niedziela, 13 listopada 2011

Po Marszu wrze

Po piątkowym Marszu Niepodległości w Internecie, a dokładniej na portalu społecznościowym Facebook – wrze. Mam sporo znajomych – większość z nich znam tylko on-line – patriotów, a więc widzę reakcje głównie z jednej strony. Może to i dobrze. Wczoraj zobaczyłem niechybnie reakcję strony lewej, no i muszę powiedzieć szczerze, przyznać się bez bicia, że usunąłem lewicującą (nie chcę powiedzieć – lewą) znajomą z grona facebookowych znajomych. Nie znamy się osobiście, różnimy się znacznie w poglądach, zaprosiłem Ją przedwczoraj, wczoraj przyjęła zaproszenie, po czym usunąłem Ją. No – tak to właśnie było. Wcześniej, przed kasacją, wywiązała się między nami dyskusja. Tak, wiem, że zachowałem się niemęsko. Teraz „ciach”!

Ale po MN w Internecie wrze nadal, już trzeci dzień. We mnie też zawrzało, zagotowało się, a stało to się wczoraj, kiedy zobaczyłem w Internecie kilka filmików. Znów się wczułem, przez co źle się poczułem. Ale jak tu czuć się dobrze, kiedy widzi się bandę niemieckich zamaskowanych, uzbrojonych w pałki typów (typówki też tam jakieś były) biegających po polskich chodnikach w Dzień Święta Niepodległości?

Oni przyjechali bić faszystów. A faszystą jest każdy, kto świętuje niepodległość, kto gloryfikuje wolność, cieszy się z niezależności narodu. Może ta niezależność i wolność nie jest taka, jakiej byśmy sobie życzyli. Może Polska nie jest suwerennym krajem. Ale to inna sprawa. Dziś zajmować się nią nie mam zamiaru. Zresztą – nie dla mnie to zadanie. Są ludzie, którzy się na tym znają, a ja mogę co najwyżej słuchać tych mądrzejszych, i – ewentualnie – powtarzać to, co mówią (opierając się, oczywiście, na faktach), albo zamilknąć. Nie na zawsze – rzecz jasna.

W Internecie wrze dalej, a we mnie zawrzało jeszcze mocniej, gdy zobaczyłem – na kolejnym z rzędu filmiku – policjanta w cywilu, kopiącego po głowie człowieka. Nie ma co tu komentować. Wystarczy wejść na YT. Tam wszystko jest jak na dłoni. Teraz czas, teraz pora, by się odłączyć od tych przykrych zdarzeń. Niebawem noc, a przed snem trzeba mieć tylko te dobre, pozytywne myśli. 

Nocna Zmiana

Jeśli ktoś choć trochę interesuje się polityką, polecam film dokumentalny Jacka Kurskiego i Michała Balcerzeka – „Nocna zmiana”.  Mnie produkcja ta otworzyła nieco oczy. W filmie przedstawieni są z jednej strony ludzie, którzy chcieli ujawnienia wszystkich Tajnych Współpracowników komunistycznego systemu – natomiast w opozycji do nich stoją ci, którzy nie chcą, by te informacje trafiły do opinii publicznej. „Lustraci” nie chcieli rozliczać TW. Ich zamysł był taki, by osoby działające w systemie komunistycznym na publicznych stanowiskach, w Wolnej Polsce przestały pełnić funkcje publiczne. Jednak rząd Olszewskiego odwołano, a cała akcja się nie powiodła. Przeciw lustracji głosowali ludzie, którzy dziś mają się świetnie i dalej reprezentują nasz kraj. A nam wciąż się wmawia, że „Lustraci” to wielkie zło i ludzie zawistni. My – ogłupieni – wierzymy w to. 

Tylko to, co najlepsze

Spotykam na ulicy znajomą. Pytam się, co u niej. „Stara bieda” – odpowiada.  „Czemu?” – drążę przez chwilę temat. „Spytaj Tego na górze” – mówi dziewczyna. Porzucam tę rozmowę, bo wiem, że nie jest warta kontynuowania –nic z niej nie wyniknie, a ja sam wolę rozmawiać o tym co przyjemne (no, chyba że tematem jest polityka). I tylko myślę sobie: To dziwne, że ludzie nie potrafią wziąć odpowiedzialności za swoje życie.

