niedziela, 22 maja 2011

Byłem czerwony

Kiedy prawiczkiem być przestanę
Kiedy w szeregach z nimi stanę
Ciągle pytają mnie lewacy
Ten cały sojusz ludzi pracy
Ja już tam byłem – mówię na to
Tym socjalistom i ochlokratom
Też tak jak wy – byłem czerwony
Dziś jestem biały – bo jestem wolny

Wczoraj koniec świata

Miał być, ale nie było. To by było na tyle w tym temacie. Szykuję się do kościoła. Dziś mój chóralny debiut. Wam życzę miłego dnia! 

sobota, 21 maja 2011

Dziś koniec świata

Uczestniczyłem dziś rano – od godziny 10 do 12:15 – w próbie chóru kościelnego. Spodziewałem się, że będzie łatwo i przyjemnie. Przyjemnie było bardzo, ale łatwo już nie tak bardzo, jak się spodziewałem. Jutro o 9:00 rano będę śpiewał na mszy! Mam nadzieję, że przełoży Bóg wszechmogący dzisiejszy koniec świata. Bym mógł jutro na mszy zaśpiewać. Oczywiście, to na razie nie solo, a z chórem. A tak swoją drogą, muszę kiedyś napisać test o tym jak z ateisty stałem się kościelnym śpiewakiem. 

piątek, 20 maja 2011

Jutro koniec świata

Jak podaje dziennik.pl, amerykański badacz Biblii, Harold Camping, twierdzi, że jutro o godzinie 18-stej nastąpi koniec świata. Jeśli ma być to prawdą, trochę mnie to martwi. Przecież nie zdążyłem jeszcze zrobić wszystkiego co zrobić miałem. Mam dopiero 26 lat, a tu już koniec świata! Liczę na to, że badacz się pomylił i źle coś obliczył. Chcę jeszcze pożyć – ze sto lat przynajmniej!


czwartek, 19 maja 2011

Lew-Starowicz i Gretkowska

Przeczytałem dziś ciekawy wywiad z prof. Zbigniewem Lew-Starowiczem (mam nadzieję, że dobrze odmieniłem). Jak się okazało, co pokazuje wywiad, a Lew-Starowicz sam o tym mówi, daleko Mu do rozwiązłości seksualnej. Ciekawe, jak jest w tej dziedzinie z Manuelą Gretkowską?… - tak sobie myślę… a może przeczytać "Trans"? 

środa, 18 maja 2011

Próba przed uroczystością Sakramentu Bierzmowania

Miałem dziś próbę „do bierzmowania”. Ha, i fajnie było. Ksiądz spytał mnie, czy przeczytam fragment Pisma Świętego podczas uroczystości 3 czerwca. Oczywiście, zgodziłem się. Dostałem także propozycję śpiewania w chórze kościelnym. Brakuje w nim męskich głosów. Zostałem zaproszony na próbę, która odbędzie się w sobotę rano. Ja przecież nie umiem śpiewać! Jednak „szef” chóru, mimo tego, że słyszał moje śpiewy, twierdzi, że nie jest tak źle, a nawet jest nieźle. Chyba mają naprawdę mocne zapotrzebowanie na męski głos. 

wtorek, 17 maja 2011

Kościół ma swoje zasady

Wczoraj Kamil – mój dobry znajomy – powiedział, że nadawałbym się na księdza. No tak – odpowiedziałem – ale księży bez rąk nie ma i raczej nie będzie. Kamil doszedł do wniosku, że jednak powinni być. Może i powinni, a może nie powinni – ale to Kościół ustala tu zasady.

Pamiętam mądrą wypowiedź p. Joanny Najfeld. Na pytanie redaktora, czemu para homoseksualna, która nie ukrywa swojego związku, nie może należeć do wspólnoty Kościoła – odpowiedziała, że takie są zasady Kościoła. Kościół nie będzie naginał swoich praw, bo komuś się tak podoba. Podobnie rzecz się ma ze ślubami homoseksualnymi. I tu nie chodzi o tolerancję… Nikt nam nie zabrania wierzyć w Boga. Ale jeśli chcemy należeć do KRK – musimy spełniać jego normy i zasady. To proste jak drut!  

poniedziałek, 16 maja 2011

Przeszłości i przyszłości nie ma (Jak moje krasnoludki!)

To, co było, to przeszłość. Przeszłości więc nie ma, a była. Jeśli czegoś nie ma – to-to nie istnieje. Przeszłości nie ma, ona nie istnieje.

Przyszłość będzie. To, co będzie, to będzie. To, co będzie – będzie – tego nie ma. Jeśli czegoś nie ma – to-to nie istnieje. Przyszłości nie ma, ona nie istnieje.

Nie może coś być, jeśli tego nie ma. Przeszłości i przyszłości nie ma. Jedna była, druga będzie – ale ich nie ma.

Ktoś powie, że nie ma ich teraz, w tej chwili, ale jedna istniała, a druga istnieć będzie. Ale gdy przeszłość istniała – to nie była ona przeszłością. Kiedy przeszłość istniała – była teraźniejszością. Czyli przeszłości nie ma i nigdy nie było.

Podobnie rzecz ma się z przyszłością. Nie ma i nie będzie jej nigdy, bo gdy będzie – to nie będzie ona przyszłością, a teraźniejszością. Istnieje tylko teraźniejszość, TU i TERAZ.

Kiedy będę marzył – nie mów mi, że jestem szalony. Kiedy będę myślał o Bogu – także mi tak nie mów. Nawet kiedy będę wyobrażał sobie krasnoludki – nie mów mi, żem głupi. Ty, myśląc o przeszłości, myślisz o czymś, czego nie ma, co nie istnieje. Jak moje krasnoludki!

