sobota, 3 marca 2012

Świat Rafaela – cz. II (Prezent od nieznajomego)

Mężczyzna ponownie zajął miejsce w niskim fotelu. Spojrzał na ekran monitora. Zapisał już kilka wordowskich stron. Telefon, który dzwonił chwilę temu, sprawił, że opuściło go natchnienie. Zamknął powieki. Wykonał kilka głębokich wdechów, za każdym razem długo wypuszczając powietrze z płuc – to zawsze działało. Otworzył oczy i zaczął pisać.

Ponownie sobie przypomniał spotkanie pod kościołem. Nieznajomy mężczyzna w brudnym garniturze i kapeluszu, z którego gołębie zrobiły sobie WC.

- Pamiętaj, chłopcze, nigdy nie głosuj na Jarkaczafiego. Nie słuchaj Radia Padre Fizyko, nie oglądaj telewizji Kram. O, i jeszcze jedno – nie czytaj Obcego Dziennika. To wszystko faszyści.
- Tak pan myśli? – spytał Rafael.
- A owszem, tak myślę, bo tak właśnie jest!
- To na kogo mam głosować, kiedy będą wybory?
- Jak to na kogo! Jak to? To ty nie wiesz? – nieznajomy mężczyzna wydawał się być naprawdę zdziwiony. – Oczywiście, że na Tego Co Spalił Płot.

Ten Co Spalił Płot znany był jako polityk, który odbijał bardziej na lewo niż sam Sojusz Lewych Dochodów. Ten Co Spalił Płot założył nawet swoją partię – Ruch Spalonego Płotu. Znienawidzony przez wspomnianego Jarkaczafiego i jego faszystowskie ugrupowanie Populizm i Socjalizm, nie pozostawał dłużny i również odpłacał im pięknym za nadobne.  

Takie rzeczy opowiadał pod kościołem nieznajomy mężczyzna Rafaelowi. Ten, nadal paląc papierosa, a po każdym zaciągnięciu kaszląc i krztusząc się, słuchał tych dywagacji z nieudawanym zainteresowaniem. Zresztą: Rafael był to typ człowieka, który udawać nie umiał. Kiedy go coś nie interesowało, dawał tego znaki. Lub po prostu mówił to wprost.


Nieznajomy kontynuował:
- Dziwię się też tobie… Jak ty właściwie, chłopcze, masz na imię? – spytał.
- Rafael – odpowiedział.
- A więc dziwię się tobie, Rafale…
- Rafael, a nie Rafał, proszę pana.
- A więc, Kafael – Rafael postanowił już go nie poprawiać – dziwię się tobie, że ty, taki młody, piękny i z pewnością inteligentny, co da się wyczuć na odległość, mężczyzna chodzi do takich miejsc jak to – tutaj nieznajomy wskazał ręką na kościół.
- A czemu miałbym tu nie chodzić? – zdziwił się młody mężczyzna.
- Czyli wierzysz w Boga? – spytał człowiek w kapeluszu.
- Tak, wierzę.
- Znasz jakieś dowody na Jego istnienie? – nieznajomy drążył temat. – Jeśli tak, to proszę, słucham, powiedz mi o nich. Też chciałbym je poznać. To może być ciekawe. No, chłopcze, na co czekasz! – Rafael poczuł konsternację. Zmieszał się. Czerwień wystąpiła na jego twarz. Myślał. Dowody na istnienie Boga? Nigdy się nad tym nie zastanawiał. Dla niego Bóg istniał i już. Nieznajomy zaczął się głośno śmiać. Pod kościołem nie było już nikogo. Zostali tylko we dwoje.


- Chłopcze, nie bądź głupi jakżeś mądry! Boga nie ma i nigdy nie było.
Mężczyzna w kapeluszu zaczął grzebać ręką pod marynarką. Po chwili wyciągnął stamtąd książkę i wręczył ją Rafaelowi.
- Proszę, Rafale – młody mężczyzna nadal go nie poprawiał. Wziął książkę i spojrzał na tytuł – „Tako rzecze Zaratustra” Fryderyk Nietzsche. – Przeczytaj sobie. A kiedy skończysz, proszę o zwrot – nieznajomy podał chłopakowi pogiętą kartkę z naskrobanymi, jakby kura pazurem, krzywymi literami – tutaj mnie znajdziesz. A teraz leć do domu, bo już czas. Aha! Jeszcze jedno. Nazywam się Ten Którego Imienia Się Nie Wymawia – nieznajomy mężczyzna się zaśmiał, a Rafaelowi po plecach przeszły ciarki. – Ale nie bój się mnie: nie taki diabeł straszny… - Ten Którego Imienia Się Nie Wymawia śmiał się nadal. – I jeszcze jedno: kiedy przekroczysz próg domu, pamiętaj, nie zapominaj o tym, by przywitać domowników pozdrowieniem – Niech będzie pochwalony… - Rafael spojrzał na książkę. Kiedy podniósł głowę, Tego Którego Imienia Się Nie Wymawia już nie było.

Młody pisarz znów przerwał pisanie. Spojrzał na półkę, która wisiała nad komputerem. Szybko znalazł wzrokiem „Tako rzecze Zaratustra” Fryderyka Nietzschego. Znów w myślach powróciła przygoda, która nie skończyła się tamtej niedzieli. To był dopiero początek. Przypomniał sobie dzień, kiedy poszedł zwrócić pożyczoną rzecz. Sprawy potoczyły się zgoła inaczej, niż sobie to wtedy wyobrażał. Teraz ściągnął z półki książkę Nietzschego. Chwilę się zastanowił. A może powinienem przeczytać ją raz jeszcze? E tam, to publikacja dobra dla lewaków, a ja nim nie jestem. „Bóg umarł” – jak głosił Fryderyk Nietzsche, ale to na grobie filozofa ponoć napisać miano: „Nietzsche nie żyje” – Bóg.


Świat Rafaela - cz. I (Spotkanie pod kościołem)

Zajął wygodne miejsce w niskim fotelu znajdującym się na wprost monitora i klawiatury komputerowej. Rozgrzał palce u dłoni, otworzył plik Worda i zabrał się za pisanie. Postawił pierwsze zdanie na białej kartce. Chwilę się zastanowił, pomyślał. Zaznaczył napisany tekst kursorem i zmienił styl czcionki na swój ulubiony.

Tak, teraz to wygląda zdecydowanie lepiej – pomyślał. Tak… Ale o czym właściwie mam pisać? – powątpiewał. Znowu o seksie? Przecież o seksie piszą głównie lewacy, a ja nie zaliczam się do ich grona. Tak myślał o sobie.

Pisał o seksie bardzo często. Przychodziły mu do głowy myśli, że może to już uzależnienie. Czytał gdzieś na ten temat. Ponoć jeśli mężczyzna przeżywa w ciągu tygodnia 7 orgazmów lub więcej, znaczy to, że jest seksoholizm. Spojrzał na swoje gładkie dłonie. Na szczęście nie mam jeszcze odcisków na palcach – uśmiechnął się pod nosem i do siebie w myślach.

Napisał i wydał 4 książki, a każda z nich, choć przed napisaniem zakładał inaczej, nawiązywała do seksu. Co prawda unikał zbytnich szczegółów erotycznych, choć opisy tego typu scen były jego mocną stroną. Musiał się powstrzymać, zachować to dla siebie, ugryźć się w język, stępić nieco pióro, by nie wyszła na jaw jego obsesja tym tematem, którą niewątpliwie miał.  

Ktoś kiedyś powiedział: seks nie jest od tego, by o nim mówić – tudzież pisać – ale od tego by go uprawiać. Z uprawianiem seksu, jak jakiejś dyscypliny sportowej, mężczyzna problemów nie miał żadnych. Ciągle wdawał się w jakieś romanse. Najczęściej z mężatkami. Myślał, że to nie jest do końca normalne: mam 31 lat i wciąż jestem kawalerem, ba – nie mam nawet narzeczonej, dziewczyny – ba!: nawet przyjaciółki… Tak, to nie jest normalne, żeby nie powiedzieć, że to jest – chore…

Wiedział, że coś jest z nim nie tak. Tym bardziej, iż mocno wierzył w Boga. Ktoś by mógł powiedzieć, że jeśli mocno by w Boga wierzył, postępowałby zgodnie z Jego Prawem i nakazami, a w Piśmie Świętym, które czytał każdego dnia, napisane jest, że nie będziesz pożądał żony bliźniego swego. On nie tylko pożądał, ale i zaliczał.