Spotykam kolejną znajomą. Tym razem w busie. „Gdzie jedziesz?” – znów pytam. Ona odpowiada: „Do pracy. Niestety.” To zastanawiające. Jest tylu ludzi nie mających pracy. Mimo tego, że chcą pracować, nie potrafią znaleźć zatrudnienia. Oni oddaliby sporo, by móc pracować, zarabiać pieniądze, a tu ktoś narzeka, że musi.

Tego samego dnia, już wieczorem, spotykam znajomego. I znów zadaję pytanie: „Wracasz z pracy?”, a on odpowiada: „Tak, niestety.”. Hm, a ja czegoś nie rozumiem. Do pracy – niestety, z pracy – niestety. Tym razem pytam sam siebie: „Czy ludzie potrafią się z czegoś cieszyć?”

W życiu nie zawsze jest tak, jakbyśmy chcieli, ale czy to powód do tego, by na życie narzekać? Czy nie lepiej skupić się na tym, co mamy? Kiedy myślimy o zyskach – materialnych, psychicznych, duchowych – przyciągamy do siebie kolejne zyski. Natomiast gdy wciąż widzimy tylko to, co niedobre, negatywne – to także przyciągamy do siebie. Dobro przyciąga dobro, zło przyciąga zło. Dostatek przyciąga dostatek, bieda przyciąga biedę.

Od kilku lat potrafię się cieszyć z tego co mam. Spodziewam się od życia tylko tego, co najlepsze. I każdego dnia to dostaję, choć w różnych postaciach. A kiedy przychodzą gorsze chwile, pamiętam o tym, że są one jak chmury na niebie. Wreszcie przemijają, odchodzą, a słońce jest tam zawsze – nawet kiedy zasłaniają je chmury. 

poniedziałek, 7 listopada 2011

Bóg i Logika

W sobotę na wykładzie z Logiki poruszyliśmy przez chwilę sprawę paradoksów logicznych. Powiedziałem o moim ulubionym – jednym z niewielu, jaki znam. Oto on:
Zdanie na dole jest Prawdziwe
Zdanie na górze jest Fałszywe

Potem przypomniał mi się kolejny przykład. Usłyszałem go od pewnego młodzieńca, którego poznałem w busie. Brzmi on mniej więcej tak:
Pewien Warszawiak twierdzi, że żaden Warszawiak nigdy nie mówi prawdy.
Być może trochę ten przykład przeinaczyłem, ale sens jego jest chyba jasny.

Wreszcie przyszedł czas na mój ulubiony przykład. Czy jest to paradoks, czy nie – nie wiem, ale na pewno daje nam trochę do myślenia.
Jeśli Bóg jest wszechmocny i wszechmogący – to czy potrafi stworzyć taki kamień, którego On sam nie podniesie?
Oczywiście wszechmoc Boga pewnie nie mieści się w ramach logiki. Jednak dziś, kiedy biegałem, wpadła mi do głowy odpowiedź na to pytanie.
Uważam, że Bóg potrafi stworzyć taki kamień, ale kiedy by to zrobił – przestałby być wszechmocny i wszechmogący. Dlatego też nigdy tego nie uczyni. Bo niby po co?  
Może też być tak, że Bóg potrafi stworzyć taki kamień, ale też w każdej chwili potrafi go odczarować, by znów przybrał swoją wcześniejszą postać.

czwartek, 27 października 2011

Nie-Inteligent o Goethe i Nietzsche

Dziś wstawiam piękny cytat, na który trafiłem dosłownie przed chwilą, czytając książkę Anthony’ego Robbinsa, zatytułowaną – jakże motywująco! – „Obudź w sobie Olbrzyma”. Książkę tę czytam już trzeci lub czwarty raz w swoim życiu. Za każdym razem odkrywam w niej coś nowego, fascynującego – coś, czego wcześniej nie wiedziałem i nie widziałem wcześniej na jej stronicach. Być może to jeden z uroków tej publikacji. Kto to wie! OK., a teraz czas na cytat, którego autorem jest ponoć sam Johann Wolfgang Goethe:
 „Biorąc pod uwagę wszystkie akty tworzenia,
odkrywa się jedną elementarną prawdę:
gdy się czemuś prawdziwie poświęcamy,
wspiera nas Opatrzność”

Z Goethem skojarzyłem sobie teraz Nietzschego, o którym mowa była podczas wykładu, w którym uczestniczyłem dwa tygodnie temu. Pamiętam, że spytałem wtedy Pana Doktora, jak Fryderyk motywował to, że moralność chrześcijańska jest nie fajna – mówiąc delikatnie. I tak doszliśmy do wniosku, iż Nietzsche był szalony – jeszcze zanim zwariował! – mówiąc delikatnie. 