Mam opinię szaleńca i przywilej bycia szczerym 

Strach przed cierpieniem

Słyszę Nergala, który mówi w TV mądre rzeczy o tym, że człowiek znajdujący się w ekstremalnej sytuacji potrafi wykrzesać z siebie mnóstwo sił, o których istnieniu wcześniej nawet nie wiedział. Coelho pisał, że strach przed cierpieniem jest straszniejszy od samego cierpienia. To prawda – wiedzą o tym ludzie, którzy znaleźli się kiedykolwiek w kryzysowej sytuacji. Ludzie, których doświadczył los (jeśli można to tak nazwać), a ich światy przewróciły się do góry nogami. Nie przesadzam, choć niektórzy pewnie tak myślą. Wiem co to znaczy świat do góry nogami. Wiem, bo – powiem to śmiało – byłem w piekle. Ale tam, na szczęście, nie jest się na wieczność. Po jakimś czasie znów wróciłem do świata żywych. A strach przed cierpieniem faktycznie jest straszniejszy od cierpienia…  

Uratowała go ulica...

Dziś kiedy jechałem autobusem linii 78. – wsiadło do niego dwóch młodych panów. Byli oni w stanie nietrzeźwym. Gdy przemieszczałem się między siedzeniami, nadepnąłem na torbę, której właścicielem był jeden z tych dwóch. „Przepraszam” – powiedziałem. „Nic się nie stało” – odpowiedział pan, a raczej chłopak z podbitym okiem i kolczykiem w uchu. Potem rzekł: „Ja też miałem mieć amputowaną nogę, ale uratowała mnie ulica”. 

DSM-Libertarianin nie jest Libertynem

Blogowanie jest fajne. Nawet wtedy, kiedy teksty pisane na bloga, fajne nie są. No cóż: nie zawsze ma się polot, który zawsze chciałoby się mieć. Tak to jest. Z blogowaniem, pisaniem i z polotem. Tak też jest z lekkością pióra. Miałbym lekkie pióro, gdyby nie ten atrament w środku, który ciąży niesłychanie. Lekkie pióro fajnie mieć, każdy by chciał, ale z tym chyba trzeba się urodzić. Chociaż niektórzy twierdzą, że lekkości pióra można się nauczyć, można je wyćwiczyć. I chyba właśnie w to będę wierzył, tego będę się trzymał, a może kiedyś po wielu treningach lekkość pióra także do mnie przyjdzie. Pożyjemy – mnóstwo kartek zapiszemy – zobaczymy.

Blogowanie jest fajne – będę trzymał się tematu i tego zdania. Będę blogował, pisał teksty, tworzył posty – nawet wtedy, kiedy fajne one nie będą. Trudno – jeśli takie nie są. I tak będę pisał. Powiecie, że to wypociny. A niech będę i wypociny. Nawet mogą być to, według Was – wymiociny. Niech będzie i tak.

Nie mając nic konkretnego do powiedzenia, także będę mówił. Nie mając nic wartościowego do napisania – pisał będę. A co tam! To jak pisanie dla pisania czy mówienie dla mówienia. Niech i tak będzie. Choć nie mając nic sensownego do przekazania, powinienem być cicho. Ale pójdę w tendencję dzisiejszego show-biznesu. Wszyscy mówią, wszyscy tańczą, wszyscy śpiewają – wszyscy znają się na wszystkim, choć na niczym się nie znają. Zupełnie jak ja!

Każdy chciałby być Alfą i Omegą (może nie każdy, nie mówię za wszystkich). Wiedzieć na każdy temat niemalże wszystko. Mieć polot. Piękny i otwarty umysł. Ale raczej nikt Alfą i Omegą nie będzie. Z tego co wiem, nie ma takiej możliwości. Jak to się zwykło mówić, może nieco kolokwialnie: nawet nie ma takiej opcji.

Tak jak nie ma ideałów. Nigdy też nie zdobędzie się (znaczy zaliczy…) wszystkich kobiet. Ale czemu by  nie próbować?! – jak mówił, trochę innymi słowy, JKM.

A propos JKM-a i wolności. Ostatnio coś pisałem o libertynizmie i libertarianizmie. Zaznaczam, że są to dwa różne pojęcia. Podkreślam, że bliżej mi do libertarianizmu. Teraz nie będę wyjaśnił, co jest czym. Ale libertynem nie jestem już długo. Kiedyś może trochę, ale tak troszeczkę byłem. Dziś bliżej mi do konserwatyzmu niż do lewicy, więc libertynizm, którym kiedyś zdarzało mi się szczycić (ale taki delikatny libertynizm…) – zakopałem. Dziś się nim brzydzę. I brzydziłem się zawsze. 

niedziela, 15 maja 2011

Lubię deszczowe dni

Dzień powoli się kończy. Siadam przed komputerem i postanawiam coś napisać. Powiem szczerze, z ręką na sercu, że nie mam pomysłu co to będzie. Zastosowałbym Twórcze Pisanie, którego uczyła mnie Danuta Dowjat, ale nie umiem, więc tego nie zrobię. No, może gdybym siedział teraz przed realistyczną kartką papieru, najlepiej koloru zielonego, i trzymał długopis, Twórcze Pisanie przyszłoby samo, Twórcze Pisanie byłoby możliwe, a tak to nie jest. Ach, czuję, że przesadzam, a to, co piszę, wydaję mi się być jakoś dziwnie pesymistyczne. Może to przez tę pogodę? Pytam siebie…

Dobra, czas wnieść trochę uśmiechu w ten tekst. Powiedziałbym: wnieść trochę słońca, jego promieni, ale jest już ciemno, więc słońce dawno temu poszło spać. A Ziemia jest płaska! Nie wierzycie? Przecież my, jako zwykli ludzie, nie mamy żadnych osobistych dowodów, że tak nie jest(chyba jednak mamy…). No bo skąd niby mamy to wiedzieć? Wiemy o tym tylko z TV i gazet, a przecież one tak często mijają się z prawdą. Słyszeliście o czymś takim, jak Towarzystwo Płaskiej Ziemi? Dobra, starczy! Dobrze, że: mam opinię wariata i przywilej bycia szczerym.

