niedziela, 18 września 2011

Czemu?

Siadam do pisania. Dawno tego nie robiłem. Prawie już tydzień. Poza krótki notkami – zero. Dziś też pewnie nie zaskoczę nikogo, a na pewno nie zaskoczę sam siebie długością tego tekstu. Jakość jego też nie będzie wyjątkowa.

Siedziałem dziś ponad pół godziny na przystanku tramwajowym w Konstantynowie. Wracałem z imprezy dożynkowej, która odbywała się w tym mieście właśnie dziś. Na przystanku było sporo osób. U niektórych z nich widać było zniecierpliwienie. Tramwaj, który miał być pięć po osiemnastej, przyjechał za piętnaście dziewiętnasta.

Niedaleko mnie siedziały trzy kobiety. Jedna była bardzo młoda, młodsza jeszcze ode mnie, dwie trochę starsze. Niechcący słyszałem, o czym mówią. I przez chwilę nie odchodziłem, a słuchałem dalej.

Przez około 15 minut kobiety rozmawiały o chorobach. O tym, czego to naoglądały się w swoim życiu. Ilu cierpiących na oczy widziały. Gdyby te panie wyglądały jeszcze na mocno schorowane, to ok., ale tak nie było. W pewnym momencie nie chciało mi się tego słuchać i odszedłem.

Czemu ludzie nie rozmawiają o tym, co piękne? Czemu nie rozmawiają o zdrowiu i radości? Czemu nie mówią o tym, co im się w życiu udało? Czemu nie są dumni z tego, że są ludźmi? Czemu nie cieszą się z tego, co mają? Czemu nie widzą tego, co dobre i pozytywne? Czemu? – pytam. Przecież tak żyje się łatwiej, lepiej, przyjemniej. Czemu ludzie wolą by było trudniej i mniej przyjemniej? 

czwartek, 15 września 2011

Dobiegliśmy do stolicy!

Dziś nic nie piszę. Dziś wrzucam relację (link) z naszego biegu, który odbył się w minioną sobotę – 10 września – a zakończył w niedzielę. Przebiegliśmy z Łodzi do Warszawy!

piątek, 9 września 2011

Lekcje z przegranej

Wczoraj znów dałem się ponieść. Spotkałem w autobusie znajomego, którego bardzo lubię, ale mamy zupełnie inne poglądy polityczne. No i stało się. Doszło między nami do dyskusji, która trwała co najmniej piętnaście minut i słyszało ją wielu ludzi w autobusie. Dwoje z podróżnych się nawet włączyło, popierając mojego adwersarza. Chyba trochę dostałem baty. A to dlatego, że dałem się ponieść emocjom. Lubię wygrywać, ale – jak to każdemu człowiekowi – zdarza mi się ponosić porażki. No cóż… Wyciągam z tej przegranej lekcje na przyszłość.

wtorek, 6 września 2011

Przyjacielu, nie podcinaj mi skrzydeł

Kiedy idziemy do celu, często spotykamy na swojej drodze ludzi, którzy wychodzą nam naprzeciw, ale nie po to, by pomóc, wesprzeć, lecz by przyciąć nam skrzydła. I, wbrew pozorom, w wielu takich przypadkach nie są to nasi wrogowie, przeciwnicy, a osoby, które wydają nam się bliskie. Mieli to być i byli – tak myśleliśmy – nasi sprzymierzeńcy, którzy dodawali nam – tak też myśleliśmy –wiary, otuchy, pomagali w trudnych momentach. I być może tak właśnie było. Mieliśmy od nich tę pomoc, ale tylko wtedy, gdy byliśmy w potrzebie, kiedy wiodło nam się nie najlepiej. Teraz – kiedy wiedzie nam się lepiej – oni wychodzą nam naprzeciw, by podciąć nasze skrzydła. W dłoni trzymają igłę, którą będą chcieli przekuć nasz balon. Dla jasności, żeby wszystko było OK. i zrozumiałe, dodam, że nie o wszystkich tu bliskich mówię, ale o tych, którzy takich udawali lub udają.

Nie wiem, jak to jest – może oni nie robią tego umyślnie, ale kiedy mówisz im o swoich wielkich planach, zaraz znajdują jakąś przeciwność, która na pewno stanie ci na drodze i zepsuje wszystkie twoje pomysły. Przeciwność, której nie uda ci się pokonać. Gdyby jeszcze mówili: słuchaj, uważaj na to i na to, bo to może sprawić ci trudność, ale jeśli zrobisz to i to, to uda ci się ją pokonać – to byłoby bardzo OK. Ale oni mówią: słuchaj, zapomnij o tym, nie dasz rady, to nie twoja liga, jesteś za słaby, jesteś za mały. To już nie jest fajne. A później jeszcze dodają, na sam koniec – że to wszystko dla twojego dobra.

Często spotykam na swojej drodze takich ludzi. Przyjaciół mówiących mi, że nie dam rady. Że nie osiągnę tego, co zamierzyłem. Spotykam teraz i spotykałem ich w przeszłości. Tylko jest jedna ważna różnica, dzięki której jest mi łatwiej dziś, niż wtedy. Kiedy widzę, kiedy słyszę, i kiedy czuję, że ich rady ewidentnie podcinają mi skrzydła – po prostu ich nie słucham. Wiem, czego chcę, i wiem, że to osiągnę dzięki swojej wierze i pracy, a wszystkie negatywne rady pozostawiam po prostu za sobą. 

poniedziałek, 5 września 2011

Myśl ludzka nie zna granic...


Jeśli czegoś bardzo chcesz, całym sercem i umysłem, całym sobą, a jest to sprawa dobra i prawdziwa dla Ciebie, dla świata i dla Boga - to wierz mi: nie ma takiej rzeczy, nie ma takiego zjawiska i człowieka ani niczego, co mogłoby Cię powstrzymać! :)

- mój status z FB, a pod nim cytat Napoleona Hilla: Myśl ludzka nie zna granic poza tymi, które sama sobie wyznacza

Także uważajcie, czego pragniecie. Rzeczywistość czasem bywa Dżinem, który spełnia życzenia. Nauczyłem się w życiu tego, by chcieć zawsze rzeczy dobrych – nie tylko dla siebie, ale też dla innych. I nie próbować ingerować myślami w życie innych, bo to może się obrócić przeciwko nam.

A teraz śpijcie dobrze!! 

Marzyć jest pięknie!

Marzenia to rzecz niezwykle piękna. I nic nas nie kosztują, jak ktoś powiedział. Ja, jako 26-latek, nie wyrosłem może z tych dziecinnych marzeń, a zmieniłem styl marzenia. Dziś nie tylko marzę, ale więcej – kiedy marzę, to tylko o takich rzeczach, które mogę osiągnąć, choć często na początku wydają się niemożliwe.

Już nie marzę tylko po to, żeby marzyć – marzę po to, żeby marzenie zrealizować.

Gdy byłem mały, raczej nie dzieliłem się z nikim swoimi marzeniami. I szkoda, że z tego wyrosłem, bo dziś się dzielę, i widzę, że to nie jest dobry pomysł, to nie jest dobre rozwiązanie.

Nie jest dlatego, że większość osób potrafi bardzo szybko przyciąć skrzydła i powiedzieć, że moje marzenia są niemożliwe, że na pewno ich nie zrealizuję. No cóż, taki już los marzycieli. Trzeba zamknąć usta na klucz i robić swoje.

