piątek, 18 maja 2012

Dla Sportu Marsz


Dla Sportu Maszeruję. W tym zwrocie stylistyka kuleje bardzo. Ale pasuje ten zwrot na rozwinięcie skrótu DSM. Pomysł, aby właśnie tak rozwinąć ten skrót, wpadł mi dziś do głowy ok. godziny temu, kiedy biegałem, przeplatając bieg marszem. Szedłem asfaltem, aż tu nagle zatrzymał się obok mnie samochód, w którym siedziało trzech moich znajomych. Spytali się mnie, czy idę konkretnie w jakieś miejsce, czy może maszeruję dla sportu. Dla Sportu Maszeruję – odpowiedziałem. 

Trzy zdjęcia

Z Profesorem Aleksandrem Nalaskowskim
Sztafeta do Warszawy - WSP w Łodzi
Kopanie w worek - z Danielem

czwartek, 17 maja 2012

Determinacji Siły Mocy!


DSM to trzy litery, które są moim imieniem – którego nie dostałem ani na chrzcie, ani podczas bierzmowania, ale wymyśliłem je sam, i sam, nieoficjalnie, nadałem je sobie kilka lat temu. DSM to także skrót, który posiada wiele rozwinięć. Można by je mnożyć, a jedynym ograniczeniem jest tu wyobraźnia, która cechuje się tym, że nie posiada ograniczeń. Tak więc dziś, w ten słoneczny, choć nieco wietrzny czwartek, DSM oznaczać będzie: Determinację, Siłę i Motywację, a z małą kombinacją Motywacja zastąpiona może być Mocą, której Wam dziś życzę. 

niedziela, 6 maja 2012

Nie-najlepsza forma


Kończy się długi weekend majowy. Pogoda za oknem trochę się popsuła. Trudno. Najważniejsze jest to, by – mimo niepięknej pogodny – piękno pielęgnować w sobie. Nosić w sobie radość i nieustannie świecące słońce – o to w tym wszystkim chodzi.

Nie jest to łatwe. Czasem przychodzą te gorsze dni. Chwile słabości to rzecz normalna. Ale dobrze jeśli tych chwil i momentów, w których czujemy się gorzej, w których nasz nastrój się obniża – jest jak najmniej.

Ktoś kiedyś powiedział, że nie sztuką jest działać na swych najwyższych obrotach, kiedy jesteśmy w najlepszej formie. Sztuką jest być sobą, być człowiekiem, mieć siłę i moc, działać pozytywnie właśnie w tych chwilach, kiedy przychodzi do nas słabość.

I tego Wam życzę! 

czwartek, 3 maja 2012

Historyjka o proboszczu, który gościł u swoich parafian


„Czy wierzy ksiądz, że wiara, jak mówi Biblia, może przenosić góry?”, zapytał pan domu.

„Tak, wierzę”, spokojnie odpowiedział proboszcz.

„W porządku, dziś pójdę spać z wiarą, że ta góra naprzeciw naszego domu do rana zniknie”, zadeklarowała głowa rodziny.

Następnego zaś ranka ten człowiek skwapliwie wyjrzał przez okno, a widząc, że góra wciąż
stoi na swoim miejscu, pogratulował sobie: „Wiedziałem, że nie zniknie!”.


Ben Sweetland – „Bogać się kiedy śpisz”

FCKRS


3 maja 1791 roku...


3 maja 1791 roku została uchwalona Konstytucja Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Była ona pierwszą konstytucją w nowożytnej Europie, drugą po amerykańskiej na świecie, doniosłym dziełem myśli polskiego Oświecenia.

Już w dwa dni po uchwaleniu Konstytucji przez Sejm Wielki (1788-1792) dzień 3 maja uznano za  święto narodowe, które później z powodu niewoli kraju zostało na długi czas  zawieszone. Przywrócono je po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku. Po II wojnie światowej w roku 1946 władze komunistyczne zabroniły publicznego świętowania, a próby manifestacji były tłumione przez milicję. W 1951 roku święto zostało oficjalnie zniesione.
Od 1990 roku 3 Maja znów jest oficjalnym świętem państwowym w Polsce, dniem wolnym od pracy. Od 2007 roku jest również świętem narodowym Litwy.