środa, 26 października 2011

Zrobiłem sobie przerwę

Zrobiłem sobie trochę dłuższą przerwę w blogowaniu. Od kilu dni nie napisałem tu nic nowego. Trzeba czasem odpocząć – tak myślę. Po to, by się zastanowić, pomyśleć. By zebrać siły. A potem znów zacząć działać.

Dziękuję za nowe komentarze!! 

czwartek, 20 października 2011

Drugie warsztaty UU - relacja.

Oto link do relacji z warsztatów Uprzedź Uprzedzenia: http://uprzedzuprzedzenia.blogspot.com/2011/10/nie-ma-ze-boli.html


<< Nie ma, że boli… Czas zakasać rękawy i brać się do dalszej pracy! Odkładanie „na jutro” odpada - dyskryminacja nie śpi. Żeby niepełnosprawność nie przeszkadzała dostrzec „człowieka w człowieku” - konieczny jest remanent i remont. Ekipa „Uprzedź uprzedzenia”, czyli dwudziestu młodych aktywistów i liderów z całej Polski już to wie. W zeszły weekend tzn. 15-16 października 2011 r. w Warszawie ekipa po raz kolejny się spotkała, aby wspólnymi siłami pchnąć sprawy do przodu i aby przyczynić się do zmiany postrzegania niepełnosprawności w wymiarze społecznym i prawnym. >>

czwartek, 13 października 2011

Otworzyć umysł zamknięty

Wydaję mi się, tak czuję, że mój umysł został ostatnimi czasy trochę przeze mnie zamknięty. Cóż, tak to czasem jest. Człowiek robi coś, myśli coś, przekonany, że jest to dobre – i tylko to jest dobre, a wszystko inne jest złe. Chyba przyszedł ten czas, bym się nieco otworzył, otworzył swój umysł i zaczął uważniej słuchać innych – tego, co mają do powiedzenia. Bo, jak głosi Desiderata, nawet głupiec ma swą opowieść i historię.

Ale żeby było jasne: nie uważam wszystkich, którzy myślą inaczej, niż ja, za głupców. Za głupców uważam tych, którzy nie myślą, a myślą, że myślą, nie słuchają innych, a chcieliby by wszyscy dookoła ich słuchali.

I głupota nie jest wrodzona. Ludzie, którzy rodzą się z niepełnosprawnością intelektualną, nie są głupi. Głupi są ci, którzy myślą, którym wydaje się, że wiedzą już wszystko. Głupi są ci, którzy zamknęli się na dalszy rozwój, którzy zabetonowali swoje umysły. Ja chcę być kiedyś choć trochę mądry, dlatego też – właśnie teraz, właśnie tu – otwieram swój umysł. 

czwartek, 6 października 2011

MISS ŚWIATA

Prawdziwy mężczyzna nie pójdzie do łóżka z kobietą, z którą nie ma o czym gadać. I niech będzie to nawet MISS ŚWIATA :)

Wieczorek D.S.M freestyle - cz.2


I znów mój free u Kamila :)

Ja, dziecko Boże

Jestem dzieckiem Bożym. Jako dziecko Boże, stworzone na obraz Boga i Jego podobieństwo – chcę się rozwijać, by stawać się coraz lepszym człowiekiem, coraz bardziej podobnym Bogu. Podobnym Bogu nie po to, by zająć Jego miejsce, lecz po to, by być Niego coraz bliżej. Zauważyłem jedną bardzo ważną rzecz, mianowicie: jeśli postępuję w sposób miły Bogu – a wiem i czuję, kiedy to robię – Bóg mnie za to wynagradza, a w moim życiu układa mi się pomyślnie. 

niedziela, 2 października 2011

Wierzę w te wartości

Co prawda nie przeczytałem jeszcze całego Pisma Świętego (jestem w trakcie lektury), ale kojarzę Jego niektóre fragmenty, szczególnie te z Nowego Testamentu, traktujące o wierze.

