poniedziałek, 11 czerwca 2012
Postanowienie 2
Za dwie godziny wybije 24:00. Od tej chwili obowiązywać będzie moje postanowienie. Będę o tym wspominał tutaj, ponieważ deklarując coś dla kilku osób, łatwiej postanowienia dotrzymać. Życzcie mi powodzenia! Dobrej nocy!
Postanowienie
Szybki, krótki wpis. Od jutra wprowadzam w życie pewne postanowienie. To nie pierwsze postanowienie, które tutaj deklaruję, ale, przyznaję, poprzedniego nie dotrzymałem. Teraz mi się uda. Na pewno. Wierzę w to całym sobą. Jutra 12-ty czerwca i od jutra postanowienie będzie aktualne. Postanawiam!
Przemysław RG Wieczorek DSM
Przemysław RG Wieczorek DSM
sobota, 9 czerwca 2012
Opowiadanie o pewnych ideałach
Wszedł
do kiosku. Na dworze było mokro, kilka minut temu padał jeszcze deszcz – tak
więc mężczyzna w czarnym płaszczu kończącym się w połowie ud, zanim przekroczył
próg sklepu, solidnie wytarł czarne wypastowane buty w wycieraczkę leżącą przed
wejściem.
„Dzień
dobry” – rzekł. Podszedł do półki z gazetami. Nie zastanawiał się ani przez
chwilę, wziął tygodnik „Głos Narodowo-Tradycyjno-Katolicki”, podszedł do lady i
położył na niej 5 złotych. Gazeta kosztowała
4 złote 50 groszy, jednak mężczyzna, jak zwykle, dał więcej i nie chciał
reszty.
„Co
u pana słychać, panie Michale?” – spytała ok. 40 letnia, zadbana sprzedawczyni.
„Po staremu, czyli do przodu” – odpowiedział, poprawiając czarny wąs pod nosem.
Spojrzał na tytuł widniejący na okładce tygodnika, który należał już do niego. „Rozliczyć
zdrajców” – przeczytał.
Zaczął
mówić: „Pani Ewo, kiedy doczekamy się tych czasów? – spytał retorycznie –
Rządzą nami ludzie starego układu, ludzie, którzy wyrządzili tyle krzywd naszej
Polsce. Mój ojciec działał w opozycji. Był aktywny, dopóki nie trafiła go kulka
prosto w głowę. Dziadek całe życie poświęcił ojczyźnie, umarł, torturowany, w
więzieniu politycznym.”
Sprzedawczyni
spojrzała smutnym wzrokiem na pana Michała. Przystojny z niego facet –
pomyślała. Miał ok. 180 cm wzrostu, ciało wysportowane, ważył jakieś 78
kilogramów. Czarne włosy uczesane były na bok, na prawą stronę. Pod nosem rosły
także czarne, równo przystrzyżone wąsy. Wygląda trochę jak Hitler – pomyślała.
Był
od niej młodszy o jakieś 5 lat. Choć poglądy polityczne miał zupełnie inne niż
ona, lubiła go. Ceniła przede wszystkim za to, że miał swoje zdanie. Było to
zdanie dość oryginalne, a właściwie radykalne. Większość ludzi, których znała,
nie interesowała się polityką i sprawami społecznymi, a jeśli już – poglądy
miała diametralnie inne niż te pana Michała.
W
towarzystwie jej znajomych uchodziłby za faszystę. Zresztą sam się kiedyś
przyznał, że jego poglądy bliskie są faszystowskich. Uważał, że Kościół katolicki,
ten przedpoborowy, to jedyny prawdziwy Kościół. Wszystko co przeciw niemu i
sprzeczne z nim – to zło.
A
gdyby go tak uwieść – wpadło jej do głowy, przemknęło przez myśl. Uwieść
faszystę – pomyślała – to dopiero wyzwanie. Wydawał się być taki nieosiągalny.
Zawsze pewny siebie, wiedział, czego chciał, nigdy nie dawał nawet najmniejszej
oznaki tego, że podoba mu się sprzedawczyni, choć była kobietą atrakcyjną i
elegancką, miała w sobie to coś – seksapil z niej emanował.
Raz
się żyje – pomyślała. Podeszła do wejściowych drzwi sklepu. Pan Michał nawet
tego nie zauważył. Czytał z wielkim skupieniem, które było widać na jego
zmarszczonej twarzy. Przekręciła klucz w zamku, zasłoniła rolety. Spojrzała na
pana Michała, który nawet nie drgnął.
Był
odwrócony przodem do lady, tyłem do niej. Pośpiesznie, lecz po cichu, ściągnęła
białą bluzkę, potem czarną, elegancką spódnicę. Pan Michał czytał nieustannie.
Sprzedawczyni została w białych pończochach, które często zakładała do
spódnicy, oraz jasnej, wpadającej w delikatny fiolet koronkowej bieliźnie. Jej
obfite piersi wypełniające seksowny stanik świetnie komponowały z płaskim,
opalonym brzuchem. Ciało miała zgrabne i wysportowane, jak 30-olatka.
„Panie
Michale” – rzekła. Zaabsorbowany czytaniem nie usłyszał, więc powtórzyła
głośniej: „Panie Michale!” Odwrócił się. „O rzesz! – wykrzyknął – co jest!” „Jak
to co?” – spytała, podchodząc do niego.
Stali
w odległości od siebie mniejszej niż metr. Pan Michał lustrował ją wzrokiem od góry
do dołu, a potem od dołu do góry. I jeszcze raz. Powtórzył tę czynność kilka
razy. „Co pani robi?” – spytał. Zdarzało mu się to rzadko, ale czuł się
zszokowany.
Poczuł
konsternację, przez ok. 10 sekund nie wiedział, co zrobić, stał w tym czasie
bez ruchu. Nie zdążył zareagować, kiedy dłonie pani Ewy powędrowały na jego
pośladki, ściskając je dość mocno. „Lubi pan tak?” – spytała, a on patrzył zdziwionym
wzrokiem prosto w jej oczy. Wreszcie wykrztusił z siebie: „Pani ma męża”. „Mam!
I co z tego?” – spytała. „Tak nie można…” – kiedy mówił te słowa prawa dłoń
pani Ewy już masowała przez spodnie jego penisa, który, twardniejąc, dał znak,
że bardzo mu się to podoba.
Milion
myśli przemknęło przez głowę pana Michała. Schylił głowę i spojrzał na
sprzedawczynię, która już przed nim klęczała. O nie, tego już za wiele –
pomyślał. Złapał kobietę za krótkie włosy. Pociągnął do siebie. Pani Ewa
krzyknęła. Podniósł ją za grzywę i spojrzał prosto w oczy. „Co ty robisz,
suko!” – wykrzyknął.