Oczywiście: Ziemia jest okrągła, a jakżeby inaczej! Okrągła jak piłka, którą kopię kopę lat, choć ostatnio bardzo rzadko. A może okrągła jak piłka, z której wyszło całe powietrze po tym, jak nadziała się na gwoździa. A może okrągła jak piłka, którą Donald Tusk strzelił (sobie?) gola.

Deszczowy dzień dobiega końca. Siedziałem dziś w domu, nie ruszałem się dalej niż do furtki na moim podwórku. Głównie właśnie przez pogodę. Przez nią także dzisiaj wszyscy tacy smutni. Wszyscy? Przesadziłem. To jak zdanie mainstreamowych głów o tym, że wszyscy Polacy mają już dość Smoleńska. Ja – Polak z krwi i kości – nie mam dość Smoleńska, bo – nie oglądając TV – Smoleńskiem nie żyję. A ci, którzy mają dość Smoleńska, najwięcej o Smoleńsku mówią. To jakaś dziwna tendencja, nieprawdaż?

Tak tutaj jest. Nie mówi się o tym, co istotne. Nie mówi się o tym, co ważne. Robi się Igrzyska dla ludu, a lud, obruszony, potem krzyczy, woła, wyzywa, że Kaczor jest wszystkiemu winien. Niektóre jednostki ludu sądzą, że podwyższenie podatku to wina śp. L. Kaczyńskiego. Ja tam nie wiem. Nie znam się. A może to wszystko naprawdę Ich wina… Może to ja się mylę. Nie mam racji. A może to wszystko mi się śni? Jak kiedyś komuś śniło się, że jest motylem  i było to tak realistyczne, że gdy się obudził, nie był już pewien, czy on człowiek, czy motyl.

Człowiek – tak dumnie to brzmi. Nie rozumiem, czemu niektórzy wartość człowieczeństwa tak usilnie zaniżają, czemu twierdzą – tak mocno – że człowiek to tylko zwierzę… A nasza świadomość? Jak ją wytłumaczyć? Czym ona jest? Chcesz wiedzieć, Przemku, czym jest świadomość – to sprawdź jej definicję. Nie teraz – odpowiadam sam sobie. Nie mam czasu, bo piszę.

Deszczowe dni też bywają fajne. Czy już mówiłem o tym, że mam wszystkie numery tygodnika „Uważam Rze”? Jeśli nie mówiłem – to mówię to teraz. I dodam, że czytam to czasopismo, bardzo je cenię i szanuję. Dziś, w ten deszczowy dzień, miałem okazję przeczytać parę zaległych artykułów z „Uważam Rze”. Dlatego Uważam Rze deszczowe dni też są fajne! 

Deszczowo, a więc, Przemku, do roboty, i nowy Chada

Za oknem nadal deszczowo. No cóż: trudno. Na szczęście, póki co, siedzę w domu. Choć bardzo chciałbym wyjść pobiegać. Może później mi się uda. Zobaczymy. Czas i pogoda pokaże. A propos czasu: to już najwyższy, by wziąć się za przygotowania do egzaminu licencjackiego. Tak, tak, do roboty, Przemku! – mówię do siebie. I włączam Chadę – „Na tych osiedlach II”. 

Niedzielny poranny wpis

Oglądam wywiad ze Staruchem. Mądry chłopak – a przynajmniej takie sprawia wrażenie.

Uuu, a teraz spojrzałem za okno, a tam pada deszcz, jest mokro. Szkoda. Lubię deszcz, ale wtedy, gdy siedzę w domu. Dziś chciałem pójść do kościoła. Mam nadzieję, że nie będę musiał zmieniać planów. Popołudniu niebo się przetrze, a ja będę mógł wybrać się do kościoła.

A Wam – już tradycyjnie – życzę pięknego dnia. Dużo uśmiechu!! 

sobota, 14 maja 2011

Obudź się i Olbrzyma

Anthony Robbins – „Obudź w Sobie Olbrzyma”. Czytam tę książkę drugi lub trzeci raz. Wiem, że to mało. „Potęgę podświadomości” przeczytałem co najmniej razy pięć. Wiem, że to także niedużo. Zresztą: czy to dużo, czy mało – jest tu pojęciem względnym. I tak naprawdę nie jest to ważne i do niczego potrzebne. A już na pewno nie jest ważne w tej chwili.

Ważniejsze, według mnie, jest to, że książka ta warta jest przeczytania. Niektórzy twierdzą, że Tonny to mistrz motywacji. Mało tego: jest wielu takich, którzy uznają Tonny’ego za największego „motywatora” żyjącego w tej chwili na ziemi. Nie mówię, że tak nie jest, bo nie znam się na tym aż tak bardzo, ale jedno jest pewne: „Obudź w Sobie Olbrzyma” to książka, która potrafi zmotywować, a mnie zmotywowała bardzo silnie. Właśnie dlatego czytam ją po raz kolejny. Czytam i polecam! I jeszcze służę. Jeśli ktoś chce przeczytać tę publikację – niech da mi znać – prześlę e-book’a. 

