poniedziałek, 10 stycznia 2011

Kopie moich postów z onet.blog.pl (2)


26 lipca 2009
http://1.1.1.1/bmi/pr-wieczorek-dsm.blog.onet.pl/0

Czas na kolejne wpisy. Kolejny dzień, kolejny wpis, ale za nim powstanie wpis, musi powstać jakaś myśl. Zapisane słowa - te, które teraz czytacie - powstają spontanicznie. Myśli, które tworzą się w mojej głowie, za moment są notowane, bez większego przemyślenia. Momentami zapewne wydają się one nieco dziwne, niedojrzałe, śmieszne, czy jeszcze tam jakieś i, nie zaprzeczam (choć nie potwierdzam), być może właśnie takie są.

Dziś jest 26 lipca. Rok Pański 2009. Dziś jest niedziela, więc, jakby to rzec, nie tylko rok jest Pański, ale dzień także. Z okazji niedzieli odprawiane są, właśnie w niedziele, msze święte. Dziś na msze nie pójdę, choć nie zaprzeczę, zdarza się, że kościół czasem odwiedzę. Jednak, tak myślę, jeśli już zdecyduję się, by iść na mszę, to głównie po to, by zrobić sobie spacer (długości około 3 kilometrów). Bóg mieszka wszędzie, a ponoć najwięcej Go jest w ludzkich sercach, więc na mszy Boga jest dużo, bo dużo - pojęcie względne - na mszy jest osób, jednak, nie ukrywajmy, podczas meczu piłkarskiego, jeszcze niech to będą derby (ŁKS kontra Widzew), ludzi jest o wiele więcej niż w kościele w niedziele, nawet niech to będzie odpust.

Co do odpustów kościelnych, a propos odpustów, zdanie swoje mam, jednak dziś długo pisać o tym nie będę. Pamiętacie, jak Jezus zburzył doszczętnie świątynie, wkurzony piekielnie, że z Domu Bożego zrobili sobie rynek? Czasem mam ochotę wpaść na odpust pod kościół i rozwalić te kolorowe stragany.

Będę kończył pisanie. Być może, jeśli będę o siłach, a będę na pewno, tylko nie wiem, czy będzie mi się chciało, opublikuję jeszcze dziś wiersz, który napisałem kilka minut temu. Muszę go tylko skończyć....

Pozdrawiam


26 lipca 2009
http://1.1.1.1/bmi/pr-wieczorek-dsm.blog.onet.pl/0

Masz najcudowniejsze dłonie
I te dłonie tylko mnie będą dotykać
Masz najsłodsze usta
I te usta tylko mnie będą całować
Masz najpiękniejsze oczy
I te oczy tylko na mnie będą patrzeć
I na zawsze - Ja i Ty
A czas w miejscu stanął
Już na zawsze - tylko My
A świat przestał istnieć
W Twych objęciach jest najcieplej
Żaden mróz się tu nie wkradnie
W Twych objęciach jest najpiękniej
W Twych objęciach jest najładniej
A Ty jesteś najgorętsza
Znów wybucham dziś jak wulkan
To są słowa mego Serca
Które wyśpiewuje dusza


27 lipca 2009
http://1.1.1.1/bmi/pr-wieczorek-dsm.blog.onet.pl/0

Myślałem, że polski rap umiera. Że ginie, a jeżeli nie ginie, to zanika – by nie było za brutalnie. Moi dawni faworyci, żeby nie powiedzieć „starzy”, choć młodzieżą przestali być już jakiś czas temu, poczęli robić „chałę” - że się tak wyrażę nie obcesowo.

Pamiętam ich, jak „nawijali” o tym, że komercja to bagno i nic dobrego, teraz jakby o tym zapomnieli, stanęli po drugiej stronie, na przeciwległym biegunie. Ale, gdy pomyślę trzeźwo, stwierdzam, że to ich życie, ich rap, ich sprawa, a więc niech robią to, na co mają ochotę.

Chciałem powiedzieć jeszcze coś innego. Nie mam pretensji do nich za to, że zmienili swoje stare przekonania, że są inni niż przedtem, że zasady, które im kiedyś przyświecały, dziś nie są dla nich ważne.
Lubię patrzeć, gdy człowiek się zmienia, lubię to widzieć. To, że kiedyś mówili coś innego, a dziś mówią i robią coś innego, jest okej. Znaczy, że się zmienili, a zmiana jest dobra, zmiana jest siostrą progresu. Wiem to, znam to na własnym przykładzie.

A to, czy robią dziś oni „komerę”, także jest sprawą otwartą, i ja nie mam zamiaru tego oceniać. Cieszę się, że coś robią, że działają, że mają motywację, że im się chce, i niech robią to nawet dla pieniędzy.
Teraz o hip hopie którego kocham. Rok 2008 to rok, który przejdzie do historii. Wiecie dlaczego? Właśnie w tym roku, roku 2008, raper z Białegostoku nagrał płytę, która jest najlepszą płytą w historii polskiego hh. (Oczywiście, to wszystko, co piszę, to moje subiektywne poglądy).

Mowa o raperze Pih i płycie „Kwiaty Zła”. Tytuł zaczerpnięty – tak myślę – z poezji Charlesa Baudelaire'a, jednak cała płyta także mocno poetycka.