Tutaj, na swoim blogu także nie dzielę się marzeniami i planami. Jak je zrealizuję – wtedy dam znać. Zresztą: cały czas to robię! 

Wiatr w oczy?

Wam też czasem wieje wiatr w oczy? Cóż, taka rola wiatru. Jeśli idziemy pod wiatr, to musi nam wiać w oczy – no chyba że je zasłonimy.

Ale niech sobie czasem powieje. Nic się nam nie stanie, prawda? A to, co nie zabija, wzmacnia. Jeśli Bóg jest przy nas – a jest, jeśli tego chcemy – to wszystko układa się tak, jak powinno.

Wiara w to, że wszystko będzie dobrze, co by się nie działo – sprawia, że wszystko jest dobrze. Czasem wystarczy, że nie będziemy zbytnio ingerowali w niektóre sprawy, zaczniemy robić swoje, a resztę pozostawimy biegowi zdarzeń – że się tak wyrażę.

Wierzę, że dobry Bóg trzyma pieczę nad moim życiem. Tak żyje się łatwiej. Bo ma się wsparcie z góry. Po raz kolejny to powiem: Bracia i Siostry, wiara czyni cuda! Jest jeden warunek: trzeba w to uwierzyć… 

niedziela, 4 września 2011

Ty też masz tę siłę

Każdy z nas ma w sobie wielką moc i siłę, lecz nie każdy jest tego świadom. Nie każdy wie o tym, jakie ma w sobie możliwości, które mógłby wykorzystywać w każdej chwili. Jezus mówił o wierze, która przenosi góry. Każdy z nas, jeśli tylko mocno by chciał, odnalazłby w sobie tę wiarę, tę siłę, tę moc, którą mógłby wykorzystywać do tego, by stawać się coraz lepszym człowiekiem. Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo.

Nie słucham ludzi, którzy mówią, że człowiek jest tylko zwierzęciem, nie mającym wpływu na swoje życie lub mającym na nie nieduży wpływ. Nie słucham ludzi, którzy twierdzą, że człowiek nie może brać odpowiedzialności za swoje czyny, bo na niektóre z nich nie ma wpływu, bo niektórymi z nich nie kieruje.

Tak samo, jak nie rozumiem tłumaczeń w stylu: zdradziłem/zdradziłam, bo uległem/uległam chwili, to przez alkohol, to przez emocje i ogólny klimat. Nie rozumiem tych tłumaczeń. Każdy z nas jest odpowiedzialny za to, co robi. Tak jak każdy z nas popełnia błędy. Ale być człowiekiem to znaczy być odpowiedzialnym, przyznać się do błędów, bez tłumaczeń, że to przez kogoś lub coś.

Zdradziłem/zdradziłam, bo dałem/dałam d*py – w pierwszym przypadku przenośnie, w drugim często także dosłownie – bo uległem/uległam – jestem jeszcze słaby/słaba, ale zacznę nad tym pracować, by się polepszyć.

Siła człowieka drzemie między innymi w jego odpowiedzialności za siebie i swoje życie. Tak więc – wierzcie mi – Wy też macie w sobie tę siłę. Idźcie w stronę doskonałości, w stronę Boga. Bo choć może nigdy doskonałości nie osiągniemy, to czemu mielibyśmy nie próbować? 

sobota, 3 września 2011

Jesteś orłem, a nie kurą


Większość z nas to orły nieświadome swej wyjątkowości, żyjące w zagrodzie razem z kurami, przekonane, że jesteśmy tacy sami jak one, że jesteśmy nimi.
- Pisał o tym De Mello :)
- taki oto status umieściłem kilka minut temu na FB.

Jeśli ktoś czytał „Przebudzenie” De Mello, wie, o jaką przypowieść chodzi, o której mówię. A jak ktoś nie czytał, to polecam tę lekturę. Można przeczytać ją darmowo w Internecie, bez ściągania żadnych plików. Wystarczy, że wpisze się w Google Anthony De Mello „Przebudzenie” – i wyskoczy. Przypowieść o orle znajduje się jakoś na początku książki, a więc szybko ją znajdziecie.
Dobrej nocy!! 

Zasiewać idee


Jeśli chcesz siać na dni, siej kwiaty.
Jeśli chcesz siać na lata, sadź drzewa.
Jeśli chcesz siać na wieczność, zasiewaj idee!

Przeglądając niektóre publikacje – trafiłem oto na taki cytat, jak wyżej. Umieściłem go na FB, jako status. Sama myśl o zasiewaniu idei wydaje mi się ogromnie fascynująca. Chciałbym dojść do takiego etapu swojego życia, by idee zasiewać. Fajne by to było! Miłej sobótki!  

piątek, 2 września 2011

Co w tym smutnego?

Kilka minut wcześniej na rogu Zielonej i Kościuszki spotkałem się ze znajomym, który załatwił mi koszulkę, o którą prosiłem. Biała, bawełniana – z logo i napisem „Nowa Prawica”. Niech to będzie symbol mojego symbolicznego pożegnania się z polityką – pomyślałem. Symbolicznego, bo polityką będę się interesował dalej, lecz nie będę się już tak mocno w nią wczuwał. Nie warto. Mam inne, dużo ważniejsze sprawy na głowie. Rozwój własny i gromadzenie bogactwa – umysłowego, duchowego i materialnego. To mnie teraz pochłania.

Spotkanie było bardzo ciekawe. Odbyło się w małej piekarence, znajdującej się na rogu ulic, o których już mówiłem. Poznałem właścicielkę tej piekarni – koleżankę mojego znajomego. Bardzo uprzejma, bardzo miła. Dostałem nawet w prezencie pyszne ciastko, które później zjadłem.

Teraz wszedłem do tramwaju linii 43,  by dojechać do Konstantynowa. Usiadłem na pierwszym wolnym siedzeniu. Oparłem się o okno, twarzą zwróciłem w stronę środka pojazdu. Po drugiej stronie siedziała trójka, na oko 21-letnich, ludzi. Dwóch chłopaków i dziewczyna.

Ta dziewczyna zachowywała się według mnie nieco ordynarnie. Tak, wiem, teraz oceniam, ale cóż… Czy coś w tym złego? Co jakieś słowo używała przecinków typu – kobieta lekkich obyczajów (mówiąc lekko i delikatnie). No i penis, penis z nim!

Powiem szczerze, że ta trójca wyglądała jak zjarana trawką. I takie sprawiała wrażenie. Być może się mylę. Nie jestem nieomylny, jak Najwyższy Sąd. Który jest.

W pewnej chwili dziewczyna patrzy na mnie. Widzę na jej twarzy zdziwienie. Zaskoczenie. Szybko obraca głowę do chłopaka po jej prawej stronie i mówi: ten chłopak nie ma rąk. Ale tamten chłopak nie bardzo wie, o co chodzi. Dziewczyna obraca głowę w drugą stronę i mówi do drugiego chłopaka: ten chłopak nie ma rąk. Tamten chłopak też nie bardzo wie, co jest grane. Dodam, że dziewczyna mówiła to jakby szeptem, ale tak głośnym, że było słychać na pół tramwaju, a uwierzcie mi – jazda 43-ójką jest naprawdę głośna.

Dziewczyna powtórzyła to jeszcze raz. Jeden z chłopaków się zorientował, drugi jeszcze nie. Cały czas patrzyłem w ich stronę. Wreszcie rzekłem, bo już trochę blondyna przesadzała.