W szczególnie podniosłej atmosferze odbywają się główne obchody Święta 3 Maja przed Grobem Nieznanego Żołnierza na Placu Piłsudskiego w Warszawie. Towarzyszą im defilada wojskowa, salwy armatnie, uroczysta odprawa warty, składanie wieńców.
Hołd dziełu wybitnych Polaków oddają przedstawiciele najwyższych władz państwowych, wojskowych, duchowieństwa, reprezentanci korpusu dyplomatycznego, kombatanci, harcerze i tysiące warszawiaków.

Święto 3 maja jest świętem radosnym. W całej Polsce odbywają się wiosenne imprezy, koncerty, rodzinne majówki. Na ulicach stolicy w biegu pod hasłem „ Od Konstytucji 3 maja do Unii Europejskiej” bierze udział wielu ludzi. 


Komentarz: „Od Konstytucji 3 maja do Unii Europejskiej” – hasło brzmi wymownie. Ciekawe, co będzie po Unii…? Ale zostawiam to i postanawiam się cieszyć dzisiejszym Świętem. Szykuję się na Mszę. Zaraz wyruszam!

wtorek, 1 maja 2012

Profesor Nalaskowski na żywo


Kilka dni temu miałem niezwykłą przyjemność uczestniczyć w pierwszej części Konferencji „We don’t need no education…?” (http://studencidlarp.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=228:konferencja-qwe-dont-need-no-educationq&catid=46:slajdy&Itemid=46), której organizatorem byli młodzi, ambitni ludzie ze Stowarzyszenia Studenci dla Rzeczpospolitej. Tak na marginesie muszę powiedzieć, że zapał i działalność tej organizacji oraz jej członków budzi mój podziw i wielki szacunek.

Mówiąc o niezwykłej przyjemności, mam w szczególności na myśli możliwość wysłuchania przeze mnie i zobaczenia na żywo prof. dr hab. Aleksandra Nalaskowskiego – pedagoga, którego bardzo cenię. Do tej pory miałem okazję widzieć Pana Profesora tylko na nagraniach w Internecie. Tego, czy występuje On w TV, nie wiem – raz widziałem Go w programie u Jana Pospieszalskiego – bo jej nie oglądam, ale mam przeczucie, że pokazują Go tam głównie ze względu na Jego kontrowersyjne poglądy, dotyczące m.in. homoseksualistów. W tej chwili mam na tapecie artykuł z portalu narodowcy.net zatytułowany „Nalaskowski pozwany za krytykę homoseksualizmu”. Dla równowagi przekazu otworzyłem także tekst z gazeta.pl, którego tytuł brzmi: „Profesor pod sąd za pogląd o homoseksualizmie”. Oto wypowiedź Profesora Nalaskowskiego, która wzbudziła kontrowersje: Rodzice homoseksualni, tworzący dom dziecka, nie są w stanie przekazać dziecku w procesie wychowania, właściwego wymiaru życia seksualnego człowieka. Ten wymiar będzie zawsze wymiarem spaczonym, wymiarem chorym. Tak jak homoseksualizm jest chory, choć Organizacja Zdrowia uznała, że nie jest. Ale, jak sam Profesor powiedział na Konferencji, cytuję z pamięci: im bardziej moje poglądy nt. homoseksualizmu są kontrowersyjne i wyraźne, tym więcej wśród homoseksualistów mam znajomych.

Zostawmy jednak homoseksualizm w spokoju. Wróćmy jeszcze do Konferencji. Odbyła się ona 27 kwietnia roku 2012 w budynku Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego. Frekwencja to ok. 40 osób. Trochę to dziwne, powiem szczerze. Pewnie gdyby swoje wystąpienie miała Doda Elektroda zebranych byłoby co najmniej sto razy więcej. Czuję, że sala wypełniona by była po brzegi, jeśli zamiast prof. Nalaskowskiego występ swój miałaby p. Kazimiera Szczuka ze swoimi rozmazanymi jak płyn do mycia szyb na szkle poglądami. Tak to jest. Być może ja mam tu jakiś defekt i nieopatrzne spojrzenie.