Trzymając
lewą ręką kobietę za włosy, prawą wykonał zamach i otwartą uderzył w twarz. „Ladacznico
ty!” Powtórzył uderzenie z drugiej strony. Wpadł w szał. Uderzył kobietę
jeszcze kilka razy, aż z jej nosa i rozbitych warg poczęła tryskać krew. Jednak
on, widząc to, nie przerwał natarczywej napaści. Ostatnie uderzenie, które
wymierzył, było ciosem prostym ściśniętą pięścią prosto w nos.
Pani
Ewa upadła na podłogę, uderzając w nią potylicą. Co ja zrobiłem? – zapytał siebie
w myśli pan Michał – chyba mnie nieco poniosło. Podszedł do leżącej kobiety i
zbadał jej puls na szyj. Ona nie żyje – pan Michał przełknął głośno ślinę.
Wiedział,
że musi myśleć racjonalnie. Chwycił klucze od drzwi, które leżały na parapecie
obok wejścia. Przekręcił klucz w zamku, wyszedł, po czym zamknął sklep od
zewnątrz. Zachował zimną krew, pamiętał o tym, by zabrać ze sobą „Głos
Narodowo-Tradycyjno-Katolicki”.
Zobaczył
tramwaj, który dojeżdżał właśnie do przystanku znajdującego się w odległości
jakichś stu metrów od sklepu. Ćwiczył sport, między innymi bieganie, więc kiedy
tylko ujrzał pojazd MPK, jego reakcja była szybka i naturalna – ruszył biegiem
w stronę przystanku.
Wbiegł
do wagonu, który był niemalże pusty. Usiadł gdzieś z przodu. Przez ok. minutę
jakby się zawiesił, patrząc przed siebie. OK., nie ma się nad czym zastawiać,
co się stało, to się nie odstanie – pomyślał. Otworzył tygodnik. Tytuł
artykułu, na który trafił, brzmiał: „Być zawsze prawym”. Czy ja jestem zawsze
prawy? – spytał sam siebie w myślach. Co w takiej sytuacji, jak moja w tej chwili,
zrobiłby człowiek prawy? – pytał dalej sam siebie. Trzeba zacząć od tego, że
człowiek prawy nigdy nie uderzyłby kobiety.
Tramwaj
zatrzymał się na przystanku. Do wagonu weszło kilka osób. Pan Michał siedząc z
przodu, nie wiedział, kto wszedł z tyłu, słyszał jedynie głosy dobiegające zza
jego pleców. Nie zastanawiał się nad tym, próbując skupić się na czytaniu.
Starał się usilnie, choć było to bardzo trudne.
Przed
nim usiadł młody mężczyzna, mający nie więcej niż lat 25. Blond włosy
postawione miał do góry. Kiedy odwrócił głowę w stronę pana Michała, ten
spojrzał mu w oczy. Tamten, niczym nie speszony, z lekceważącym wzrokiem,
uśmiechnął się drwiąco. „Chłopaki, chodźcie tutaj!” – krzyknął młody mężczyzna
w stronę kolegów.
Za
chwilę przy panu Michale, spoglądając na niego z góry, stanęło trzech mężczyzn,
w wieku przybliżonym do blondyna. „A co tu czytamy, co?” – spytał jeden z nich.
„Faszystowskich gazetek się zachciało!”
Pan
Michał spojrzał do góry, po czym otrzymał cios od chłopaka stojącego najbliżej
niego. Cios mocny i brutalny. Z góry, zaciśniętą pięścią. Dostał w nos. Polała
się krew. Kolejny atak był jeszcze bardziej bezwzględny. Młody mężczyzna stojący
z prawej strony pana Michała zrobił prawą nogą krok w tył, następnie szybkim
ruchem wypuścił przed siebie właśnie prawą nogę, uderzając pana Michała dolną
częścią buta, znaczy zelówką, w samą twarz.
Pan
Michał zaczął się zsuwać z siedzenia. Pewnie wylądowałby na podłodze tramwaju,
jednak trzeci chłopak, który do tej pory był nieaktywny, zamachnął się prawą
nogą, trafiając z całych sił mężczyznę w barki. Chłopak stojący po środku,
zaraz nad panem Michałem, znów poczuł w sobie moc. „Tylko Antifa!” – krzyknął i
zaczął wymachiwać rękoma jak oszalały, bijąc z góry pana Michała. Uderzenia
spadały w różne części ciała mężczyzny, głównie w twarz lub ręce, którymi
osłaniał się pan Michał.
W
tym czasie tramwaj zatrzymał się na kolejnym przystanku. Reszta ludzi obecnych
w wagonie wyszła na zewnątrz. W środku zostało tylko czterech młodych mężczyzn
i pan Michał. Kiedy drzwi wejściowe do tramwaju zaczęły się już zamykać nagle
do wagonu wbiegły dwie postacie z zasłoniętymi białymi chustami twarzami i
pałkami w rękach.
Młodzi
mężczyźni z Antify rozpoznali w nich swoich oponentów. Było to ugrupowanie
Biała Droga.
Jeden
z mężczyzn w zamaskowanej twarzy podszedł do reprezentantów Antify i spytał:
„Ładnie to tak, lewacy, w czterech na jednego!?” Ściskając pałkę długości ok.
50 cm w dłoni, spojrzał po twarzach młodych mężczyzn. „Tacy tolerancyjni
jesteście, a napadacie grupą jednego człowieka tylko dlatego, że myśli inaczej
nić wy!?”
Reprezentant
Białej Drogi zrobił zamach i uderzył najbliżej stojącego przeciwnika, trafiając
go w nieosłoniętą głowę. Tamten padł na podłogę. W tym czasie pan Michał
podniósł się z siedzenia, chciał ustrzelić pięścią jednego z przedstawicieli
bojówki Antify, lecz od wcześniejszych ciosów, które przyjął, zakręciło mu się
w głowie, dostał zawrotu i przewracając się, uderzył plecami i potylicą w szybę
tramwaju.
Trzej
chłopaki z Antify przyjęli bojowe postawy, zasłaniając się gardami. Reprezentanci
Białej Drogi nic sobie z tego nie robili, a wprost przeciwnie – takie postawy
przeciwników sprawiły, że dostali oni tak zwanego kopa i postanowili dać
oponentom solidny wycisk.
Rozpoczęła
się regularna bitwa. Trwała ona przez ok. 30 sekund. Do momentu aż na następnym
przystanku wpadły do tramwaju oddziały Miejskiej Prewencji. Grupa 10-iu
uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy nie znała słowa kompromis. Tarczami, które
ich osłaniały i torowały im drogę, uderzyła z wielkim impetem w dwie bandy
młodych gniewnych. W ruch poszły prewencyjne pałki, przy których uzbrojenie
grupy Biała Droga można było porównać do zabawek dziecięcych.