Dwusetny post

Do domu wróciwszy, trochę „odpoczywszy”, biorę się za pracę. Albo: może lepiej dalej odpoczywać. Tak, to chyba lepszy pomysł. Nie biorę się więc za pracę, a biorę książkę i rozpoczynam czytanie. Czytanie-odpoczywanie.

PS Prezentacja udała się w miarę w miarę. Śmiali się ze mnie, więc było OK. A tak w ogóle to ja lubię, jak się ze mnie śmieją. Czuję, że to nie jest złośliwe – i to jest fajne. A może tylko czuję, tylko mi się wydaje… a jest zgoła inaczej. I jestem nie tylko śmieszy, ale też mało poważny.

PSPS Już chciałem wkleić tekst, gdy spostrzegłem, że to mój dwusetny post. 

Dzień rozpoczęty

Dzisiejszą pracę nad prezentacją uważam za zaczętą. Co prawda, przyspało mi się trochę. Ale zaraz wezmę się ostro za działanie i skończę na czas. Jeszcze szybkie śniadanko i startujemy. Ruszamy pełną parą. A Wam życzę udanego dnia! 

piątek, 13 maja 2011

Tak mówi DSM (LIBERTYN?)

Dzień Szczęścia M. jeszcze trwa, ale zaraz kładę się spać. Jeszcze chwilę, jeszcze moment. No, może jeszcze parę minut. Ale pracy nad prezentacją dziś nie kończę. Nie kończę, bo sporo tej pracy, a więc dziś już nie zdążę. Wolę się położyć, zasnąć, potem wyspać, wstać rano pełny sił i energii – tej pozytywnej – i wziąć się zaraz do pracy.

A pracy mam sporo. Niby prezentacja już zrobiona, już skończona, ale – jednak nie do końca. Dlatego nie skończona, bo niekompletna. A niekompletna dlatego, że zrobiłem biografię A. S. Neill’a, a mało co napisałem o pedagogice anty-autorytarnej (a może w tym zdaniu przecinek powinien być przed słowem „dlatego”?...). Jutro rano muszę wcześniej wstać i to nadrobić. Nie mam wyjścia. To znaczy wyjście w sumie mam. Mogę przecież nic nie robić. „Nic nie muszę” – jak głosił napis na koszulce pana z wielkim brzuchem i długą czarną brodą, który stał wczoraj na przystanku tramwajowym. Gdy tylko zobaczyłem tego pana, od razu pomyślałem o moim koledze, który też chciałby mieć taką koszulkę. Ba, nie tylko pomyślałem o tym koledze, ale nawet wyobraziłem sobie, że to on stoi. I zaraz zachciało mi się śmiać.

Nikt z nas nic nie musi – każdy wszystko może? Sam nie wiem, choć wczoraj, gdy wykonałem test polityczny, wyszło mi, że mój pogląd polityczny to libertarianizm. Przecież każdy z nas rodzi się wolny. Wolność to prawo naturalne – czyż nie? Pewnie, że tak – to mówię ja (libertyn?).

Dzień Szczęścia (M.)

Dzień Szczęścia M. (M., żeby było DSM) powoli dobiega końca. Spytałbym się, jak bardzo udany był on dla Was, ale wątpię, żeby ktoś odpowiedział. Wątpię dlatego, że ostatnio mało tu nowych komentarzy. Mało – to za delikatne słowa. Ostatnio na moim blogu komentarzy nie ma wcale. Czemu? – tego właśnie nie wiem. I jest to największa rzecz, która smuci mnie w dzisiejszym Dniu Szczęścia.

Wracając do Dnia Szczęścia (M.) powiem, że ten dzień, choć jeszcze się nie skończył (nie mów hop, zanim…), był, a raczej – żeby było wszystko prawidłowo – jest bardzo szczęśliwy. Ale nie jest on szczęśliwy dlatego że moja dzisiejsza prezentacja dziś się nie odbyła, a została przełożona na jutro. Nie, nie dlatego, bo bardzo chciałem dziś wystąpić. Więc powinienem uznać dzisiejszy dzień za pechowy – tak myślę. Ale nie uznam, bo nie byłoby to w moim stylu.

Dziś koleżanka spytała mnie, co jeśli ktoś ma za dużo optymizmu. Nie będę udawał, że nie wiem, czemu zadała mi to pytanie. Wtedy odpowiedziałem, że nie wiem. Nie chciałem wdawać się w dyskusję, bo było to na wykładzie, który teoretycznie traktował o czymś innym. Gdyby zdarzyło się to w zwykłej rozmowie – spytałbym – odpowiedzią na odpowiedź – co to znaczy: za dużo optymizmu?

No, ale na dziś skończę tak niedokończenie moje pisanie i wezmę się za poprawki w mojej prezentacji, żeby jutro wypaść dobrze. Wam życzę dobrej nocy! 

czwartek, 12 maja 2011

PARIAS - Dobosz

Jestem troszeczkę zmęczony po tym aktywnym dniu. Wróciłem niedawno do domu, włączyłem muzykę i słucham. Nie wiem, czy słyszeliście już płytę trzech warszawskich raperów – Eldo, Włodi i Pelson. Jeśli nie, wrzucam tu kawałek z tej płyty. Projekt Parias – „Dobosz”.



środa, 11 maja 2011

Kiedy jestem na cmentarzu

Byłem dziś na pogrzebie cioci. Nie mówiłem chyba tego jeszcze, ale lubię bywać na cmentarzach. Nie, broń Boże, nie dlatego, że mnie tam ciągnie. Nie ciągnie mnie także na tamten świat. Chcę żyć – i będę żył bardzo długo. Planuję przeżyć ze 125 lat. Ale cały ten czas w dobrej formie i kondycji.