Swoje niecne postępowanie tłumaczył sobie tradycyjnym myśleniem o tym, że człowiek ma słabą naturę, dlatego też grzeszy, postępuje wbrew Bogu i Jego Prawom. To prawda – myślał często – ale jako wierzący, powinienem walczyć ze swymi słabościami, a, niestety, nie robię tego.

Nagle przypomniał sobie, pozornie nie związaną z jego rozmyśleniami, pewną sytuację, która miała miejsce dwa lata temu w wakacje. Wyszedł z tłumem wiernych z kościoła po niedzielnej mszy świętej. Kiedy doszedł do bramy wyjściowej z terenu kościoła, zatrzymał go pewien mężczyzna w kapeluszu i postrzępionym garniturze.
- Przepraszam uprzejmego pana, czy posiada pan może zapałki? – zagadał nieznajomy.
Wszakże zapałek nie miał, ale posiadał zapalniczkę, którą wyjął z kieszeni i podał mężczyźnie w kapeluszu.
- Może poczęstuje się pan papierosem? – mężczyzna wyciągnął w jego stronę dłoń, w której trzymał czerwoną paczkę, z której wystawały papierosy bez ustników.
- A chętnie – rzekł Rafael, choć zdecydowanie wolał te tradycyjne w dzisiejszych czasach, może nieco bardziej ekskluzywne – papierosy z pomarańczowym z ustnikiem. Chciał być kulturalny. Nie lubił robić przykrości innym ludziom, nawet w tak błahych sprawach.

Rozpalił papierosa, zaciągnął się i zaczął krztusić i kaszleć. Jejku, co to? – pomyślał i spojrzał na markę, której nazwa znajdowała się na bibułce. Devil’s – przeczytał słowo. Hm, jakaś dziwna... Ale, jak to się mówi, darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda.

Nieznajomy zaczął mówić:
- Pamiętaj, chłopcze, nigdy nie głosuj na Jar-kaczafiego i jego zawistną bandę, bo zanim się obudzisz – z ręką w nocniku, oczywiście – zobaczysz, że prócz nocnika nic tobie nie zostało.
Mówi trochę od rzeczy – pomyślał Rafael i zlustrował mężczyznę od stóp do głowy. Na nogach miał czarne męskie, upaprana w błocie, lakierki. Granatowe spodnie od garnituru były ewidentnie za krótkie. Chyba dawno nie widziały proszku i wody. Na prawym kolanie miały dziurę wielkości trzech 5-cio złotówek. Marynarka była wyświechtana, a spod niej wystawała – kiedyś pewnie biała, dziś pożółkła koszula. Twarz mężczyzny była nieogolona, cała zarośnięta. Na głowę wciśnięty miał czarny kapelusz, na który kiedyś narobiły gołębie. Dziwny typ – pomyślał Rafael i zaciągnął się papierosem, po czym znów począł kaszleć.

Chłopak nawet nie wiedział kiedy jego palce zaczęły przemieszczać się, jak w tańcu, po klawiaturze. Stawiał kolejne literki, które tworzyły słowa, słowa budowały zdania, aż wreszcie cała biała strona wypełniła się czarnym drukiem. Tak, to dobry pomysł – myślał, nie przerywając pisania – opiszę tę przygodę, która przytrafiła mi się dwa lata temu. Pisarz dostał natchnienia.

Pisał i pisał, i pisał…

Nagle zadzwonił telefon znajdujący się na biurku obok klawiatury. Rafael spojrzał na wyświetlacz, na którym pojawiała się i znikała – na zmianę – nazwa kontaktu: „Katien Praca”.
- Halo, Katien – rzekł do słuchawki.
- Witaj, Rafaelu, musimy się spotkać – usłyszał znajomy głos koleżanki z pracy.
- OK. Kiedy?
- Masz czas jutro południu, tak ok. 17:00?
- Tak, mam. Jutro jest sobota, więc odpoczywam. A czy coś się stało?
- Powiem ci wszystko, jak się spotkamy. Jutro o 17:15 w „Galerii Nowoczesności”. Pasuje?
- Tak.
- A więc do jutra.

Katien się rozłączyła. Rafael przez chwilę zastanawiał się, co też mogło się stać. Pewnie jakieś sprawy związane z firmą. Nie ma co – pomyślał, poczym usiadł na fotelu, by kontynuować zaczęte dzieło.  

czwartek, 1 marca 2012

Krótka bajka o związkach


Związki między kobietą i mężczyzną nie są łatwe. Na początku zawsze jest zauroczenie, zafascynowanie, zakochanie i wiele innych uczuć, które pozytywnie oddziałują na oboje kochanków, przyciągając ich do siebie. Mówiąc kochanków, nie sprowadzam wszystkiego do poziomu łóżka. Przecież nie zawsze para musi tam kończyć. Czasem jest to np. pralka.

Kiedy zadzwonił telefon, Anna leżała nieruchomo na łóżku, i patrzyła w sufit. Dopiero po trzecim sygnale postanowiła się podnieść. Podeszła do stołu, chwyciła komórkę i spojrzała na wyświetlacz. „Marcin? Czego on znowu chce…” – pomyślała.

- Cześć, kochanie – usłyszała, kiedy przyłożyła telefon do ucha.
- Cześć – odpowiedziała, ale nie tak entuzjastycznie jak rozmówca po drugiej stronie.

„Czego on chce? O co mu chodzi? Przecież jasno dałam mu do zrozumienia, że nie chcę z nim być. Mówiłam mu, że o związku ze mną może zapomnieć, i wybić to sobie raz na zawsze z głowy. Czy on musi być taki upierdliwy!?” – te myśli zdążyły przemknąć jej przez głowę, kiedy Marcin mówił:
- Kochanie, spotkamy się?
„Boże, jaki on infantylny!”
- Nie, nie spotkamy! – rozłączyła się, po czym rzuciła telefon na stół.

Poznali się jakiś miesiąc temu, w kwietniu. Spotkali się w busie. On pierwszy zagadał do niej, ona, choć nie był w jej typie, dała mu swój numer telefonu. Nie miała wtedy nikogo, jak przez większość swojego życia – była sama. Potem spotkali się już dwa dni później. Na pierwszą randkę przyjechał swoim starym BMW. Zabrał ją na przejażdżkę. Pojechali do lasu. Był trochę nieśmiały. Ona, choć pięć lat młodsza, nieco go ośmieliła. Jednak nie było nawet w połowie tak miło, jak się spodziewała. „Trudno, takie jest życie” – pomyślała wtedy.

Podobnie myśli dziś. Jednak po tylu niewypałach, infantylnych kochankach, nie umiejących dać jej choć w części tego, czego chciała i potrzebowała – poważnie zaczęła się zastanawiać nad tym, by stać się lesbijką. „Dzisiejsi faceci są strasznie zniewieściali. Dziecinni, niedojrzali, mało-męscy” – podobne myśli często przychodziły jej do głowy, gdy leżała na łóżku, nieruchomo wpatrując się w sufit.

Nagle coś błysnęło jej w głowie. Pewna myśl. Intuicja podpowiedziała jej, że za moment ponownie zadzwoni telefon. I faktycznie tak się stało. Podeszła, odebrała.
- Kochanie, czemu się nie chcesz ze mną spotkać? – usłyszała uległy głos Marcina w słuchawce. „Jej, ca za ciota!” – pomyślała i rzekła:
- OK., spotkajmy się.

Było tak, jak myślała. Ona chciała dobrego seksu, on gadał jej już coś o ślubie. Pomyślała, że dobrze, iż nie wziął ze sobą pierścionka zaręczynowego – toby dopiero! Zresztą – teraz to nie było ważne. Facet ma już 31 lat, normalne, że myśli o stałym związku, ale wcale się nie dziwiła, że do tej pory żadnego nie udało mu się stworzyć.