Cała płyta „prze kozacka”. Teksty przemyślane po najdrobniejsze szczegóły, dobre bity, super klimat, to wszystko tworzy mieszankę naprawdę wybuchową. „Wybuchowa mieszanka”, nie wiem, czy to dobre określenie dla „Kwiatów Zła”. Mówiąc „wybuchowa mieszanka” mam na myśli coś niesamowitego, coś, co mocno mnie urzekło. Jednak „Kwiaty Zła” to przede wszystkim płyta bardzo osobista. Pih mówi otwarcie o tym, co czuje, o tym, co myśli, o tym, co kocha, czego się boi, a przy tym pokazuje swoje mocne strony, „nawijając” o tym, co w nim słabe.

Płyta, jak dotąd, dla mnie numer jeden. Nie będę więcej o niej pisał, by nie pójść za daleko i nie przesadzić, by nie wyjść na krytyka czy ignoranta. Polecam ten tytuł – ot, tyle.

O Pei nie będę się długo rozwodził. „Solufka” to także porcja dobrego, polskiego rapu. Polecam również.

Hemp Gru „Droga” to także „kozak”. Zawsze wierzyłem w Bilona i się nie zawiodłem. Na nowej płycie pokazał klasę. „Nawinął” tak, jak potrafił najlepiej, pokazał to, co umie naprawdę – brawo! Wilku to już „wyjadacz”, a naszych stróżów prawa, tradycyjnie, nie oszczędził, rymując dosadnie, co o nich myśli. W Hemp Armii jest też Hudy HZD, młody raper, który także „wypuścił” swoją solową płytkę. Niestety, nie słyszałem, poza kilkoma „numerami”, które są bardzo dobre. Mój faworyt: „To nie o to chodzi”.

To, na co czekało wielu, a ci, którzy byli najbardziej niecierpliwi, odetchnęli już z ulgą. Nareszcie Chada puścił w miasto solo. Brawo! Bez cienia cynizmu, wielkie brawo! Wczoraj po raz pierwszy usłyszałem w całości „Proceder”, a dziś powiem, że to mistrzostwo świata. Kolejna mega dobra płyta, mega dawka prawdziwego polskiego hh. Chada ma bardzo prosty i jasny przekaz i tym właśnie tak do mnie i we mnie trafił. Przednia płytka. „Ej, kolo, Chada puszcza w miasto solo”.

Na koniec Fabuła i ich „Dzieło Sztuki”. Białystok wymiata. Jak sami rymują, jak o nich piszą, jak ja o nich myślę: debiut stulecia! Najbardziej urzekają mnie bity, jednak rymami chłopaki nie ustępują. Goście także mega fajni, Pih, Pysk czy HST. Kolejna dawka, kolejna porcja dobrego polskiego rapu.

To nie po kolei, ale z czasem mi się przypomina. Jest jeszcze Eldo i jego super produkcja, płyta o tytule „Nie pytaj o nią”. Jest jeszcze DonGuralEsko i wielu innych wybitnych polskich raperów. Naprawdę, tego jest bardzo dużo, a połowy nawet nie wymieniłem, za co przepraszam.

Polecam Wam polski rap, bo jest dobry i... nadal prawdziwy.

„Dziewczyno, Chłopaku, słuchaj Polskiego Rapu”



27 lipca 2009



Dla M., której pragnę

Masz to coś
Co przyciąga mnie jak magnes
Masz to coś
Czego tak mocno dziś pragnę
Masz to coś
Co tak bardzo mnie dziś kręci
Masz to coś
Co podnosi poziom rtęci

Daj mi to
Nie chcę czekać dłużej więcej
Daj mi to
W zamian dam Ci moje serce
Daj mi to
Już tak dłużej nie wytrzymam
Daj mi to
Co ma smak słodkiego wina

Pragnę Cię
Całym swym jestestwem
Pragnę Cię
Słuchaj, jak bije me serce
Pragnę Cię
Jak nikogo nigdy
Pragnę Cię
W każdej mego życia chwili

Podejdź do mnie
Chciałbym poczuć, jak dziś pachniesz
Podejdź do mnie
Dzisiaj w mych ramionach zaśniesz
Podejdź do mnie
Lubię, kiedy jesteś blisko
Podejdź do mnie
Zrób to wszystko, dam Ci wszystko




Zrywałem Kwiaty Ustami

 Jak Goethe, też zbierałem kwiaty na łące
Wczesnym letnim rankiem, gdy wschodziło słońce
Lecz nie tysiące, a miliony, miliardy
Aż słońce zaszło i wzeszły gwiazdy

Zbierałem kwiaty do koszyka
Rwałem je ustami
Tymi, którymi będę Cię dotykał
Gdy będziemy sami



Dedykowane dla M.