Przygoda
pana Michała, Antify i Białej Drogi zakończyła się w sądzie. Pan Michał za
zabójstwo pani Ewy dostał wyrok 25-iu lat pozbawienia wolności. Jeden
reprezentant Białej Drogi otrzymał wyrok skazujący także na 25 lat za zabójstwo
reprezentanta Antify. Dwóch z Antify dostało po 2 lata kary pozbawienia
wolności za brutalne pobicie pana Michała. Reszta z chłopaków uczestniczących w
bijatyce dostała wyroki w zawieszeniu. Jest to dowód na to, że – choć ideały są
rzeczą piękną i warto je mieć, to brutalna walka w ich imieniu nie zawsze
popłaca. Można po prostu komuś zrobić krzywdę…
sobota, 2 czerwca 2012
Dzień po Dniu Dziecka
Kiedy
śmieje się dziecko, śmieje się cały świat – jak mówił wybitny pedagog Janusz Korczak. To prawda,
szczery śmiech dziecka wywołuje w człowieku tylko pozytywne uczucia. Na pewno
są wyjątki, które potwierdzają tylko regułę, dla których śmiech dziecka jest
obojętny, nie wywołuje w nich żadnych uczuć. Na pewno są też wyjątki, u których
śmiech dziecka, ale nie tylko śmiech, ale też samo dziecko kojarzy się źle,
budzi w nich negatywne emocje. Kiedyś przyznał się do tego publicznie Jerzy
Urban.
Radość jest czymś, co potrzebne jest
dziecku do tego, by mogło normalnie funkcjonować. Nie bawię się tu w pedagoga, bo
choć nim jestem z wykształcenia, dużo na ten temat z wykładów nie pamiętam. Mój
zdrowy rozsądek, a także doświadczenie, mówią mi, że szczęśliwe dziecko to
dziecko uśmiechnięte. Szczęśliwe dziecko to dziecko mające opiekuńczego, czasem
surowego tatę oraz kochającą, wyrozumiałą mamę. Otoczone miłością, trzymane w
ryzach zasad obowiązujących w życiu – takie dziecko może być naprawdę
szczęśliwe i wyrosnąć na wartościowego człowieka.
O tym, jak zgubne skutki niesie ze sobą
wychowanie w rodzinach niepełnych i dysfunkcyjnych wiedzą nie tylko
psychologowie i pedagogowie, ale przede wszystkim osoby wychowane w takich
rodzinach. Defekty, które występują u tych osób, często są trudne do
naprawienia i wleką się za człowiekiem przez całe życie. To, że dziecko za
młodu nie dostawało wystarczająco lub wcale – miłości, odbija się wyraźnie i
mocno w jego dorosłym życiu. Niepewność, brak wiary w siebie, niskie poczucie
własnej wartości – to niektóre z syndromów dziecka zaniedbanego, niekochanego.
Jak powiedziałem wyżej, nie piszę tego
jako pedagog. Piszę to jako zwykły człowiek. Człowiek, który sam przez
większość swojego życia wychowany został w rodzinie zastępczej. Jakie defekty
niesie dla psychiki dziecka wychowanie w rodzinie dysfunkcyjnej – wiem
najlepiej z własnego doświadczenia.
Wczoraj był Dzień Dziecka, czyli święto
największych Skarbów naszego świata. To do Dzieci należy przyszłość tego
świata. Sprawmy, aby były One szczęśliwe, dajmy Im opiekę i radość, wpoimy w
Nie zasady, z którymi iść będą potem przez życie. Pozwólmy Im, aby mogły być
szczęśliwe – tu i teraz – a zarazem budowały lepszą przyszłość.
czwartek, 31 maja 2012
V Łódzka Pielgrzymka Biegowa Straży Miejskiej z Łodzi do Studzienicznej - moja relacja
Wyruszyliśmy ok. godziny 11:00 z ulicy
Kilińskiego 81 spod budynku Straży Miejskiej. Kiedy dobiegliśmy do gmachu Urzędu
Miasta Łódź, który znajduje się na ulicy Piotrkowskiej 104, zastaliśmy tam
czekającą na nas Prezydent Łodzi. Komendant Straży
Miejskiej wręczył Pani Zdanowskiej kwiaty, ona życzyła nam powodzenia,
zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia. Teraz mogliśmy rozpocząć bieg.
Była to Pielgrzymka Biegowa Straży
Miejskiej z Łodzi do Studzienicznej leżącej w okolicach Augustowa. Mieliśmy do
pokonania ok. 520-tu kilometrów. Biegaczy, o ile dobrze
pamiętam, było razem 15-tu. 9-ciu Strażników Miejskich, 1 Strażak, 5-ciu biegaczy
ochotników, wśród których jedna osoba z niepełnosprawnością.
Zawodnicy
podzieleni zostali na pary (jedna trójka), a każda z nich pokonywała kolejno po
10 kilometrów, także na końcu każdy z biegaczy – z jednym wyjątkiem – przebiegł
ponad 70 kilometrów.
Biegliśmy bez przerwy. Trzy niecałe
dni i dwie noce. Czasem nie było lekko. Dokuczały kontuzje. W
ciągu dnia doskwierało słońce, które – mimo wszystko – było dla nas i tak dosyć
łaskawe. Noce były zimne. Niezbędna była solidna rozgrzewka, by przywrócić
mięśnie do stanu używalności.
Kiedy jedna para biegła, reszta ekipy
odpoczywała. W dzień można było położyć się wygodnie gdzieś na wiejskiej
polanie, nocą pozostawał samochód – choć byli odważni, którzy spali w śpiworach,
pod niebem pełnym gwiazd. Tym, którzy wybrali jednak samochód,
pozostawał sen, a raczej półsen na siedząco – co więksi szczęśliwcy mogli spać
półleżąc.
Z Łodzi wybiegliśmy w czwartek. Na
miejscu byliśmy w sobotę ok. południa. Ostatnie 3 kilometry
sztafety przebiegliśmy wszyscy. Nie tylko biegacze, ale także reszta ekipy,
która była z nami – organizatorzy, pomocnicy, opiekunowie, ludzie
odpowiedzialni za kuchnie.
Na miejscu przywitali nas ludzie
uczestniczący w pielgrzymce do Studzienicznej. Ksiądz biskup Jerzy Mazur wręczył
nam medale. Na twarzach większości biegaczy widać było wzruszenie, niektórym
popłynęły łzy radości z oczu.
Potem, o godzinie 17:00, odbyła się
msza dziękczynna, w której uczestniczyliśmy. O godzinie 19:30
rozpoczął się grill trwający do późnych godzin nocnych. Do Łodzi wyruszyliśmy w
niedzielę przed południem, na miejsce dojechaliśmy wieczorem.