Siedzieli w samochodzie, który stał na leśnej drodze. Wokół były tylko drzewa i ściółka, na której rosły. Marcin patrzył na nią i mówił:
- Jesteś taka piękna, słodka, cudowna… że się rozpływam jak lodzik w upalne dni.
- A może chcesz lodzika? – spytała.
Zawstydził się i odwrócił głowę w drugą stronę.
- No chcesz czy nie? – ponowiła pytanie i pomyślała, że ma do czynienia z wyjątkową ciotą. „Ale to dobrze” – do głowy przyszła jej kolejna myśl.

Zaczęła się do niego dobierać. Rozpięła mu spodnie i schyliła się w tamtą stronę.
- Wyjątkowa z ciebie ciota, Marcinku – rzekła.
- Co…? – chłopak jakby się przebudził. Zaskoczyły go te słowa. Ale za chwilę już o tym nie myślał. Czuł tylko przyjemność i podniecenie. I, sam nie wiedział czemu, zawstydzenie. Anna rzekła:
- Marcinku, czemu z ciebie taka ciota?
Dziewczyna mówiąc to, wyjęła z kieszeni nóż. Marcin nie widział tego. Miał podniesioną głowę, wygodnie opartą o nagłówek siedzenia. Zamknął oczy i wzdychał głęboko. Po chwili poczuł na jądrach zimne ostrze.

Związki między kobietą i mężczyzną często nie są łatwe. I kończą się też różnie. Marcin przeżył tę wycieczkę do lasu, lecz nie cały. Anna wyszła za niego za mąż. Ale zrobiła to pod jednym warunkiem – mężczyzna bez męskich genitaliów obiecał jej, że nie zgłosi tego co zrobiła na policję. W szpitalu wymyślili świetną bajkę, którą personel łyknął jak ryba przynętę. A ich życie i związek, choć już nigdy nie przypominał bajki, trwał i trwa do dnia dzisiejszego. 

Zostaję tutaj

Od wczoraj próbuję założyć bloga na WordPressie, jednak mi nie wychodzi. To o wiele bardziej skomplikowane, niż blogowanie tutaj, na Bloggerze. Co prawda – udało mi się tam stworzyć bloga – a nawet kilka – uczyniłem pierwsze wpisy, jednak potem poszło coś nie tak. Poszło coś nie tak, pojawił się jakiś wirus i koniec blogowania. No cóż – póki co, zostaję tutaj. 

środa, 29 lutego 2012

Tak dla RM, czyli mowa nienawiści

TAK - dla Radia Maryja! Rozumiem, że niektórzy ludzie wolą oglądać "Klan", "M jak Miłość" czy "Milion w minutę", niż słuchać patriotycznych felietonów lub odmawiać wspólnie różaniec - ale czemu chcą zabrać tę możliwość tylu Polakom?! Gdzie tu Wolność, gdzie Pluralizm?!

A może pluralizm polega na tym, by ten sam pogląd i punkt widzenia popierać i wspierać z różnych pozycji? Ale o tym chyba już ktoś mówił. Nie powiem kto, bo trochę te słowa przeinaczyłem. Jednak ich sens był mniej więcej taki.

Dziwne to czasy, w których ludziom bardziej leży na sercu to, jak mówić: minister, ministerka, poseł, posłanka itp., niż by bronić wolności słowa. Owszem: Wolność i Tolerancja – tak, ale tylko dla tych, którzy myślą podobnie do nas. Wolność dla naszych, tolerancja dla naszych. Przypomniał mi się, tak w związku z tematyką, cytat: „Tolerować nie znaczy zapomnieć, że to, co tolerujemy, na nic więcej nie zasługuje” (Nicolas Gomez Davila). No, ale to tylko tak a propos.

Wracając do tematu RM i samego o. Rydzyka, to przypomniała mi się historia. Jakaś dziennikarka pytała jednego z posłów broniącego RM, czy to normalne, by ktoś w publicznej rozgłośni – właśnie w RM mówił, że w Sejmie są geje, homoseksualiści, transwestyci, transseksualiści, dewianci itp. (Być może kogoś do tej listy dołożyłem, być może też kogoś odjąłem). O dziwo dla mnie, ten poseł zaczął się nieco tłumaczyć, wymigiwać – być może nie chciał być kontrowersyjny. Teraz ja za tego posła odpowiem tej pani. A czy poseł Biedroń to nie gej (tudzież homoseksualista)? A pani Grodzka to kim jest? A pamięta pani posła, który przebrał się w sukienkę, a potem wciągał do nosa kokainę? A pan Palikot z penisem (sztucznym) w ręku – czy to rzecz, zachowanie, które przystoi posłowi?

Dziwne to czasy, w których tacy ludzie dostają więcej szacunku i tolerancji, niż patrioci, katolicy itp. Kiedy ktoś podrze Biblię, zaraz część elit rzuca się do obrony. Co to takiego! On tylko Biblię podarł, Biblię – Księgę Nienawiści! A niedługo za mowę nienawiści – ciągle się zastanawiam, jaka to będzie mowa i jak ją będzie można zmierzyć – trafi się za kratki. Wiem, że jako pedagog powinienem podzielać postulaty nowoczesnego myślenia, dzisiejszej pedagogiki. I powiem szczerze, że mi naprawdę nie przeszkadza to, że ktoś przerobił się na kobietę – to jego sprawa, jego wola. Uważam jednak, że Sejm, Rząd Polski jest od innych rzeczy, a nie od promowania tego typu zachowań.

Jesteś homoseksualistą, OK., bądź, ale czy to uprawnia cię do tego, by na swoim tyłku robić karierę polityczną? Przerobiłeś się na kobietę – świetnie, życzę Ci powodzenia, ale czy masz – prócz swojej seksualności – coś innego do zaoferowania Polakom? Wszakże żyjesz z pieniędzy podatników, pełnisz funkcję publiczną – czy nie uważasz, że to do czegoś zobowiązuje? Czy to, co tu piszę, kwalifikuje się już pod mowę nienawiści?

Hm, znów mnie poniosło i wszedłem na śliski temat, a więc, póki nie poniesie mnie bardziej, postanawiam skończyć ten wpis. Tutaj. Kropka. 

poniedziałek, 27 lutego 2012

Ona

Kontakt z osobą, z którą się było, sprawia, że wracają wspomnienia. Zawsze te przyjemne. Chwile, w których czuło się bliskość ukochanej osoby. Kiedy jej uśmiech rozświetlał wszystko dookoła. Tyle momentów, w których mogłeś dzielić radość i to co najlepsze ze swoją drugą połową. Te chwile, które były – nazwijmy je tak: nieciekawe – tracą na mocy. W ogóle ich się nie pamięta, jakby nigdy ich nie było. Świat jest piękniejszy, kiedy można dzielić z kimś szczęście.

Ten cztery setny post dedykuję osobie, z którą dzieliłem przez pewien czas swoje życie. Ona dobrze wie, o kim mówię, więc nie będę podawał nawet jej imienia. Rozmawialiśmy dziś przez telefon. Przypomniałem sobie o niej. O kilku pięknych momentach, a jeśli zliczyć wszystkie – były ich setki, a nawet tysiące, choć tyle przeciwności stało między nami. Jest takie miejsce w moim sercu, które zawsze będzie tylko tej osoby. I ona tam pozostanie. 

I znów ten rasizm...

Wczoraj na zajęciach z psychologii (już nie pamiętam jakiej, ale chyba współczesnych problemów psychologii czy jakoś tak) obejrzeliśmy film „Niebieskoocy”, opowiadający o ciekawym eksperymencie przeprowadzonym kilka lat temu. Otóż: jakaś pani, znaczy główna bohaterka, walcząca z rasizmem, zamieniła miejscami czarnych z białymi. To znaczy: ludzie czarni byli lepsi i mogli gnębić białych i niebieskookich, a najwięcej gnębiła ich główna bohaterka, wciąż pokazując, gdzie tak naprawdę ich miejsce. Jakie były moje pierwsze myśli po filmie?