Pamiętam, że kiedy Jezus uzdrawiał, mówił, że to nie On, Jezus Chrystus, uzdrowił schorowanego, a mocna, silna wiara tejże osoby. Twierdził także Jezus, że silna wiara potrafi przenosić góry.

Dzieje nam się według naszej wiary – to prawidło stare niemal jak świat. Sprawdza się ono doskonale w naszym codziennym życiu. Nie wiem, czy Wy to także u siebie zauważyliście, ale ja, kiedy uwierzę w coś mocno, to to coś staje się dla mnie rzeczywistością.

A w co wierzę? Oto jest pytanie! Spróbuję, przynajmniej po części, na nie odpowiedzieć. Wymienię kilka najważniejszych WAROŚCI, w które wierzę.

Po pierwsze: Wierzę w Boga. Wierzę w to, że On istnieje. Od urodzenia, a właściwie to od chrztu – jestem Katolikiem. Nie twierdzę jednak, że ta doktryna religijna jest jedyną prawdziwą. Są ludzie – chrześcijanie, mówiący, że KRK to dzieło samego Szatana. Czytałem niektóre argumenty za tym przemawiające. To zastanawiające i zajmujące, chociażby dlatego, że – prawdopodobnie – największy na świecie, należący do Watykanu, teleskop nazywa się Lucifer-1. No, ale Lucyfer znaczy ponoć „niosący światło”, więc co w tym złego? Powiem szczerze, że sam nie wiem, co o tym myśleć. Jednak to nie jedyna tajemnicza sprawa związana z KRK. Ale, wracając do mej wiary – powtórzę: wierzę w Boga. W Boga, a nie w Kościół.

Chyba jakoś musieliśmy powstać. Nawet jeśli początkiem był Wielki Wybuch, to co było przed nim – nic? Jak nie było nic – to skąd Wielki Wybuch? A może – i w to wierzę – od zawsze istnieje Stwórca, który powołał nas do życia? Tym Stwórcą jest Bóg, który jest wszechmogący, wieczny i nieśmiertelny.

Wiem, że część postępowych inteligentów stwierdzi, żem naiwny, bo wierzę w takie bajki. Jak to niektórzy ateiści mówią: „nie wierzę w Boga, bo nie wierzę w krasnoludki”. No, OK., ale w coś i tak muszą wierzyć. Nie wierzą w nic tylko nihiliści, a ateista i nihilista to nie to samo.

To, że wierzą w człowieka – wiem. Tyle że dla większości z nich człowiek jest tylko przedłużeniem formy zwierzęcia. Raczej takie myślenie jest dla mnie śmieszne i to właśnie je schowałbym między bajki. A czy Wielki Wybuch nie ma w sobie cech bajecznych?

Mógłbym pisać o tym bardzo długo. Mógłbym mówić o swojej wierze w Boga bez końca. I nie jest prawdą to, co powiedział słynny ateista Andrzej Nowicki, że tam gdzie jest Bóg, nie ma miejsca dla człowieka. Właśnie tam, gdzie jest Bóg, tam człowiek i tam jego człowieczeństwo stają się pełniejsze. A tam, gdzie Boga nie ma, człowiek skłania się ku zezwierzęceniu.

Po drugie: Wierzę w siebie. Bóg stworzył mnie na swoje podobieństwo, dlatego też kocham siebie i szanuję, bo wiem, że jestem do Boga podobny. Bóg jest doskonały, a ja, jako człowiek, stworzony na Jego obraz – idę w stronę doskonałości. Dążę w stronę doskonałości, stając się z każdą chwilą coraz lepszy. Pracuję nad sobą, by się rozwijać, by czynić postęp. Potrzebna jest do tego mocna wiara w siebie. Potrzebna jest siła, którą mam – właśnie dzięki tej wierze.

O tym także mógłbym mówić i pisać bez końca. Być człowiekiem to rzecz piękna. Człowieczeństwo to rzecz wzniosła.

Po trzecie: Wierzę w to, że jestem nieśmiertelny. Że byłem tu i będę na zawsze. Że trwałem i trwać będę nadal, aż po ostatni dzień – jeśli w ogóle on kiedyś nastąpi. Wierzę także w świat i ludzi. Wierzę w miłość, dobro i piękno. Wierzę, że jeśli postępować będę w zgodzie z samym sobą i z tym, co we mnie najlepsze i najpiękniejsze – wszystko w moim życiu będzie układać się według moich pozytywnych myśli.