Kiedy Profesor Nalaskowski wszedł na aulę, nie poznałem Go w pierwszej chwili. Zapuścił brodę, która zmieniła Jego wygląd. Znakiem charakterystycznym, który przesądził u mnie, że to On, były czerwone skarpety, które założone miał na stopy.

Podszedłem, spytałem się, czy mógłbym zrobić sobie z Nim zdjęcie – zgodził się, mówiąc, że natychmiastowo. Był bardzo uprzejmy. Mam nadzieję, że niebawem przyjdzie do mnie na maila fotka z Profesorem, którą wykonała Paulina – członek Stowarzyszenia Studenci dla Rzeczpospolitej. Jeśli chodzi o sam wykład Profesora, jego treść, to myślę, że niedługo będzie On dostępny na stronie studencidlarp.pl. 

piątek, 27 kwietnia 2012

Spotkanie w LO XXXIII


We wtorek, 24-ego kwietnia, miałem przyjemność uczestniczyć w spotkaniu z uczniami LO 33 w Łodzi. Frekwencja dopisała, było ok. 30 osób. Wśród nich kilku nauczycieli i wychowawców.

Liceum Ogólnokształcące nr 33 w Łodzi posiada kilka klas integracyjnych. Podczas wtorkowego spotkania rozmawialiśmy o niepełnosprawności. Miałem okazję odpowiadać na często niełatwe i odważne pytania licealistów oraz pedagogów.

Jestem mile zaskoczony dojrzałością młodych, w większości 16 i 17-letnich ludzi. Niejeden dorosły może im pozazdrościć bystrości umysłu i otwartości. Cieszę się, że mamy taką młodzież - ich postawa i podejście do spraw niepełnosprawności i drugiego człowieka zasługuje na uznanie.

Nie chodzi tu o jakąś egalitarność i populistyczne hasła, że wszyscy jesteśmy równi i tacy sami. Ci, którzy głoszą te poglądy, często są hipokrytami. Jest wielu, którzy „walczą o prawa słabszych”, nie mając kompletnie o tym pojęcia.

Każdy z nas jest indywidualnością. I do każdego trzeba jak do indywidualności podchodzić. Przede wszystkim jak do człowieka. Część „walczących o prawa słabszych” dzieli ludzi na pełnosprawnych, niepełnosprawnych itp. Najpierw mówią, że niepełnosprawni są tacy sami, jak reszta, a kiedy przychodzi co do czego, okazuje się, że niepełnosprawny ma być traktowany inaczej. Często jak ktoś słabszy.

Można by pisać o tym długo, ale nie dziś i nie teraz. Na koniec chciałem podziękować wszystkim, którzy byli ze mną na spotkaniu we wtorek – 24 kwietnia, w LO 33. 

VI Bieg Wdzięczności

Są ludzie, którzy naprawdę potrafią cieszyć się życiem


W dniu 22 kwietnia w Konstantynowie Łódzkim odbył się VI Bieg Wdzięczności za Pontyfikat Ojca Świętego Jana Pawła II. Nad wydarzeniem patronat objął Marszałek Województwa Łódzkiego – Witold Stępień.

Jedną z kategorii biegaczy były osoby z niepełnosprawnością. Mieli oni tu swoje pięć minut, podczas których mogli zaprezentować swą niespożytą energię, zacięcie i wolę walki. Nie obyło się bez łez. Każdy lubi wygrywać, lecz zwycięzca jest tylko jeden… Czy oby na pewno?