Kiedyś już ktoś – także na zajęciach w uczelni – włączał nam ten film. I powiem szczerze, z ręką na sercu, że nie wiem – po co nam dziś oglądanie tego typu filmów. Problem rasizmu może i istnieje, ale czy jest on dostrzegany u nas na uczelni, że musimy oglądać tego typu produkcje? Przecież żaden normalny, w miarę inteligentny i wrażliwy człowiek – a każdy pedagog raczej posiada te cechy! – nie jest rasistą! Żaden normalny człowiek nim nie jest. Więc nie rozumiem po co te filmy. 

sobota, 25 lutego 2012

Nie moja bajka

Choć taki pan Lis nie jest kompletnie człowiekiem z mojej bajki – muszę powiedzieć, że braku ambicji zarzucić jemu nie można. Trzeba mieć w sobie dużo ambicji, by dojść tam, gdzie doszedł i już nie wnikam w to, w jaki sposób to zrobił. Oczywiście, chodzi mi o Tomasza Lisa. Nie wiem, po co to piszę. Dziś kiedy biegałem, ta myśl wpadła mi do głowy. Ostatnio trafiłem gdzieś na słowa kogoś, kto go zna, określające Tomasza Lisa jako bardzo ambitnego egocentryka – i tak pomyślałem, że to trochę jak ja. Też często jestem egocentrykiem. Może ostatnio trochę mniej, no ale jednak.

Trzeba mieć też w sobie sporo odwagi, siły i ambicji, by być takim Donaldem Tuskiem. Czy to człowiek z mojej bajki, czy też nie – już wnikać w to nie będziemy, ale jednak… Wiedzieć, że 60 procent obywateli jest z nas niezadowolona i dalej, nie zważając na to zbytnio, robić swoje – to wymaga specyficznych cech. Ja potrafiłem przeżywać, i to jeszcze jak, krytykę jednej, małoznaczącej postaci. Jednak, tak myślę, ci ludzie mają cechy, których czasem im zazdroszczę.

Nie będę tu mówił o uczciwości. O moralności także nie wspomnę. Tak, wiem, że to wartości cenniejsze od ambicji. Ale cóż – dziś nie o tym. Może następnym razem… 

Deszcz i wiatr

Ostatnio pisałem o kształtowaniu charakteru. Dzień po moim wpisie, bo już w czwartek, nadeszła okazja, bym ja swój własny charakter mógł nieco ukształtować. Było to w Konstantynowie. Kiedy w deszczu i wietrze jedną godzinę i dwadzieścia minut czekałem na przyjazd tramwaju. Czekałem, aż się wreszcie doczekałem. Swój charakter kształtowałem, w tym swoją cierpliwość, i powiem szczerze, że pod koniec czekania trochę wymiękłem i przyznałem się znajomej, którą spotkałem na przystanku, że zaczynam się denerwować. Wreszcie przyjechał tramwaj, wsiadłem i pojechałem. Jakie wyciągam z tego wnioski? Ano takie, że nie m co zbytnio przeżywać takich sytuacji, bo gdy już przyjedzie tramwaj, gdy ogrzejemy się w jego środku – nagle świat się zmienia i staje się przyjaźniejszy. 

środa, 22 lutego 2012

Wielki Post - być wielkim w rzeczach małych

Myślę, że Wielki Post, który właśnie się rozpoczyna, to dobry czas na to, by kształtować swój charakter i osobowość. Według mnie nie musi być to czas szczególnie mistyczny, ale okres typowo praktyczny, w którym, prócz modlitwy, możemy w czynnościach dnia codziennego kształtować, szlifować swój charakter. Modlitwa, o której przed chwilą wspomniałem, także nie jest przeze mnie pojmowana w sposób tradycyjny, typowy dla Katolicyzmu. Modlić możemy się, i cały czas to robimy, choć nie wszyscy są tego świadomi, przede wszystkim swoimi myślami i działaniami, które wykonujemy w każdej chwili swojego życia. Dlatego też tak bardzo ważne jest dla mnie, by być wielkim w rzeczach małych, czynnościach prostych, dnia codziennego. Wyrabiając w sobie nawyk bycia wielkim w czynnościach małych kształtujemy siebie i swój charakter i dzięki temu też, kiedy natrafimy na czynność większą, poważniejszą – także wykonamy ją tak, jak powinna być wykonana, aż wreszcie okaże się, że jesteśmy wielcy także w rzeczach dużych. 

piątek, 17 lutego 2012

Kiedy przyjdzie śmierć

Właśnie, dosłownie kilka minut temu, wróciłem z urodzin mojego dobrego kolegi Kamila. Tak więc wpis, który tu czynię, będzie szybki i krótki. Jadąc na imprezkę, zastanawiałem się nad bardzo ważnymi sprawami – jedną z nich było życie, drugą – śmierć. Tak się zastanawiam. A może śmierć to iluzja. Może istnieje tylko życie… Zresztą – to temat rzeka, długi i szeroki. Wybaczcie, ale nie poruszę go tutaj i teraz.

Życie zyskuje inny wymiar w obliczu śmierci. Dobrym tego przykładem jest choćby śmierć Whitney Huston. Człowiek jednego dnia jest na scenie, śpiewa, wielbią go przy tym tłumy, a już następnego dnia umiera. Można w takich chwilach zastanowić się nad tym, co jest ważne w życiu. Przemyśleć, czy aby najważniejsze nie jest to, by żyć zgodnie z samym sobą, postępować zgodnie z własnymi zasadami. W obliczu śmierci nie ma mocnych. Kiedy przyjdzie ona po nas, nie będzie pytała o to, ile zdołałeś zarobić. Co osiągnąć, postępując wbrew sobie. Ale myślę, że śmierć może spytać, czy kochałeś życie i żyłeś zgodnie z tym, co w tobie najpiękniejsze i najbardziej szlachetne. Co jej odpowiesz? 

sobota, 11 lutego 2012

Słów kilka o sytuacji Madzi

Cywilizacja się rozwija gdy śpiewa się o królach, rycerzach, podbojach kosmosu – a gdy cywilizacja upada, to się śpiewa o menelach, zbrodniarzach, mordercach. To słowa Janusza Korwin-Mikkego, które świetnie pasują do przypadku Madzi oraz jej rodziny, a także całej otoczki tej dziwnej sytuacji. Nie twierdzę, że rodzina Madzi należy do jakiejkolwiek z tych kategorii. Z tego co wiem, a przyznaję, że niewiele wiem w tej kwestii, nie są to ani menele (dziwne to słowo), ani zbrodniarze, ani mordercy. Jednak to, co dzieje się wokół tej sprawy, skłania mnie do refleksji i do zastanowienia się, w którą to stronę zmierza nasz dzisiejszy świat. Co dzień na całej Kuli Ziemskiej ginie mnóstwo osób, także i dzieci, a tutaj śmierć jednej biednej dziewczynki sprawiła, że od kilku dni media mówią o tym tak głośno, jakby to był fenomenalny podbój jakiejś niezwykłej planety.

Tak, wiem – jest to tajemnicza i intrygująca sprawa, ale tu powstaje w mojej głowie pytanie o to, co przyniesie nam, zwykłym obywatelom – prócz zaspokojenia ciekawości – jej rozwiązanie? Czy, gdy wszystko już się wyjaśni, będziemy mądrzejsi? Być może – tak. Teraz będziemy wiedzieli, by nie zawijać swojego dziecka w śliski kocyk, a kiedy już – nie daj Boże – coś złego się stanie, popełnimy jakiś błąd i nieopacznie kogoś skrzywdzimy – powinniśmy nie owijać w bawełnę – żeby nie powiedzieć: w kocyk – lecz otwarcie i szczerze przyznać się do błędu.

Życzę rodzinie nieżyjącej dziewczynki przede wszystkim rozwagi i spokoju. A samej Madzi, która na pewno powiększyła grono Aniołków, życzę wiecznego szczęścia. Natomiast wszystkim ludziom rozdmuchującym tę sprawę – życzę… No właśnie, czego mogę im życzyć? Opamiętania!?

piątek, 10 lutego 2012

Polacy się nie myją

Nie oglądam w TV polskich – zagranicznych, podkreślam, także nie – programów rozrywkowych typu: „Kocham Cię, Polsko”, „Europa da się lubić” ani żadnych show w stylu „Taniec z gwiazdami”, „Gwiazdy tańczą na lodzie” (swoją drogą – szkoda, że zamiast tańczą na nie ma robią po, wtedy, przyznaję, może bym się skusił i popatrzył) i tym podobnych. Może powinienem zacząć od tego, że w ogóle nie oglądam TV. Poza jednym wyjątkiem, którym jest serial „Świat według Kiepskich”.