Na koniec powiem, że choć życie traktuję po części jako misję i chcę przeżyć je jak najlepiej tylko potrafię – wiem, że jest ono największą i najpiękniejszą przygodą, jaka mogła mi się przytrafić. No – w to też wierzę! Całym sobą! 

Antypis

Przyznaję się bez bicia do tego, że nienawidzę PiS-u i Kaczorów. Zarówno jednego – tego, który żyje, jak i drugiego – tego, który zginął tragicznie w wypadku samolotowym pod Smoleńskiem. Już wiecie, komu należałby się pomnik, gdyby zginęli tam obaj bracia? Tak, macie rację, dobrze myślicie – oczywiście, pomnik należałby się pilotowi. I może wtedy raz na zawsze byłby spokój. Polska stałaby się pięknym krajem. Pełnym miłości, radości i dobroci. Tak pięknie mogłoby być, gdyby nie ci Kaczyńscy, którzy zawsze i wszędzie wszystko psuli, a teraz robi to z podwójną siłą jeden z nich.

Jeszcze kilka lat temu właśnie tak myślałem. Oczywiście: zacząłem już tak myśleć długo przed tragedią w Smoleńsku. Chociaż pamiętam też dzień tragedii, jak pewnie większość z nas, i jeszcze wtedy, ogłupiony przez media, Kaczyńskich po prostu nienawidziłem.

Dzień po wypadku rozmawiałem przez telefon ze znajomą. Pamiętam, jak mówiła, że to straszne, co się stało, że nie może w to uwierzyć. Odpowiedziałem jej na to, że wypadki czasem chodzą po ludziach. Ona zastanawiała się, jak do tego mogło dojść, kto jest tutaj winny. Odpowiadałem dalej, że to nie jest takie ważne – ot, stało się i już. Po co to roztrząsać? – pytałem. Przecież to było wczoraj, to już przeszłość, trzeba iść dalej z duchem czasu, nie myśląc o tym, co było.

Dziś, gdy słyszę, jak ktoś obiera podobny tok rozumowania, jak ja wtedy, zaczyna coś się we mnie palić. Wchodzę czasem w dyskusję z tą osobą, choć wiem, że żadne argumenty i tak do niej nie trafią. Zdaję sobie sprawę, że tylko popsuję swoje nerwy, mocno je nadszarpnę jak struny od skrzypiec lub gitary, ale bywa często i tak, że, mimo wszystko, rozpoczynam tę bezużyteczną dyskusję.

Nie jestem fanem Kaczyńskiego. Ale tu nie o to chodzi. To nie jest tak, że jak ktoś w jakiejś sprawie opowiada się za tym panem, zaraz musi być PiS-owcem. Wielu ludzi dziś tak to wszystko widzi. Kaczyński zawsze nie ma racji, zawsze jest zły, a jeśli ktoś gdziekolwiek stanie w jego obronie, znaczy, że jest fanem PiS-u. Jest to według mnie płytkie myślenie. No, ale piszą o tym ludzie dużo mądrzejsi ode mnie. I tylko szkoda, że społeczeństwo nie chce ich czytać.

Społeczeństwo nie chce też za dużo myśleć. Woli mieć wszystko – gotowe – podane na tacy. Zamiast faktów, media serwują ich interpretacje, wskazując, co powinniśmy myśleć o danej sytuacji. Pokazują nam w TV, jakie jest prawidłowe myślenie, a wszystkich, co myślą inaczej, nieprawidłowo – nazywają oszołomami, wariatami, faszystami.