Twoje oczy tak bardzo są podobne do moich
Może ujrzysz to kiedyś, gdy głębiej w nie spojrzysz
Może kiedyś wyczytasz w nich moją historię
Krótszą niż słowo, dłuższą niż powieść

Potem jak spowiedź na ucho powiem Ci szeptem
Tak szczerym, głębokim, że przejdą Cię dreszcze
Co czuję naprawdę, gdy przy Tobie jestem
Że wiem co to szczęście i jak patrzy się sercem

I że nic więcej nie chcę, bo choć oczy są ślepe
Powiedzą nam więcej, niż teksty zapisane w księdze

Kiedyś zobaczysz to w moich, tu słowa są zbędne
Czytaj między wierszami, kolejny wers za wersem
Czytaj między słowami, literka po literce

Bo najważniejsze nie zawsze jest tym, co się krzyczy
Czasem ci najgłośniejsi mówią o niczym
Za to mnóstwo przekaże, ten który milczy
Mnóstwo nam powie, ten który cichy

Ja też tak zrobię, zamknę usta, a klucz utopię
Po czym spojrzę w Twe oczy, uśmiechnę się potem
Nic nie powiem, milczenie jest złotem
I mymi oczami wykrzyczę swą historię



Tęskniąc za nim

Tęskniąc za nim
Wciąż nie może spać po nocach
W tej tęsknocie pogrążona
Nic nie robi, tylko szlocha
Łzy wyciera swe w poduszkę
W głębi duszy niespokojna
W głębi duszy, w głębi serca
Gdzie zażarta wielka wojna

Gdzieś ty, luby?
Krzyczą usta zakochanej
Proszę, ratuj mnie od zguby
Mnie tak smutno tutaj samej
Mnie tak smutno
Nikt nie umie mnie pocieszyć
Miłość rzeczą jest okrutną
Kiedy nie ma jej z kim przeżyć

W jej pamięci coś ożyło
Przypomniała sobie chwilę
Peron, mundur, jej kochany
Który trzymał w dłoni bilet
Wojna rzeczą jest tak straszną
I przybrała tak na sile
W oczach młodej zakochanej
Aż chwyciła ta za sztylet



Nietzscheanizm

Mówi węgiel do Diamentu
Czemuż ty taki twardy?
Czyż nie jesteśmy braćmi?
Na to ja was się pytam
Bracia moi zacni
Czemuż wy tacy mięccy?
Czyż nie jesteśmy braćmi?

Nietzscheanizm 2

Przysiadłem na progu chwili
Puściłem całą przeszłość w niepamięć
Jak dym...
Trwałem w miejscu jak bogini zwycięstwa
Nie doznając zawrotu głowy przy tym
Ani lęku
Dzięki temu dowiedziałem się
Czym naprawdę jest szczęście



28 lipca 2009

Wiem, że marne to wszystko, co tworzę na tych stronicach
I nie mam odwagi nazwać tego sztuką
Piszę, co chcę i co lubię, piszę
Piszę, jak chcę i tak jak umiem piszę
I czasem bywam uzurpatorem
Nazywam siebie wtedy poetą, a moje teksty mianuję poezją
Wiem, że to czasem brzmi pompatycznie
Nie liczę się z tym, może to brzmieć, jak tylko chce
I może to być przerostem formy nad treścią
Nie przejmuję się tym, co inni mówią, i to co myślą, mnie nie frapuję
Zwą mnie tak, jak chcą, lecz często ci, o których nikt nigdy nie słyszał
Zdarza się, że nikt o nich nie wie, bo oni wolą pozostać w ukryciu
Chcą być anonimowi, nadają sobie fikcyjne imiona
Jeden jest „Ktoś”, być może temu, że „Kimś” chciałby być
Drugi jest „Ja”, ten drugi „Sobą” chce być
Trzeci to „Krytyk”, ciekawe, czy jego krytykują inni?
Inny jest „Młody”, następny „Stary”
Jest ich tak dużo, że trudno z liczyć
Lecz chyba, jak widzisz, nie warto nigdy brać ich do siebie
Tak naprawdę niewielu, a może żaden nigdy nie liczył się z ich słowami
Gdybym był wulgarny, nazwałbym ich po imieniu
Wtedy musieliby spocząć razem z innymi, w tym kontenerze, tam gdzie odpadki
Trza robić swoje i iść wciąż naprzód, czasem nie warto się w tył oglądać
Trza wierzyć w siebie i w tych, których się kocha
Nie wątpić nigdy, w to że się uda





29 lipca 2009

Zawsze wierzyłem w siebie
Pamiętam, nawet wtedy gdy było ciężko
Zawsze wierzyłem w życie
I wierzyłem w to, że jest ono dobre
Wierzyłem w ludzi, choć później
Przyszła ta chwila, i właśnie wtedy
Tych ludzi – zawiodłem

Nigdy nie byłem zły, choć czasem
Robiłem rzeczy, które nie były dobre
Kochałem marzyć i śnić
Kochałem iść…
Do przodu i czynić progres

Czasem patrzyłem na świat oczami
Małego Dziecka
Lecz właśnie wtedy
Ludzie
Patrzyli na mnie jak na idiotę
Musiałem przestać
By nie być wyśmianym
To jakby Ja
Jakby Ja kontra Świat Cały

Często się bałem
A chyba najbardziej właśnie śmiechu
Och, ludzie czasem są okropni
Często w miejscu stałem
Lub się cofałem
I nie słyszałem, jak szczęście mówi
Weź mnie dotknij

Płakałem nocami
Wylewałem litry łez
Waliłem pięścią w poduszkę
Czułem się jak nikt

Dziś…
Jest…
Inaczej…
I…
Chociaż…
Płaczę…
To tylko wtedy
Gdy…
Jestem…
Szczęśliwy


9 lipca 2009

M: Nie mów mi o tym co było wczoraj, dobrze?

C: Ale czemu mam ci nie mówić? Przecież przeszłość to coś co było, czyli jest częścią naszego życia.

M: Raczej było jego częścią.

C: Wszystkiego nie da się wymazać. Przeszłość jest faktem, a więc zawsze powinniśmy mieć ją na uwadze.

M: Ale po co? Powiedz.