Największą wygraną jest pokonać samego siebie i własne słabości. Największą nagrodą – duma, którą się czuje z powodu podjętej walki. Były także nagrody materialne. Kolega Jacek (na zdjęciu) udowodnił, że numer 13 przynosi szczęście, odbierając po raz drugi – pierwszy raz dwa lata temu – nagrodę, którą był rower górski.

Gratuluję wszystkim Uczestnikom i Organizatorom Biegu! Dzięki Wam Świat jest piękniejszy!!


[NP: http://niebieski-plomien.blogspot.com/2012/04/vi-bieg-wdziecznosci.html]

Zdjęcia z VI Biegu Wdzięczności (cz. I)

Z Asią :)
Z Dagą :)
Po Prawej Stronie Orła W Koronie :)

Z Niezłą Ekipą :)
Z Agą i Oliwką :)

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

J.W.Goethe - trzy cytaty na dobranoc



Nie trzeba pisać wierszy ani sztuk teatralnych, żeby być twórcą: istnieje również twórczość czynów, która niejednokrotnie stoi znacznie wyżej.

Biorąc pod uwagę wszystkie akty tworzenia, odkrywa się jedną elementarną prawdę: gdy się czemuś prawdziwie poświęcamy, wspiera nas opatrzność.

Cokolwiek zamierzasz zrobić, o czymkolwiek marzysz, zacznij działać. Śmiałość zawiera w sobie geniusz, siłę i magię.

— Johann Wolfgang Goethe

czwartek, 19 kwietnia 2012

Każdy czasem upada

Każdy czasem upada. Tą myślą zacznę ten wpis. Upadki to rzecz normalna, choć są ponoć ludzie, którym się to nie zdarza. A może jest tak, że to, co dla jednego jest upadkiem, dla kogoś innego upadkiem nie jest.

Każdy czasem upada…

Mnie wczoraj zdarzył się upadek. Pierwszy raz tego typu upadek w życiu. Wchodząc do tramwaju, zawadziłem nogą o schodek i się przewróciłem. Stało się to nagle, z zaskoczenia, ale jeszcze szybsze od upadku było moje powstanie. Taki mały szok. Obok siedziała młodzież. Nie śmiali się. Chyba też byli w lekkim szoku. Potem tylko lekko się uśmiechnęli… kiedy przeprosiłem i powiedziałem, że się zapatrzyłem.

Takie upadki są dla nas lekcjami. To nauka, która mówi nam, byśmy nie czuli się za pewnie. Halo, obudź się, nie bądź taki pewny, bo, póki żyjesz, nie wiesz do końca, co może cię spotkać, choćbyś był nawet mężczyzną, znającym swoje przeznaczenie.

Takie upadki są także sprawdzianem tego, jak się po nich zachowamy. Czy wstaniemy i będziemy podążać dalej, jakby się nic wielkiego nie stało, czy może zachowamy się inaczej. Może zaczniemy rozpaczać. Może wspominać będziemy ten upadek jeszcze długo.

Upadki są to także chwile próby. To właśnie w takich chwilach wychodzi to, jacy jesteśmy. Mój wczorajszy upadek był tylko upadkiem w tramwaju, ale myślę, że miał on swoje głębsze znaczenie. Każdy czasem upada, ale nie każdy się podnosi. Ty bądź tym, który zawsze wstaje po upadku, by podążać dalej. Przed siebie. W stronę słońca. 

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Jak uprzedzam uprzedzenia, czyli mój najnowszy artykuł w GE

Uważam, że warto mieć marzenia, wierzyć w nie i w to, że się spełnią. Potem należy przystąpić do działania, by je realizować. Każdą przeszkodę da się pokonać, każdą porażkę można obrócić w wygraną. Wytrwałość to ważna cecha. Legenda głosi, że Edison zanim wynalazł żarówkę, 99 razy poniósł porażkę. Tak więc: kto ma cierpliwość i wytrwałość i podeprze to wiarą i działaniem - może mieć wszystko.

Mój najnowszy artykuł w Gazecie Edukacyjnej: http://www.gazeta.edu.pl/Jak_uprzedzam_uprzedzenia-95_1001-0.html