Ale to tylko jedna strona medalu. I tylko zdrowe ryby płyną pod prąd. To jest prawdą, tak samo jak to, że każda dzisiejsza wielka idea – kiedyś była bluźnierstwem. 

piątek, 30 września 2011

Czasem gubię się w słowach

Ach, założyłem blog na salon24.pl! Co to będzie, co to będzie? Niewiadomo. Jak mi się nie spodoba, to po prostu usunę – żaden problem chyba. Pod moją pierwszą wczorajszą notką pojawiły się już pierwsze komentarze. Wczoraj, czyniąc notkę po godzinie 22-giej, napisałem: dzień dobry!  No, i już ktoś spostrzegawczy to zauważył i spytał, czy piszę z emigracji, że jeszcze słońce u mnie świeci. Nie piszę z emigracji – po prostu piszę czasem bezmyślnie, ot co! Czasem gubię się w słowach – to prawda! 

poniedziałek, 26 września 2011

Krótko o KŚ

Nie mówię, że jestem zagorzałym zwolennikiem kary śmierci, ale retoryka jej przeciwników słabo do mnie trafia i według mnie mija się z prawdą. "Jakim prawem mamy decydować o czyimś życiu?" - pytają przeciwnicy KŚ. Nie, to nie my decydujemy o życiu zbrodniarza, na którym KŚ została wykonana. On sam o nim zdecydował, popełniając zbrodnie. Podnosząc na kogoś rękę, podniósł rękę na siebie
- mój status z FB

niedziela, 25 września 2011

Życzę Wam

Pozostawajcie wierni temu, co w Was najpiękniejsze. Bądźcie tacy, jacy chcecie być. Róbcie to, co uważacie za słuszne. Postępujcie w zgodzie z sobą. Życzę Wam udanej niedzieli. Radości, uśmiechu, miłości – i wszystkiego, co najlepsze i najpiękniejsze – tego Wam życzę!! Pozdrawiam!!

sobota, 24 września 2011

Lubię biegać

Mamy drugi dzień jesieni, a pogoda letnia. Jest naprawdę pięknie, świeci słońce, wiatru nie ma wcale, temperatura względnie wysoka. Zrobiłem już dzisiaj trochę kilometrów. Bieganie z każdym dniem, z każdą chwilą podoba mi się coraz bardziej. Jest to forma sportu, w której bardzo szybko widać efekty. Łatwo je także zmierzyć.

Po naszej sztafecie do Warszawy, którą odbyliśmy już prawie dwa tygodnie temu, wzrosła moja wiara w siebie. I choć od pewnego czasu zawsze mam ją wysoką, to skoczyła ona jeszcze do góry, wyżej po tej wspaniałej imprezie. Ten bieg był dla mnie kolejnym dowodem, że wszelkie nasze ograniczenia tworzone są w naszych umysłach, w naszych głowach. Człowiek został stworzony na podobieństwo Boga, a jeśli Bóg może wszystko, jeśli nie ma dla Niego rzeczy niemożliwych – to my, ludzie, możemy naprawdę bardzo dużo. Albo jeszcze więcej… 

piątek, 23 września 2011

Kiedy dopada nas smutek

Być może nie jest to za bardzo etyczny sposób na pokonywanie w sobie smutku i negatywnych myśli, ale kiedy dopadnie nas jakiś kłopot, problem (nowe wyzwanie!), które zacznie nas obezwładniać, podcinać nam skrzydła – pomyślmy o tych, którzy znajdują się w gorszej sytuacji niż nasza. Jest wielu ludzi, którzy oddaliby majątek, by być tacy jak my, żyć tak jak my – i mieć takie kłopoty, jakie my mamy. Tak więc kiedy tylko dopada nas smutek, zwątpienie, kiedy przytłaczają nas złe sprawy – głowa do góry, i pamiętajmy o tym. Pozdrawiam, miłego dnia!! 

czwartek, 22 września 2011

Na tolerancji się nie znam

Pisanie dla samego pisania. Pisanie, które nic nie wnosi do życia. To jak sztuka dla samej sztuki. Czyli tak naprawdę rzecz nieużyteczna. Cóż to jest za sztuka, kiedy ktoś włoży krucyfiks do miski, a potem odda na niego mocz? To kontrowersyjne – powie wielu ludzi. A sztuka musi być kontrowersyjna.

Czy sztuka musi być kontrowersyjna? Moim zdaniem nie musi. Według mnie sztuka powinna być przede wszystkim piękna. A może być piękna wtedy, kiedy jest prawdziwa. Lecz co to znaczy prawdziwa?

Dobra, wystarczy na dziś filozofowania. Filozof ze mnie żaden, znawcą sztuki też nie jestem. No, ale skoro niechybnie poruszyłem ten temat, to jeszcze przez chwilę się na nim  zatrzymam.