A czemu lubię bywać na cmentarzu? Kiedy tam jestem – zawsze uświadamiam sobie, po co żyję. A po co żyję? Po to, żeby przeżyć swoje życie jak najlepiej, a kiedy za sto lat będą mnie chowali – ludzie, którzy przybędą na cmentarz, będą wspominać mnie jako dobrą osobę. No, i zostawię coś po sobie – choćby te teksty – a to też jest dla mnie bardzo ważne. 

wtorek, 10 maja 2011

Życie to przygoda













Życie wielką jest przygodą
Biorę plecak, ruszam w świat
Kiedyś wrócę – daję słowo
Jednak wolny niczym ptak
Spojrzę życiu prosto w oczy
Powiem: kocham cię, tak fest
Mimo nieprzespanych nocy
I przelanych tylu łez

Moje bierzmowanie – już niebawem

Wczoraj zdałem u księdza egzamin, tak więc już 3-ego czerwca przystąpię do sakramentu bierzmowania. Wiem, że trochę późno, biorąc pod uwagę, że mam już 26 lat. Czuję się nieco śmiesznie wśród 15-sto i 16-sto letniej młodzieży. Myślę, że do bierzmowania przystępują także w tym roku w naszej parafii jeszcze młodsze osoby, ale nie jestem pewny na sto procent, a tylko tak wnioskuję, obserwując uczestników. No cóż: zaspałem w swoim terminie – to teraz mam!

Ale mówiąc szczerze: cieszę się, że będę w tym roku bierzmowany. I ani trochę nie przeszkadza mi, że będę „dziadkiem” tej grupy. Trudno. Ale z drugiej strony też fajnie, bo trochę się odmłodzę. Tak mi się teraz przypomniało to, że, gdy miałem lat szesnaście, chciałem mieć dwadzieścia, a teraz mam dwadzieścia sześć i także chcę dwadzieścia!


poniedziałek, 9 maja 2011

Spadająca gwiazda

Dosłownie dziesięć minut temu – kiedy wracałem do domu – zobaczyłem na niebie spadającą gwiazdę. Oczywiście pomyślałem życzenie. Mam cichą nadzieję, że się spełni. To życzenie – to nie tylko życzenie. To także cel, do którego realizacji dążę. 

Jak rozmawiać?

Trudno się dyskutuje z kimś, kto twierdzi, że to za sprawką śp. Lecha Kaczyńskiego rząd Donalda Tuska podwyższył podatki. Ciężko prowadzić dyskusje z kimś, kto twierdzi, że nieżyjący prezydent naciskał na pilotów, chociaż nie ma żadnych dowodów jakoby tak było. Jak rozmawiać z kimś, kto mówi „jeba* Kaczkę, tę żywą i tę martwą”? A gdy bronisz honoru ludzi, którzy zginęli w tragedii Smoleńskiej oraz ich żyjących rodzin, zostajesz nazwany PiS-owczykiem, faszystą, oszołomem. Pytam – sam siebie i Was także, Czytelnicy – jak rozmawiać z tymi osobami? Ktoś powie, żeby zaprzestać dyskusji, bo nie warto. I właśnie czasem tak myślę. Skończyć rozmowę i już. Tym bardziej skończyć, że nie umiem – w przeciwieństwie do niektórych – jasno przedstawiać swoich argumentów. To nie jest łatwe, gdy do góry skacze ciśnienie. Ale jak też zaprzestać dyskusji, kiedy jest się świadkiem przejawów ogromniej ignorancji? Tu nie chodzi o to, czy to PiS, PO, SLD czy też PSL. Ta gra toczy się o nasz kraj i jego dobro.

Krótko po krótkiej przerwie

Wracam po przerwie. Trochę dłuższej niż przerwa w meczu piłki nożnej. A tak w ogóle to byłem tu cały czas, tyle tylko, że mało co pisałem. Znów wyjaśnienie: pisać, pisałem, a efekty tego powinniście zobaczyć już niedługo – a raczej mało tutaj publikowałem. No, ale każdemu potrzebne są przerwy.

W poprzednich postach, które są zapewne poniżej tego tekstu, jeśli macie otworzony mój blog jako całość – zamieściłem kilka zdjęć. Najpierw – i te zdjęcia są niżej – moje rysunki w szkicku, następnie – te zdjęcia są pod tym tekstem – fotki z projektu warsztatów „Uprzedź Uprzedzenia”. Warsztaty te, o czym już wspomniałem nie jeden raz, odbyły się w Warszawie w dniach 8-ego i 9-ego kwietnia. Więcej na temat warsztatów dowiecie się niebawem. To by było na tyle. Tak krótko – po przerwie. 

Zdjęcia z warsztatów projektu "Uprzedź Uprzedzenia"



























Oto zdjęcia z warsztatów projektu "Uprzedź Uprzedzenia". Spotkanie odbyło się 8. i 9. kwietnia 2011 roku w Warszawie. 

piątek, 6 maja 2011

Fragment książki... "Rozmowy z Bogiem"

Słuchaj Mnie na każdym kroku. Ilekroć zechcesz Mnie zapytać, wiedz, że Ja już odpowiedziałem. Otwórz szeroko oczy i spójrz na świat. Mą odpowiedź znajdziesz w artykule już wydrukowanym. Kazaniu już ułożonym, które niebawem zostanie wygłoszone. W filmie właśnie powstającym. W piosence skomponowanej wczoraj. W słowach, które wypowie Twoja ukochana. W sercu nowego przyjaciela, jakiego pozyskasz.

