za to modlił, tak samo jak będę modlił się za wszystkie ofiary tego konfliktu.

Teraz oczyszczam swój umysł z tych myśli. Chcę spędzić piękny dzień. I właśnie taki dzień dziś spędzę. Wam też tego życzę!! Biorę się do szybkiej pracy, a ok. 12 trening z Piotrkiem. 

Uśmiech to pół pocałunku


„Uśmiechnął się do mnie - o serce ratunku!
Bowiem cóż to jest uśmiech?
To pół pocałunku!”
- To status z FB mojej znajomej. Oczywiście: pożyczyłem go. Ponoć to z „Awantury o Basię” Kornela Makuszyńskiego.
Miłego i radosnego pierwszego września życzę!! 

środa, 31 sierpnia 2011

Sport to naprawdę zdrowie


Sport to zdrowie – to nie jest pusty slogan. Sport poprawia samopoczucie. Sport jest dobry niemalże na wszystko – tak powiem. Oczywiście nie mówię tu o sporcie zawodowym czy wyczynowym, który często przeciąża ciało. Mówię tu o sporcie, który wykonujemy na maksymalnie 70, czasem 80 procent naszych możliwości.

Ostatnio zacząłem biegać. Wcześniej, kiedy mówiłem, że biegam, nie biegałem naprawdę, a tylko się ruszałem, rozciągałem, ćwiczyłem, pokonując co jakiś czas krótki odcinek biegiem.

Teraz staram się biegać naprawdę. Między innymi dlatego, że już 10-ego września biegniemy do stolicy. Idea fajna, myślę, że będzie naprawdę miło i przyjemnie. Tutaj daję Wam link, sprawdźcie, na czym to dokładniej polega: http://www.wsp.lodz.pl/news-386.html.

Po krótkiej przerwie – spowodowanej kontuzją – powoli z powrotem wdrażam się w bieganie. Rano zrobiłem trzy kilometry, biegnąc do miejscowości Bełdów – pod sam kościół. Wracając, wszedłem do przychodni, gdzie spotkałem lekarza, który dał mi skierowanie do lekarza specjalisty rehabilitanta. Piszę o tym, bo stało się to w sumie przypadkiem. Wchodziłem do przychodni, by spytać się pań w recepcji właśnie a propos przyjęć lekarskich. No spotkałem w drzwiach wejściowych doktora, który spytał mnie, czego potrzebuję. Powiedziałem, o co chodzi i zaraz to dostałem.

Tak więc sport to naprawdę zdrowie, hej! Dobrej nocy! 

Życie jest takie, jakie powinno być


Dziś ostatni dzień października. Jutro 1-wszy września. Rozpoczęcie roku szkolnego. Jako student, mam jeszcze miesiąc przerwy wakacyjnej.

Tak sobie teraz pomyślałem, że ten czas płynie względnie szybko. Wczoraj jechałem busem ze znajomą i w pewnym momencie zadałem Jej pytanie, czy wie, że bawiłem się na Sylwestra z Jej bratem. Kiedy to było – zaśmiała się, odpowiadając. Faktycznie, przecież zaraz wrzesień.

Na czas nie mamy wpływu. Nie możemy go zatrzymać, cofnąć, przyśpieszyć. To niemożliwe. Przynajmniej nie teraz.

Jednak możemy żyć tak, by korzystać z życia jak najbardziej się da. Najlepszy sposób to życie tym, co jest, życie obecną chwilą.

Często jest tak, że nie żyjemy tym, co jest teraz, w tym momencie. Zamiast tego myślimy o przeszłości lub przyszłości. Analizujemy w naszych głowach to, co było lub myślimy o tym, co będzie. Tak nam mija życie, którego nie przeżywamy.

Wczoraj kiedy szedłem łąkami, zacząłem sobie uświadamiać teraźniejszość. Żyłem chwilą, która trwa. Starałem się w ogóle wyłączyć myślenie. Spojrzałem na niebo, po którym wolno płynęły chmury, niemalże jak statki.

Rozglądałem się po drzewach. Widziałem, jak kołysze nimi wiatr. Uświadomiłem sobie nagle, że wszystko jest tak, jak powinno być. Spytałem siebie, czy mam jakiś problem teraz i tutaj, czy istnieje jakiś problem w tym momencie. Nie istniał żaden.

Życie jest takie, jakie być powinno. Miłego Wieczorka życzy Wieczorek! 

Cofnąć czas


Ludzie do szczęścia potrzebują kogoś lub czegoś. Mówią, że będą szczęśliwi, jak zdobędą serce swojego wybranka. Mówią, że będą szczęśliwi, jak wygrają kilka milionów w lotto. Ale to jest iluzja. Szczęście trzeba odnaleźć w sobie. Wszystko zaczyna się w nas, a nie gdzieś na zewnątrz.
- Taki oto status zamieściłem kilka minut temu na Facebooku.