Na pewno kojarzą Państwo tego Pana w długich włosach, co na nazwisko ma jak ptak. Bardzo ładnie ten Pan śpiewa. Nie jestem znawcą muzyki, specjalistą wokalu, ale według mnie piosenkę Czesława Niemena wykonał bardzo dobrze. Mnie się podobało.

Pierwszy raz pokazała mi tego Pana moja znajoma, włączając w Internecie film z jego udziałem. Następnie spytała się, co o nim sądzę. Powiedziałem, że śpiewa bardzo ładnie, że podoba mi się jego wokal. Ale znajoma drążyła dalej, chcąc wiedzieć, co poza tym o nim sądzę. Co mogę sądzić? Przecież go nie znam. Ale co sądzisz o jego wyglądzie? – pytała mnie dalej. Odpowiedziałem, że wygląda trochę jak kobieta. No, i wtedy okazało się, że jestem nietolerancyjny.

Przyznaję bez bicia, że nie znam się zbytnio na tolerancji. Ale nie jestem też typem człowieka, który może kogoś nie tolerować za wygląd. Sam wyglądam nieco specyficznie i oryginalnie – inaczej niż reszta społeczeństwa. I być może poczułbym się lekko zmieszany, gdyby ktoś spytany o mój wygląd, powiedziałby: wygląda jak niepełnosprawny, bo nie ma rąk. Tak, to prawda. Ale zapewniam, że moje zmieszanie byłoby chwilowe – to po pierwsze. Po drugie: czemu miałbym oceniać tego piosenkarza za wygląd? Jeśli ma długie włosy, bo tak lubi, to OK., jego sprawa.

Mamy tu jeszcze kolejną sprawę, mianowicie, o czym mówił sam piosenkarz: ludzi powinno oceniać się nie po wyglądzie, a po osobowości, cechach charakteru. Zgadzam się z tym jak najbardziej, a więc proszę, byśmy tak oceniali tego Pana. Czemu wszyscy wkoło przykładają taką wagę do jego wyglądu? Zauważyliście, że cały czas większość z nas patrzy na niego głównie przez pryzmat wyglądu? Czy gdyby ten Pan wyglądał tak jak większość z nas, czyli – muszę to tak nazwać, przepraszam – normalnie, to czy byłoby o nim tak głośno, czy budziłby takie kontrowersje?

To jest temat dłuższy niż rzeka Wisła. Ale na koniec powiem jeszcze jedno: jeśli wygląd nie jest aż taki ważny, czemu przykładamy do niego tak wielką rangę w przypadku tego Pana? Jeśli ktoś chce być wyjątkowy, niech epatuje to przede wszystkim swoją osobowością. Zaznaczam, że jest to moje zdanie, a ja nie zawsze mam rację.  

środa, 21 września 2011

Też to lubię!

Na facebooku powstała nowa grupa filozoficzna, poruszająca tematy egzystencjalne, o nazwie Czy życie bez sexu miałoby sens? Seks pisany przez „x” – nic mi się nie pomyliło. Przez chwilę nawet zastanawiałem się, czy nie spytać o dołączenie do tej grupy, bo seks lubię – ten pisany przez „x” także – jak mało co. Ale zanim to zrobiłem, wszedłem na profil grupy, by zobaczyć, co tam się dzieje. Tak, z czystej ciekawości tam zajrzałem.

I co tam widzę? A tam piszą jacyś panowie w wąsach, że życie bez seksu to śmierć. Niby można się pośmiać, ale czytam dalej. Ktoś pisze, że życie bez seksu absolutnie nie miałoby sensu. Pod spodem pojawiają się coraz to nowe wpisy, które wyglądają podobnie.

Ktoś znowu pisze, że bez seksu nie byłoby życia, a przynajmniej tego bardziej rozwiniętego. W sumie gdyby nie było seksu, tego klasycznego między kobietą a mężczyzną – nie byłoby życia w ogóle. Oni odkryli Amerykę, proszę Państwa!

Wszystko byłoby OK. W sumie i tak wszystko jest OK., ale czemu ci ludzie tak się tam wczuwają. Zamiast wziąć się i zacząć seks uprawiać, piszą o tym, jaki on wyjątkowy. Ciekawe, ilu wśród nich prawiczków, wychwalających seks pod niebiosa?