C: Chociażby po to, by nie popełniać w przyszłości tych samych błędów.

M: Wcale nie musimy ich pamiętać, by kiedyś ich unikać.

C: Ale, jeżeli zapomnimy o błędach, kiedyś znów przyjdą do nas, a my ich nie poznamy, nie będziemy wiedzieli, że są złe i znów wpuścimy je do naszych domów.

M: Myślę, że jest inaczej.

C: To powiedz, powiedz: jak jest?

M: Jest tak, jak wierzymy, jak jest, i jest tak, jak myślimy, jak jest.

C: Ale co to ma wspólnego z przeszłością?

M: Możemy uwierzyć w to, że cała nasza przeszłość była kolorowa, a jeśli uwierzymy w to mocno, ona taka się stanie.

C: Stanie się, ale tylko dla nas.

M: To, co dla nas jest prawdą, stanie się prawdą dla całego świata.

C: Chyba mylisz się, człowiecze.

M: Wierzę, że nie.

C: Widzisz: ty wierzysz, że to prawda, a ja, jako przedstawiciel reszty świata, widzę, że jest inaczej. Nie uwierzyłem tak jak ty.

M: Uwierzysz. Poczekaj.

C: Dobra, dobra... Pomówmy o przeszłości.

M: Przeszłości nie ma. Jak można mówić o czymś, co nie istnieje? Byt jest, niebytu nie ma. Co możemy powiedzieć o niebycie?

C: Może to, że jest ciemny!

M: Ale ciemność istnieje.

C: Człowiek to niezwykła istota, potrafi nadawać imiona rzeczą, których nie ma, ot, taki niebyt. Ale dajmy temu spokój!

M: Dajmy.

C: Czyli, myślisz, wczoraj nie istnieje?

M: Zastanów się; ono istnieje tylko w naszych głowach, to taki niebyt. Coś, czego nie ma.

C: Ale wiesz, jak wyglądało wczoraj, pamiętasz wiele zdarzeń z wczoraj, a o niebycie możesz tylko powiedzieć, że go nie ma, a więc nie można go opisać.

M: Masz racje, ale, powiedz, do czego potrzebna ci jest pamięć o wczoraj?

C: Do...

M: To jest podobnie jak z przyszłością. Żyjesz w teraźniejszości, a wciąż zastanawiasz się, myślisz o tym, co zrobisz za chwilę. Myślisz, co zrobisz jutro. Wyjeżdżasz gdzieś za miesiąc, a twoje myśli już tam są, miesiąc przed tobą. A bywa, że kiedy już wyjedziesz, żyjesz świadomością powrotu. Żyj chwilą, która trwa. Życie ci minie, a ty wtedy stwierdzisz, że nigdy nie żyłeś.

C: Mądre to, co mówisz, bracie.

M: Tak więc przeszłości dla mnie nie ma.

C: Zakończy na tym dzisiejszą rozmowę. Jutro znów się spotkamy.

M: Odejdź w pokoju, bracie.

C: Do zobaczenia.











Kopie moich postów z onet.blog.pl (1)

25 lipca 2009

To pierwszy wpis na moim blogu. Jak się domyślacie, nic konkretnego w pierwszym wpisie nie będzie.

Może zacznę od tego: Jest to drugi blog w moim niedługim życiu - to, czy moje życie jest długie, to sprawa relatywna; mam 24 lata, dla mnie moje życie jest króciutkie.

Poprzedni blog palnął licho; może to i dobrze, bo mało był on warty. Tzn., w sumie, gdyby był on warty więcej, licho by go nie palnęło, bo prowadziłbym go dalej, i pisałbym tam nadal, ale że był lichy, licho go trzasnęło, choć podobno żyje.

Idźmy dalej: Na imię mam Przemek, mam 24 lata. Urodziłem się w styczniu... I chyba starczy! O sobie, oczywiście, starczy - póki co, przynajmniej.

A więc od dziś zaczynam ponownie. Po raz kolejny - drugi, co już wspomniałem - zmierzę się z blogiem. "Zmierzę się z blogiem"? Trochę dziwnie to brzmij. Ale nieważne. Niech brzmij, jak se chce!

Zapraszam wszystkich na swój blog.

czwartek, 16 grudnia 2010

Jeden mój blog do "odstrzału"

Tak sobie myślałem, myślałem, myślałem – i coś wymyśliłem. Zastanawiałem się nad tym, iż posiadanie dwóch takich samych blogów jest bez sensu. Ostatnio nawet poruszyłem ten temat, kiedy byłem u Kamila (tak a propos: to adres do blogu Kamila: http://diary-blackandwhite.blogspot.com/). Kolega śmiał się ze mnie, że prowadzę dwa takie same blogi. Bo, jakby nie było, to jest trochę śmieszne i… bezsensu, o czym wspomniałem na początku.

Tak więc: myślałem, myślałem i wymyśliłem, że jednego bloga trzeba po prostu zlikwidować. Oczywiście na „odstrzał” pójdzie mój blog na Onecie. Nie mam zbyt dużego wyboru, nie mam nad czym się zastanawiać: blogger jest lepszy – ma więcej opcji, jest ciekawszy.