Choć wymienionych wyżej programów telewizyjnych nie oglądam, czasem zdarzy się, że zupełnie przypadkowo, jako że w moim domu telewizor gra często, coś, nie z premedytacją, podejrzę lub niechybnie podsłyszę. Tak też było wczoraj, kiedy to usłyszałem rzecz, która dała mi do myślenia, zresztą nie po raz pierwszy. Pewna znana polska aktorka powiedziała takie oto słowa: Polacy się nie myją.

Jakiś czas temu z ust także pochodzącego z Polski aktora usłyszałem: Polacy są głupi. Kiedyś znajoma na FB, kobieta niegłupia, wykształcona, dodam, że także Polka, napisała komentarz, rozżalona na Polaków: Polska to dziwny kraj… Może pamiętacie słowa czołowego polskiego polityka, który bez skrępowania oznajmił, że Polskość to głupota?


Polka, która mówi, że Polacy się nie myją, mówi w tym momencie o sobie, bo ona także jest Polakiem. Chyba że mówiąc Polacy ma na myśli tylko mężczyzn. Ale właśnie w tym konkretnym programie telewizyjnym chodziło o wszystkich Polaków, nie tylko mężczyzn. Czy ona, mówiąc to, zdaje sobie z tego sprawę? Nie wiem. Ale przykładów tego typu zachowania daleko szukać nie trzeba. Zachowania, w którym brak logiki.

Zraz, zaraz, pomyślmy… Może jest to logiczny paradoks. Polacy się nie myją, a ja jestem Polakiem, który jest czysty, bo jest umyty. A może w zdaniu tym brakuje określenia, którzy to Polacy się nie myją. Czy chodziło tej pani o wszystkich Polaków, czy tylko o niektórych? Można by tak gdybać długo. Ja tego nie lubię, nie trawię gdybania, a więc teraz je przerwę. Ciekawe tylko, co by było, gdyby ta pani powiedziała o jakimś innym – chyba wiecie, jaki mam na myśli – narodzie, że się nie myje.

O tym, że Polskość to głupota według niektórych – chyba Polaków, choć nie jestem teraz pewny… - można by także długo debatować. Pewnie dla nich nie jest głupotą Europejskość i nowoczesność. Polskość to tradycja i zacofanie. Postępowość jest dobra, zacofanie już takie nie jest. Pytanie tylko: jakim prawem i kto ma o tym decydować? To by było dziś na tyle. 

czwartek, 9 lutego 2012

Wyrosłem z korwinizmu

Pamiętam, jak walczyłem słowem na Facebook’u. Naczytałem i nasłuchałem się Korwina, myśląc, że jest to jedyny uczciwy polityk w naszym kraju. Teksty Jego znałem na pamięć. Wiele z nich pamiętam do dnia dzisiejszego. Wolę Hitlera od Tuska, bo za Hitlera podatki były 3 razy niższe; PO, PiS, PSL, SLD to Banda Czworga; Dobry socjalista to martwy socjalista; Czarne jest czarne, białe jest białe, a czerwone jest wredne. Piszę to wszystko z pamięci. Być może coś przestawiłem, pomyliłem, a więc przepraszam, jeśli tak się stało. Gdybym, wcale nie głęboko, pogrzebał w mojej głowie, znalazłbym dużo więcej ponadczasowych myśli Korwina. Był czas, kiedy rzucałem nimi jak kartami na stół, wydobywając je z rękawa.

Dziś nie zaglądam już, albo robię to bardzo, bardzo rzadko, na blog Mikkego. Muszę to powiedzieć, ale wiem, co On myśli, przynajmniej oficjalnie, znam Jego zdanie. Ktoś powiedział, że Jego pogląd na ustrój kapitalistyczny, jest taką samą, a może i większą utopią od komunizmu. Jak jest w praktyce – nie wiem, chyba nie mnie to oceniać.

Moja fascynacja Korwinem zaczęła blednąć pewnego dnia, kiedy to usłyszałem – a może i przeczytałem – jedną rzecz, mianowicie to, że Korwin politykiem jest słabym, a nawet żadnym. Oczywiście – nie był to jedyny, a nawet nie był to pierwszy powód zerwania przyjaźni z moim korwinizmem. Powoli zaczęło do mnie docierać, że Janusz Korwin-Mikke to celebryta. Pewnego dnia, czytając „Uważam Rze”, trafiłem na wymowne, a zarazem nieco komiczne, zdanie określające JKM-a. Było to coś w tym stylu: „Znany zakładacz Janusz Korwin-Mikke….” Człowiek, zwany Zakładaczem, który co rusz zakłada, tworzy nową partię.

To fakt, kupiłem sobie koszulkę z logo Kongresu Nowej Prawicy. No cóż, materiał nie był najwyższej jakości, bo już po pierwszym praniu się zniszczyła. Trudno. Tak myślę, że ta koszulka to niejaki symbol mojej sympatii do korwinizmu. Mogę ją zakładać pod inną koszulkę, kiedy biegam lub ćwiczę. Ale pokazać się w niej – nie pokażę.

To chyba powiedział mój imiennik, pan Wipler, że z korwninizmu się wyrasta, jak z krótkich spodenek. Co prawda, z krótkich spodenek nie wyrosłem, bo gdy jest bardzo ciepło, chętnie je zakładam, ale – jak już powiedziałem – z korwinizmu, owszem, wyrosłem.

Takie są etapy mego rozwoju. Najpierw byłem socjalistą, a było to za młodu. Socjalistą o poglądach mocno lewicowych. Nawet miałem w swoim życiu epizod, w którym deklarowałem się jako zwolennik praw do adopcji dzieci przez homoseksualistów. Potem, z lewaka – przeskoczyłem na korwinizm, który także w pewnej chwili się skończył. Był też anty-pisyzm (to jeszcze przed Korwinem), a potem drugi biegun – kaczym. Jak jest dziś? Zaczyna przeważać u mnie zdrowy rozsądek. Choć może tylko mi się wydaje…?

Co się w życiu liczy

Odwiedziłem dziś znajomą, która prowadzi nieduży sklepik spożywczy na ryneczku w Aleksandrowie Łódzkim. To właśnie wizyta u niej, a także inna sytuacja – o której zaraz powiem – skłoniły mnie do napisania tego krótkiego tekstu.

Znajoma sprzedawczyni jest młodą, energiczną osobą, i zaraz tylko, jak do niej wszedłem uraczyła mnie – z niezwykła ekspresją – pewną historią. Opowiedziała o tym, że był u niej kilka dni temu klient, który pochwalił się swoją wizytą i tygodniowym pobytem, wraz z całą rodziną, w jednym z najdroższych hoteli w Polsce, którego nazwy tu nie podam. Sprzedawczyni podała koszt owego pobytu, liczony w tysiącach. Skwitowała historię słowami: mnie pracując ciężko cały rok trudno jest uzbierać na wakacje, a tu ktoś zarabia takie sumy, że jedzie sobie w zimie na tydzień do najdroższego hotelu, ludziom to się powodzi.

Nie będę w tym poście pisał o trudniej sytuacji małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce. Mam wielu znajomych prowadzących pojedynczą działalność i wiem, że bywają miesiące, w których nie wystarcza im na opłacenie składek ZUS. Nie jestem ekonomistą, więc w tego tematu nie poruszę. Zajmę się czymś innym.

Wysłuchałem tego, co miała do powiedzenia moja znajoma. Widać – i słychać – było po niej, że jej niemożność zarobienia tylu pieniędzy, ilu by chciała, strasznie ją martwiła. Świetnie to rozumiem, lecz, jako człowiek, który otarł się o śmierć, postanowiłem – niejako w opozycji – opowiedzieć jej inną historię.