Moją Prawdę obwieszcza szept wiatru, paplanina potoku, grzmot pioruna, stukot deszczu. To ziemia, którą czujesz pod stopami, przyciąganie księżyca, zapach lilii, ciepło słoneczne. Moja Prawda – niezawodna dla ciebie pomoc w potrzebie – jest tak przejmująca jak nocne niebo i tak naiwnie ufna jak gaworzenie dziecięcia. Jest tak głośna jak dudniące bicie serca – i tak cicha jak oddech więzty w jedności ze Mną.

Nie zostawię ciebie, nie mogę, gdyż jesteś Moim tworem, Moim dziełem, Moją córką i Moim synem, Moim celem i Moim… Ja. Przywołaj Mnie więc, ilekroć i gdziekolwiek utracisz spokój, który jest Mną. Będę jak zawsze. Z Prawdą. Miłością. Światłością.

Ostatnie słowa Boga w I księdze:  „Rozmowy z Bogiem” – Neale Donald Walsch 

niedziela, 1 maja 2011

Moje Wyznanie Wiary

Wierzę w Siebie, choć tyle razy zdarzało mi się w Siebie wątpić.
Wierzę w Świat i Ludzi, i w to, że nikt nie rodzi się zły z natury.
Wierzę w Boga, choć dzisiejsza nauka zaprzecza Jego istnieniu.
Wierzę w lepsze Jutro, choć żyję tu i teraz – i cieszę się dniem dzisiejszym.
Wierzę w Rozwój i Postęp, ale idące w parze z Tradycyjnymi Wartościami.
Wierzę w Dobro, Szacunek i Miłość, jako DSM.
Wierzę w Radość i Szczerość, wierzę w Pokój.
Wierzę w Prawdę, choć wielu myślicieli twierdzi, że Jej nie ma.
Wierzę w Człowieka, że jest On czymś dużo więcej, niż tylko ewolucją małpy.
Wierzę Mądrość i Inteligencję, nie wierzę w ignorancję.
Wierzę w Prawość, i w to, że nawet jeśli czasem skręci się w złą drogę, można to wyprostować i powrócić na dobre tory.
Wierzę w to, że dla chcącego nic trudnego, i że nie ma rzeczy niemożliwych.
Wierzę, że jeśli czegoś bardzo się chce, to nie ma takiej siły, która mogłaby nas powstrzymać.
Wierzę w to, że wiara czyni Cuda, a Cudem jest wszystko co nas otacza i to co jest w nas.
Wierzę, że każdy problem to wyzwanie, a każdą przeszkodę można pokonać.
Wierzę w Wolność, jako naturalne prawo każdego człowieka.
Wierzę w Siebie – jeszcze raz – i postanawiam, że nie będę już w Siebie wątpił.
  

piątek, 29 kwietnia 2011

Chcę zostawić po sobie ślad



Chciałbym zostawić po sobie na Ziemi ślad, dzięki któremu stanę się nieśmiertelny. Mówi się, że prawdziwy mężczyzna powinien zbudować dom, spłodzić syna i posadzić drzewo. Domu nie zbudowałem, choć mam swój – nieduży, ale czuję się w nim bezpiecznie i przyjemnie. Syna nie spłodziłem, choć jednego przez pewien okres prawie miałem. Drzewa również nie posadziłem, ale przy dróżce prowadzącej do mojego domku rośnie takie jedno, do którego się przywiązałem. Pamiętam je – kiedy byłem mały, a ono jeszcze mniejsze było ode mnie. Dziś jestem trochę większy, niż byłem wtedy, a ono ode mnie jest wyższe… ze trzy razy takie jak ja.

Domu, syna i drzewa – póki co – nie zostawię po sobie. Póki co – i tu kładę emfazę, bo nie wiem, co będzie za kilka lat. Chociaż ponoć każdy prawdziwy mężczyzna również powinien znać swoje przeznaczenie. Z tym przeznaczeniem jest u mnie trochę lepiej, niż z domem, synem i drzewem. Dokładnie co będzie za parę lat, nie wiem, bo wróżką nie jestem, choć czasem zdarza mi się czarować. Wiem za to, czuję to, że będzie dobrze, bo już teraz widzę, że wszystko podąża w dobrym kierunku, idzie w dobrą stronę, a ja, jako szef swojego życia, kieruję tym tak, by spełnić swoje marzenia. Wierzę także, że każdą swoją myślą, każdym słowem i czynem buduję swoją przyszłość, swoje przeznaczenie, a więc będę myślał, mówił i działał z rozmysłem, uważnie, by moja przyszłość była piękna i bogata. Ale wróćmy do meritum, choć to, co napisałem przed chwilą ma swoje mocne powiązania z tym, że chcę na Ziemi pozostawić po sobie ślad.

Buduję swoje życie, swoje przeznaczenie. Jestem Twórcą swojej rzeczywistości. Chcę tworzyć ją w ten sposób, żeby zostawić po sobie ślad. Ślad na Ziemi, zanim odejdę stąd w Zaświaty. Jestem jeszcze taki młody, a już o tym myślę – zdziwią się pewnie niektórzy. Tak, a niby kiedy mam to zrobić!

Nie zrozumcie mnie źle. To nie jest tak, że ja żyję myślą o mojej śmierci. Broń Boże, chcę żyć – i mam nadzieję, że będę żył szczęśliwie jak najdłużej – wśród żywych. Nie jestem defetystą, pesymistą ani żadnym tam satanistą! Jestem szalonym optymistą, który kocha życie! A czemu już teraz, mając 26 lat, myślę o tym, by zostawić po sobie ślad?