- Czy to według ciebie takie straszne? – trochę dziwne pytanie, ale nic innego w tym momencie nie przyszło mi do głowy. Oczywiście spytałem spokojnie, uśmiechając się w ich stronę. Spokojnie, ale – żeby było jasne – pewnie.
- Nie – odpowiedziała – raczej smutne.
Wiem, że ta dziewczyna była w jakiś sposób wrażliwa, ale ja tego nie potrzebuję, tym bardziej w jakichś tramwajach – i to od nieznajomych.
- Czemu smutne? – spytałem. Znów spokojnie, ale pewnie.
- No, nie wiem, smutne – odpowiedziała. To jak nie wiesz, to zajmij się kolegami, którzy nie wiedzą chyba zbytnio, gdzie są i co się dzieje – pomyślałem.
- Ale da się przyzwyczaić? – dodała.
- Pewnie, że się da – powiedziałem, patrząc dziewczynie prosto w oczy.

Tu rozmowa się urwała. Dalej jechaliśmy. Co jakiś czas spoglądałem w ich stronę. Ale oni już z moimi (nie)rękoma sobie odpuścili. Potem wsiedli ich znajomi. Jeden miał tyle tatuaży, że już nie było miejsca na kolejne i zaczynał robić na głowie. Drugi był tak z-melanżowany (naćpany, pijany i nie wiem, co jeszcze), że ledwie co wszedł do tramwaju, by za chwilę wypalić przy otwartym oknie papierosa.

A ja się teraz, wieczorem siedząc w domu, zastanawiam, co tak naprawdę jest smutne, tragiczne, co jest nieszczęściem… 

Do góry głowa, jesteś wielki!

Ludzie czasem mówią mi: Ty to jesteś szczęśliwy. Ciągle uśmiechnięty. Twoje życie jest proste. Nie masz żadnych problemów.

Rzadko kiedy im odpowiadam, bo wiem, że nie ma to sensu. Tak jak nie ma sensu facebookowe spieranie się, kto jest lepszy – PO czy PiS. Każdy ma swoje własne zapatrywanie na te sprawy. Ma prawo myśleć, co chce. To, że czasem jest to myślenie nieprzemyślane – że tak powiem – to już inna sprawa. Ale Wolność, którą kocham ponad wszystko – Wolność Słowa, Wolność Myślenia i tak dalej, i tym podobne.

Ludzie, którzy mówią mi, że ja taki szczęśliwy, żyjący bezproblemowo -  też mają swoje indywidualne spojrzenie na te sprawy i mogą myśleć, co chcą, ja nie będę ich od tego odwodził. Powiem więcej: mają oni w swoim myśleniu trochę racji. Ale po kolei…

- Ty to jesteś szczęśliwy: Tak, jestem, i to bardzo. Jestem szczęśliwy, bo mam cel w życiu, pasję, wiem po co żyję. Jestem szczęśliwy, bo choć nie mam rąk, to mam głowę, którą myślę, nogi, na których mogę się przemieszczać. Jestem szczęśliwy, bo odnalazłem szczęście w sobie. Jestem szczęśliwy, tak – a niby czemu mam nie być?

Ktoś powie, bo życie jest trudne. Odpowiem: życie jest takie, jakie chcemy by było, takie, jak je widzimy. Jeśli ktoś widzi życie jako trudne – to takie to życie jest. A nawet jeśli jest trudne – to powód, że mam nie być szczęśliwy? Mógłbym o tym pisać długo. Bez końca. Ale przejdźmy dalej.

- Ty to jesteś ciągle uśmiechnięty: Może nie ciągle, ale często się uśmiecham. Chociażby dlatego, że jestem szczęśliwy. Wiem, że z uśmiechem idzie się łatwiej przez życie. Gdybym się nie uśmiechał, byłbym smutny. Ja chcę być wesoły!

- Twoje życie jest proste: Powiem krótko – moje życie jest jedną, wielką przygodą, jest takie, jakim je widzę. Jeśli twoje życie jest pogmatwane, zmień to. Uwierz wreszcie w siebie, dasz radę!

- Nie masz żadnych problemów: Gdybyś znał moje wszystkie problemy, dawno byłoby po tobie. Może to przesada. Ale wierzcie mi, mam problemy. Problemy – mówiąc waszym językiem. Musiałem nauczyć się żyć tak, by każdy problem był wyzwaniem. Mam wiele spraw, przez które zarwałem nie jedną noc. Nie dały mi spać. Ale wiem, że to wyzwania i spotykają mnie w życiu po to, bym się czegoś nauczył. Los nie zsyła na człowieka trudności, z którymi człowiek nie byłby sobie w stanie poradzić. W ogóle nie wierzę, że coś nam zsyła los. Jestem zdania, że to my doświadczamy siebie samych, a robimy to po to, by się sprawdzić, by pokazać sobie, że jesteśmy silni.

Kończąc ten wpis, powiem: GŁOWA DO GÓRY!! NIE MA TAKIEJ RZECZY, SPRAWY, WYZWANIA, PROBLEMU, Z KTÓRYMI NIE DALIBYŚMY SOBIE RADY!!


Kocham Wolność


Wolność jest moją przyjaciółką, którą bardzo umiłowałem. Kocham Ją, i kiedy jest przy mnie, kiedy jest blisko – czuję się wyjątkowo, jestem szczęśliwy. Wielu za Wolność oddało życie. Wielki szacunek dla nich za to – bo byli Jej wierni do ostatniej chwili, aż do śmierci.

Kiedy nie ma Wolności – człowiek nie jest wolny, jest zniewolony. Kiedy Ona jest – człowiek jest wolny i czuje się jak ptak, który rozwinął skrzydła.

Patrzę dookoła i widzę ludzi, którzy chcą nam dawać Wolność. To dziwne. Przecież każdy człowiek rodzi się z natury wolny. Znaczy ktoś tę Wolność nam zabiera. Na szczęście średnio mu to wychodzi.

Są wśród nas ludzie, którzy nawet w więzieniu pozostaną wolni. A więc niech strzegą się wszyscy złodzieje Wolności! Pamiętajcie zasadę: WSZYSTKO CO ROBISZ, CO DAJESZ I CO ODBIERASZ INNYM – DO CIEBIE WRACA – CZĘSTO Z WZMOŻONĄ SIŁĄ. Jeśli komuś zabierzesz wolność – przyjdzie dzień, że i ty ją stracisz. Jeśli pozwolisz komuś być wolnym – i ty wolnym będziesz. 

czwartek, 1 września 2011

Niektórzy nigdy nas nie zrozumieją


Czasem spotykam na swojej drodze ludzi, których bardzo motywuje do życia krytykowanie innych. Specjalizują się oni w tym, by przycinać skrzydła innym, choć różnie im to wychodzi, bo ci silniejsi i mądrzejsi od nich nie dają sobie skrzydeł przyciąć.

Sami nic nie robią, albo nie, inaczej: robią nic, mało co w życiu osiągnęli, ale zawsze mają dla nas rady, jak mamy postąpić. Śmieją się z naszych pomysłów, pewnie życząc w sercach, by nam nigdy nie wypaliły.

Spotykam takich ludzi czasem, którzy  zajmują się właśnie tym. Tym, by mówić nam: nie uda ci się, to jest niemożliwe. Na pewno nie dasz rady, jesteś za słaby, jesteś za cienki.