Otóż mam znajomą, 40-letnią, atrakcyjną kobietę, która pracuje na stanowisku kierownika, zarabia sporo pieniędzy, tak że stać ją na wiele rzeczy. Jeżdżąc po całej Polsce, także często nocuje w drogich hotelach. Jest właścicielką luksusowego samochodu. Ogólnie rzecz biorąc – bardzo jej się powodzi.

Kilka dni temu napisała do mnie sms-a. Jej chory syn, 19-letni chłopak, nie doczekał operacji, umarł w nocy. Co w takiej chwili znaczą dla niej wszystkie pieniądze? Ile są warte? Idę o zakład, że oddałaby cały swój majątek, by przywrócić życie dziecku.
Ile warte są pieniądze dla osoby cierpiącej na nieuleczalną chorobę?

Jestem mężczyzną. Jak każdy mężczyzna – albo większość – chcę być niezależny finansowo. Każdego dnia, stopniowo, krok po kroku, tę niezależność buduję. Chcę utrzymać moją przyszłą żonę oraz nasze dzieci. Wiem, że dojdę do tego momentu, kiedy to osiągnę. Ale wiem też, że pieniądze same w sobie szczęścia nie dają. Nie dają je też zakupy, więc M. Mornoe nie powiedziała prawdy. Bo co mi po tym, że kupię dziś wille, jak jutro przyjdzie po mnie śmierć?

Szczęście to stan wewnętrzny, to harmonia. Do tego, by prowadzić życie w harmonii potrzebne są pieniądze, ale same one jej nie zapewniają.

Być może piszę truizmy, bo tak wiele osób myśli podobnie, jak ja. Jednak sens tych przemyśleń, ich prawdziwość trafia do nas wtedy, gdy otrzemy się o pewne sytuacje, często te z pogranicza życia i śmierci.

Zanim zaczniesz zazdrościć sąsiadowi nowego auta, pomyśl o tych, którzy śpią w te mroźne dni pod mostem i podziękuj Bogu, że masz dach nad głową.

środa, 8 lutego 2012

Organizacja

Czas zacząć pracę nad własną organizacją. Znaczy: pracę nad sobą, by lepiej się organizować. Zanim zacznę organizować pracę innym, muszę najpierw zorganizować się sam. Czy będzie to praca łatwa i przyjemna? Niekoniecznie. Ale na pewno przyniesie pozytywne efekty. Dla mnie i dla firmy. A przecież o to przede wszystkim w tym chodzi.

Zaczynam także organizację sportową. Wiosną tego roku czekają mnie dwa biegi. Tak więc przede mną sporo pracy, ale na pewno będzie bardzo OK. Na to liczę. Bo w życiu nie chodzi o to, by robić to, co się lubi, ale raczej o to, by lubić to, co się robi.

sobota, 4 lutego 2012

Łódź przeciw ACTA

„Nie rozumiesz – nie podpisuj”, „Precz z komuną w Internecie” – i wiele innych haseł, których nie przytoczę, bo nie pamiętam – skandowanych było wczoraj na marszu przeciwników ACTA w Łodzi. Osób wszystkich było ponad 300, a może i 400. Nie wiem, mówię tak „na oko”. Nad głowami powiewały flagi biało-czerwone i żółto-czerwone. Było też wiele transparentów, które głosiły hasła przeciwne ACTA.

Trochę minąłem się z prawdą. Pamiętam dużo więcej haseł ze wczorajszej manifestacji. Nie przytoczę ich dlatego, ponieważ uderzały w sam rząd. A, jak powiedziałem kilka dni temu, w czysto partyjną politykę nie chcę się mieszać, bo nie warto. Mam swoje poglądy, nie partyjne i polityczne, i przy nich zostanę. To poglądy ponad partyjne i ponad polityczne. I powiem jeszcze o nich niejeden raz. Teraz życzę Wam miłego weekendu. 

czwartek, 2 lutego 2012

W obronie Wolności

ACTA to kolejny zamach na naszą Wolność. Nie przemawia do mnie propaganda, że ACTA jest potrzebna i nie będzie szkodliwa dla Internautów. Pisałem już o tym na swoim blogu. O tym, że w ACTA nie chodzi tylko i wyłączenie o samo ACTA. O tym, że chodzi tu o coś więcej, bo o naszą Wolność.

Jakim prawem, jeśli nikogo nie krzywdzę, ktoś mi tę Wolność ogranicza? Prawo do Wolności to prawno naturalne i jedyną granicę stanowić tu powinna nasza moralność. Jeśli nikogo nie krzywdzę, nie robię nikomu nic złego, to czemu moja Wolność jest ograniczona?

Jak wspomniałem – nie przemawia do mnie propaganda, że ACTA jest OK. Byłem w tamtym roku na ciekawym wykładzie, który dotyczył sytuacji osób z niepełnosprawnością w czasie II Wojny Światowej. Otóż Hitler swoją propagandą potrafił wmówić zwykłym obywatelom, że uśmiercanie osób niepełnosprawnych i starszych jest potrzebne, ponieważ ich utrzymywanie wpływa niekorzystnie na sytuację społeczną – a przede wszystkim ekonomiczną – Niemiec. Jeśli przymusową eutanazję da się wmówić ludziom, to da się im wmówić wszystko. Warto tutaj dodać, że gospodarka Niemiec była w tamtych czasach w nienajlepszym stanie. Jak wiemy, dziś gospodarka polska i europejska także nie przeżywa prosperity, a wprost przeciwnie. Tak więc, bądźmy uważni, będą chcieli wmówić nam różne rzeczy.

Jutro, 3 lutego, o godz. 17 odbywa się w Łodzi – bodajże drugi – protest przeciwko ACTA. Postanowiłem, że wezmę w nim udział. I nie chodzi tu o politykę. Jej powoli mam już dosyć. Dzisiejsza demokracja ma daleko do ustroju, o którym marzę – lecz to temat na inny tekst. Wezmę udział w proteście przyjmując stanowisko obrońcy Wolności. Tak – i możecie się zemnie śmiać.


Przyjaźń i Wisława

Nie znałem twórczości Wisławy Szymborskiej. Nie czytałem nigdy, poza wczoraj – i jednym wcześniejszym wyjątkiem – Jej wierszy. Wczoraj umarła, odeszła z tego świata, także kilka Jej utworów wierszowanych, publikowanych przez moich internetowych znajomych, przypadkiem „trafiło w moje ręce”. No i parę z nich przeczytałem.

Nie interesuje mnie w tym momencie, i nie interesowała wcześniej, Jej działalność polityczna, jeśli w ogóle takową miała. To teraz ważne nie jest. Wspominam tu o tej Pani, ponieważ wiem, że bardzo lubiła Ją, a raczej Jej twórczość, moja Przyjaciółka.

Dostałem od mojej Przyjaciółki dnia pewnego wiersz Wisławy Szymborskiej. Utwór ten, wydrukowany na kartce, wisiał kilka miesięcy na mojej tablicy korkowej, po lewej stronie od fotela, na którym teraz właśnie siedzę. Niestety, ów utwór pewnego dnia został z tej ściany zdjęty i, niestety, wyrzucony, a raczej spalony w piecu. Nie, to nie dlatego, że się wkurzyłem na utwór czy Panią Szymborską. Nie zdenerwowałem się także na moją Przyjaciółkę. Czemu tak się stało i kartka z wierszem Szymborskiej spłonęła? Powód był bardzo prozaiczny, jednak nie będę tu go roztrząsał. Zaznaczę jeszcze, że nie brakowało mi wtedy innych materiałów do palenia…

Próbowałem znaleźć ten wiersz w Internecie. Nie udało mi się jednak. Trudno. Muszę zgłosić się do Przyjaciółki. Zapewne gdzieś go ma. Tak więc w dniu śmierci poetki przypomniałem sobie o tym, jak ważna jest przyjaźń. Przyjaźń, której wcześniej, kilka lat temu, nie doceniałem. Moja Przyjaciółka, z którą widuję się nie często, będzie już moją Przyjaciółką. Według mnie przyjacielem nie jest ten, z którym widujesz się każdego dnia i gadasz o głupotach, lecz ten, na którego – mimo tego, że widujesz go rzadko – zawsze możesz liczyć. Ale ważniejsze jest, że to On może zawsze liczyć na ciebie.