Jeden z sensów mojego życia to tworzenie własnej historii. Chciałbym, aby ta historia była piękna. Zacząłem tworzyć swoją historię z momentem, kiedy przyszedłem na świat. Tworzyłem ją do dziś. Od dziś tworzyć będę ją do momentu mojej śmierci (tej fizycznej, bo moja dusza nadal będzie żyła, a zatem tworzyła – i robiła to, zanim się urodziłem – swoją historię). Jak napisałem wyżej: chciałbym, aby ta historia była piękna – wyjątkowa, niepowtarzalna. Chciałbym, aby była historią, która zostawi swój ślad, bo nie chcę po prostu iść do ziemi, chcę iść do ziemi jako ktoś.

Zwykłe życie nie ma dla mnie większego sensu. Jak już kiedyś powiedziałem: jeśli nie wiesz, po co żyjesz – to po co żyjesz! Żyć tylko po to, żeby żyć? Żyć bez celu? – to nie dla mnie. Jeśli komuś takie życie odpowiada, okej, jego sprawa – niech każdy żyje tak, jak chce. Człowiek z natury jest istotą wolną, więc powinien robić to, na co ma ochotę, byleby nie krzywdził przy tym innych.

Ja postanowiłem, że będę tworzył swą legendę. Jako Twórca i Kreator, jako Budowniczy. Jako ten, który stworzony został na podobieństwo Boga, czyli ten, który także posiada moc twórczą. Dlatego też od jakiegoś czasu żyję w sposób twórczy, kreatywny i budowniczy.

Postanowiłem przyjąć w tej budowie jakieś zasady. Takie, aby moja droga była przyjemniejsza i nabrała jeszcze większego sensu, zrobiłem to także po to, by nadać blasku mojej drodze. Jest taka medytacja, która polega na tym, by wyobrazić sobie swój pogrzeb. Trzeba poruszyć wyobraźnię, by zobaczyć podczas tego pogrzebu ludzi na nim obecnych. Potem przedstawić ich sobie w myślach, jak rozmawiają o zmarłym, czyli w tym wypadku o mnie lub o tobie. Spróbuj, to dobra medytacja. Pomyśl, co byś chciał, żeby mówili o tobie ludzie, jak chciałbyś być zapamiętany i od tej chwili żyj tak i postępuj w ten sposób, by ludzie już teraz tak o tobie myśleli.

Kolejną sprawą jest to, że lubię dzieci. Uwielbiam je. Jestem bardzo szczęśliwy, gdy raczą mnie uśmiechem i radością. Moja kolejna zasada to postępować tak, by dzieci czuły do mnie sympatię. Myślę, że ich nie da się oszukać. To nie dorośli, których patrzenie jest już zdeformowane. Sympatia dzieci to jest to! A tak poza tym: to właśnie w nich jest przyszłość świata.

Tak więc, po raz kolejny wracając do meritum, powiem, że, nim moje ciało zaśnie, a dusza je opuści, chciałbym zostawić po sobie na Ziemi ślad. Ślad, że tu byłem, że istniałem. Ślad w ludzkich sercach i umysłach. Ale także ślad materialny. Jednym z rodzajów materialnego śladu, który po mnie zostanie, będą moje zapiski, które czynię już od ponad dwóch lat (albo jeszcze dłużej). Moje zapiski to nie tylko ten blog, chociaż od pewnego czasu publikuję tu prawie wszystkie teksty, które piszę. Oprócz bloga mam także wiele dokumentów tekstowych, zapisanych na twardym dysku mojego komputera oraz na pen driver, dokumentów, których nigdzie nie publikowałem.

Tak więc, kiedy mnie tu już nie będzie, pamiętajcie, by sprawdzić wszystko, co zapisane jest w folderze „Moje zapiski”. A nuż znajdzie się tam coś, co warte będzie przeczytania. Tylko proszę, byście nie przerażali się moim brakiem warsztatu. Ani różnymi wszelkiego rodzaju gafami, które zdarza mi się czasem popełniać.

Kolejne zapiski uczynione są przeze mnie w moich zeszytach. Jest już ich parę sztuk (mówię o zeszytach), a będzie jeszcze więcej. Tak więc pamiętajcie: zapiski w tych zeszytach to ślad, który także pozostanie po mnie na Ziemi. Pamiętajcie o tych zeszytach, kiedy mnie już tu nie będzie.

Poza blogiem, mam także parę innych internetowych publikacji, m.in. w Gazecie Edukacyjnej, a także na forach internetowych.

Kolejne materialne ślady, które po mnie zostaną to zapiski audio i wideo. Tych audio wielu się pozbyłem, ale tych wideo sporo pozostało, m.in. w Internecie. Największy, a raczej najlepszy wideo ślad, jaki do tej pory o mnie powstał, to film „Przemek”, który nakręcony został przez Piotrka Sobczaka.

Wystąpiłem także kilka razy w TV, kilka razy pisały o mnie gazety. To tylko niektóre ze śladów, które pozostaną po mnie na Ziemi. Budując swoją legendę, pracuję nad kolejnymi śladami, które zostawię tu po sobie. Dlatego chcę pisać i tworzyć, myślę, że dzięki temu stanę się nieśmiertelny. To dopiero początek, a przede mnę jeszcze długa droga.

Zanim odejdę w Zaświaty, chcę zostawić na Ziemi ślad po sobie – powtórzę po raz kolejny. Dlatego nie imponują mi ludzie pokroju gwiazd i nie podniecają mnie zdarzenia typu ślub księcia Williama. Mam swoje życie, które jest przygodą. A moimi idolami, choć nie jest to dobre słowo – są Jezus, Budda i inni wielcy tego świata. Oni wiedzieli jak żyć. Dążyli do doskonałości, świadomi tego, że człowiek stworzony został na podobieństwo Boga.