Teraz muszę zrobić jedną rzecz. I lepiej to zrobić wcześniej, niż później. A rzecz muszę zrobić taką: usunąć bloga onetowskiego, a wcześniej wszystkie publikacje, które tam uczyniłem, skopiować do bloggera. Teraz pytanie: jak to zrobić? Tych publikacji tam jest naprawdę sporo. Czy zrobić to za jednym razem? Myślę – ale tak chyba mi się nie uda, nie da rady zrobić tego za jednym razem, tzn. w jednym poście, bo za duża byłaby to objętość.

Pomyślę jeszcze jak to zrobić, ale pewnie zrobię to w taki sposób, iż będę kopiował po parę wpisów onetowskich w jednym poście bloggerowym – i chyba jest to najlepszy pomysł. Tak więc decyzja podjęta – czas działać.

To ostatni mój wspólny wpis w dwóch blogach. Teraz będę dostępny tylko i wyłącznie pod adresem, który podaję na samym dole postu. Blog onetowski za jakiś czas zniknie DEFINITYWNIE!

Zapraszam wszystkich Moich Czytelników pod ten oto adres:

niedziela, 12 grudnia 2010

Niezwykła data - 12.12.2010

Dziś 12. grudnia rok 2010, czyli: 12.12.2010. Data ciekawa, zauważyliście? Powtarzają się w niej te same trzy cyfry. Trzy razy jeden, trzy razy dwa oraz dwa razy cyfra zero.

Dodałem wszystkie cyfry dzisiejszej daty i wyszła mi suma równa cyfrze 9. A, jak nie wszyscy wiemy, cyfra dziewięć to ciekawa cyfra. Dziewięć uważana jest za liczbę świętą, m.in. dlatego, że jest wynikiem mnożenia trzech przez trzy. Dziewięć jest także ostatnią cyfrą, co symbolizuje przełom. Po dziewiątce już nie ma cyfr, po dziewiątce jest liczba 10.

Wykonując mnożenia, a potem dodawania na cyfrze dziewięć wychodzą nam bardzo ciekawe wyniki. Oto one:

9 * 2 = 18 i 1 + 8 = 9
5 * 9 = 45 i 4 + 5 = 9
9 * 3 = 27 i 2 + 7 = 9
4 * 9 = 36 i 3 + 6 = 9
6 * 9 = 54 i 5 + 4 = 9
7 * 9 = 63 i 6 + 3 = 9

A oto co napisali o dziewiątce na stronie symbolika.net [źródło] (Pozwoliłem sobie skopiować cały akapit.)

W starożytnej Grecji 9 ma znaczenie rytualne. Demeter przez 9 dni wędruje po świecie w poszukiwaniu swojej córki Persefony. Dziewięć muz przychodzi na świat za sprawą Zeusa podczas dziewięciu miłosnych nocy. 9 symbolizuje owocne poszukiwania, ukoronowanie wysiłków, zakończenie procesu tworzenia. 9 to również wszechświat jako całość złożona z trzech części. Każdy ze światów : niebo, ziemia i piekło, jest przedstawiany za pomocą trójkąta lub cyfry 3. Według tradycji judeochrześcijańskiej istnieje 9 hierarchii anielskich, 9 sfer niebieskich, 9 kręgów piekielnych. Egipcjanie nazywali 9 Górą Słoneczną. Wyrażała ona dla nich przemiany, którym podlegała w trzech światach ( boskim, ziemskim i intelektualnym) trójca bóstw Ozyrys, Izyda i Horus, przedstawiająca Esencję, Substancję i Życie. 9 oznacza również zbawienie, dlatego w tradycji chrześcijańskiej Jezus, ukrzyżowany o trzeciej, zaczyna agonię o szóstej i umiera o dziewiątej. 9 jest ostatnią w szeregu cyfr. Jest więc końcem i zarazem ponownym początkiem, przeniesieniem zjawiska na nowy, szerszy plan. Związana jest z ideą ponownych narodzin, kiełkowania, jak i jednocześnie śmierci, zaniku. Przez dziewięć miesięcy trwa też okres ciąży.

Tak więc, jak widzimy, dziewiątka jest niezwykła. Dzisiejsza data także. Mój krótki wpis nie wyczerpuje tej niezwykłości, ale nie miałem takiego zamiaru. 12.12.2010. 

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Fałszywe Mikołajki

Dziś poniedziałek i Mikołajki. Szkoda, że zawsze gdy przypada podobne święto – ludzie tak mocno to przeżywają, wręcz z egzaltacją, media nawołują do pokoju i miłości, politycy są dla siebie dobrzy, a na co dzień większość kłamie, oszukuje i ma drugiego człowieka głęboko w tyle.

Dlaczego na co dzień nie jesteśmy dla siebie dobrzy? Czemu nie uśmiechamy się do siebie na ulicy? Tylko wtedy gdy święto – to wielki bum! A gdy święta nie ma – nikt i nic nie jest ważne, tylko my się liczymy. No, nie tylko my – jeszcze liczą się pieniądze. One ważniejsze są nie tylko od innych ludzi. Tak często z powodu pieniędzy człowiek psuje, a nawet niszczy samego siebie. To smutne, przykre, a bywa że tragiczne. 

czwartek, 2 grudnia 2010

Zajęcia z profesorem Mariuszem Jędrzejką w WSP

Pierwszy budzik zadzwonił o godzinie 5:00. Polifoniczny dźwięk, który wydawał, usłyszałem na tyle głośno, by się obudzić, choć jego źródło, telefon komórkowy marki Nokia, znajdował się w pokoju obok. Po około pół minucie wyciszyła go babcia. Postanowiłem, że skorzystam z okazji i jeszcze trochę poleżę w wygodnym łóżku pod ciepłą kołdrą. Tak też zrobiłem. Drugi budzik, znajdujący się już w moim pokoju, nastawiony miałem na czas budzenia na godzinę szóstą. Nie czekałem jednak aż zadzwoni, bo już o godzinie 5:30 byłem na nogach. Tak więc drugi budzik wyłączyłem, zanim zdążył nawet pomyśleć o tym, żeby zadzwonić. Pewnie nawet nie zdążył się obudzić.