Czas skończyć z tym politykowaniem, a zacząć robić coś, co wpłynie na moje, ale nie tylko moje, ale też innych życie pozytywnie. Mam ciekawe doświadczenie, tak myślę. Może nie tak wielkie jak niektórzy, ale jakieś mam. Mimo mojego względnie młodego wieku, trochę w swoim życiu udało mi się już przeżyć. Nie będę mówił, że los mnie doświadczył, bo jakoś nie pasuje mi to określenie. Każdy jest kowalem swego losu – takiego jestem zdania. Pierwsza moja zasada, by zacząć swoje życie zmieniać na lepsze, to wziąć za nie odpowiedzialność. Spokojnie, napiszę jeszcze o tym nie raz.

A propos Facebooka. Znajoma napisała w swoim statusie, że chciałaby cofnąć czas, by na niektórych rozstajach dróg podjąć inne decyzje. Napisałem jej, że niestety (a może stety!) czasu się nie cofnie. Trzeba brać życie takie, jakie jest teraz, nie myśląc o tym, co było. Rozpamiętywanie złych decyzji nic nam nie da. Kiedy dopadają nas negatywne myśli, należy zadać sobie jedno proste pytanie: co mogę zrobić w tym momencie, by poczuć się lepiej, i zrobić to. Pamiętajmy, że czasu nie cofniemy. Ale możemy zmienić swoje postrzeganie. Nawet tego, co było – a wtedy zmieniamy naszą przeszłość… Niemożliwe! – powiecie. Są na tym świecie rzeczy, które się filozofom nie śniły. Poważnie! I niektórym fizjologom też… podobno… No, ale to nie mój dział. Miłego popołudnia! 

Etykiety


Jeśli chodzi o etykiety, które pojawiły się z lewej strony mojego bloga – to, zaznaczę, są one w trakcie dopracowywania. Nie są jeszcze gotowe. Także: spokojnie, powoli – niedługo będzie można z nich korzystać. Tzn. już można, ale, póki co, są one nie skończone. Będę miał trochę pracy, ponieważ będę musiał przejrzeć wszystkie posty i dodać im etykiety – to po pierwsze. A po drugie – na pewno będzie mniej tych etykiet – znaczy mniej kategorii, ale każda z kategorii będzie miała więcej przypisów. No, ale powoli, jeszcze trochę. Także cierpliwości. 

Czas zacząć słuchać siebie


Widzę w Internecie informacje, że partia Marka Jurka oraz Korwin-Mikkego prawdopodobnie nie wystają w wyborach do Sejmu. Ile w tym prawdy, nie wiem, ale trochę na pewno. Czas pokaże, jak będzie. No, i może bardziej rzetelne informacje.

Niniejsze pojawiły się na niezalezna.pl. Widzę już komentarze pod wpisami o tych informacjach, że Niezależna zaczyna przypominać Wyborczą w swojej propagandzie. Dziś, kiedy biegałem, wpadło mi to właśnie do głowy, że czy to Donek czy Jaro – nieważne, obaj sieją swoją własną propagandę.

Czas zacząć słuchać siebie, o!

wtorek, 30 sierpnia 2011

10-ego września biegniemy do Warszawy


Idą wybory, a ja coraz mniejszą mam ochotę wgłębiać się w politykę. Czas zacząć robić coś, co pozwoli mi się rozwinąć bardziej, niż miałem okazję rozwinąć się do tej pory. Czas na poważne kroki i odważne decyzje – ale nie takie, o jakich mówią nam twarze na bilbordach.

10-ego września  biegniemy do Warszawy. Więcej informacji tutaj: http://www.wsp.lodz.pl/news-386.html. No, dziś tak krótko. Dobrej nocy! 

niedziela, 28 sierpnia 2011

Śluby


Ślub Moniki i Sylwka

Wczoraj byłem na ślubie dwójki moich znajomych – Sylwka i Moniki. Było bardzo miło. Sporo osób, w kościele prawie że wszystkie miejsca siedzące zajęte. Kobiety ubrane w piękne suknie. Mężczyźni w wyprasowanych marynarkach i eleganckich spodniach. Przed kościołem, zaraz u wyjścia nowy porsche, którym przyjechała para młoda.

Uroczystość ślubna trwała ok. godziny. Potem wszyscy wyszliśmy przed kościół, by złożyć życzenia młodym. Była tam także znana aleksandrowska orkiestra, która pięknie dla nich przygrywała na instrumentach dętych. Nikogo nie zraził deszcz, który przez parę minut dał o sobie znać.

Tutaj, korzystając z okazji, chciałbym jeszcze raz złożyć Monice i Sylwkowi  przede wszystkim SZCZĘSCIA, przez które rozumiem dobrobyt, bogactwo, zdrowie, miłość, radość – i wszystko, co najlepsze.


Niedzielny ślub

Dziś, jako że jest niedziela, postanowiłem pójść na mszę, mimo tego, że w kościele byłem już wczoraj – na ślubie, o czym wspomniałem wyżej. Msza odprawiała się dziś rano, w południe i popołudniu – o godzinie 16, czyli tradycyjnie, tak jak co niedzielę. Do kościoła poszedłem oczywiście na 16. Czemu jest to oczywiste? Nie wiem. Ale niech oczywiste to będzie, bo czemu niby ma nie być?