Nie wiem, jak Wy, ale ja nauczyłem się już, by ich nie słuchać. Kiedy słyszę jakiś tekst, który we mnie uderza, który krytykuje mnie w sposób nie konstruktywny, a złośliwy – zaraz go ucinam. Czasem bywa i tak, że wysłucham całej wypowiedzi, ale myślę swoje. Ostatnio nauczyłem się też tego, by nie wyjawić wszystkiego i każdemu tego, co myślę.

Niektórzy i tak nas nigdy nie zrozumieją. Miłego Wieczorka od Wieczorka! 

Po siedmiu kilometrach


Po treningu z Piotrkiem usiadłem do komputera. Postanowiłem, że zrobię krótki wpis na bloga. Posty o tym, że sport to zdrowie zamieszczałem już tu nie jeden raz. Ale zrobię to po raz kolejny.

Sport jest fajny. Przekonałem się o tym po raz kolejny kilka minut temu. Zrobiliśmy z Piotrkiem około 7 kilometrów – oczywiście biegiem. I czuję się świetnie. A Wy jak się dziś czujecie?

Teraz biorę się do pracy. Miłego dnia!! 

Wojna


Życzę wszystkim pięknego i radosnego 1-ego września – oczywiście nie zapominając o tym, że 1-ego września roku 1939 wybuchła II wojna światowa, czyli, idąc za Wikipedią: największy konflikt zbrojny w historii świata, trwający od 1 września 1939 do 2 września 1945 roku (w Europie do 8 maja 1945), obejmujący zasięgiem działań wojennych prawie całą Europęwschodnią i południowo-wschodnią Azję, północną Afrykę, część Bliskiego Wschodu i wszystkie oceany. Niektóre epizody tego strasznego konfliktu rozegrały się nawet w Arktyce i Ameryce Północnej…

Mam nadzieję, że to już za nami i nie wróci, nie powtórzy się. Mam nadzieję, że to odeszło bezpowrotnie. Będę się za to modlił, tak samo jak będę modlił się za wszystkie ofiary tego konfliktu.

Teraz oczyszczam swój umysł z tych myśli. Chcę spędzić piękny dzień. I właśnie taki dzień dziś spędzę. Wam też tego życzę!! Biorę się do szybkiej pracy, a ok. 12 trening z Piotrkiem. 

Uśmiech to pół pocałunku


„Uśmiechnął się do mnie - o serce ratunku!
Bowiem cóż to jest uśmiech?
To pół pocałunku!”
- To status z FB mojej znajomej. Oczywiście: pożyczyłem go. Ponoć to z „Awantury o Basię” Kornela Makuszyńskiego.
Miłego i radosnego pierwszego września życzę!! 

środa, 31 sierpnia 2011

Sport to naprawdę zdrowie


Sport to zdrowie – to nie jest pusty slogan. Sport poprawia samopoczucie. Sport jest dobry niemalże na wszystko – tak powiem. Oczywiście nie mówię tu o sporcie zawodowym czy wyczynowym, który często przeciąża ciało. Mówię tu o sporcie, który wykonujemy na maksymalnie 70, czasem 80 procent naszych możliwości.

Ostatnio zacząłem biegać. Wcześniej, kiedy mówiłem, że biegam, nie biegałem naprawdę, a tylko się ruszałem, rozciągałem, ćwiczyłem, pokonując co jakiś czas krótki odcinek biegiem.

Teraz staram się biegać naprawdę. Między innymi dlatego, że już 10-ego września biegniemy do stolicy. Idea fajna, myślę, że będzie naprawdę miło i przyjemnie. Tutaj daję Wam link, sprawdźcie, na czym to dokładniej polega: http://www.wsp.lodz.pl/news-386.html.

Po krótkiej przerwie – spowodowanej kontuzją – powoli z powrotem wdrażam się w bieganie. Rano zrobiłem trzy kilometry, biegnąc do miejscowości Bełdów – pod sam kościół. Wracając, wszedłem do przychodni, gdzie spotkałem lekarza, który dał mi skierowanie do lekarza specjalisty rehabilitanta. Piszę o tym, bo stało się to w sumie przypadkiem. Wchodziłem do przychodni, by spytać się pań w recepcji właśnie a propos przyjęć lekarskich. No spotkałem w drzwiach wejściowych doktora, który spytał mnie, czego potrzebuję. Powiedziałem, o co chodzi i zaraz to dostałem.

Tak więc sport to naprawdę zdrowie, hej! Dobrej nocy! 

Życie jest takie, jakie powinno być


Dziś ostatni dzień października. Jutro 1-wszy września. Rozpoczęcie roku szkolnego. Jako student, mam jeszcze miesiąc przerwy wakacyjnej.

Tak sobie teraz pomyślałem, że ten czas płynie względnie szybko. Wczoraj jechałem busem ze znajomą i w pewnym momencie zadałem Jej pytanie, czy wie, że bawiłem się na Sylwestra z Jej bratem. Kiedy to było – zaśmiała się, odpowiadając. Faktycznie, przecież zaraz wrzesień.

Na czas nie mamy wpływu. Nie możemy go zatrzymać, cofnąć, przyśpieszyć. To niemożliwe. Przynajmniej nie teraz.

Jednak możemy żyć tak, by korzystać z życia jak najbardziej się da. Najlepszy sposób to życie tym, co jest, życie obecną chwilą.

Często jest tak, że nie żyjemy tym, co jest teraz, w tym momencie. Zamiast tego myślimy o przeszłości lub przyszłości. Analizujemy w naszych głowach to, co było lub myślimy o tym, co będzie. Tak nam mija życie, którego nie przeżywamy.

Wczoraj kiedy szedłem łąkami, zacząłem sobie uświadamiać teraźniejszość. Żyłem chwilą, która trwa. Starałem się w ogóle wyłączyć myślenie. Spojrzałem na niebo, po którym wolno płynęły chmury, niemalże jak statki.

Rozglądałem się po drzewach. Widziałem, jak kołysze nimi wiatr. Uświadomiłem sobie nagle, że wszystko jest tak, jak powinno być. Spytałem siebie, czy mam jakiś problem teraz i tutaj, czy istnieje jakiś problem w tym momencie. Nie istniał żaden.

Życie jest takie, jakie być powinno. Miłego Wieczorka życzy Wieczorek! 

Cofnąć czas


Ludzie do szczęścia potrzebują kogoś lub czegoś. Mówią, że będą szczęśliwi, jak zdobędą serce swojego wybranka. Mówią, że będą szczęśliwi, jak wygrają kilka milionów w lotto. Ale to jest iluzja. Szczęście trzeba odnaleźć w sobie. Wszystko zaczyna się w nas, a nie gdzieś na zewnątrz.
- Taki oto status zamieściłem kilka minut temu na Facebooku.

Czas skończyć z tym politykowaniem, a zacząć robić coś, co wpłynie na moje, ale nie tylko moje, ale też innych życie pozytywnie. Mam ciekawe doświadczenie, tak myślę. Może nie tak wielkie jak niektórzy, ale jakieś mam. Mimo mojego względnie młodego wieku, trochę w swoim życiu udało mi się już przeżyć. Nie będę mówił, że los mnie doświadczył, bo jakoś nie pasuje mi to określenie. Każdy jest kowalem swego losu – takiego jestem zdania. Pierwsza moja zasada, by zacząć swoje życie zmieniać na lepsze, to wziąć za nie odpowiedzialność. Spokojnie, napiszę jeszcze o tym nie raz.