wtorek, 31 stycznia 2012

Człowiek to nie zwierzę

„Kiedy widzę świetnie tańczącego faceta, nie mogę mu się oprzeć” – powiedziała kobieta.
To zastanawiające. Dla mnie, jako dla mężczyzny. Bo choć tańczę chyba nie najgorzej – najlepszy też nie jestem – to nie oto tu chodzi. A o co mi właściwie chodzi? Ano o to, że gdy słyszę, że człowiek, w tym wypadku kobieta, nie może się czemuś oprzeć, to bardzo mnie to zastanawia. Weźmy przykład…
Przypuśćmy, że ta kobieta ma partnera, mężczyznę, z którym jest od kilku lat – albo miesięcy lub nawet dni. To akurat jest nieważne. Idzie ta kobieta ze swoimi koleżankami na imprezę, gdzie spotyka na parkiecie świetnie tańczącego mężczyznę, a raczej faceta. Facet ten jest z kolegami. No, ale to także nie jest ważne.
Facet ten zaczyna adorować tę kobietę. Nie dość, że świetnie tańczy, jest przystojny, to jeszcze ją adoruje. A kobieta, jak sama powiedziała, nie potrafi mu się oprzeć. I co robi? Co ona zrobi? Czy zdradzi swojego partnera?
Powiecie, że wydumałem sobie jakiś problem, ale nie, ja wcale tego nie zrobiłem. Pierwsze zdanie z mojego tekstu – to, które powiedziała ta kobieta – także nie jest wydumane. Nie wziąłem go z księżyca. Usłyszałem w telewizji, kiedy reklamowali jakiś program. Chyba o tańcu on ma być. Nie jestem pewien.

Ooo, właśnie teraz, w tym momencie, gdy piszę te słowa, w TV „leci” ta reklama czy też konkurs.

Tak, zastanawiam się jak to jest. Człowiek nie jest zwierzęciem, nie dajmy sobie tego wmówić dzisiejszym pseudo-psychologom. Człowiek to dużo więcej niż zwierzę. Ta psychologia, traktująca człowieka jako istotę zwierzęcą, ciągle ulegającą pokusom – i tym podobnym rzeczom – to pseudo-psychologia, która chce, byśmy usprawiedliwili każdy swój czyn.
Tak, OK., zgodzę się z tym, że każdy z nas może ulec pokusie. Lecz nie podoba mi się dziś jedno. Oficjalne przyzwolenia na pokusy. Myślę, że każdy grzech, nawet ten najcięższy, można przebaczyć, ale potrzebna jest pokuta. I nie chodzi tu o religię. Chociaż to ona nas tego uczy. Tu chodzi o życie. Żyjmy tak, byśmy byli szczęśliwi. I nikt mi nie wmówi, że szczęście może dać zdrada… 

Logika zaliczona na piąteczkę!

Obijam się nieco ostatnio na moim blogu. Cóż – jeśli mam pisać głupoty, to lepiej, żebym w ogóle nic nie pisał. Ktoś by jednak powiedział, że lepiej pisać cokolwiek, nawet głupoty – niż nie pisać nic. Ja jestem jednak zdania, że lepiej się nie odzywać, niż gadać lub nie pisać czegoś kompletnie bezużytecznego i bezwartościowego. Choć żyjemy w czasach, jakże nad tym ubolewam, gdzie głupocie hołd oddają ludzie.

Żyjemy w czasach, w których tak bardzo nie jest ważne co mówisz, lecz ważniejsze w jaki sposób to robisz. Jeśli ładnie wyglądasz, ładnie jesteś ubrany, ładnie się uśmiechasz – jeśli potrafisz robić zgrabne gesty – nie jest ważne co mówisz, ważniejsze są tu inne rzeczy. Szczerość i bezpośredniość, ale także spontaniczność – nie są dziś wskazane. Kiedy będziesz ładnie udawać – będzie lepiej. Dziś tyle rzeczy jest na sprzedaż.

Cieszę się, że zaliczyłem na ocenę bardzo dobrą (z minusem) egzamin z logiki. I pomogła tu moja spontaniczność, bo już miałem w planach, analizowałem w głowie, by nie iść na ten egzamin (termin zerowy to był). Jednak spontanicznie poszedłem – co ma być, to będzie, a co by nie było, zawsze będzie dobrze – i zaliczyłem egzamin. Bardzo mnie to cieszy. Pozdrawiam!! Przede wszystkim fajną Panią Dr od Logiki. 

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Tu znów chodzi o Wolność

W protestach przeciwko ACTA nie chodzi tylko i wyłącznie o samo ACTA. To coś więcej niż jakaś ustawa. Tu walka toczy się o sprawy wyższe. Bo o Wolność człowieka.
Wolność jako prawo naturalne, z którym każdy z nas przyszedł na świat. Jakim prawem ktoś może ograniczać nam tę Wolność? Jeśli moje działanie nikogo nie krzywdzi – to czemu chcesz mi ją odebrać?
I nie trafiają do mnie argumenty propagandy.

W tamtym roku byłem na ciekawym wykładzie Pana, który był świetnym badaczem II Wojny Światowej. Na spotkanie ze mną – oraz ekipą Uprzedź Uprzedzenia – przygotował wykład o propagandzie Hitlera, który potrafił wmówić zwykłym obywatelom – takim jak ja czy ty – że osoby niepełnosprawne i starsze powodują zatrzymanie rozwoju społeczeństwa, dlatego też powinny być – delikatnie mówiąc – usunięte. Wtedy – w czasach kryzysu – normalni ludzie potrafili w to uwierzyć, więc czemu dziś normalni ludzie nie mieliby uwierzyć chociażby w to, że ACTA jest potrzebne...?

Ale, tak jak mówiłem, tu nie chodzi o ACTA. Tu gra toczy się o Wolność i Godność Człowieka. Czyli o sprawy wysokiej rangi. Tutaj – by nie wchodzić w sprawy polityczne, a czuję, że zaraz mógłbym to zrobić – kończę ten krótki wpis, pozdrawiając Was serdecznie. Pomyślności! 

wtorek, 24 stycznia 2012

Przyjdzie kiedyś taki dzień

Przyjdzie dzień, w którym każdy, kim kierują niskie pobudki - pragnie władzy i pieniędzy, chce nam coś narzucać lub czegoś zabraniać, czuje się lepszy nie przez to, jaki jest i co robi, lecz przez to jakie zajmuje stanowisko - zostanie rozliczony. Jeśli nie tutaj, na Ziemi - to kiedyś, po śmierci, chociażby przez historię. A więc róbmy swoje, postępując w zgodzie z samym sobą, kierując się tym, co w nas najwyższe, najpiękniejsze i najszlachetniejsze. 

sobota, 21 stycznia 2012

Żyjmy!

„Nie ma żadnych dowodów na to, że życie jest poważne”. Nie ma też żadnych dowodów na to, że żyjemy więcej niż raz. Nie ma racjonalnych, stuprocentowych dowodów na to, że jest coś takiego jak życie po śmierci. To, że ktoś w to wierzy, to rzecz inna. To, że w to, co wierzymy, staje się dla nas rzeczywistością – jest w tym momencie nieistotne.

U jednych świadomość śmierci wywołuje postawę nihilistyczną. Po co mam żyć, jak i tak kiedyś umrę? Po co mam się starać, dążyć do czegoś, jak kiedyś przyjdzie dzień, w którym nic nie będzie ważne? Po co to wszystko – skoro kiedyś nadejdzie kres?

Ale są też ludzie, u których świadomość śmierci; tego, że życie jest jedno – sprawia, że cenią oni każdą chwilę, chcą przeżyć swoje życie najlepiej, jak tylko się da. Część z nich otarła się o śmierć. Jeden niefortunny skok do wody sprawił, że całe swe życie przeżyją na wózkach, sparaliżowani, niepełnosprawni. Czy chwila narodzin dziecka była dla tej matki szokiem, kiedy zobaczyła, że jej syn przyszedł na świat bez kończyn…?