Ten tekst, jak i wiele innych – tych, które już powstały i tych, które dopiero powstaną, wyjdą spod mojego „pióra”, będą jednymi z wielu śladów, które zostawię po sobie na Ziemi.




czwartek, 28 kwietnia 2011

Dziś od rana

... szkolenia... zmęczony, ale zadowolony... padnięty, ale uśmiechnięty... to chyba z powodu tej 


wiosny - taki radosny... 

środa, 27 kwietnia 2011

Wiosno, kocham Cię!



Gdy przychodzisz do mnie boso,
Kocham Cię, Wiosno!

Wiosna to moja ulubiona pora roku. Uwielbiam wiosenne słońce, kiedy ogrzewa mi twarz. Uwielbiam ciepły, przyjemny wiosenny wietrzyk, kiedy tańczy w moich krótkich włosach. Uwielbiam, kiedy wieje on prosto na mnie. Lubię wiosenne spacery. Odziany w krótkie spodenki, t-shirt oraz klapki na stopach – czuję się jak pielgrzym, przemierzający lasy i polany. Ten wiosenny klimat – jedyny swoim rodzaju – poczuć mogę właśnie tutaj, na wsi.


Wiosna to czas zakochania. Może powinienem się wreszcie zakochać. To jest trochę trudne, kiedy w moim sercu siedzą jeszcze fragmenty ostatniej miłości. Może tej wiosny się nie zakocham, może w tę wiosnę nie przyjdzie do mnie miłość. W sumie po co mi ona? Wszakże miłością jest wszystko – poza nią istnieje tylko lęk, który by nie istniał, gdyby nie było miłości.


Cieszę się, że przyszła wiosna. Czekałem na nią cały rok. Wiosna, która ma w sobie jakiś tajemniczy urok, sprawiający, że wszystko dookoła – łącznie z ludźmi – staje się piękniejsze. Tak więc wykorzystuję tę szansę i ja też razem z wiosną przyniosę i dam piękno światu.

wtorek, 26 kwietnia 2011

„Ręce precz od tej książki!”

Czytam „Ręce precz od tej książki!” i powiem Wam, że wierzę niemalże we wszystko co napisał Jan van Helsing w tej publikacji. Nowy Światowy Porządek trochę mnie przeraża, ale mam wielką nadzieję, że najbardziej świetli ludzie jakoś sobie z nim poradzą.



Może jestem szalony, ale komu mam wierzyć? Telewizji, prasie? Oni raczej nie karmią nas prawdą. Ktoś, kto wierzy w takie rzeczy, to wariat? Ktoś, kto wierzy w powszechną teorię spisków, to szaleniec? Mogę być szaleńcem i wariatem. Mogę nimi być, a co tam!

Zamiast szukać dowodów ją potwierdzających – szukałbym raczej dowodów, które ją obalą!

Chory pęd do władzy



Człowiek im więcej ma wolności, tym jego decyzje stają się mniej przewidywalne. Dlatego nie dziwmy się, że każda nowa władza chce zabrać człowiekowi tej wolności jak najwięcej. Im człowiek ma jej mniej, tym łatwiej nim sterować.

Wielu mądrych ludzi dziwi się, jak ktoś, kto przyszedł rządzić tylko na cztery lata, podejmuje decyzje, które będą miały swoje konsekwencje jeszcze długo po tym, jak przestanie sprawować władzę.

Wielu mądrych ludzi dziwi się, ponieważ dla nich jest to nie pojęte, do jakich czynów mogą posunąć się niektórzy ludzie tylko po to, by dalej sprawować władzę. Weźmy przykład bombardowań przez samoloty ludności cywilnej, ale też wojsk – czy w ogóle jakichkolwiek bombardowań – po to, by utrzymać swoją władzę i pokazać innym, że ja tu rządzę.

Decydenci podejmujący takie kroki – tj. nie uzasadnione ataki militarne – mają ze sobą duży problem natury psychicznej i emocjonalnej. Więzienia pełne są ludzi, którzy kogoś skrzywdzili i za to odsiadują długie wyroki. Kobieta zostaje skazana na parę lat za to, że zabiła męża, który się nad nią znęcał. Inni natomiast mogą zabijać tysiące ludzi i czują się bezkarni.

Zwykłemu obywatelowi, takiemu jak ja, ciężko to zrozumieć. Ciężko – to mało powiedziane. Ja tego po prostu nie rozumiem. A może to prawda, że niektórzy możni tego świata podpisali jakiś układ z diabłem? Kto to wie… Pewnie niektórzy nazwą mnie oszołomem, ale spiskowa teoria dziejów coraz częściej do mnie przemawia, kiedy widzę do jakich okrucieństw zdolni są ludzie.


Obrazki i fotki

 Jako iż na moim blogu powoli zaczyna robić się nudnawo – od dziś do każdego posta, a jeśli nie do każdego, to do większości – dodany będzie obrazek lub jakaś fotka.

Dziś oczy kobiety, które na Was patrzą. No, i na mnie też. Pozdrawiam!

Wiem, że zachowałem się...

...nie męsko, bo usunąłem wczorajszego posta... 

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Inne wartości

Gdybym miał możliwość zadania premierowi Donaldowi Tuskowi jednego pytania, brzmiałoby ono: Czy jeśli wygra Pan wybory i znów zostanie premierem, podwyższy Pan podatki?

Nie jest to pytanie złośliwe. Dotyczy ono wartości. Chciałbym, aby premier udzielił krótkiej odpowiedzi: tak albo nie.

A jeśli p. Tusk powiedziałby: nie wiem – bo przecież nie wiadomo, co będzie za kilka miesięcy – wszystko dla mnie i dla każdego myślącego Polaka byłoby jasne. I już drugi raz nie oddałbym głosu na p. Donalda Tuska. Po prostu mam inne wartości, niż premier.