A propos Facebooka. Znajoma napisała w swoim statusie, że chciałaby cofnąć czas, by na niektórych rozstajach dróg podjąć inne decyzje. Napisałem jej, że niestety (a może stety!) czasu się nie cofnie. Trzeba brać życie takie, jakie jest teraz, nie myśląc o tym, co było. Rozpamiętywanie złych decyzji nic nam nie da. Kiedy dopadają nas negatywne myśli, należy zadać sobie jedno proste pytanie: co mogę zrobić w tym momencie, by poczuć się lepiej, i zrobić to. Pamiętajmy, że czasu nie cofniemy. Ale możemy zmienić swoje postrzeganie. Nawet tego, co było – a wtedy zmieniamy naszą przeszłość… Niemożliwe! – powiecie. Są na tym świecie rzeczy, które się filozofom nie śniły. Poważnie! I niektórym fizjologom też… podobno… No, ale to nie mój dział. Miłego popołudnia! 

Etykiety


Jeśli chodzi o etykiety, które pojawiły się z lewej strony mojego bloga – to, zaznaczę, są one w trakcie dopracowywania. Nie są jeszcze gotowe. Także: spokojnie, powoli – niedługo będzie można z nich korzystać. Tzn. już można, ale, póki co, są one nie skończone. Będę miał trochę pracy, ponieważ będę musiał przejrzeć wszystkie posty i dodać im etykiety – to po pierwsze. A po drugie – na pewno będzie mniej tych etykiet – znaczy mniej kategorii, ale każda z kategorii będzie miała więcej przypisów. No, ale powoli, jeszcze trochę. Także cierpliwości. 

Czas zacząć słuchać siebie


Widzę w Internecie informacje, że partia Marka Jurka oraz Korwin-Mikkego prawdopodobnie nie wystają w wyborach do Sejmu. Ile w tym prawdy, nie wiem, ale trochę na pewno. Czas pokaże, jak będzie. No, i może bardziej rzetelne informacje.

Niniejsze pojawiły się na niezalezna.pl. Widzę już komentarze pod wpisami o tych informacjach, że Niezależna zaczyna przypominać Wyborczą w swojej propagandzie. Dziś, kiedy biegałem, wpadło mi to właśnie do głowy, że czy to Donek czy Jaro – nieważne, obaj sieją swoją własną propagandę.

Czas zacząć słuchać siebie, o!

wtorek, 30 sierpnia 2011

10-ego września biegniemy do Warszawy


Idą wybory, a ja coraz mniejszą mam ochotę wgłębiać się w politykę. Czas zacząć robić coś, co pozwoli mi się rozwinąć bardziej, niż miałem okazję rozwinąć się do tej pory. Czas na poważne kroki i odważne decyzje – ale nie takie, o jakich mówią nam twarze na bilbordach.

10-ego września  biegniemy do Warszawy. Więcej informacji tutaj: http://www.wsp.lodz.pl/news-386.html. No, dziś tak krótko. Dobrej nocy! 

niedziela, 28 sierpnia 2011

Śluby


Ślub Moniki i Sylwka

Wczoraj byłem na ślubie dwójki moich znajomych – Sylwka i Moniki. Było bardzo miło. Sporo osób, w kościele prawie że wszystkie miejsca siedzące zajęte. Kobiety ubrane w piękne suknie. Mężczyźni w wyprasowanych marynarkach i eleganckich spodniach. Przed kościołem, zaraz u wyjścia nowy porsche, którym przyjechała para młoda.

Uroczystość ślubna trwała ok. godziny. Potem wszyscy wyszliśmy przed kościół, by złożyć życzenia młodym. Była tam także znana aleksandrowska orkiestra, która pięknie dla nich przygrywała na instrumentach dętych. Nikogo nie zraził deszcz, który przez parę minut dał o sobie znać.

Tutaj, korzystając z okazji, chciałbym jeszcze raz złożyć Monice i Sylwkowi  przede wszystkim SZCZĘSCIA, przez które rozumiem dobrobyt, bogactwo, zdrowie, miłość, radość – i wszystko, co najlepsze.


Niedzielny ślub

Dziś, jako że jest niedziela, postanowiłem pójść na mszę, mimo tego, że w kościele byłem już wczoraj – na ślubie, o czym wspomniałem wyżej. Msza odprawiała się dziś rano, w południe i popołudniu – o godzinie 16, czyli tradycyjnie, tak jak co niedzielę. Do kościoła poszedłem oczywiście na 16. Czemu jest to oczywiste? Nie wiem. Ale niech oczywiste to będzie, bo czemu niby ma nie być?

Ale przejdę do rzeczy. Msza odprawiała się o 16, pod kościół podwiózł mnie kuzyn, a więc byłem już tam ok. 15.30. Jak się okazało, dziś także, mimo tego, że niedziela – odbywał się ślub. Lecz dziś para młoda nie przyjechała porsche, a bardzo długim – jak autobus, a nawet od niektórych autobusów dłuższym – białym Hammerem. Auto, nie powiem, wyglądało imponująco.

Mało tego. Pod koniec ślubu nad kościołem zaczęły krążyć dwa białe samoloty, które na sam koniec, specjalnie dla pary młodej, wykonały w niskim locie fajną ewolucję. Jak ona wyglądała? Ano tak, że samoloty leciały obok siebie blisko na niskiej wysokości, by w pewnym momencie się rozdzielić i unieść do góry. Było przy tym sporo frajdy.

Mój ślub

Te śluby dały mi trochę do zastanowienia. Ciekawe, kiedy ja – i czy w ogóle – wezmę swój? Jakiś czas temu miałem plan, by wziąć ślub humanistyczny, ale już mi to przeszło. Teraz, oczywiście, w grę wchodzi tylko kościelny. Wyjątek jest tylko wtedy, kiedy moja ukochana nie będzie mogła wziąć kościelnego – wtedy weźmiemy inny, może nawet humanistyczny, jeśli oboje podejmiemy takową decyzję.

Nie szukam nikogo na siłę, ale powiem szczerze, że chciałbym się zakochać, by obdarować swoją wybrankę gorącym uczuciem. Mógłbym adorować ją, zdobywać jej serce. Tak, myślę, że byłoby to fajne. Człowiek jednak nie całe życie ma w głowie fiu bziu, z czasem dojrzewa także do kochania. I dobrze, bo miłość to rzecz piękna. 

sobota, 27 sierpnia 2011

Droga


„Dwie drogi rozchodziły się w żółtym lesie. Żal, że nie
mogłem przebyć obu – Samotny wędrowiec, którego w
świat niesie. Wpatrywałem się w pierwszą, stojąc u jej
progu, Jak skręca w oddali i w poszyciu znika.

Wybrałem tę drugą, gdyż chęć nieodparta, Słuszność
decyzji motywowała, Jakby chciała być przeze mnie
przetarta, Choć od pierwszej się nie odróżniała, A obie
były wytyczone.

Tamtego ranka wyglądały na podobne. Nie było śladów
żadnego człowieka. Na pierwszą powrócę – rzuciłem na
odchodne Wiedząc, jak droga potrafi być daleka.
Wątpiłem jednak, czy powinienem powrócić.

Nieraz mnie to wspomnienie poniesie, Gdy będę
rozważał drogę obraną. Dwie drogi rozchodziły się w
lesie, A ja? Ja obrałem tę mniej uczęszczaną. I to właśnie
wszystko odmieniło.”