Ale przejdę do rzeczy. Msza odprawiała się o 16, pod kościół podwiózł mnie kuzyn, a więc byłem już tam ok. 15.30. Jak się okazało, dziś także, mimo tego, że niedziela – odbywał się ślub. Lecz dziś para młoda nie przyjechała porsche, a bardzo długim – jak autobus, a nawet od niektórych autobusów dłuższym – białym Hammerem. Auto, nie powiem, wyglądało imponująco.

Mało tego. Pod koniec ślubu nad kościołem zaczęły krążyć dwa białe samoloty, które na sam koniec, specjalnie dla pary młodej, wykonały w niskim locie fajną ewolucję. Jak ona wyglądała? Ano tak, że samoloty leciały obok siebie blisko na niskiej wysokości, by w pewnym momencie się rozdzielić i unieść do góry. Było przy tym sporo frajdy.

Mój ślub

Te śluby dały mi trochę do zastanowienia. Ciekawe, kiedy ja – i czy w ogóle – wezmę swój? Jakiś czas temu miałem plan, by wziąć ślub humanistyczny, ale już mi to przeszło. Teraz, oczywiście, w grę wchodzi tylko kościelny. Wyjątek jest tylko wtedy, kiedy moja ukochana nie będzie mogła wziąć kościelnego – wtedy weźmiemy inny, może nawet humanistyczny, jeśli oboje podejmiemy takową decyzję.

Nie szukam nikogo na siłę, ale powiem szczerze, że chciałbym się zakochać, by obdarować swoją wybrankę gorącym uczuciem. Mógłbym adorować ją, zdobywać jej serce. Tak, myślę, że byłoby to fajne. Człowiek jednak nie całe życie ma w głowie fiu bziu, z czasem dojrzewa także do kochania. I dobrze, bo miłość to rzecz piękna. 

sobota, 27 sierpnia 2011

Droga


„Dwie drogi rozchodziły się w żółtym lesie. Żal, że nie
mogłem przebyć obu – Samotny wędrowiec, którego w
świat niesie. Wpatrywałem się w pierwszą, stojąc u jej
progu, Jak skręca w oddali i w poszyciu znika.

Wybrałem tę drugą, gdyż chęć nieodparta, Słuszność
decyzji motywowała, Jakby chciała być przeze mnie
przetarta, Choć od pierwszej się nie odróżniała, A obie
były wytyczone.

Tamtego ranka wyglądały na podobne. Nie było śladów
żadnego człowieka. Na pierwszą powrócę – rzuciłem na
odchodne Wiedząc, jak droga potrafi być daleka.
Wątpiłem jednak, czy powinienem powrócić.

Nieraz mnie to wspomnienie poniesie, Gdy będę
rozważał drogę obraną. Dwie drogi rozchodziły się w
lesie, A ja? Ja obrałem tę mniej uczęszczaną. I to właśnie
wszystko odmieniło.”

Robert Frost (1916 r.)

czwartek, 25 sierpnia 2011

Coś się kończy, coś zaczyna


Oni bezczelnie uśmiechają się do nas z plakatów, mówiąc: wybierz mnie, a będzie ci dobrze. Wybierz mnie, a coś ci dam. Wybierz mnie, a twoje życie stanie się piękne. I tak wybieramy ich. Wybieramy, a potem plujemy sobie w brodę. Nie zależnie która z czterech czołowych partii wygra wybory – i tak nic się nie zmienia. Czemu? Bo one wszystkie są do siebie bardzo podobne. Co nowego zaoferuje na Kaczyński albo Napieralski? Myślę, że nic. Jeden z nich może będzie doił obywateli trochę mniej, a drugi trochę więcej – poza tym nic się nie zmieni. Wszystko będzie powtarzało się dalej, ponieważ to ten system i ustrój nie są prawidłowe.

Ludzie, którzy mówią o zniesieniu niektórych podatków, o tym, by każdy obywatel oddawał państwu 10 % tego co zarobi, a nie jedną trzecią swoich dochodów – przedstawiani są w mediach jako oszołomy, wariaci i inni niezdrowi psychicznie. Dziś nie jest ważne to, co mówisz, ale to w jaki sposób mówisz, jak gestykulujesz i tym podobne. Zaczęła się kampania, czyli pojedynek na prezencje. Nie nabierajmy się po raz kolejny na to.

Szczerze powiem, że czuję, że zbliża się nowy etap naszej cywilizacji. Coraz więcej osób staje się świadoma, przebudzona, nie tylko duchowo, ale także społecznie. Co się zmieni, nie wiem, czas pokaże, ale czuję, że coś się kończy, a zaczyna coś nowego. 

Sen o Teorii Ewolucji


Miałem dziś niezły sen. Może za dużo myślę o Bogu, ateistach i im podobnych sprawach. Śniła mi się dziś Teoria Ewolucji. Podczas snu przyszli do mnie znajomi racjonaliści i ateiści, których w tym roku kilku poznałem i opowiadali mi coś właśnie o Teorii Ewolucji, twierdząc, że jest ona faktem. Może to jakiś znak dla mnie? Może znów powinienem zastanowić się nad swoją wiarą, czy aby nie jest ona zbyt ślepa?