Mój Komentarz:
Ta pielgrzymka była jedną z najpiękniejszych rzeczy, jaka przytrafiła mi się w
życiu. Poznałem podczas niej wielu wspaniałych ludzi, dzięki którym wzbogaciłem
swoje mentalne, psychiczne, duchowe, ale też fizyczne życie. Byli tu biegacze,
którzy zaliczyli w swoim życiu wiele maratonów, a dla niektórych z nich maraton
(42,195 km) to dopiero rozgrzewka. Pan Tadeusz, którego dane mi było poznać na
tej pielgrzymce biegowej, przebiegł w swoim życiu 2 razy Spartathlon, czyli
bieg o długości 246 kilometrów, odbywający się z Aten do Sparty. Nie
wystarczyłoby mi atramentu w piórze, gdybym miał wymieniać każdą osobliwość,
którą tu spotkałem, a tylko dodam, iż każda z nich pozytywnie wpłynęła na mnie
i na moje życie. Jestem z siebie dumny i dziękuję wszystkim uczestnikom i
organizatorom pielgrzymki, to dzięki Wam udało mi się przebiec 6 razy po 5
kilometrów, jedną całą „dychę” w niezłym czasie, oraz dwa krótkie dystanse na
starcie i mecie – razem ponad 45 kilometrów. To niezwykle piękne uczucie, kiedy pokonuje się swoje ograniczenia.
Dziękuję!! Było ekstra!! Już nie mogę się doczekać pielgrzymki za rok –
obiecałem i zobowiązałem się, że będę robił same „dyszki”.
środa, 23 maja 2012
Sztafeta z okazji Dnia Matki
Prawie
rok temu, w czerwcu, Warszawa była nasza. W tym roku, już jutro, ruszamy na
Mazury. Tym razem nie z Wyższą Szkołą Pedagogiczną, a ze Strażą Miejską w Łodzi.
Ok. 520-to kilometrowa sztafeta, która rozpocznie się 24 maja rano, a zakończy 26
maja – w Dzień Matki. Wysiłek będzie spory, ale nagroda – satysfakcja – jeszcze
większa. Więcej informacji na temat sztafety tutaj: http://archidiecezja.lodz.pl/new/?news_id=13ad287bd77b86cfb925e2a0b771510f
poniedziałek, 21 maja 2012
piątek, 18 maja 2012
Dla Sportu Marsz
Dla Sportu Maszeruję. W tym
zwrocie stylistyka kuleje bardzo. Ale pasuje ten zwrot na rozwinięcie skrótu
DSM. Pomysł, aby właśnie tak rozwinąć ten skrót, wpadł mi dziś do głowy ok.
godziny temu, kiedy biegałem, przeplatając bieg marszem. Szedłem asfaltem, aż
tu nagle zatrzymał się obok mnie samochód, w którym siedziało trzech moich znajomych.
Spytali się mnie, czy idę konkretnie w jakieś miejsce, czy może maszeruję dla
sportu. Dla Sportu Maszeruję – odpowiedziałem.
Trzy zdjęcia
czwartek, 17 maja 2012
Determinacji Siły Mocy!
DSM
to trzy litery, które są moim imieniem – którego nie dostałem ani na chrzcie, ani
podczas bierzmowania, ale wymyśliłem je sam, i sam, nieoficjalnie, nadałem je
sobie kilka lat temu. DSM to także skrót, który posiada wiele rozwinięć. Można
by je mnożyć, a jedynym ograniczeniem jest tu wyobraźnia, która cechuje się
tym, że nie posiada ograniczeń. Tak więc dziś, w ten słoneczny, choć nieco
wietrzny czwartek, DSM oznaczać będzie: Determinację, Siłę i Motywację, a z
małą kombinacją Motywacja zastąpiona może być Mocą, której Wam dziś życzę.
czwartek, 10 maja 2012
poniedziałek, 7 maja 2012
Koko...
Mało
mnie obchodzi Koko Roko Euro Spoko, czy jak mu tam. Szczerze - to nawet tego
nie słyszałem. Kolejne Igrzyska dla Ludu, a Lud po raz kolejny daje się
nabierać. Wstyd Wam za hymn Euro 2012? A tego, że politycy po raz kolejny
nabijają Was w bambuko to się nie wstydzicie? :)
niedziela, 6 maja 2012
Nie-najlepsza forma
Kończy się długi weekend
majowy. Pogoda za oknem trochę się popsuła. Trudno. Najważniejsze jest to, by –
mimo niepięknej pogodny – piękno pielęgnować w sobie. Nosić w sobie radość i
nieustannie świecące słońce – o to w tym wszystkim chodzi.
Nie jest to łatwe. Czasem przychodzą
te gorsze dni. Chwile słabości to rzecz normalna. Ale dobrze jeśli tych chwil i
momentów, w których czujemy się gorzej, w których nasz nastrój się obniża – jest
jak najmniej.
Ktoś kiedyś powiedział, że
nie sztuką jest działać na swych najwyższych obrotach, kiedy jesteśmy w
najlepszej formie. Sztuką jest być sobą, być człowiekiem, mieć siłę i moc,
działać pozytywnie właśnie w tych chwilach, kiedy przychodzi do nas słabość.
I tego Wam życzę!
czwartek, 3 maja 2012
Historyjka o proboszczu, który gościł u swoich parafian
„Czy
wierzy ksiądz, że wiara, jak mówi Biblia, może przenosić góry?”, zapytał
pan domu.
„Tak,
wierzę”, spokojnie odpowiedział proboszcz.
„W
porządku, dziś pójdę spać z wiarą, że ta góra naprzeciw naszego domu
do rana zniknie”, zadeklarowała głowa rodziny.
Następnego
zaś ranka ten człowiek skwapliwie wyjrzał przez okno, a
widząc, że góra wciąż
stoi na swoim miejscu, pogratulował sobie: „Wiedziałem,
że nie zniknie!”.
Ben Sweetland – „Bogać się
kiedy śpisz”
3 maja 1791 roku...
3
maja 1791 roku została uchwalona Konstytucja Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
Była ona pierwszą konstytucją w nowożytnej Europie, drugą po amerykańskiej na
świecie, doniosłym dziełem myśli polskiego Oświecenia.
Już w dwa dni po uchwaleniu Konstytucji przez Sejm Wielki (1788-1792) dzień 3 maja uznano za święto narodowe, które później z powodu niewoli kraju zostało na długi czas zawieszone. Przywrócono je po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku. Po II wojnie światowej w roku 1946 władze komunistyczne zabroniły publicznego świętowania, a próby manifestacji były tłumione przez milicję. W 1951 roku święto zostało oficjalnie zniesione.
Od 1990 roku 3 Maja znów jest oficjalnym świętem państwowym w Polsce, dniem wolnym od pracy. Od 2007 roku jest również świętem narodowym Litwy.
W szczególnie podniosłej atmosferze odbywają się główne obchody Święta 3 Maja przed Grobem Nieznanego Żołnierza na Placu Piłsudskiego w Warszawie. Towarzyszą im defilada wojskowa, salwy armatnie, uroczysta odprawa warty, składanie wieńców.
Już w dwa dni po uchwaleniu Konstytucji przez Sejm Wielki (1788-1792) dzień 3 maja uznano za święto narodowe, które później z powodu niewoli kraju zostało na długi czas zawieszone. Przywrócono je po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku. Po II wojnie światowej w roku 1946 władze komunistyczne zabroniły publicznego świętowania, a próby manifestacji były tłumione przez milicję. W 1951 roku święto zostało oficjalnie zniesione.