Poranne, krótkie ćwiczenia, potem przygotowania, śniadanie i tak dalej. Nie będę wgłębiał się tutaj w szczegóły tych czynności, pominę to, przenosząc się do momentu mojego wyjścia z domu, który nastąpił około godziny 7-mej. Na przystanku znalazłem się jakieś 15-ście minut później, około 10-ciu minut czekałam na przyjazd busa, do którego, gdy już zajechał, wsiadłem, a potem, jakieś 15 kilometrów dalej, już na terenie miasta Łódź – opuściłem, by przesiąść się do tramwaj linii 8.

Normalnie, znaczy w warunkach pogodowych nieutrudniających tak mocno podróżowania, pojechałbym busem dalej, do jego przystanku krańcowego znajdującego się na ulicy Bazarowej w Łodzi, jednak nie zrobiłem tego, z obawy, że nie zdążę na czas dojechać do miejsca celu mej podróży – Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi znajdującej się na ulicy Żeromskiego 115.

Z doświadczenia, które zdobyłem trzy dni wcześniej, wiedziałem, że w obecne srogie, zimowe warunki pogodowe po mieście najwygodniej i najbezpieczniej poruszać się tramwajem, a ja wolałem nie ryzykować, nie chciałem się spóźnić, więc postawiłem przesiąść się z busa – i dodam, że była to decyzja dobra. Na miejscu – na terenie WSP – byłem już o godzinie 9-tej, czyli pół godziny przed czasem.

W środku uczelni spotkałem kilkoro znajomych, z którymi wymieniłem kilka serdecznych słów. Potem przeniosłem się pod aulę nr 3. To właśnie w niej o godzinie 9:30 miało dojść do spotkania, które poprowadzić miał prof. dr hab. Mariusz Jędrzejko. Spotkanie odbyło się planowo: najpierw wykład, potem warsztaty. Wszystko to pod tytułem „Dopalacze – nowy problem medyczny, prawny, społeczny, moralny – interpretacja pedagogiczna”.

Myślę, że frekwencja dopisała. Zająłem miejsce w jednym z pierwszych rzędów. Rozejrzałem się dookoła i zobaczyłem, że przybyłych jest wielu. Ich liczba wynosi około stu. Oprócz studentów na zajęciach pojawili się także pracownicy uczelni, w tym wykładowcy.

Profesor Mariusz Jędrzejko już na samym wejściu zrobił na mnie wrażenie osoby surowej i nieco arbitralnej. Na początku zajęć zaczął wydawać studentom nieznoszące sprzeciwu dyrektywy, by przesiadali się w krzesła stojące bardziej z przodu, a niektórych z nich nazywał nawet „gamoniami”. Osób spóźnionych na zajęcia nie wpuszczał. Wyprosił z sali nawet jednego z wykładowców Wyższej Szkoły Pedagogicznej, właśnie za to, że przybył na zajęcia 10 minut po ich rozpoczęciu. Już w czasie trwania wykładu dynamicznie chwycił i przestawił na bok kamerę, która Go nagrywała, a którą obsługiwał także pracownik WSP.

Lecz w dalszej części wykładu okazało się, że Profesor Jędrzejko to przede wszystkim dobry człowiek oraz pedagog posiadający twarde zasady. Pracując z osobami uzależnionymi, z narkomanami czy alkoholikami, pedagog terapeuta, powinien wytyczyć mocne granice, których przekraczać nie wolno. Jeśli chcemy pomóc tym osobą, a chcemy (!), czasem musimy być surowi. Osoba mocno uzależniona nie wie, co jest dobre a co złe. My musimy mu to pokazać, zaczynając od spraw podstawowych i fundamentalnych. Żeby budować osobowość i wartości potrzebna jest konsekwencja i dyscyplina. Osoby mocno uzależnione muszą jasno wiedzieć, jacy mają być i co robić. Muszą mieć ustalone sztywne granice, których nie mogą przekraczać – inaczej terapia nie przyniesie skutku.

Nim młodzież sięgnie po narkotyk, zanim wykona ten krok – należy ją uświadamić, czym to właściwie grozi. Przekonywać na różne sposoby, że nie warto nawet próbować. Bo, jak wiemy, to nie zabawa, a konsekwencje tego czynu mogą być ogromne – uzależnienie od narkotyków czy alkoholu to problem, który rzutuje na całe życie. Nigdy nie mamy pewności, że próbując raz narkotyku – nie wrócimy do niego. Nic nie daje gwarancji, że tego nie powtórzymy. Nie wiemy, co mamy zapisane w DNA, nie znamy naszego kodu genetycznego. A jak pokazują badania – od tych czynników także zależy podatność na uzależnienia.