Robert Frost (1916 r.)

czwartek, 25 sierpnia 2011

Coś się kończy, coś zaczyna


Oni bezczelnie uśmiechają się do nas z plakatów, mówiąc: wybierz mnie, a będzie ci dobrze. Wybierz mnie, a coś ci dam. Wybierz mnie, a twoje życie stanie się piękne. I tak wybieramy ich. Wybieramy, a potem plujemy sobie w brodę. Nie zależnie która z czterech czołowych partii wygra wybory – i tak nic się nie zmienia. Czemu? Bo one wszystkie są do siebie bardzo podobne. Co nowego zaoferuje na Kaczyński albo Napieralski? Myślę, że nic. Jeden z nich może będzie doił obywateli trochę mniej, a drugi trochę więcej – poza tym nic się nie zmieni. Wszystko będzie powtarzało się dalej, ponieważ to ten system i ustrój nie są prawidłowe.

Ludzie, którzy mówią o zniesieniu niektórych podatków, o tym, by każdy obywatel oddawał państwu 10 % tego co zarobi, a nie jedną trzecią swoich dochodów – przedstawiani są w mediach jako oszołomy, wariaci i inni niezdrowi psychicznie. Dziś nie jest ważne to, co mówisz, ale to w jaki sposób mówisz, jak gestykulujesz i tym podobne. Zaczęła się kampania, czyli pojedynek na prezencje. Nie nabierajmy się po raz kolejny na to.

Szczerze powiem, że czuję, że zbliża się nowy etap naszej cywilizacji. Coraz więcej osób staje się świadoma, przebudzona, nie tylko duchowo, ale także społecznie. Co się zmieni, nie wiem, czas pokaże, ale czuję, że coś się kończy, a zaczyna coś nowego. 

Sen o Teorii Ewolucji


Miałem dziś niezły sen. Może za dużo myślę o Bogu, ateistach i im podobnych sprawach. Śniła mi się dziś Teoria Ewolucji. Podczas snu przyszli do mnie znajomi racjonaliści i ateiści, których w tym roku kilku poznałem i opowiadali mi coś właśnie o Teorii Ewolucji, twierdząc, że jest ona faktem. Może to jakiś znak dla mnie? Może znów powinienem zastanowić się nad swoją wiarą, czy aby nie jest ona zbyt ślepa? 

środa, 24 sierpnia 2011

To chore - tak na zdrowy rozum


Poszedłem dziś kupić gazetę u Pana, którego bardzo polubiłem, a który sprzedaje prasę na Placu Wolności, w miejscu gdzie wchodzi się na ulicę Nowomiejską. Pierwszy raz spotkałem tego człowieka rok temu. Miałem wtedy szkolenia w budynku, pod którym owy Pan sprzedaje swoje gazetki. To właśnie u Niego po raz pierwszy w swoim życiu kupiłem „Gazetę Polską”.

Teraz, właśnie w tej chwili przypomniał mi się tamten okres. Czas szkoleń z grafiki komputerowej, na których poznałem wielu ciekawych ludzi. Najbardziej utkwi mi w pamięci kolega, dzięki któremu zmieniłem nieco swój pogląd na sprawy polityczne i społeczne. Znajomy ten był absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Bardzo lubił Maurycego Beniowskiego, o którym zawsze opowiadał  z pasją. Poza tym interesował się właśnie polityką.

Choć nie przesiąknąłem do cna Jego poglądami, kolega bardzo mi imponował, kiedy wchodził w dyskusję z innymi uczestnikami szkolenia, a najbardziej z samych prowadzącym. Zawsze kiedy zaczynała się batalia na argumenty reszta dyskutantów nie miała żadnych szans i było ewidentnie widać, że brak im nie tylko wiedzy, ale przede wszystkim poparcia swoich poglądów właśnie jakimiś argumentami.

Kolega fascynujący się Beniowskim zjadał ich wszystkich. Ja tylko słuchałem, nie włączałem się w dyskusję, podziwiałem kolegę. To właśnie dzięki Niemu otworzyłem trochę oczy na niektóre sprawy.

Dziś kiedy kupowałem „Uważam Rze” u znajomego sprzedawcy na Nowomiejskiej, przypomniały mi się tamte czasy. Był to miły okres. Jednak za chwilę ze wspomnień wyrwał mnie pewien pan, który trzeźwy nie był, a łysy na głowie kompletnie. Ale nie był to dresiarz czy ktoś w stylu dresiarza. Na nosie miał okulary typu „Leonki”, spodnie sporo przykrótkie, a wzrostem podobny był do Kwaśniewskiego, Wałęsy lub Kaczyńskiego, czyli mierzył nie więcej niż 170 cm.

To, że sam był pijany i wyglądał na żulka, nie przeszkadzała mu wcale, by przegonić – dość brutalnie, bijąc z pięści w mordę – kilku innych żulków. Kiedy ruszyłem w stronę przystanku tramwaju nr 43, on ruszył za mną. Nastawiony był dość bojowo. Pomyślałem, że, jeśli mnie zaatakuje, będę musiał się jakoś bronić, mimo tego, że moja noga jest kontuzjowana. Jak coś, dam radę, powiedziałem do siebie w duchu, po czym stanąłem i obróciłem się w stronę bojowego żulka. Ale on przeszedł obok mnie i poszedł dalej. To dobrze, pomyślałem, a zaraz potem przyjechał tramwaj.

Nie będę dalej streszczał dnia. Zaczynając robić ten wpis, myślałem o jednym, mianowicie o tym, by skomentować krótko jeden z tekstów, który przeczytałem dziś w „Uważam Rze”. Tekst traktował o m.in. chrześcijaństwie. Nie ważny jest jego tytuł i nazwisko autora, ale publicysta zauważył w swoim felietonie ciekawą rzecz. Mianowicie taką, że dziś chrześcijaństwo jest religią prześladowaną (sam autor nie użył chyba takiego określenia). Zauważmy jedno: kiedy Nergal na koncercie drze Biblię, część establishmentu bije Mu brawo. A pomyślmy, co by było, gdyby Nergal podarł Torę albo Koran. Antysemita, islamofob – takie określenia pojawiłyby się natychmiast. Teraz może być antychrześcijaninem, co dziś jest bardzo modne. Dziś być antychrześcijaninem to żaden powód do wstydu, a raczej do dumy. Ale kiedy ktoś tylko niechybnie wspomni coś o Żydach, uderzając w ich godność, zaraz podnoszą się krzyki. Tak na zdrowy rozum – czy to nie jest trochę chore? 

wtorek, 23 sierpnia 2011

Pół stroniczki tekstu o Bogu

W poprzednim poście napisałem trochę o Bogu. Wczoraj wszedłem na oficjalny blog Janusza Korwin-Mikkego, w którym lubiany przeze mnie publicysta także poruszył nieco ten temat. Co prawda cały wpis – zatytułowany przez założyciela KNP „Witaj, pokolenie JKM” – poświęcony był polemice autora z kolejnym socjalistą, to o Bogu Pan Janusz w nim wspomniał – co więcej, zrobił to w sposób, który bardzo mi się spodobał. Pozwalam sobie zacytować ten fragment – oto on:  Np. „problem istnienia Boga” rozwiązuje się na pół stronniczki tekstu – i jest to rozwiązanie zamykające wszelkie dalsze dyskusje. Jest gdzieś na moim blogu. Oczywiście NIKT z „fachowców” o tym nawet nie wspomni. Ilu bowiem fideistów zrobiło i robi karierę czytając lub pisząc sążniste traktaty „dowodzące” istnienia Boga – a ilu ateistów zrobiło znów karierę na „dowodzeniu”, że Pana Boga nie ma. Taki Korwin-Mikke twierdzący, że jest to pseudo-problem odbiera i jednym i drugim grunt spod nóg.