Od 1990 roku 3 Maja znów jest oficjalnym świętem państwowym w Polsce, dniem wolnym od pracy. Od 2007 roku jest również świętem narodowym Litwy.
W szczególnie podniosłej atmosferze odbywają się główne obchody Święta 3 Maja przed Grobem Nieznanego Żołnierza na Placu Piłsudskiego w Warszawie. Towarzyszą im defilada wojskowa, salwy armatnie, uroczysta odprawa warty, składanie wieńców.
Hołd
dziełu wybitnych Polaków oddają przedstawiciele najwyższych władz państwowych,
wojskowych, duchowieństwa, reprezentanci korpusu dyplomatycznego, kombatanci,
harcerze i tysiące warszawiaków.
Święto 3 maja jest świętem radosnym. W całej Polsce odbywają się wiosenne imprezy, koncerty, rodzinne majówki. Na ulicach stolicy w biegu pod hasłem „ Od Konstytucji 3 maja do Unii Europejskiej” bierze udział wielu ludzi.
Święto 3 maja jest świętem radosnym. W całej Polsce odbywają się wiosenne imprezy, koncerty, rodzinne majówki. Na ulicach stolicy w biegu pod hasłem „ Od Konstytucji 3 maja do Unii Europejskiej” bierze udział wielu ludzi.
Komentarz: „Od Konstytucji 3
maja do Unii Europejskiej” – hasło brzmi wymownie. Ciekawe, co będzie po Unii…?
Ale zostawiam to i postanawiam się cieszyć dzisiejszym Świętem. Szykuję się na
Mszę. Zaraz wyruszam!
wtorek, 1 maja 2012
Profesor Nalaskowski na żywo
Kilka dni temu miałem
niezwykłą przyjemność uczestniczyć w pierwszej części Konferencji „We don’t
need no education…?” (http://studencidlarp.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=228:konferencja-qwe-dont-need-no-educationq&catid=46:slajdy&Itemid=46),
której organizatorem byli młodzi, ambitni ludzie ze Stowarzyszenia Studenci dla
Rzeczpospolitej. Tak na marginesie muszę powiedzieć, że zapał i działalność tej
organizacji oraz jej członków budzi mój podziw i wielki szacunek.
Mówiąc o niezwykłej
przyjemności, mam w szczególności na myśli możliwość wysłuchania przeze mnie i
zobaczenia na żywo prof. dr hab. Aleksandra Nalaskowskiego – pedagoga, którego
bardzo cenię. Do tej pory miałem okazję widzieć Pana Profesora tylko na nagraniach
w Internecie. Tego, czy występuje On w TV, nie wiem – raz widziałem Go w
programie u Jana Pospieszalskiego – bo jej nie oglądam, ale mam przeczucie, że
pokazują Go tam głównie ze względu na Jego kontrowersyjne poglądy, dotyczące
m.in. homoseksualistów. W tej chwili mam na tapecie artykuł z portalu
narodowcy.net zatytułowany „Nalaskowski pozwany za krytykę homoseksualizmu”. Dla
równowagi przekazu otworzyłem także tekst z gazeta.pl, którego tytuł brzmi:
„Profesor pod sąd za pogląd o homoseksualizmie”. Oto wypowiedź Profesora
Nalaskowskiego, która wzbudziła kontrowersje: Rodzice homoseksualni, tworzący dom dziecka, nie są w stanie przekazać
dziecku w procesie wychowania, właściwego wymiaru życia seksualnego człowieka.
Ten wymiar będzie zawsze wymiarem spaczonym, wymiarem chorym. Tak jak
homoseksualizm jest chory, choć Organizacja Zdrowia uznała, że nie jest. Ale,
jak sam Profesor powiedział na Konferencji, cytuję z pamięci: im bardziej moje
poglądy nt. homoseksualizmu są kontrowersyjne i wyraźne, tym więcej wśród
homoseksualistów mam znajomych.
Zostawmy jednak
homoseksualizm w spokoju. Wróćmy jeszcze do Konferencji. Odbyła się ona 27
kwietnia roku 2012 w budynku Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego. Frekwencja
to ok. 40 osób. Trochę to dziwne, powiem szczerze. Pewnie gdyby swoje
wystąpienie miała Doda Elektroda zebranych byłoby co najmniej sto razy więcej.
Czuję, że sala wypełniona by była po brzegi, jeśli zamiast prof. Nalaskowskiego
występ swój miałaby p. Kazimiera Szczuka ze swoimi rozmazanymi jak płyn do
mycia szyb na szkle poglądami. Tak to jest. Być może ja mam tu jakiś defekt i
nieopatrzne spojrzenie.
Kiedy Profesor Nalaskowski
wszedł na aulę, nie poznałem Go w pierwszej chwili. Zapuścił brodę, która
zmieniła Jego wygląd. Znakiem charakterystycznym, który przesądził u mnie, że
to On, były czerwone skarpety, które założone miał na stopy.
Podszedłem, spytałem się,
czy mógłbym zrobić sobie z Nim zdjęcie – zgodził się, mówiąc, że
natychmiastowo. Był bardzo uprzejmy. Mam nadzieję, że niebawem przyjdzie do
mnie na maila fotka z Profesorem, którą wykonała Paulina – członek Stowarzyszenia
Studenci dla Rzeczpospolitej. Jeśli chodzi o sam wykład Profesora, jego treść,
to myślę, że niedługo będzie On dostępny na stronie studencidlarp.pl.
piątek, 27 kwietnia 2012
Spotkanie w LO XXXIII
We wtorek, 24-ego kwietnia,
miałem przyjemność uczestniczyć w spotkaniu z uczniami LO 33 w Łodzi. Frekwencja
dopisała, było ok. 30 osób. Wśród nich kilku nauczycieli i wychowawców.
Liceum Ogólnokształcące nr 33
w Łodzi posiada kilka klas integracyjnych. Podczas wtorkowego spotkania
rozmawialiśmy o niepełnosprawności. Miałem okazję odpowiadać na często niełatwe
i odważne pytania licealistów oraz pedagogów.
Jestem mile zaskoczony
dojrzałością młodych, w większości 16 i 17-letnich ludzi. Niejeden dorosły może
im pozazdrościć bystrości umysłu i otwartości. Cieszę się, że mamy taką
młodzież - ich postawa i podejście do spraw niepełnosprawności i drugiego
człowieka zasługuje na uznanie.
Nie chodzi tu o jakąś
egalitarność i populistyczne hasła, że wszyscy jesteśmy równi i tacy sami. Ci,
którzy głoszą te poglądy, często są hipokrytami. Jest wielu, którzy „walczą o
prawa słabszych”, nie mając kompletnie o tym pojęcia.
Każdy z nas jest
indywidualnością. I do każdego trzeba jak do indywidualności podchodzić. Przede
wszystkim jak do człowieka. Część „walczących o prawa słabszych” dzieli ludzi
na pełnosprawnych, niepełnosprawnych itp. Najpierw mówią, że niepełnosprawni są
tacy sami, jak reszta, a kiedy przychodzi co do czego, okazuje się, że
niepełnosprawny ma być traktowany inaczej. Często jak ktoś słabszy.