Też jestem wielkim, ale to wielkim sympatykiem seksu, ale jaki cel mają te grupy? Ja zamiast o seksie gadać, wolę go uprawiać. W moim życiu skończył się etap, w którym byłem gawędziarzem o sprawach seksualnych. A na tej stronie udzielają się typowi gawędziarze. No cóż – to ich sprawa, niech sobie robią co chcą. Ale chyba im się nudzi – to moje zdanie.


Ludzie coraz mniej interesują się sprawami społecznymi. Takie wyciągam wnioski, gdy z nimi rozmawiam. Kiedy poruszam temat polityki – zaraz go ucinają. Podobnie jest, gdy zaczynam mówić o wierze, Bogu itp. Ludzie mówią mi wtedy, że o tych tematach się nie dyskutuje. To o czym? – pytam sam siebie.

Całe życie rozmawiać o pogodnie? Albo o problemach? O tym, jakie życie jest ciężkie? A kiedy porusza się tematy, które są ważne, mówić, że o tym się nie rozmawia, bo nie wypada?

Nie wypada rozmawiać o Bogu i o tym, co dobre, ale jak najbardziej wypada rozmawiać o smutku, biedzie i o nieszczęściach. Nie wypada rozmawiać o polityce, o tym, kto bardziej nadaje się według nas do rządzenia, a kto mniej – ale narzekać na ciężkie życie wypada, jak najbardziej.

Według mnie to dziwne, ale cóż. Ludzie tak żyją, ludzie tak myślą, większość ludzi właśnie tak patrzy na świat. Patrzy tak na świat, który wcześniej pokazuje im TV w przeróżnych programach i serialach, które pławią się w zakłamywaniu rzeczywistości. Ale ludzie i tak im wierzą. Dawno temu przestali wierzyć w Boga, ale wierzą mediom.

Ostatnimi czasy coraz modniejszy staje się ateizm. Guru twierdzą, że uświadomienie sobie, że Boga nie ma, oznacza wyzwolenie dla człowieka. Jeden z ateistycznych profesorów powiedział nawet, że tam gdzie jest Bóg – nie ma miejsca dla człowieka. Iście ograniczone myślenie. Zastanawia mnie to, że tacy ludzie stają się profesorami.

Jeśli ktoś nie wierzy w Boga – niech nie wierzy. I ja chętnie mogę porozmawiać z taką osobą, nie jest do dla mnie żaden problem. I być może nie będę lepszy w pojedynku na argumenty, bo jego będą trafniejsze i bardziej sensowne. Ale już trudniej mi zrozumieć osobę, która czuje się dyskryminowana z powodu tego, że jest ateistą. Nie rozumiem tego – kto go dyskryminuje? Prezydent, który mówi, że nasza cywilizacja to cywilizacja chrześcijańska? Czy ateiście przeszkadzają takie wypowiedzi? Albo to, że w sali szpitalnej wisi krzyż – czy to obraża ateistę? Naprawdę, wydaje mi się to śmieszne. To może w tych salach zdejmiemy krzyże, bo godzi to w ateistów, ale w teatrach zakażemy klaskania, bo ja czuję się przez to dyskryminowany – przecież klaskać nie mogę. Być może moje myślenie jest absurdalne, ale myślenie ateistów też takie mi się wydaje.


A na koniec świetny tekst z innego bloga:

Krocz swoją drogą, do wyznaczonego przez siebie celu. Niech twój cel będzie zgodny z wyznawanymi przez ciebie wartościami. Codziennie rano stawaj z myślą, że oto te chwile przybliżą cię do tego, kim chcesz się stać, do tego, co chcesz osiągnąć. Nie popadaj w marazm, nie poddawaj się złym myślom, nie wierz ludziom, którzy chcą dla ciebie źle. Nie słuchaj tych, którzy narzekają, trzymaj się tych, którzy są pełni wiary i ufności. Zrozum, że nie sam cel jest ważny, ale droga która do niego prowadzi. Radość z osiągniętego celu może trwać sekundy ale sam proces jego osiągania całe lata. To z tym procesem, tak na prawdę, przyjdzie ci żyć. Cel jest tylko środkiem, który ma pomóc stać ci się innym, lepszym człowiekiem. To twoja postawa, twoja wierność ideałom się liczy. Nie patrz na innych, bądź jak samotny okręt który przepływa oceany by dobić do swojego portu.