Co Pan Janusz na pół stroniczki tekstu napisał o Bogu – nie wiem. Ale wczoraj znalazłem krótki filmik, w którym prawicowy publicysta o Bogu mówi. Twierdzi, podobne jak ja, że lepiej w Boga wierzyć.

Jeśli człowiek wierzy w Boga, stara się postępować zgodnie z Boskimi prawami. Człowiek wierzący prawdziwie w Boga i mający przeświadczenie, że jeśli nie będzie postępował zgodnie z Boskimi prawami – zostanie ukarany – stara się żyć tak, aby Bogu się przypodobać, zatem stara się być uczciwy, postępować etycznie i moralnie itp. Natomiast jeśli będziemy żyli z przeświadczeniem, że Boga nie ma – wtedy hulaj dusza, nie ma też piekła, a więc róbmy co chcemy. Można kraść, oszukiwać, zabijać… Popatrzmy na dzisiejsze światowe rządy, które zachowują się tak, jakby Boga nie było, a ateizm w dzisiejszych czasach jest coraz popularniejszy.

Jaką ma misję dzisiejszy ateizm? Nie wiem, mogę się tylko domyślać, ale głośno o swoich przypuszczeniach dziś nie powiem. Zastanawianie się nad tym, czy Bóg istnieje, czy nie – uważam za… bezsensowne. Przyjmuję za pewnik, że Bóg jest, tak żyję mi się lepiej i łatwiej.



niedziela, 21 sierpnia 2011

Po co mi to?

Wyrosłem już z zastanawiania się nad tym, czy Bóg istnieje, czy też może nie. Jeśli nawet Go nie ma, wolę i tak w Niego wierzyć. I nie chodzi tu o zakład Pascala, że lepiej jest wierzyć, bo jeśli Boga nie ma, to nic na tym nie tracimy teraz i nie stracimy nic w przyszłości. Jeśli Boga nie ma… Nie dopuszczam do siebie takiej myśli. Bo po co?

Nie czekam też na zbawienie. Żyję tu i teraz. Chcę żyć tą chwilą, która jest teraz, tą, która właśnie trwa. Wierzę w Boga, nie myśląc o tym, co będzie po śmierci. Chcę życie, które trwa, przeżyć z Bogiem. Tak czuję się dobrze. Tak jest mi dobrze.

Nie wiem, co będzie po śmierci, ale powiem szczerze, że nie interesuje mnie to teraz. Mam obecne życie i chcę je przeżyć jak najlepiej. Chcę być dumnym człowiekiem, chociażby dlatego, że jestem właśnie człowiekiem. Duma z człowieczeństwa.

Wiara w Boga pomaga mi żyć. Jest mi łatwiej wierzyć. Kiedyś był czas, kiedy zastanawiałem się, czy Bóg jest – i już przez chwilę byłem nawet ateistą. No, ale po co mi to?

środa, 17 sierpnia 2011

Do Garonna


Garonna, OK., podaję termin. Przypomnij mi, proszę, o moim przyrzeczeniu-postanowieniu 1-ego września tego roku. Pamiętaj! Pozdrawiam! 

wtorek, 16 sierpnia 2011

Moje przyrzeczenie


Dziś, właśnie teraz, składam przyrzeczenie, którego postanawiam dotrzymać. Nie powiem czego ono dotyczy, ale chciałbym, abyście byli moimi świadkami. Tak więc składam to przyrzeczenie przed Wami – i postanawiam go dotrzymać. Jeśli je złamię, to poinformuję Was o tym, a także – w przypadku złamania i nie dotrzymania przyrzeczenia – poinformuję Was, czego ono dotyczyło. Tak mi dopomóż Bóg! 

Demo - piękny ustrój


Demokracja to piękny ustrój. Demokratycznie ukrzyżowano Jezusa. Demokratycznie do władzy wybrano Hitlera. Kto w ogóle powiedział, że większość ma rację? Nie, większość nie ma racji. Większość często się myli. Ktoś inteligentny z czysto egoistycznych pobudek może sterować tą większością. Zobaczmy, co się dzieje, kiedy są u nas wybory. Głosujcie na mnie, bo jestem fajny, dobrze się prezentuję i ładnie mówię. Tak bezmyślnie wybierana jest u nas władza.

Kto powiedział, że demokracja jest sprawiedliwa? Demokracja to rządy większości nad mniejszością. Żeby kierować Państwem, trzeba to umieć, mieć potrzebną do tego wiedzę. Czy większość ma taką wiedzę? Tak, ma, na pewno. Wiedzę zaczerpniętą z „Tańca z gwiazdami”, „X Factor”, „M jak Miłość” i tym podobnych… 

sobota, 13 sierpnia 2011

Moje Niby-Aforyzmy cz. II

Gdy nie miałem po co żyć, zrozumiałem po co żyję.

Kiedyś chciałem naprawiać świat, potem on mnie zepsuł.

Żadna praca nie daje tyle radości, co praca nad sobą. 

Ludzie wciąż się śpieszą. Tylko zapominają o tym, że im szybciej biegną, tym szybciej i sprawniej ucieka im życie.

Kobiety są jak wino. Przynajmniej do pewnego momentu.

Pieniądze trzeba trzymać krótko. Bo jeśli nie – to one będą nas krótko trzymały. Trzecia opcja jest taka: ani ty ich, ani one ciebie się nie trzymają.

Głupota to ciężki przeciwnik. Zawsze wspiera ją ignorancja.

Umieć przyznać się do błędu – bezcenne.

Świadomość tego, że tak mało jest rzeczy niemożliwych – dodaje człowiekowi wiary i przyprawia skrzydeł. Kiedy człowiek czuje na placach skrzydła, a jego wiara rośnie – coraz mniej rzeczy jest dla niego niemożliwych. Aż wreszcie i to przestaje istnieć…


Od urodzenia byłem leworęczny, moje serce, jak większości ludzi, także bije po lewej stronie – dlatego też, powiedzmy, że dla równowagi, mam poglądy prawicowe.

Choć wszystko ma swoją cenę – nie wszystko jest na sprzedaż.

Ręce nie są potrzebne do myślenia. Zauważyłem nawet, że wiele osób ma ręce, a myślenie przychodzi im z trudem.

To prawda, że nie będę bokserem, ale większość z Was także nimi nigdy nie będzie.

Ręce nie są potrzebne do myślenia. Gdy obserwuję ludzi – czasem myślę, że posiadanie rąk myślenie utrudnia.

Grzeszysz, chłopie, grzeszysz… ale nie inteligencją!

NLP – Nie Lubię Pesymistów – i FOCH-ów (Fałszu Obłudy Chamstwa lub Cwaniactwa Hipokryzji)

Jezus jest Synem Bożym i Bogiem, a my, jako dzieci Boże także jesteśmy synami i córkami Boga, czy przez to też aby nie jesteśmy Bogami?

Czy zagorzały ateista to człowiek, który całe życie walczy z czymś, czego według niego nie ma? (znaczy z Bogiem…)

I choć głupota jest czymś, co ogranicza - nie zna ona granic.