Można by pisać o tym długo,
ale nie dziś i nie teraz. Na koniec chciałem podziękować wszystkim, którzy byli
ze mną na spotkaniu we wtorek – 24 kwietnia, w LO 33.
VI Bieg Wdzięczności
![]() |
| Są ludzie, którzy naprawdę potrafią cieszyć się życiem |
W dniu 22 kwietnia w
Konstantynowie Łódzkim odbył się VI Bieg Wdzięczności za Pontyfikat Ojca
Świętego Jana Pawła II. Nad wydarzeniem patronat objął Marszałek Województwa
Łódzkiego – Witold Stępień.
Jedną z kategorii biegaczy
były osoby z niepełnosprawnością. Mieli oni tu swoje pięć minut, podczas
których mogli zaprezentować swą niespożytą energię, zacięcie i wolę walki. Nie
obyło się bez łez. Każdy lubi wygrywać, lecz zwycięzca jest tylko jeden… Czy
oby na pewno?
Największą wygraną jest
pokonać samego siebie i własne słabości. Największą nagrodą – duma, którą się
czuje z powodu podjętej walki. Były także nagrody materialne. Kolega Jacek (na
zdjęciu) udowodnił, że numer 13 przynosi szczęście, odbierając po raz drugi –
pierwszy raz dwa lata temu – nagrodę, którą był rower górski.
Gratuluję wszystkim
Uczestnikom i Organizatorom Biegu! Dzięki Wam Świat jest piękniejszy!!
[NP: http://niebieski-plomien.blogspot.com/2012/04/vi-bieg-wdziecznosci.html]
[NP: http://niebieski-plomien.blogspot.com/2012/04/vi-bieg-wdziecznosci.html]
wtorek, 24 kwietnia 2012
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
J.W.Goethe - trzy cytaty na dobranoc
Nie
trzeba pisać wierszy ani sztuk teatralnych, żeby być twórcą: istnieje również
twórczość czynów, która niejednokrotnie stoi znacznie wyżej.
Biorąc
pod uwagę wszystkie akty tworzenia, odkrywa się jedną elementarną prawdę: gdy
się czemuś prawdziwie poświęcamy, wspiera nas opatrzność.
Cokolwiek
zamierzasz zrobić, o czymkolwiek marzysz, zacznij działać. Śmiałość zawiera w
sobie geniusz, siłę i magię.
— Johann Wolfgang
Goethe
czwartek, 19 kwietnia 2012
Każdy czasem upada
Każdy czasem upada. Tą myślą zacznę ten wpis. Upadki to rzecz normalna, choć są ponoć ludzie, którym się to nie zdarza. A może jest tak, że to, co dla jednego jest upadkiem, dla kogoś innego upadkiem nie jest.
Każdy czasem upada…
Mnie wczoraj zdarzył się upadek. Pierwszy raz tego typu upadek w życiu. Wchodząc do tramwaju, zawadziłem nogą o schodek i się przewróciłem. Stało się to nagle, z zaskoczenia, ale jeszcze szybsze od upadku było moje powstanie. Taki mały szok. Obok siedziała młodzież. Nie śmiali się. Chyba też byli w lekkim szoku. Potem tylko lekko się uśmiechnęli… kiedy przeprosiłem i powiedziałem, że się zapatrzyłem.
Takie upadki są dla nas lekcjami. To nauka, która mówi nam, byśmy nie czuli się za pewnie. Halo, obudź się, nie bądź taki pewny, bo, póki żyjesz, nie wiesz do końca, co może cię spotkać, choćbyś był nawet mężczyzną, znającym swoje przeznaczenie.
Takie upadki są także sprawdzianem tego, jak się po nich zachowamy. Czy wstaniemy i będziemy podążać dalej, jakby się nic wielkiego nie stało, czy może zachowamy się inaczej. Może zaczniemy rozpaczać. Może wspominać będziemy ten upadek jeszcze długo.
Upadki są to także chwile próby. To właśnie w takich chwilach wychodzi to, jacy jesteśmy. Mój wczorajszy upadek był tylko upadkiem w tramwaju, ale myślę, że miał on swoje głębsze znaczenie. Każdy czasem upada, ale nie każdy się podnosi. Ty bądź tym, który zawsze wstaje po upadku, by podążać dalej. Przed siebie. W stronę słońca.
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Jak uprzedzam uprzedzenia, czyli mój najnowszy artykuł w GE
Uważam, że warto mieć marzenia, wierzyć w nie i w to, że się spełnią. Potem należy przystąpić do działania, by je realizować. Każdą przeszkodę da się pokonać, każdą porażkę można obrócić w wygraną. Wytrwałość to ważna cecha. Legenda głosi, że Edison zanim wynalazł żarówkę, 99 razy poniósł porażkę. Tak więc: kto ma cierpliwość i wytrwałość i podeprze to wiarą i działaniem - może mieć wszystko.
Mój najnowszy artykuł w Gazecie Edukacyjnej: http://www.gazeta.edu.pl/Jak_uprzedzam_uprzedzenia-95_1001-0.html
sobota, 14 kwietnia 2012
Rebelia ESM, czyli Podaj Dłoń!!
Myślę, że tutaj mój komentarz nie jest potrzebny... Pozdrawiam całą Rebelię ESM!!
piątek, 13 kwietnia 2012
W ramach treningu, dla sportu
Dziś krótki wpis. Taki na koniec tego pięknego dnia. 13-ty piątek minął bardzo pozytywnie. Choć średnio aktywnie. To fakt, trochę pobiegałem i czuję, że wychodzi mi to coraz lepiej – widzę u siebie postępy. Na majową sztafetę formę będę miał jeszcze lepszą. Wiem, że nie będzie łatwo. Biegniemy na Mazury. Na pewno widoki będą piękne.
Dziękuję wszystkim za życzenia z okazji imienin. Tak, dzisiaj Przemysława. Wpadł mi dziś do głowy pomysł, by sprawdzić, kiedy jest Rafała i kiedy Gabriela – wstyd się przyznać, ale tego nie wiem. Jeszcze przydałoby się mi jedno imię. Michał – tak dla dopełnienia. Wiem, to trochę szalone, ale cóż… Szalony też trochę jestem!
Od dziś wprowadziłem w czyn postanowienie, którego będę się trzymał. Wytrwałość i konsekwencja będą mi bardzo potrzebne. Ale czuję, a nawet wiem to, że dam radę. Chociaż zdaję sobie z tego sprawę, że może nie być łatwo. Ale to dobrze. Powiem szczerze: nieco pociąga mnie to, co trudne.