Profesor podczas warsztatów uczył, jak najlepiej trafić do młodzieży, by ta nie sięgała po narkotyki i dopalacze. Co mamy mówić, w jaki sposób mówić, co pokazywać, by zniechęcić młodzież do tych substancji, a przede wszystkim, by ją uświadomić, czym grozi zażywanie. Prowadzący puszczał slajdy, na których były zdjęcia twarzy osób – najpierw przed stycznością z narkotykami i dopalaczami, kiedy były jeszcze zdrowe i ładne, potem np. po pół roku brania. Zmiany w rysach i wyglądzie były bardzo wielkie.

Profesor pokazał, jaka jest różnica między dopalaczami a zwykłymi narkotykami. Przede wszystkim skład. Weźmy zwykłe narkotyki: mamy amfetaminę, która pobudza organizm i podwyższa ciśnienie, i marihuanę, która wycisza i uspokaja, oraz powoduje spadek ciśnienia. Natomiast jeden dopalacz może mieć właściwości i amfetaminy – pobudzające organizm i podwyższające ciśnienie – i marihuany – wyciszające organizm i obniżające ciśnienie. Co się dzieje w organizmie osoby po zażyciu takiego dopalacza – łatwo sobie wyobrazić.

Profesor pięknie odwoływał się do Stwórcy. Mówił, że to Bóg stworzył nasze umysły, nasze mózgi i nikt nie powinien ich modyfikować sztucznymi substancjami. Pobudzenie po amfetaminie jest tylko chwilowe i, tak naprawdę, pozorne, a przede wszystkim sztuczne, bo już po kilku godzinach przychodzi stan, kiedy trzeba zapłacić za zażycie narkotyku. Jednak największą konsekwencją są nieodwracalne zmiany w naszych mózgach i organizmach. Nie mówiąc już o czymś, co zwane jest współuzależnieniem, kiedy cierpi nie tylko osoba uzależniona, ale także, a może głównie jej bliscy. Życie mamy jedno. Żyjemy tu i teraz. A więc przeżywajmy nasze życie jak najlepiej!

PS. Oto link do relacji (zdjęcia): http://www.wsp.lodz.pl/news-324.html

wtorek, 30 listopada 2010

Najlepsza motywacja, jaką widziałeś




Widzę ładną, dobrze ubraną dziewczynę. Trochę się znamy, to koleżanka z roku. Jest przerwa między zajęciami. Siedzimy niedaleko siebie na korytarzu. W pewnej chwili postanawiam zagadać do niej, chociaż robię to z lekkim oporem, bo widzę, że minę ma nie tęgą. Pytam, co u niej, jak samopoczucie, jak się czuje. Odpowiada, że bardzo źle. A czemu? – drążę temat. Nic mi w życiu nie wychodzi, wszystko co chwila się chrzani.


W dalszej części rozmowy dowiaduję się, że szef w tym miesiącu jej nie docenił. Otrzymała nieco niższą zapłatę niż w miesiącu ubiegłym. Pewnie na coś ci nie starczy – mówię. Ona na to, że na wszystko starczy i jeszcze zostanie, bo wypłatę ma wysoką nawet bez tych paru złotych, które obciął szef. Patrzę na nią i widzę jak na jej twarzy mieszają się ze sobą złość, smutek, gniew i pretensje do całego świata.


Postanawiam nie kontynuować dalej tej rozmowy. Przerywam konwersację, ponieważ widzę, że dziewczyna nie ma już na nią najmniejszej ochoty. Na odchodne mówię jeszcze: uśmiechnij się. I sam się uśmiecham. Nie mam ku temu powodów – pada z jej, normalnie pięknych, lecz dziś wykrzywionych od złości, ust odpowiedź.



Są ludzie, którym do szczęścia nie trzeba dużo. Budzą się rano i myślą: jakże jestem szczęśliwy, bo otworzyłem oczy. Patrzą przez okno i mówią: jaki piękny dzień, bo choć nie świeci słońce i ogólnie jest nieco pochmurno, to nie pada deszcz. Gdyby padał deszcz, powiedzieliby pewnie, że dzień jest piękny, bo – choć pada deszcz – w naszych sercach jest radość, a w duszach świeci słońce. Jest taki piękny cytat Kobo Abe (http://pl.wikipedia.org/wiki/K%C5%8Db%C5%8D_Abe); a oto on: "Tylko rozbitek, który uniknął śmierci na tonącym okręcie, może pojąć psychikę człowieka, który śmieje się wyłącznie dlatego, że może oddychać." Nie ukrywam, że w pewien sposób utożsamiam się z tymi słowami. Wiem, co to znaczy znajdować się na przysłowiowym tonącym okręcie. Dobrze znam uczucie, kiedy umiera nawet nadzieja.


Opozycją dla tych SZCZĘŚCIARZY są ludzie, którzy przepełnieni są defetyzmem. Widzą wszystko na czarno. Wciąż twierdzą, że coś im nie wychodzi, coś się nie udaje. Często nie biorą odpowiedzialności za swoje życie, lecz zrzucają tę odpowiedzialność na LOS i innych ludzi. Ci NIESZCZĘŚNICY często się załamują, przeżywają długo w sobie każde, nawet najmniejsze niepowodzenia. Nie potrafią spojrzeć na problem globalnie. Skupiają się na nim zbyt usilnie.