Niepełnosprawność nie jest przeszkodą w realizacji marzeń. Niepełnosprawność nie oznacza nieszczęścia. Niepełnosprawność nie wyklucza możliwości posiadania pasji. Wprost przeciwnie. Niepełnosprawność może być szansą. Są ludzie, którzy to zrozumieli. Otarli się o śmierć, dzięki czemu dziś cenią życie nieporównywalnie bardziej, niż przedtem.

Jeśli nie wiesz, po co żyjesz – to po co żyjesz? Życie jest za krótkie, by się zastanawiać nad rzeczami nieistotnymi. Życie jest za krótkie, by wspominać błędy i przegrane z przeszłości. Życie jest za krótkie, by rozpaczać. Życie jest po to, żeby żyć – i przeżyć swoje życie jak najlepiej. Mieć pasje, mieć cel, mieć marzenia. Wierzyć, działać, rozwijać się, dążyć do doskonałości. 

niedziela, 15 stycznia 2012

Brak mi pokory (wersja druga, lekko poprawiona)

Często brak mi pokory
Do pychy jestem skory
Strugam się na boga
Czuję jak faworyt

Chcę być na podium
Czuć smak zwycięstwa
Wygrana to opium
Ona mnie nakręca

Jest jak kobieta
Która zna swoją wartość
Nie idzie z każdym
Imponuje jej hardość

Umysłu otwartość
Plus silna wola
Albo bierzesz ją całą
Albo nie wstajesz z kolan

Chcę być najlepszy
Bez kompromisu
Dyrygent orkiestry
W czasach kryzysu

W dniach prosperity
Zbierać zaszczyty
Jak król na tronie
Głowa w koronie

Bo dzisiaj do mnie
Ten świat należy
Gdy się zapomnę
Zaczynam w to wierzyć

Brak mi pokory

Często brak mi pokory
Do pychy jestem skory
Strugam się na boga
Czuję jak faworyt

Chcę być na podium
Czuć smak zwycięstwa
Wygrana to opium
Ona mnie nakręca

Jest jak kobieta
Która zna swoją wartość
Nie idzie z każdym
Imponuje jej hardość

Umysłu otwartość
Plus silna wola
Albo bierzesz ją całą
Albo nie wstajesz z kolan

Chcę być najlepszy
Bez kompromisu
Dyrygent orkiestry
W czasach kryzysu

W dniach prosperity
Zbierać zaszczyty
Jak król na tronie
Głowa w koronie

Bo dzisiaj do mnie
Należy świat
Gdy się zapomnę
Mam właśnie tak

wtorek, 3 stycznia 2012

Koniec początkiem

Nie będę udawał, że jestem zadowolony, gdy nie jestem. Moja intuicja podpowiadała mi od jakiegoś czasu, że to wszystko idzie w tę stronę. Jaki był powód? Nie wiem. Może za mało się starałem? Tak, wiem, odległość też tu zaważyła, ale nie był to na pewno powód główny.

Każdy z nas ma swoje sprawy. Każdy koniec jest początkiem czegoś nowego. Dziś mój humor nie jest najwyższych lotów, a więc nie będę dalej zasmucał. Kończę ten wpis. Kończę i biorę się za pracę. Zaczynam coś nowego! 

niedziela, 1 stycznia 2012

Ten Rok będzie Nasz!

To zaczął się Nowy Rok – 2012. Niektórzy twierdzą, że to ostatni rok naszego świata, a potem koniec. Koniec Świata. No, ale jak to powiedział ktoś mądry – nie spodziewajmy się zbyt wiele po Końcu Świata. Zawiedziemy się – i co wtedy będzie? Pewnie nic.

W Sylwestra – przyznaję – trochę wypiłem. Dobrze, że nie tykałem wódki, a tylko piwo i – tradycyjnie, jak to w Sylwestra  – nieco szampana. Nowo poznany Kolega pokazał mi swoje Audi, a potem zaprezentował jakie jest twarde i wytrzymałe, kopiąc jego tył z buta. „Chcesz? Spróbuj!” – powiedział. „Pewnie! Czemu nie!” – pomyślałem, po czym wziąłem zamach nogą, trafiając w światło, które rozbiło się od uderzenia. Oczywiście – zrobiłem to niechcący. Spytałem, ile to mnie będzie kosztować, na co On odparł, że flaszkę. Tyle że nie ja postawię flaszkę Jemu, a On mi – za to, że przyśpieszyłem planowaną od dawna wymianę światła w Audi. Nie wierzę tę teorię. Mimo tego, że jest ona dla mnie bardzo optymistyczna.

Za to wierzę i ufam, że ten Rok będzie Twoim, Moim, Naszym Rokiem. Czego Tobie, Sobie, Nam – życzę! A więc: Wszystkiego Najlepszego! 

piątek, 30 grudnia 2011

Mój najnowszy tekst w GE

W Gazecie Edukacyjnej pojawił się mój nowy tekst. Jest on relacją z zajęć nt. tolerancji, które poprowadziłem  – wspomagany przez kilka innych osób – w Szkole Podstawowej im. Ryszarda Wyrzykowskiego w Bełdowie. Jeśli chcecie wiedzieć więcej – oto link: http://www.gazeta.edu.pl/Moj_Przyjaciel_inwalida-95_963-0.html

wtorek, 27 grudnia 2011

Mój egozim

Tak, wiem, zdaję sobie z tego sprawę, że bardzo często jestem egoistą, który dba przede wszystkim o siebie, zapominając przy tym o innych. Zdarza mi się ranić tych, których kocham. Przez ten egoizm, z którym jestem za pan brat. Życie ze mną nie jest łatwe. Wiem o tym. Jestem tego świadom. Lubię być w centrum uwagi. Grać pierwsze skrzypce. Cóż, taki już jestem. Ale – mówię szczerze – nie wiem, czy chcę to zmienić. Chyba dobrze mi tak. A więc przepraszam wszystkich, których zawodzę :) 

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Znów budziłem Olbrzyma

Który to już raz przeczytałem Robbinsa „Obudź w sobie Olbrzyma” – nie wiem, ale co najmniej czwarty. Za każdym kolejnym razem odnajduję w tej książce coś nowego, coś, co pozwala choć trochę znów zmienić mi się na lepsze. Dobrze, że są takie publikację – wracam do nich nie bez powodu. Polecam wszystkim całym sercem! 

sobota, 24 grudnia 2011

Ludzkim głosem przemówiłem

To dziś Wigilia. Czy zwierzęta przemówią ludzkim głosem? Tego nie wiem. Nigdy nie słyszałem – prócz w bajkach i w moim świecie fantazji – gadającego zwierzęcia. Ale wiem jedno. To właśnie dziś, w Wigilię, wielu ludzi przemówi ludzkim głosem. Życzę Wam wszystkim wesołych, spokojnych Świąt! Tak, wiem, znów jestem tendencyjny. No cóż, taki mój, człowieka, żywot. Czasem trzeba wpaść w konwencję i konformizm. Ale tylko czasem! Oby nie za często, oby jak najrzadziej! Pozdrawiam Czytelników – i nie tylko :)

Przemek D.S.M cz.4

piątek, 23 grudnia 2011

Nie przemówiłem ludzkim głosem

Brawo dla pana, który startował na radnego gminy z ramienia partii nieważne jakiej. Kiedy ok. godziny temu poprosiłem go, żeby zadzwonił na pogotowie, bo przy ulicy leży pobity mężczyzna, zbył mnie, że nie ma telefonu, po czym zasunął szybę i pojechał dalej. Tfu!! Brzydzę się takim zachowaniem. A gdyby zrobił coś dobrego, toby go pokazywali na wszystkich kanałach i pisaliby o nim we wszystkich lokalnych gazetach. Lewaccy karierowicze! PS To nie przemówiłem ludzkim głosem :)

Bądź wytrwały


Wytrwałość to jedna z lepszych cech, jaką może posiadać człowiek. Kiedy coś nam się nie udaje, coś nam nie wychodzi - nie możemy się poddawać. Jeśli naprawdę zależy nam na tym, by osiągnąć zamierzony cel - musimy do tego dążyć, niezależnie od porażek, które zaliczymy. Nie udało się raz, próbujemy po raz drugi. Nie udało się drugi raz, znów próbujemy. I tak do skutku, zmieniając przy tym strategię :)