Dzisiejszy dzień zaliczam do udanych – i proszę mi wybaczyć, że znów leję wodę, ale piszę to, co myślę, a ten niedługi wpis to kolejny z tych w ramach małego treningu. Ot, dla sportu. Pozdrawiam!
czwartek, 12 kwietnia 2012
Zgubne nałogi
To był rok 2008. 1-szy czerwca. Właśnie wtedy, z okazji Dnia Dziecka, zrobiłem sobie wyjątkowy prezent i rzuciłem palenie papierosów. Nie zostawiłem tego nałogu tylko z przyczyny ciągle drożejącej nikotyny – dziś za paczkę trzeba płacić ponad 10 zł. Rzuciłem palenie przede wszystkim dlatego, że czułem się przez owy nałóg skrępowany. Kiedy dołożymy do tego wciąż windujące w górę ceny, straty zdrowotne, które z powodu palenia ponosiłem, a także niemiły zapach, który emitują papierosy – decyzja o rzuceniu była radykalna, stanowcza i konsekwentna. Trzymam się jej do dnia dzisiejszego. Każdego dnia daję sobie także potwierdzenie tego, iż decyzja, którą podjąłem prawie 4 lata temu, była dobra i wartościowa.Jak to ktoś kiedyś powiedział: rzucanie palenia jest bardo łatwe, ja sam już rzucałem ze 100 razy. Jak jest w praktyce z tym rzucaniem, wiedzą ci, którzy chcą rzucić, próbują, lecz nie mogą. Nie powiem, że rzucenie fajek jest proste, ponieważ ja także trochę się wymęczyłem, zanim zostawiłem ten nałóg. Ale na pewno warto.
Nie powiem też, jak rzucić palenie, ponieważ każdy z nas jest inny i ma swoje własne metody. Wiele osób, które rzuciły palenie, mówi, że zrobiły to bez żadnych wspomagaczy dostępnych w aptekach. Powiedziały sobie, że nie palą, mocno postanowiły i skończyły z nałogiem. Ja ze wspomagaczy korzystałem. Były to tabletki do ssania zawierające nikotynę. Pomogły mi bardzo. Niwelowały głód nikotynowy, który nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy do świecie.
Tak więc: palić – nie palę, prawie 4 lata, i jestem z tego powodu dumny (tak swoją drogą: jak niewiele potrzeba do tego, by czuć dumę). A jutro mam imieniny. Z tej okazji także czynię sobie prezent. Kolejne postanowienie, które ulepszy mnie oraz całe moje życie. Czuję, że jestem na nie gotowy. Że to najlepsza pora, by tego dokonać. A co to takiego? Dowiecie się niebawem! Życzę Wam powodzenia!
środa, 11 kwietnia 2012
Wiara, ambicja, siła, charyzma
Ten kawałek zna już ponoć cały Aleksandrów. Ku pamięci Włodzimierza Smolarka.
Kamila „Stopera” spotkałem w Wielką Sobotę w busie. Chwilę porozmawialiśmy. Mówił, że działa. Nagrywa, i nie tylko. Non stop zajawka na rap i na to, by się rozwijać, czynić postępy. Szanuję takich ludzi!! Pozdrawiam Go z tego miejsca serdecznie. Wiara, ambicja, siła, charyzma!
czwartek, 5 kwietnia 2012
List DSM-a
Musisz być wytrwały. Nie poddawać się, walczyć. Zawsze do końca. Znaczy do skutku. Bądź świadom, że upadniesz nie jeden raz. Nie jeden raz się przewrócisz. Nie raz poczujesz, że masz już dosyć. Przyjdzie Ci do głowy myśl, żeby odpuścić. Ale to właśnie w takich chwilach sprawdzasz swój charakter. To chwile próby, które daje nam Bóg, byśmy mogli wyjść z nich zwycięsko. Lub się poddać, odpuścić sobie. Wybór należy do nas. Wytrwałość będzie wynagrodzona. Nie od razu, ale bądź cierpliwy.
Nie raz na swojej drodze spotkasz ludzi, którzy za wszelką cenę chcieli będą przyciąć Ci skrzydła, ponieważ stwierdzili, że latasz za wysoko. Nie podoba im się to. Twój optymizm i wiara w siebie nie jest im mile widziana. Być może znajdą się wśród nich tacy, którzy intencje będą mieć dobre, szczere. Ale uważaj na nich, bądź czujny. Musisz być silny, by im nie ulec. Ponieważ łatwo przychodzi im burzenie czyjś marzeń. Uważaj, by nie zniszczyli Twoich.
Bądź wielki w rzeczach małych, a kiedy przyjdzie rzecz wielka, w niej także będziesz wielki. Miej marzenia, spełniaj je. Rozwijaj się, pracuj nad sobą. Nie raz przyjdzie do Ciebie strach. Ale kiedy go dobrze poznasz, stwierdzisz, że ma on wielkie oczy. Często będziesz bał się rzeczy, których nie ma. Bądź tego świadom.
Ciesz się każdą chwilą. Dziękuj Bogu za każdy dzień. Proś o rzeczy wielkie, a jeśli będziesz wierzył – otrzymasz to, o co poprosisz. Bądź świadom tego, że często nasze prośby nie są spełniane dosłownie, czasem przychodzą w innej postaci. Uważaj też na to, o co prosisz.
Kiedy przyjdą do Ciebie gorsze chwile, nie przejmuj się zbytnio. Patrz w przód, tam, gdzie Twój cel. To sztuka być w jak najlepszej formie, kiedy okoliczności nie są nam miłe, kiedy nam nie sprzyjają. To kolejne chwile próby, które musisz przejść zwycięsko. I pamiętaj, że w każdej porażce jest ziarnko sukcesu.
Mam dla Ciebie jeszcze sporo rad. Jeszcze wiele chcę Ci powiedzieć. Ale na dziś wystarczy. Do zobaczenia wkrótce. Pozwodzenia!!
Podpisano: DSM do Przemka
(Niebieski Płomień: http://niebieski-plomien.blogspot.com/2012/04/list-dsm.html)
wtorek, 3 kwietnia 2012
Anty-komunizm w Matrix'ie
Dziś, kiedy czekałem na przystanku w Łodzi na tramwaj do Konstantynowa, który jeździ coraz rzadziej, przypomniała mi się pewna rozmowa, jaką odbyłem z Panem Profesorem, z którego poglądami nie zgadzam się do końca, ale którego bardzo lubię.
Rozmowa ta nie była długa. Wymiana kilku zdań. Dodam, iż Profesor ten jest – żeby rzec delikatnie – prawie-że bez włosów na głowie. To, że jego intelekt błyszczy mocniej niż łysina, jest rzeczą wiadomą niemal wszystkim, którzy Profesora znają. Pan Profesor powiedział mi podczas tej rozmowy taką oto rzecz: - Przemku, w dzisiejszych czasach, kiedy ktoś mówi, że jest anty-komunistą, to tak samo, jakbym ja powiedział, że jestem włochaty – poczym wskazał na swoją gołą czaszkę. Jesteśmy tak bardzo przesiąknięci niektórymi sprawami, że nie znamy kompletnie innego życia, innego stylu myślenia, innego systemu. Czasem rzeczy, które według nas stoją między sobą w opozycji, grają po tej samej stronie, w tej samej drużynie. To trochę jak w The Matrix, nie sądzicie?