Jeśli nie mogę być we wszystkim alfą i omegą – to niech będę przynajmniej alfą – samcem alfa.

Osoby z niepełnosprawnością intelektualną być może poziom intelektu mają niższy niż większość ludzi, lecz, może właśnie przez to, ich umysły są bardziej otwarte.

Chcesz pomnożyć swoje szczęście – to się nim podziel

Wiara czyni cuda! – krzyczą tak wszyscy, ale nikt w to nie wierzy.

Ja - w przeciwieństwie do większości Katolików – czytam Biblię.

To może dlatego, że jestem konkretny i nie lubię się rozdrabniać, ale od dwóch 16-stek wolę jedną 32-ójkę

Jeśli coś robię – to na sto procent. Na pół gwizdka… to czajnik może

Potrzeba jest dużo fartu, żeby osiągnąć w życiu sukces – mówią ci, którzy sukcesu nie nigdy nie osiągnęli.

Kiedy następnym razem spytasz mnie, czemu jestem szczęśliwy – nie czuj się zaskoczony, kiedy odpowiem ci: a niby czemu miałbym nie być?

Człowiek ma wielki powód do dumy: piękny, otwarty i wolny umysł.

Od urodzenia byłem leworęczny, lecz moje serce chyba zawsze było bardziej po prawej.

I choć głowę tak często mam w chmurach – moje nogi zawsze stąpają po ziemi.

Jedyną sytuacją bez wyjścia, jaką znam – jest śmierć. Choć i tak nie jestem co do tego pewien w stu procentach.  Poza tym każda sytuacja życiowa ma jakieś rozwiązanie i wyjście.

Jeśli będziesz patrzył na sprawy zbyt szeroko – dostaniesz zeza.

Kochanie, jedyny wirus, którym mogę cię zarazić – to optymizm.

Jeśli nie wiesz, po co żyjesz – to po co żyjesz?

Sobą pokierować nie umiał kiedyś, a dziś chciałby kierować innymi.

Jedyny popęd, który masz – to ten do władzy. Nawet seksualnego już nie odczuwasz.

Uśmiechnąłeś się dziś do kogoś? Jeśli nie – to na pewno też nikt nie uśmiechnął się do Ciebie.

Kiedy znów spytasz mnie, czemu jestem szczęśliwy – nie bądź zaskoczony czy też zdziwiony, gdy odpowiem Ci: a niby czemu miałbym nie być?

Miałbym lekkie pióro, gdyby nie ten atrament w środku.

Nie umierają tylko nie żywi.
Nie odchodzą tylko ci, których już nie ma.

To wielka rzecz – umieć się cieszyć z rzeczy małych.

Nie potrzebne są ręce, by dotknąć szczęścia.

piątek, 12 sierpnia 2011

Post numer 300


To mój post numer 300. Z tej okazji, tradycyjnie, życzę sobie następnych trzystu postów. Tzn. najpierw następne trzysta, potem następne – i tak dalej. Aż będzie 900, 1200, 1500. Żeby tak się stało, trzeba więcej i częściej pisać. Czyli: muszę się postarać.

Potem będzie 3 tysiące. Ach, aż dojdę do trzech milionów. Spokojnie, dam radę. Przecież jestem nieśmiertelny. Taki duży, a taki głupi. Wielu pewnie tak pomyśli. Może nie głupi, ale szalony na pewno, lecz powtórzę cytat, który już nie raz mówiłem: nie ma żadnych dowodów na to, że życie jest poważne.

Tu nie chodzi o to, by podchodzić do życia „olewająco”, bo być może nie jest one poważne. Nie o to. Chodzi o to, by podchodzić do życia z dystansem. Do wszystkiego, co nas spotyka. I brać z życia to, co najlepsze! Cieszyć się nim! 

czwartek, 11 sierpnia 2011

Mój nowy artykuł o studiowaniu


Na stronie Wyższej Szkoły Pedagogicznej jest mój najnowszy artykuł o studiowaniu. Oto link, który do niego odsyła: http://www.wsp.lodz.pl/news-384.html.

Pozdrawiam!! Życzę kolorowych snów!! (Ponoć tylko „wariaci” takie mają… Ja mam co noc!)

Strzelasz focha? Strzel się w łeb!


Na facebooku pojawiła się nowa strona czy też wydarzenie – Dwa miesiące bez focha – czy jakoś tak. To nie pierwszy raz, kiedy tworzone są tego typu akcje. A ja nie po raz pierwszy zastanawiam, czy komuś się nudzi. Czy ktoś nie ma większych problemów, większych ambicji, czy też bardziej górnolotnych spraw? Czy są na świecie dorosłe osoby, które „strzelają focha”? Zaraz! – a może ta strona stworzona została przez dzieci. Z tego co wiem – 13-stolatkowie czasem „fochują”.

Dorosła osoba, kiedy ma problem, mówi o tym. „Strzelanie focha” to zajęcie iście dziecinne. A najlepsze są fochy, kiedy druga strona – ta „niesfochowana” – kompletnie nie wie, o co jest foch osoby „sfochowanej”. Ma się domyślać? O nie! Ja, kiedy bym miał w domu osobę, która co jakiś czas „strzela fochy” – bez zastanowienia wystrzeliłbym ją na dwór. Niech „fochuje” się na powietrzu. Cenię szczerość, otwartość. Jeśli jest problem – to się o nim mówi.

W osobach „sfochowanych” fajne (a raczej śmieszne!) jest to, że one myślą, że gdy się „sfochują”, to cały świat na nie patrzy i są w centrum uwagi. Muszę „sfochowanych” wyprowadzić z błędnego myślenia – ale wcale tak nie jest. Osoba mająca trochę „oleju w głowie”, gdy widzi focha – po prostu od niego „odbija”, bo wie, że ma do czynienia z czymś bardzo niepoważnym. Bo – powtarzam – „strzelanie fochów” jest rzeczą śmieszną, dziecinną. Takie jest moje zdanie – amen, i kropka. 

Tytuły, tytuły, tytuły... I super!


A jednak udało mi się.  Od dziś w archiwum postów będą ich tytuły. Bardzo mnie to cieszy! Co prawda – lista nie jest rozwijana, ale cóż – trudno – ważne, że są tytuły, z czego jestem bardzo zadowolony. Widzę także, że nie ma tytułów wpisów poprzednich, starszych, i tytułowane chyba będę tylko te, od dziś, od teraz, ale – znów: cóż – lepsze to, niż w ogóle bez tytułów. Tak więc: tytuły, tytuły, tytuły… I super! 

Poprzedni blog


Zajrzałem na mój poprzedni blog na Onet.pl [http://pr-wieczorek-dsm.blog.onet.pl/] i ku mojemu zdziwieniu on tam jeszcze sobie wisi beztrosko.  Odwiedzany był on ponad 7000 razy, czyli trochę więcej niż ten. Mam nadzieję, że niebawem go doścignę tutaj.

Podobają mi się niektóre funkcje na blogu na Onet.pl, chociażby ta, że archiwum postów rozwijane jest tytułami. Zastanawiam się, czy jest taka opcja na Bloger-ze. Gdyby była, byłoby mi bardzo miło. Jeśli ktoś wie coś na ten temat, proszę dać mi znać. Jak widzicie, tutaj, po prawej stronie, archiwum rozwijane jest datami – bez tytułów postów.