Lecz, co zauważyłem, tę grupę często tworzą ludzie, którzy wcale nie są biedni i nieszczęśliwi w potocznym znaczeniu tego słowa. Na początku tego tekstu podałem przykład takiego człowieka, dziewczyny, która załamała się po tym, gdy szef wypłacił jej trochę mniejsze wynagrodzenie. Dodam tylko, że ta dziewczyna cały dzień chodziła osowiała. Cały jej dzień był do chrzanu tylko dlatego, że dostała nieco mniejszą wypłatę. To był jedyny powód jej wielkiego smutku.


Polska Akademia NLP zamieściła na swoim profilu FB świetny film, którego bohaterem jest Nick Vuijcic, niepełnosprawny urodzony bez kończyn. Zamieszczam ten film nad niniejszym tekstem. Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, zachęcam Was do obejrzenia. Pesymiści będą pewnie w szoku, a optymiści jeszcze bardziej zaczną cieszyć się życiem, nabiorą jeszcze więcej motywacji, uniosą się na skrzydłach radości jeszcze wyżej – i o to chodzi!
O tym niezwykłym człowieku pisałem już w swoim artykule, który ukazał się w Gazecie Edukacyjnej (http://www.gazeta.edu.pl/Niezwykle_pasje_niepelnosprawnych-95_799-0.html). Oto fragment tego artykułu:

Innym bohaterem mojej opowieści o niepełnosprawnych pasjonatach jest Nick Vuijcic. Ten nie tylko gra w piłkę nożna, ale też serfuje, gra w golfa, jeździ na deskorolce. Ukończył studia z planowania finansowego i zarządzania nieruchomościami. Jest założycielem organizacji pomagającej niepełnosprawnym - Life Without Limbs. Organizuje też na całym świecie spotkania, podczas których opowiada ludziom o nadziei i zachęca osoby niepełnosprawne do aktywnego życia. Na spotkaniach motywuje ludzi, by korzystali z życia i czerpali z niego jak najwięcej. Podczas swoich podróży Nick odwiedził już 24 kraje. A ma dopiero 27 lat.


Przeczytałem o nim taka notatkę: „Nick urodził się w 1982 r. bez kończyn, ma jedynie małą stopę po lewej stronie ciała. Jego rodzice byli zdrowi, a jego rodzeństwo urodziło się pełnosprawne. Lekarze tłumaczyli - to bardzo rzadka wada rozwojowa nazwana fokomelią."
Mówi o sobie, że jest po prostu szczęśliwy. Pochodzi z rodziny protestanckiej, dlatego też podczas organizowanych przez siebie spotkań, często odwołuje się do Chrystusa. Mówi: „Bóg dał mi siłę, by przezwyciężać to, co inni nazwaliby niemożliwym. Zaszczepił we mnie też nieugaszoną pasję dzielenia się nadzieją i szczerą miłością, których doświadczyłem od miliona osób z całego świata."


Według Nicka owa tajemnicza moc, którą posiada, została mu podarowana od Boga chrześcijańskiego. Lecz dla każdego z nas darczyńcą może być ktoś zupełnie inny. Allach, Budda, Boska Inteligencja lub np. Ateista zawdzięczał będzie posiadanie tej mocy przede wszystkim sobie i swojej wierze oraz sile, które sam wypracował. Akurat ten aspekt może nas różnić. Ale każdy z nas ma w sobie taką moc - i to łączy wszystkich ludzi. Ale by ją odkryć - najpierw trzeba w nią uwierzyć.



Podsumowując powiem krótko: szczęście nie zależy tyle od czynników zewnętrznych, ile od nas samych, naszego nastawienia i podejścia sytuacji, które spotykają nas w życiu. Jedna osoba będzie nieszczęśliwa, bo szef wypłaci jej parę złotych mniej – inna osoba będzie szczęśliwa, mimo tego że urodzi się bez nóg i rąk. A tak swoją drogą: NLP – Nie Lubię Pesymistów.

niedziela, 28 listopada 2010

Umiem latać

To, że umiem latać - od dziś nie jest tajemnicą.
Wyjawiam to - a co tam! - niech się wszyscy dowiedzą.
Od teraz dewotki mnie straszyć będą gromnicą.
Jutro ci w kitlach z kaftanem po mnie przybędą.

Kilka mocnych zastrzyków dadzą - trza uśpić wariata.
Nogi przymocują na pasy - niech się tu tylko nie rusza.
Tak głośno krzyczał, tak wrzeszczał - niech se teraz polata.
Ciekawe, kto pierwszy uleci - ptak czy jego dusza?

To, że umiem latać, dla niektórych jest nierealne.
Jest dziwne lub niepojęte - niektórzy w to nie wierzą.
Nikt nigdy nie zapytał mnie, czy latanie jest fajne.
I jak dalej pytać nie będą - nigdy się nie dowiedzą.

I nie posiadam skrzydeł jak ptak czy jak anioł biały.
Ani śmigła jak helikopter, które by się kręciło.
Lecz z góry spoglądam na ludzi małych jak karły.
Co ulicami jak w labiryntach na oślep gdzieś idą.

Chmury to moje siostry, me przyjaciółki najdroższe.
Wiatr to mój brat - oddany, wierny - jest zawsze obok.
W tym towarzystwie czas płynie błogo -życie jest prostsze.
W dzień tańczę z powietrzem, nocą do snu tuli mnie obłok.

To, że umiem latać - to nie są cuda żadne ni czary.
Jeśli byś chciał lub chciała - niżej podaję ci przepis.
Do szczypty miłości daj garść siły, trzy tony wiary.
Wszystko wymieszaj dokładnie, wypij, potem odlecisz.