Tak więc zanim staniemy po którejś ze stron, powinniśmy swoją decyzję przemyśleć dobrze, żebyśmy potem nie żałowali. Nieraz opowiadałem się po stronie którejś partii lub człowieka, dziś już tego nie robię lub robię to bardzo rzadko. Czuję, że ci wszyscy ludzie grają w jednej drużynie. Dziś słucham siebie i swojej intuicji, to ona mnie prowadzi. Czytam Biblię, modlę się do Boga i do Jezusa Chrystusa. To śmieszne dla wielu, niejeden raz słyszałem, że jestem zacofany. Trudno. Mogę taki być. Dobrze mi z tym, bo postępuję w zgodzie z samym sobą. A jeśli żyję w Matrixie, a moja intuicja i wolna wola, to tylko iluzja – trudno, jakoś się z tym pogodzę, choć będzie to smutne.
czwartek, 29 marca 2012
"Diabły" coraz lepsze!
Byłem dziś, a właściwie to już wczoraj, bo mamy godzinę 24-tą z minutami, na treningu „Diabłów Łódź”. Chyba jeszcze o tym nie mówiłem, a więc teraz to zrobię: drużyna „Diabłów” ma treningi w każdą środę o godzinie 16:45 w LO XXXIII na osiedlu Retkinia.
Trening dzisiejszy był raczej lekki, tzw. rozruchowy, mówiąc sportowym językiem. Drużyna w weekend uczestniczyła w rozgrywkach Ligi Rugby Na Wózkach, które odbywały się w Radomiu. Z tej przyczyny czynię ten krótki wpis.
Miło było posłuchać opowieści z tego wyjazdu, a jeszcze milej było widzieć radość na twarzach rugbistów, kiedy opowiadali, jak to dali lanie trzem z sześciu drużyn, z którymi grali. To wynik niesamowity! Widać, że ciężkie treningi przynoszą efekty. „Diabły” z każdym dniem coraz lepsze – gratuluję!!
(Niebieski Płomień: http://niebieski-plomien.blogspot.com/2012/03/diaby-coraz-lepsze.html:
wtorek, 27 marca 2012
Uprzedź Uprzedzenia u Rzecznika Praw Obywatelskich
Wpis mój będzie krótki. Niecałą godzinę temu dotarłem do domu. Byliśmy z całą ekipą Uprzedź Uprzedzenia (http://uprzedzuprzedzenia.blogspot.com/) w Warszawie – u Rzecznika Praw Obywatelskich. Wizytę zaliczam do udanych. Nasze wystąpienia także. Dotyczyły one oczywiście zmiany wizerunku osób z niepełnosprawnością w oczach reszty społeczeństwa. Podeszliśmy do tej sprawy z kilku różnych stron. Miałem także swoje pięć minut, podczas których mówiłem o przedsiębiorczości OzN, bazując na świeżym doświadczeniu, jakie mam w tej dziedzinie. Planuję napisać na temat wizyty obszerniejszy artykuł, w którym dowiecie się trochę więcej na temat tego ciekawego wydarzenia.
Uwieńczeniem projektu Uprzedź Uprzedzenia była także prezentacja Megazinu, który składa się z artykułów napisanych przez całą naszą ekipę. Jest także tekst, o którym wspomniałem w swoim poprzednim poście. Mam już kilka egzemplarzy naszego dzieła w domu. Będę w posiadaniu, już niebawem, następnych.
Kończąc ten wpis, spełniam obietnice Ani, mojej koleżanki, członkini ekipy UU, już niebawem – trzymam kciuki, obrona w dzień moich imienin, 13 kwietnia – Pani Doktor. Obietnice spełniam, robię to z przyjemnością: POZDRAWIAM SERDECZNIE CAŁĄ WSPANIAŁĄ EKIPĘ UPRZEDŹ UPRZEDZENIA!!
(Niebieski Płomień: http://niebieski-plomien.blogspot.com/2012/03/uprzedz-uprzedzenia-u-rzecznika-praw.html)
(Niebieski Płomień: http://niebieski-plomien.blogspot.com/2012/03/uprzedz-uprzedzenia-u-rzecznika-praw.html)
sobota, 24 marca 2012
Hej, Diabły Łódź!
„Diabły Łódź” to grupa pozytywnych ludzi. To, że poruszają się na wózkach – to szczegół. Ważniejsze jest tu coś innego. Niesamowita siła, która emanuje z tych osób. Wiara w siebie, ambicja, konsekwencja. Wytrwałość – to ona prowadzi ich do celu. Tutaj nikt nie płacze, że złamał mu się paznokieć. Nikt nie narzeka, że nie ma czego na siebie włożyć. Nikt tu nie strzela focha, bo ktoś mu powiedział coś dwuznacznego, niemiłego. Tutaj problemy mają zupełnie inny wymiar. To tak jak z mężczyzną, który narzekał, że nie ma butów, aż wreszcie spotkał człowieka bez nóg.
Mówisz o szkole życia… Chcesz zobaczyć, czym jest szkoła życia? Przyjdź na trening Rugby na Wózkach. Może wtedy twoja szkoła życia przestanie być szkołą. Stanie się co najwyżej szkółką. Dla ciebie i ludzi podobnych tobie, którzy szkołą życia nazywają zarobienie pierwszego tysiąca.
Zapraszam wszystkich na oficjalną stronę „Diabłów Łódź”: http://www.diably-lodz.pl/.
PS Niebawem ukaże się megazin, a w nim obszerniejszy artykuł ze zdjęciami „Diabłów Łódź”. Proszę o cierpliwość. Więcej informacji tutaj: http://uprzedzuprzedzenia.blogspot.com/.
Takie bazgroły...
![]() |
| Seksik - DSM |
To miłe. Nawet bardzo. Spotykam znajomych, rozmawiam z nimi – i okazuję się, że wielu z nich czytuje mój blog. Dowiaduję się o tym całkiem przypadkiem. Jednak informacje te są dla mnie bardzo pozytywne. Dają mi wiele radości. To motywuje mnie do tego, by wpisy, które tu czynię, były bardziej ambitne. Wiem, że ich jakość jest różna. Blog mój nie posiada jednej i tej samej tematyki. Raz piszę o tym, raz o tamtym, to znowu o czymś innym. Jedne moje wpisy są poważne, inne trochę mniej, a kolejne pisane są na totalnym luzie. W sumie jeszcze nie tak dawno motto przewodnie tego bloga brzmiało: Nie ma żadnych dowodów na to, że życie jest poważne. Podobnie jest ze mną. Do życia podchodzę bardzo poważnie, jednak mam do tej powagi dystans. Taki mały paradoks, prawda? A może i nie… Dziś załączam mój rysunek wykonany w szkicku. Takie bazgroły, by świat, mimo powagi, był także wesoły!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















